[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.0

Bieg w rytmie The Beatles

Muzyka to najlepszy motywator, a The Beatles są najlepszymi trenerami - tak twierdzi Kazimierz Musiałowski. Czwórka z Liverpoolu zainspirowała go do tego stopnia, że założył sportowe buty i ruszył ich śladem. Dokąd poniosła go muzyka słynnej brytyjskiej grupy?

Kazimierz Musiałowski The Beatles fot. Kazimierz Musiałowski - archiwum prywatne

Biegający marynarz nie jest zjawiskiem częstym, więc czasami brano go za przestępcę. Trenując w jednym z duńskim portów, został zatrzymany do nietypowej kontroli.

"Po przebiegnięciu 12 km wracałem na statek, kiedy drogę zajechało mi Volvo i od razu wiedziałem, że to celnicy. Powiedzieli, że nudzi im się już jechanie za mną, więc jak mam te fajki, to oni je ode mnie wezmą i nie będę musiał tak lecieć" - opowiada. Kiedy dowiedzieli się, że jest zwykłym joggerem, zaproponowali mu... wspólne bieganie.

REKLAMA

Długie i nużące rejsy sprawiały, że marynarze wypełniali swój czas w dość oryginalny sposób. "Któregoś razu jeden z członków załogi wpadł na pomysł, żebyśmy zrobili na statku olimpiadę, bo w tym samym czasie odbywały się letnie igrzyska w Moskwie" - wspomina Kazimierz.

"Yellow Submarine"

Największą jednak sensację wzbudził, kiedy w 1987 roku postanowił jako pierwszy na świecie przebiec maraton na statku. "Wysłałem do Torunia wiadomość, że chciałbym bliźniaczo z maratonem w Chełmie przebiec ten dystans na swojej jednostce. Płynęliśmy z Grecji do Nowego Orleanu" - opowiada Musiałowski.

Przygotowanie tego biegu wymagało zaangażowania całej załogi. Kazimierz wspólnie z bosmanem odmierzyli odległość 511 metrów, którą ten pierwszy musiał pokonać kilkadziesiąt razy. Podczas biegu mobilizowali go nie tylko marynarze, ale też ulubione piosenki zespołu The Beatles.

"Koledzy wiedzieli, że jestem ich wielkim fanem. W trakcie biegu pasiono mnie wręcz ich przebojami. Doping przydał się szczególnie na ostatnich kilometrach, kiedy nogi odmawiały mi już posłuszeństwa" - wspomina Kazimierz. Uzyskał czas 4:15:30, co na warunki, w których "startował", można uznać za niezły wyczyn.

"Twist And Shout"

Kiedy to się zaczęło? W 1963 roku. Kazimierz wspólnie z bratem uwielbiają słuchać zagranicznej muzyki. Któregoś razu wpadła im do ręki płyta pocztówkowa brytyjskiego zespołu, który nie był jeszcze tak popularny w Polsce. Pierwszą piosenką, jaką usłyszeli, było "Twist and Shout", z charakterystycznym zachrypniętym głosem Johna Lennona.

"Od tej piosenki zakochałem się w tym zespole. Moim marzeniem było zebranie wszystkich ich płyt. Mam nawet pierwszą, którą nagrali jeszcze z Tonym Scheridanem pod inną nazwą" - opowiada.

Przez następne 10 lat śledził dokładnie wszystkie wydarzenia związane z Beatlesami i czekał na ich kolejne przeboje. "Nawet nie znając angielskiego, można się było domyślić, że te piosenki mówią o czymś fajnym" - mówi.

Zdecydował się pójść krok dalej i poznać historię utworów. Udało mu się to dopiero w 2006 r. W Liverpoolu spędził w sumie dwa lata. Jeśli akurat nie pracował, poświęcał czas na zwiedzanie miasta Beatlesów. Docierał do miejsc, których nie znali nawet Anglicy.

Efektem podróży do Liverpoolu jest wydany w 2008 r. album, będący pewnego rodzaju dokumentacją życia młodych muzyków. Odległości między inspirującymi zespół zakątkami Kazimierz pokonywał biegiem, stąd tytuł książki - "764 kilometry dla The Beatles".

Album to przede wszystkim przewodnik dla fanów czwórki z Liverpoolu. Nie brak w nim jednak osobistych historii i wspomnień Kazimierza związanych z zespołem.

1 2 3
STRONA 2 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij