Biathlon, triathlon, a może kobiethlon! (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Niedawno usłyszałam od przyjaciółki, że jak facet chce pobiegać, to wychodzi. Po prostu. A kobieta najpierw ogarnia rzeczywistość na trzy godziny do przodu, zgrywając kalendarze i zegary biologiczne wszystkich domowników. I wychodzi, albo i nie.  

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Efekt treningowy łatwy do przewidzenia. W prawdziwe osłupienie wprawiły mnie mniej więcej te same słowa, usłyszane kilka dni później od... kolegi.

REKLAMA

Mamy oto wakacje, czyli – teoretycznie – czas spowolnienia, uspokojenia, relaksu i długich dni. Nic, tylko biegać. Tyle, że w świecie kobiety taki luz blues w postaci idealnej nie występuje. Bo dzieci – chociaż nie chodzą do szkoły – tak samo są głodne. Bo mieszkanie – chociaż błoto butów się nie czepia – tak samo się brudzi. Bo sterty prania – chociaż letnie ubrania są mniejsze i lżejsze – rosną tak samo szybko. Może i noce są krótsze, ale lista kobiecych obowiązków ani ciut-ciut.

Tu pozostawiam miejsce na oddech dla oburzonych panów, którzy zarzucą mnie przykładami tego, jak sami wyręczają w gotowaniu, sprzątaniu i prasowaniu swoje ukochane (wierzę: najbliższy mojemu sercu biegacz świata też często myje naczynia, a do tego robi świetną pomidorówkę!).

Ale odstawmy na bok tę dyskusję i trzymajmy się chłodnej statystyki. A z tej niezbicie wynika, że to na węższych i szczuplejszych, ale silnych barkach kobiety stoją ogniska domowe. Główny Urząd Statystyczny co 10 lat bada i porównuje, ile czasu Polki i Polacy poświęcają na pracę zawodową, a ile na dom. Z raportu opublikowanego w tym roku wynika, że przeciętna miesięczna wartość pracy domowej wykonywanej przez kobietę wynosi ponad 2100 złotych, a przez mężczyznę 1200 złotych.

Do tego w trakcie ostatniej dekady wydłużył się przeciętny czas opieki rodziców nad dziećmi. U kobiet średnio wzrósł o 30 minut do prawie 3 godzin dziennie, a wśród mężczyzn o 21 minut, czyli panowie dobijają do poziomu 2 godzin dziennie.

Z drugiej strony fala biegaczy i biegaczek coraz mocniej zalewa Polskę. W ciągu ostatnich czterech lat ponad trzykrotnie wzrosła liczba osób, które uprawiają ten sport (przynajmniej tak wynika z badania firmy ARC Rynek i Opinia).

REKLAMA

REKLAMA

Postanowiłam więc sprawdzić, jak to jest z zależnością między obowiązkami domowymi a treningowymi w świecie kobiet i mężczyzn. Ale projekt badawczy szybko padł przygnieciony męską szczerością.

„Pewnie, że facetowi łatwiej wyjść z domu. A jeszcze dorobi do tego otoczkę poświęcenia, że to dla zdrowia i w ogóle... I już” – usłyszałam od ankietowanego kolegi. Skracając jego wywód: kobieta zastanawia się w domu, jak w obowiązki rodzinne wpleść bieganie, a mężczyzna o obowiązkach domowych woli pomyśleć podczas treningu.

Jak to możliwe, że chociaż czas kobiety pochłaniają czasoprzestrzenne dziury bez dna, jest ona jednak w stanie wyjść na trening? Kluczem jest sekretna dyscyplina sportowa. Bo my trenujemy kobiethlon, czyli sto dyscyplin w jednym życiu. Trucht do kuchni, sprint do łazienki, marszobieg do pracy, ciężary w spożywczym, skłony przy pralce, przysiady przy zmywarce. To jakby szachoboks (w końcu uznana dyscyplina sportowa), w którym przeciwnikiem jest życie.

W przygotowaniach do kobiethlonu pomagają wysublimowane ćwiczenia mięśni łydek (jak lawirowanie na palcach między zabawkami rozrzuconymi po podłodze), nieodzowne jest wzmacnianie mięśni grzbietu (dobrze działają serie powtórzeń na komendę personalnego trenera: „Chcę na huśtawkę”, „Chcę z huśtawki”, „Chcę na drabinki”, „Chcę z drabinek”). Przydaje się też rzeźbienie bicepsów przy próbie odebrania telefonu komórkowego ręką obwieszoną zakupami.

Ale kobiethlon to też potęga umysłu. Zarządzanie chaosem, planowanie rzeczy wymykających się planowaniu, jednoczesne rozgryzanie kilku problemów i rozpracowywanie kilkunastu wątków, przewidywanie, reagowanie w sytuacjach stresowych...

Dzięki temu wszystkiemu jesteśmy w stanie jednak zaplanować weekendowe wybieganie albo wcisnąć gdzieś w tygodniu tempówki i interwały. Bo owszem, trening czyni mistrza, ale mistrz czyni trening.

RW 07/2015

Zobacz również:
Określenie, jak ciężki był dla Ciebie trening, pozwoli Ci wycisnąć z biegania jeszcze więcej. Temu służy subiektywna ocena poziomu odczuwalnego wysiłku - wskaźnik, który pełniej niż suche dane liczbowe opisuje Twój trening i umożliwia lepszą kontrolę pracy, którą wykonujesz podczas każdej sesji. Zobacz, jak może Ci pomóc robić szybsze i większe postępy.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA