REKLAMA

Biegacz podczas 48-godzinnego wyzwania uratował życie tonącemu chłopcu

Dla dwojga biegaczy udział w 48-godzinnym wyzwaniu biegowym zmienił się w misję ratunkową, podczas której udało się uratować tonącego w rzece chłopca.

Biegacz podczas 48-godzinnego wyzwania uratował życie tonącemu chłopcu Ashley Pilon
fot. archiwum prywatne Ashley Pilon

Mając wolny weekend, Ashley i Brad Pilonowie z Kanady zdecydowali się na pobyt w hotelu niedaleko swego domu w Saskatoon, w prowincji Saskatchewan, aby spróbować swoich sił podczas Goggins Challenge – wyzwania polegającego na bieganiu czterech mil co cztery godziny przez 48 godzin. Ponieważ na niektórych odcinkach uczestniczyli w akcji wspólnie ze swoimi przyjaciółmi, zdecydowali się nie słuchać podczas biegania muzyki, jak to często robią. Jak się okazało, ta decyzja pozwoliła im uratować człowiekowi życie.

REKLAMA

10 kwietnia popołudniu, niespełna pół mili przed końcem ósmego etapu Brad i Ashley, biegnący w towarzystwie kilku przyjaciół na rowerach, zauważyli dwa porzucone rowery dziecięce na poboczu ścieżki nad rzeką South Saskatchewan. Ashley biegła wtedy kilka metrów przed Bradem i uznała, że to dość dziwny widok. Kilka sekund później rowery minął Brad, który miał podobne odczucia. Wtedy usłyszał za sobą krzyki dochodzące od strony rzeki.

„Odwróciłem się i zobaczyłem młodego chłopaka biegnącego brzegiem w przeciwnym kierunku i szukającego pomocy - powiedział Brad. - Potem spojrzałem w lewo i zobaczyłem w wodzie innego chłopca, który potrzebował pomocy”.

43-letni Brad bez wahania zawrócił i rozpoczął akcję ratunkową. Pobiegł wzdłuż rzeki do chłopca, który znajdował się około 5-6 metrów od brzegu. Kiedy zorientował się, że dziecko nie umie pływać, wskoczył do lodowatej wody, dopłynął do tonącego chłopca i przyholował go z powrotem na suchy ląd, gdzie jego przyjaciel i inny przypadkowy przechodzień pomogli im obu wydostać się z wody.

Ashley odwróciła się w momencie, kiedy jej mąż biegł już na ratunek tonącemu chłopcu. Widząc, że sytuacja jest pod kontrolą, wyciągnęła telefon i nakręciła krótki film, gdy Brad wychodził z wody. Powiedziała, że ​​nie uwierzyłaby, że to się stało, gdyby nie miała na to dowodu. Gdy wyczerpany chłopiec wyszedł z wody, Brad, Ashley, ich przyjaciele i przechodzień zdjęli z niego zimne i mokre ubranie i przebrali go we własną, suchą odzież.

REKLAMA

REKLAMA

„Nie mieliśmy pojęcia, jak długo był w wodzie, ale jego usta były już sine - powiedziała Ashley w rozmowie z Runner’s World. - Kiedy zaopiekowaliśmy się chłopcem i przyjechali ratownicy medyczni, spojrzałem na Brada i powiedziałem mu, że musimy wrócić do hotelu, aby zdjął z siebie przemoczone ciuchy i wziął gorący prysznic”.

Pobiegli ostatnie 500 metrów ósmego etapu wyzwania z powrotem do hotelu. Kiedy tam dotarli, znajomi poinformowali ich, że chłopiec został zabrany z nabrzeża przez ratowników medycznych. Napompowani adrenaliną Ashley i Brad spędzili kolejne 12 godziny na bieganiu, kontynuując swój udział w Goggins Challenge, zanim następnego ranka zakończyli wyzwanie. Wtedy też dowiedzieli się, że chłopiec wraca do formy i odzyskuje siły.

Ashley udostępniła film z akcji ratunkowej na Facebooku. Zrobiła to, aby przypomnieć ludziom, jak niebezpieczna może być rzeka, i żeby zaapelować do biegaczy, aby zwracali uwagę na to, co się wokół nich dzieje, ponieważ mogą nawet uratować komuś życie. Kilka dni później jej wideo wzbudziło duże zainteresowanie mediów lokalnych i krajowych.

„Było dużo podziękowań, komentarzy w stylu „jesteś bohaterem” i tym podobnych - powiedział Brad. - Myślę, że wiele rzeczy dobrze się tego dnia złożyło. Nie mieliśmy na uszach słuchawek, jak to czasem robimy, prąd rzeki nie był w tym miejscu zbyt silny, znaleźliśmy się tam we właściwym momencie i cieszymy się, że z chłopcem jest wszystko w porządku”.

RW

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA