[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.1

Złota setka, czyli bieg pod specjalnym nadzorem

Chyba nigdzie na świecie czas nie dłuży się bardziej niż w więzieniu, odbierając człowiekowi chęć do życia. Okazuje się jednak, że nawet w takim miejscu można odkryć w sobie pasję do biegania. I zorganizować półmaraton z prawdziwego zdarzenia.

Niedziela, godzina 8.45. O godzinie 9.00 zacznie się bieg półmaratoński Złota Setka. Więźniowie rozgrzewają się, bo każdy chce wygrać i nie chce, by o wyniku zadecydowała kontuzja. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Niedziela, godz. 8.30, Zakład Karny w Rawiczu. Na głównym placu potężnej, szarej budowli pojawiają się więźniowie... w strojach sportowych i zaczynają rozgrzewkę. Zaraz pobiegną w półmaratonie! Ale jak to: 21 kilometrów za kratami?

Zakład Karny w Rawiczu funkcjonuje jako jednostka więzienna od 1819 roku. Przez te blisko 200 lat grube, pruskie mury widziały już niejedno. Ale półmaratonu jeszcze się tu nie biegało.

"Nie słyszałem o podobnych zawodach, więc chyba jesteśmy pionierami na skalę światową" - cieszy się dyrektor placówki Bogdan Wojtal.

REKLAMA

REKLAMA

Niedziela, godz. 9.00. Start ostry. Zawodnicy ruszają do biegu. Kibicują im strażnicy z psami. Na starcie pierwszego półmaratonu w historii polskiego więziennictwa stanęło 14 osadzonych. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Na pomysł zorganizowania zawodów za murami wpadł Krzysztof Domaniecki, wychowawca ds. sportu w rawickim ZK. Widział, że więźniowie dla relaksu biegali w kółko na spacerniaku. Zaproponował więc im sportową rywalizację. Okazało się, że jest sporo chętnych do wzięcia udziału w takiej imprezie.

W maju 2010 roku dyrektor Wojtal dał zgodę na wielki bieg, który został później nazwany "Złotą Setką" (więźniowie mieli pobiec 100 okrążeń głównego placu, po 201 metrów każde). Pojawił się jednak problem - jak przygotować osadzonych do tak poważnego wysiłku.

"Panowie zaczęli regularne treningi - wspomina Krzysztof Domaniecki. - Biegali wokół 80-metrowego spacerniaka. Po 150-180 okrążeń w ciągu 1,5 godziny, jakie im przysługuje na zewnątrz budynku. Biegali też wokół niedużego boiska do piłki nożnej. Grali również w futbol"- wylicza wychowawca.

REKLAMA

NIedziela, godz. 9.15. Przed uczestnikami półmaratonu wciąż większość ze stu okrążeń, którym bieg zawdzięcza nazwę Złota Setka. Kibicują im strażnicy z owczarkami niemieckimi. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

"Chcemy, by osadzeni jak najwięcej czasu spędzali poza celą. Dlatego każda forma aktywności sportowej jest dla nich czymś ważnym. Dzięki temu mogą się wyżyć fizycznie i potem są spokojniejsi" - zauważa dyrektor Wojtal.

Oddam paczkę za start w biegu

Ostatecznie do głównego biegu zgłosiło się 24 chętnych. Niestety, ośmiu z nich nie przeszło pozytywnie szczegółowych badań lekarskich. Dwóm w ostatniej chwili przytrafiły się kontuzje.

"Dało się wyczuć, że między osadzonymi narastała sportowa rywalizacja. Jeden z głównych faworytów do wygranej... wygląda teraz przez kraty w oknie. Tak ostro się przygotowywał. Robił sobie takie interwały, że nie wytrzymały nogi" - mówi Domaniecki.

REKLAMA

REKLAMA

Niedziela, godz. 9.30. Trasa trudna, bo monotonna. Sędziowie muszą uważać, by nie pomylić zawodników i przebiegniętych okrążeń. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Wielki cel i chęć wzięcia udziału w "Złotej Setce" były dla więźniów rawickiego zakładu penitencjarnego ponad wszystko. Najlepiej niech świadczy o tym historia jednego z nich, który na kilka dni przed datą startu podpadł wychowawcom. Wiedział, że mógł za to zostać ukarany zakazem uczestniczenia we wszystkich zajęciach sportowych. Tak się tym przejął, że powiedział dyrektorowi, iż każda inna kara będzie dla niego lepsza. Nawet gdyby miano mu zabrać paczkę od najbliższych...

"To jest lepsze od używek. Bieganie uzależnia jak nie wiadomo co. Nie mamy tu większych przyjemności" - mówi więzień Hubert F.

Szkoda, że nie ma cheerleaderek

Na starcie pierwszego półmaratonu w historii więziennictwa stanęła więc szczęśliwa 14. Ich prowizoryczna szatnia znajdowała się za grubą kratą budynku. Zawody zostały przygotowane profesjonalnie. Na klatkach piersiowych startujących zawisły numery startowe z napisem "Cała Polska biega". Był punkt żywnościowy, gdzie można było zjeść banany i czekoladę oraz napić się wody z plastikowego kubeczka. Trasę oznaczono taśmą, a co kilkadziesiąt metrów stali barczyści mundurowi, niektórzy w towarzystwie owczarków niemieckich...

REKLAMA

Niedziela, godz. 9.45 . Na trasie, która wiodła dookoła budynku na terenie więzienia, był też punkt z napojami i jedzeniem. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Na starcie zawodów stanęli ludzie o trudnych życiorysach, niektórzy z wysokimi wyrokami, wśród nich człowiek skazany na dożywocie. Jednak w tym konkretnym momencie przeszłość na chwilę zostawili za sobą. Sygnał do startu i ruszyli. "Ostro ruszyli, żeby tylko wytrzymali" - martwił się nieco dyrektor Zakładu Karnego w Rawiczu. I tak kółko za kółkiem, kółko za kółkiem. Te kolejne pętle liczyli maratończykom ich wychowawcy i więzienni psychologowie.

Praktycznie jednak nie musieli tego robić. Oszukać więźniów po prostu nie sposób. Nie dość, że biegnący sami liczyli kolejne kółka, to robili to również... ich koledzy z cel, bacznie przyglądający się rywalizacji przez małe, zakratowane okienka. Na bieżąco sprawdzali też czasy i wymieniali się danymi. Raz na razem padały różne uwagi: "Zostaw te banany", "Smacznego!", "Ja pobiegnę za rok", "Dawaj, dawaj!", "Uśmiech, uśmiech!", "Gdzie są cheerleaderki?". Oczywiście był też doping dla poszczególnych zawodników. Praktycznie każdy oddział wystawił w tym półmaratonie swojego reprezentanta.

REKLAMA

REKLAMA

Niedziela, godz. 10. W zawodach rywalizowali ludzie o trudnych życiorysach, niektórzy z wysokimi wyrokami, wśród nich człowiek skazany na dożywocie. Jednak w tym konkretnym momencie przeszłość na chwilę zostawili za sobą. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Wywiad za Runner's World

Po zaciętej rywalizacji wygrał Mariusz S. z bardzo dobrym czasem 1:28:30 s, którego przez cały bieg zawzięcie gonił drugi Hubert F. Obaj na mecie cieszyli się jak dzieci. Zrobić jednak wywiad w więzieniu, to wcale nie taka prosta sprawa.

"Nie tak szybko! Co ma pan na wymianę?" - zapytał F.

"Sławę?" - odparłem.

"To mało, pogadamy, jak obieca pan, że wyśle mi do więzienia gazetę. Naprawdę czytamy tu Runner's World" - zapewnił osadzony.

Podobno w więzieniu nie powinno się niczego obiecywać, ale tę prośbę na pewno uda się spełnić.

"Jeśli myślał pan, że będziemy człapać, to powiem: pozory mylą. Bieganie daje nam wielką satysfakcję. Stawiamy sobie kolejne cele i osiągamy je. Cały czas trwał bardzo intensywny trening, pomimo warunków, w jakich jesteśmy. Dla nas wszystkich to wielki sukces przebiec taki dystans" - zapewnił Hubert F.

REKLAMA

Niedziela, godz. 10.10. Kolejne pętle liczyli biegaczom ich wychowawcy i więzienni psychologowie. Praktycznie jednak nie musieli tego robić. Nie dość, że biegnący sami liczyli kolejne kółka, to robili to również... ich koledzy z cel, bacznie przyglądający się rywalizacji przez małe, zakratowane okienka. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

"Nigdy jeszcze nie byłem pierwszy. Ogromnie się cieszę. W końcu jakiś sukces w życiu osiągnąłem - cieszył się po biegu Mariusz S., triumfator biegu Złota Setka. - Ostatnie kółko było niesamowicie trudne, tym bardziej że kolega ostro gonił. Ale dałem radę. Cieszymy się, że udało się coś takiego zorganizować. Walczyliśmy o taki bieg z chłopakami przez 3 lata. Wychowawca od sportu pomógł i jest pięknie. Żyliśmy tym biegiem od dawna. Dzień przed startem nie mogłem zasnąć. To są wielkie emocje. Nie spałem już od drugiej godziny. Jak wyjdę na wolność, postaram się znaleźć czas na bieganie" - stwierdził triumfator.

"Gdyby za zwycięstwo było przedterminowe zwolnienie albo chociaż przepustka, to wyniki byłyby jeszcze lepsze" - zażartował na odchodne Hubert F. Obu skazanym zostało jeszcze około dwóch lat odsiadki...

Spotkamy się za rok

Nie wszyscy więźniowie uzyskali dobre czasy. Niektórzy dotarli na metę "Złotej Setki" dawno po zwycięzcach. Ale dla nich nie to było najważniejsze. "Za rok poniżej 2 godzin schodzę" - zapewnił jeden z więźniów. "Bolą mnie trochę kolana, ale grunt, że dobiegłem do celu" - stwierdził kolejny. "Ostatnie kółko powinno być jak na Tour de France, byśmy biegli z szampanem" - żartował jeszcze inny.

REKLAMA

REKLAMA

Niedziela godz. 12.00. Dekoracja najlepszych w półmaratonie Złota Setka. Na najwyższym stopniu podium Mariusz S., z lewej drugi na mecie Hubert F., z prawej laureat trzeciego miejsca Dariusz Cz. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Warto podkreślić, że wszyscy więźniowie ukończyli bieg. Potraktowali sprawę bardzo honorowo: nikt nie chciał być jedynym, który nie da rady. Choć widać było, że kilku z biegnących dało z siebie absolutne maksimum. Gdy przestawali biec, zaczynali kuleć.

"Mimo wszystko to dobrze, że nikt się nie wycofał. Każdy ambitnie chciał dotrzeć do mety. Panowie pokonali ten długi dystans i chwała im za to" - ocenił postawę więźniów Mariusz Adamczyk, wychowawca w rawickim Zakładzie Karnym, ale także maratończyk, który pobiegł wraz z osadzonymi.

Na koniec imprezy wszyscy startujący zaprezentowali się więziennej publiczności, otrzymali pamiątkowe medale, dyplomy i książki (m.in. album "Fascynujące wyspy świata"). "Tych, którzy jeszcze tu będą, zapraszam za rok" - zakończył udane zawody dyrektor Bogdan Wojtal. "Oby nie!" - odpowiedzieli zgodnie więźniowie.

Zobacz także: Wolność biegania, czyli resocjalizacja treningiem

RW 12/2010

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij