[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Biegam, bo nie mam czasu - Robert Korzeniowski

Robert Korzeniowski kalendarz ma wypełniony po brzegi. Ale nie wyobraża sobie, że byłby w stanie podołać swoim obowiązkom, gdyby nie biegał. "Potrzeba ruchu to też potrzeba duszy. Po prostu chcę mieć taki styl życia" - mówi.

Robert Korzeniowski (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)

Jeszcze przed igrzyskami olimpijskimi w Atenach Robert zaplanował sobie zakończenie kariery niemal dzień po dniu. "Na roztrenowanie potrzebowałem prawie dwóch lat. Nie mogłem sobie ot tak zakończyć przygody z wyczynowym sportem. Niełatwo było przekonać organizm, że musi zejść z wysokich obrotów na niskie. Był od lat przyzwyczajony do 11-12 treningów w tygodniu i przeżywał istną rewolucję! - opowiada biegający szef redakcji sportowej TVP.

Robert powoli przechodził w aktywny stan spoczynku. W końcu udało mu się, jak mówi, ustabilizować wagę w górnej strefie swojej normy. W tym czasie pracował już w telewizji. Zdecydował się na pracę w mediach w listopadzie 2004 r. Od stycznia 2005 r. jest dyrektorem Redakcji Sportowej TVP Sport.

Wpadł w wir nowych obowiązków. Robert ma opinię wymagającego szefa, który ceni perfekcję i dobre przygotowanie. Nie lubi opóźnień, ale denerwuje się też, gdy ktoś przychodzi za wcześnie. Wszystko ma swój czas. "Robert Korzeniowski to perfekcjonista w każdym calu" - twierdzą jego współpracownicy. Mówi płynnie po francusku, dobrze po rosyjsku i angielsku oraz nieźle po hiszpańsku, a przy tym odnosi się z sympatią do każdego, z kim rozmawia.

"Potrzebowałem ruchu. To była potrzeba duszy. Zdawałem sobie sprawę, że bieganie jest czymś naturalnym, ale na to, żeby stać się biegaczem, potrzebowałem kolejnych dwóch lat - przypomina sobie Robert. - Przecież przez ostatnie 10 lat nie biegałem!".

Co prawda, jego rodzice nie byli sportowcami, ale wychowywali go w sportowym duchu. Wreszcie zaczął czytać, że bieg jest czymś zupełnie naturalnym, choć łydki i uda bolały. Gdy pojechał do Osaki, to podczas treningów już biegł w tempie 3.40 - 3.50 na kilometr. Wrodzona wydolność organizmu to ogromny atut Roberta Korzeniowskiego. "Cieszę się, że mam taki dar od Boga. To mi zostało jako biegaczowi".

Cel: przebiec maraton

Pozostała jeszcze żyłka do rywalizacji i sprawdzenia się. Po trzech tygodniach regularnego treningu postanowił wystartować w półmaratonie. "Nie było najgorzej, uzyskałem 1:19" - skromnie zaznacza Robert. Teraz stawia sobie kolejne wyzwanie: zaliczenie maratonu. Zdecydował się na Poznań. W Krakowie w tym roku nie udało mu się, ponieważ wystartował po kontuzji.

"Za mocno dałem sobie w kość. Biegałem po czternaście-osiemnaście kilometrów i byłem na wysokich obrotach w pracy. Muszę uważać na kolana - mówi, wzdychając. - W chodzie nie ma takich przeciążeń jak podczas biegu. Staram się unikać asfaltu, bo zaraz odzywa się moje wiązadło poboczne".

Bez biegania Robert nie wyobraża sobie życia. "Chcę mieć taki styl życia. Zawsze będę sportowcem, cokolwiek będę robił - wyjawia swoje życiowe credo najbardziej utytułowany olimpijczyk w Polsce. - Mogę lepiej pracować, lepiej myśleć. Sport nauczył mnie samodyscypliny. Do Pekinu pojechałem po raz pierwszy jako "cywil". Także do pracy, ale już zupełnie innej. Też się denerwowałem, tylko może inaczej?" - zastanawia się Robert. Mimo nawału obowiązków, w stolicy Chin nie odpuścił sobie biegania: codziennie trenował wokół wioski olimpijskiej.

Robert Korzeniowski - pierwszy pieszy RP

Najlepsze wyniki na olimpiadach:

  • igrzyska olimpijskie w Atlancie (1996) 50 km - złoty medal
  • igrzyska olimpijskie w Sydney (2000) 20 km - złoty medal; 50 km - złoty medal
  • igrzyska olimpijskie w Atenach (2004) 50 km - złoty medal

Praca zawodowa:

W listopadzie 2004 roku został doradcą Redakcji Sportowej w Telewizji Polskiej S.A., natomiast od stycznia 2000 roku jest jej dyrektorem.

Cel:

Przebiec maraton.

RW 04/2008

1 2
STRONA 2 z 2

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij