Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Bieganie bez napinki a pogoń za rekordami [LIST CZYTELNIKA]

Start w zawodach i walkę o rekordy niektórzy amatorzy traktują bardzo poważnie. Zbyt mocne skupienie się na życiówkach może jednak pozbawić radości z biegania - zwraca uwagę nasza Czytelniczka. Przeczytaj list, w którym opisuje bieg, po którym doszła do takich wniosków.

bieganie a stres, bieganie rekordy, bieganie życiówki, bieganie start w zawodach Nasza Czytelniczka każde zawody kończy z uśmiechem na twarzy, bez względu na osiagnięty wynik / fot. shutterstock.com

W trakcie dzisiejszego treningu zaczęłam podsumowywać sezon. Szybko doszłam do wniosku, że brak we mnie genu ścigania i... że dobrze mi z tym. To mój pierwszy biegowy rok, zatem tylko kilka startów. Część z nich była biegiem po tzw. życiówkę, a reszta ot tak, dla przyjemności...

Jeden ze startów szczególnie utkwił mi w pamięci, a zwłaszcza dwie skrajne postawy zawodników, jakie na nim zaobserwowałam. Po tym, jak wpadłam z tradycyjnym uśmiechem na metę, zauważyłam obok siebie biegacza, który minę miał mocno nietęgą. Strasznie zirytowany opowiadał znajomym, że zabrakło mu paru sekund do życiówki, więc nawet nie zostaje na regeneracyjnej grochówce. Jedzie do domu i będzie planował kolejne, jeszcze cięższe treningi.

Po jego czasie jestem pewna, że to nie jest profesjonalista. Zostałam na mecie i nadal obserwowałam biegaczy. Na końcu pojawiła się biegaczka, a za nią samochody zamykające bieg. Myślę sobie: „WOW! Co za kobieta! Jaki trzeba mieć charakter, żeby mimo świadomości, że wszyscy już dobiegli, a samochód z napisem »Koniec biegu« depcze po piętach, z wielkim uśmiechem i przybijając wszystkim piątki przeć swoim tempem do przodu”.

Chyba o to chodzi. Liczy się sam bieg, a nie czas. Jestem młodą i niedoświadczoną biegaczką, ale może dzięki temu mam trochę więcej dystansu do osiąganych wyników. Doceniam i podziwiam biegaczy, którzy wykręcają świetne rezultaty i potrafią jeszcze regularnie je poprawiać.

Uważam jednak, że to nie zawsze jest najważniejsze, zwłaszcza wśród amatorów. Dlatego polecam czasem nie zabierać zegarka na zawody. Zwolnić. Poprzybijać piątki. Uśmiechnąć się do fotografa. Wziąć znajomego i w jego tempie pomóc mu przebiec pierwszą dziesiątkę w życiu. A rekordy... zrobi się następnym razem.

Klaudia Kulczyńska

Przypominamy, że czekamy na Wasze listy, zdjęcia i komentarze. Wiadomości wyślij na: rw@mpp.pl. W każdym miesiącu najlepsze listy i zdjęcia publikujemy w papierowym wydaniu magazynu RW, a ich autorzy otrzymują od nas w nagrodę sprzęt biegowy.

RW 01-02/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij