[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.5

Adam Rajczyba: niewidomy maratończyk

8 lat temu zapadł wyrok - barwnikowe zwyrodnienie siatkówki. Stało się jasne, że Adam Rajczyba będzie powoli tracił wzrok. Mimo tego zaczął biegać, a niepełnosprawność nie przeszkodziła mu w zdobyciu korony polskich maratonów, i to w ciągu jednego roku!
Biegnąc w duecie z synem, z którym połączony jest specjalną linką, Adam Rajczyba zwyciężył w 2011 r. w maratonie w Krakowie w klasyfikacji osób niepełnosprawnych i po raz kolejny pobił życiówkę. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Warszawa, 26 września 2010 - 4:10,00
Poznań, 10 października 2010 - 4:02,31
Dębno, 24 października 2010 - 4:14,47
Jerozolima, 25 marca 2011 - 3:45,34

Po dwóch tygodniach od wrocławskiego maratonu Adam wystartował w Warszawie, po upływie kolejnych 14 dni zaliczył bieg w Poznaniu. Na koniec było przełożone z kwietnia Dębno. Tym sposobem w ciągu roku udało mu się zdobyć koronę polskich maratonów. Skoro Polskę już podbił, zaczął szukać biegów gdzieś dalej.

Są gorsze rzeczy na świecie. Ludzie chorują na nowotwory, umierają, a ja tylko staję się niewidomy.

"Trafiłem w internecie na informację o maratonie w Jerozolimie. To miał być pierwszy bieg w tym miejscu. Pomyślałem, że to jest to. Połączę bieganie ze zwiedzaniem, tym bardziej że od dawna interesuję się kulturą żydowską i uczę się języka hebrajskiego" - opowiada.

Problemem były tylko finanse. Adam sam do Jerozolimy - ze względu na swoją niepełnosprawność - nie mógł pojechać. Z pomocą przyszedł chór prowadzony przez Rajczybę. Zespół ufundował bilet dla jego córki. "Jesteśmy jak wielka rodzina. Czasem dziwię się, że oni chcą, żebym jeszcze z nimi pracował. Niewidomy dyrygent to nie jest najlepsze rozwiązanie" - śmieje się Adam.

Okazało się, że dzień przed przyjazdem do Jerozolimy w pobliżu dworca autobusowego wybuchła bomba, zginęli ludzie. "Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, w mieście nie było śladu po zamachu. Nie wyczuwało się zagrożenia, a raczej podekscytowanie tym, że uczestniczymy w imprezie, która organizowana jest po raz pierwszy" - wspomina.

Mocnych wrażeń startującym dostarczyła też pasta party. Tak przyprawionych makaronów Adam jeszcze w życiu nie jadł. Następnego dnia pobudka o 5, lekkie śniadanie i na start. W tłumie udało się odnaleźć kilku Polaków. Sam bieg był zdecydowanie najtrudniejszy w krótkiej, ale bogatej karierze naszego maratończyka. Jerozolima położona jest na wzgórzach, więc praktycznie przez 42 km biegło się góra-dół. Najgorszy był ostatni podbieg, który zaczął się już na 34. kilometrze.

Dla tych, którzy źle rozłożyli siły, to była droga do piekła. Do walki zagrzewali jednak międzynarodowi kibice. "Doping słyszałem chyba we wszystkich możliwych językach. To dodatkowo dodawało sił. Atmosfera była niesamowita".

Na mecie nagrody: nowy rekord życiowy - 3:45,56, medal z napisem "The First" i nietypowy posiłek regeneracyjny w postaci mnóstwa owoców. Na trasie maratończycy posilali się m.in. daktylami. Na koniec zwiedzanie i powrót do Polski.

Kraków, 17 kwietnia 2011 - 3:43,19 - pierwsze podium

Nie minął miesiąc, a Adam stanął po raz kolejny na starcie maratonu w Krakowie. Tym razem już ze swoim synem jako przewodnikiem. Niestety, wzrok pogorszył się na tyle, że nie może już biegać sam. Wystartowali połączeni specjalną linką. Rodzinny duet okazał się strzałem w dziesiątkę: udało się zwyciężyć w klasyfikacji osób niepełnosprawnych i po raz kolejny pobić życiówkę.

Dobranie odpowiedniego przewodnika to połowa sukcesu. Nie wystarczy tylko biec w tym samym tempie, trzeba też zgrać się z komendami i zwyczajnie polubić. Najlepiej jest biegać z osobą, która ma problemy ze wzrokiem, ale jest na tyle sprawna, żeby radzić sobie samemu. Ktoś taki najlepiej rozumie niewidomego. Niestety, znalezienie odpowiedniej osoby nie jest łatwe.

Adam zrzeszony jest w grupie niepełnosprawnych Cross. Wcześniej reprezentował oddział z Krakowa, a od 2 lat wrocławski. Jak dotąd w swoim mieście jest jedynym biegaczem z poważnymi schorzeniami wzroku (w Polsce zdeklarowanych biegających niewidomych lub niedowidzących jest niewiele ponad 30 osób). Tak więc przewodnikami Adama najczęściej są jego żona lub syn. Kiedy wcześniej biegał sam, starał się przyłączyć do innego zawodnika.

"Nigdy nie spotkałem się z dyskryminacją. Środowisko biegaczy jest tak pozytywnie zakręcone, a ludzie tak przyjacielsko nastawieni, że zawsze mogłem liczyć na pomoc. Teraz mam sporą grupę przyjaciół, z którą spotykam się podczas biegów normalnych i integracyjnych" - mówi.

Choć, jak twierdzi Adam, wśród niepełnosprawnych zdarzają się osoby nadwrażliwe, co czasem powoduje antagonizmy, to bieganie sprawia, że starają się być aktywni i cieszyć się życiem. "Są gorsze rzeczy na świecie. Ludzie chorują na nowotwory, umierają, a ja tylko staję się niewidomy" - kwituje Adam.

RW 04/2012

REKLAMA
1 2
STRONA 2 z 2

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij