Bieganie na ekranie: filmy o biegaczach i dla biegaczy

Filmy z biegaczami w roli głównej mają rozpalać wyobraźnię, a nie być szkołą joggingu - twierdzą reżyserzy. Nie mogliśmy jednak odmówić sobie przyjemności popastwienia się nad techniką biegu Forresta Gumpa i przygotowania do roli aktorów.

RW
"Forrest Gump" jest jednym z niewielu filmów, w których bieganie stanowi ważny element scenariusza. Mimo to i w tym filmie jest traktowane po macoszemu. (fot. Corbis)

Zgadnij, skąd jest ta scena: "Chłopak oświadcza się dziewczynie, ale ona, choć oświadczyn nie przyjmuje, idzie z nim do łóżka. Rankiem dziewczyna zostawia chłopaka, który popada w smutek. Siedzi więc sobie ów chłopak na ganku, aż nagle jakaś tajemnicza myśl każe mu zerwać się z miejsca i ruszyć biegiem przed siebie".

No i… Wszyscy znają tę scenę? Jeśli nie z życia, to na pewno z filmu "Forrest Gump". Późniejsza scena, w której Tom Hanks biegnie przez Stany Zjednoczone, uchodzi za jedną z najpiękniejszych w historii kina. Romans Hollywood i biegania bardzo rzadko jednak daje tak udane, zapadające w pamięć widzów efekty.

W każdym filmie ktoś gdzieś podbiega, ktoś kogoś goni, przed kimś ucieka... Biegają ogarnięte paniką tłumy, uciekające po ulicach przed potworami, biegają przerażone kobiety na obcasach, uciekające przed zboczeńcami, biegają otyli policjanci goniący wysportowanych bandytów, biegają dobrze zbudowane ratowniczki wzdłuż plaży. Poza nielicznymi wyjątkami, zwłaszcza z tej ostatniej grupy, nie pamiętamy żadnej z tych scen.

Biegnij, Forrest, biegnij!

Cooper: Przemierzając USA po raz czwarty, Forrest Gump, ogrodnik z Alabamy, przeprawi się znowu przez Missisipi. A niech mnie, Forrest, czemu pan biegnie?

Dziennikarze: W obronie pokoju? Na rzecz bezdomnych? Środowiska? W walce o prawa kobiet?
Forrest: Nie mogli uwierzyć, że można tak biec bez przyczyny.

Cooper: Czemu pan to robi?

Forrest: Miałem ochotę pobiegać.

Runner\\\\\\\'s World
"Przed metą" (1998) to powieść o życiu biegacza Steve\'a Prefontaine\'a (Billy Crudup), który zginął w wypadku przed olimpiadą w Montrealu. (fot. Corbis)

Bieg Forresta Gumpa bawi i wzrusza każdego być może przez brak jasnego celu, który przyświecałby bohaterowi, albo przez surrealistyczny pomysł obiegnięcia USA. U czujnego specjalisty biegacza, poza wzruszeniami, budzi jednak rozmaite zastrzeżenia.

Maratończyk i trener maratończyków Jerzy Skarżyński dostrzega niekonsekwencję: raz Hanks biegnie zamaszyście, potem z przyklejonymi rękami, raz jakby poważnie, potem znowu pajacując. Nasz specjalista daleki jest oczywiście od pastwienia się nad aktorami za technikę, ale jego uwagi kierują nas ku podejrzeniu, że kino traktuje bieganie bez należnego respektu.

Techniczny chaos biegu Hanksa z pewnością tłumaczy to, że w niektórych sekwencjach zastępował go rodzony brat Jim. Ale ważniejsze wydaje się to, że reżyser "Forresta Gumpa" nie widział potrzeby narzucać swojemu bohaterowi jakiejś konsekwencji.

Dowodem na to, że między filmem i bieganiem nie iskrzy, jest internetowa baza filmów o bieganiu – runningmovies.com. Nie dość, że jest zawstydzająco mała, to jeszcze większość zgromadzonych w niej tytułów nic nikomu nie mówi. Umieszczenie na liście filmu "Juno", komedii o nastolatce (skądinąd całkiem niezłej), wydaje się podyktowane desperacją. Czymże bowiem ten obraz zasłużył sobie na miano filmu o bieganiu?

Runner\\\\\\\'s World
"Rydwany ognia" (1981) to oparta na faktach historia brytyjskich lekkoatletów przygotowujących się do igrzysk w Paryżu w 1924 roku. Aktor Ian Charleson nie trenował jednak biegania: by wczuć się w rolę, czytał Biblię, bo grany przez niego Eric Liddell był bardzo pobożny. (fot. dystrybutor)

Oto bohaterka dość przypadkowo zachodzi w ciążę z biegaczem, kilka razy obok jej domu przebiega grupa biegaczy, a poród odbywa się równolegle z zawodami, w których startuje jej chłopak. Równie dobrze film ten mógłby się znaleźć na stronie z bazą filmów o samochodach, tych w filmie jest bowiem więcej niż biegania.

Aktor trenuje… czytanie

Oczywiście runningmovies.com zawiera także filmy, w których bieganie odgrywa znacznie większą i ważniejszą rolę, na przykład "Rydwany ognia" w reżyserii Hugh Hudsona, nominowane do Oscara w aż 7 kategoriach i nagrodzone 4 statuetkami. Film opowiada o dwóch brytyjskich biegaczach, którzy przygotowują się do igrzysk w Paryżu w 1924 roku. Ian Charleson, który brawurowo gra Erica Liddella, zwycięzcę olimpijskiego finału na 400 m, przygotowywał się do roli bardzo długo.

Nie trenował jednak biegania, tylko czytał Biblię. Liddell był bowiem bardzo pobożny. Odmawiał udziału w zawodach organizowanych w niedzielę, a po zakończeniu kariery został misjonarzem. Charleson uznał więc, że dla zbudowania roli ważniejsze będzie wniknięcie w głowę swojego bohatera, a nie w nogi. Może to właśnie dlatego z filmu o bieganiu pamięta się przede wszystkim muzykę Vangelisa, potem zwolnione zdjęcia, następnie grymas wysiłku na twarzy Charlesona, a dopiero na końcu jego bieg.

RW
W "Gazu, mięczaku, gazu" (2007) bohater biegnie w maratonie, żeby zaimponować dziewczynie. (fot. BE&W)

Podobnie jest z "Maratończykiem". Film zapada w pamięć dzięki dentystycznym popisom sadystycznego esesmana, granego przez Laurence’a Oliviera. Blednie przy tym utrzymana w sprinterskim tempie ucieczka maratończyka granego przez Austina Hoffmana z rąk nazistowskich oprawców.

Ktoś mógłby powiedzieć, że trochę to wszystko dziwne, jeśli się weźmie pod uwagę to, że Hollywood truchta. Oczywiście wtedy, kiedy akurat nie lata prywatnymi odrzutowcami, nie pływa jachtami i nie jeździ ekskluzywnymi samochodami.

Truchtają scenarzyści, operatorzy, reżyserzy i aktorzy. Wśród tych ostatnich jest wielu dobrych biegaczy: choćby Tom Cruise i Will Smith, komplementowani przez Marcina Urbasia, czy Franka Potente, znana z "Biegnij, Lola, biegnij" ("Dajcie mi ją, a zrobię z niej mistrzynię świata" - żartuje Jerzy Skarżyński).

Ale może właśnie to, że wszyscy truchtają, a bieganie wydaje się tak naturalne, tak proste, sprawia, że nie poświęca się mu więcej uwagi?

Rambo nie biega, ale ucieka

Klasyczny superbohater skoczy na spadochronie, rzuci nożem, poprowadzi wprawnie samochód, uwiedzie i rozkocha w sobie piękną nieznajomą, zada finezyjny cios, ale do biegu zrywa się niechętnie. Może dlatego, że bieg instynktownie postrzega się jako ucieczkę.

Runner\\\\\\\'s World
"Maratończyk" (1976). Dustin Hoffman biega tutaj z pistoletem. (fot. dystrybutor)

Rambo czasami ucieka, ale po to, by wrócić i wszystko zamienić w gruzy. Kiedy biegnie, robi to w zwolnionym tempie, by poepatować widza swoją muskulaturą. Aktor, który ma zagrać w scenie bójki, poddaje się rygorystycznemu treningowi i uczy się podstaw i choreografii sztuk walki. Jeśli ma grać boksera, trenuje z bokserami. A gdy ma zagrać biegacza? Cóż, czyta Biblię.

Jeśli już zdarzy się biegacz z prawdziwego zdarzenia, tak jak na naszym rodzimym podwórku Jacek Fedorowicz, to kino niekoniecznie wykorzysta jego umiejętności. Zwłaszcza jeżeli nasz biegacz poświęca się komedii. W "Nie ma róży bez ognia", w jednej z pamiętnych scen, grany przez Fedorowicza gapowaty nauczyciel Janek, z krawatem przytrzaśniętym drzwiami autobusu, zamiast pokazać nienaganny technicznie bieg wzdłuż pędzącego pojazdu, próbuje podciągać się na klamce. Tak jest po prostu zabawniej.

W filmie "Gazu, mięczaku, gazu" bohater postanawia odzyskać narzeczoną, startując w maratonie. Czujemy w tym pomyśle wielki potencjał, obietnicę uwznioślenia biegania. Ale to także komedia. Na początku biegu nasz bohater skręca kostkę i resztę trasy pokonuje kuśtykającym marszem, wśród omdleń. O jego technice więcej od Urbasia i Skarżyńskiego miałby do powiedzenia chodziarz Robert Korzeniowski.

Dosyć narzekania. Jerzy Skarżyński uważa, że techniczne bieganie zaczyna być potrzebne dopiero wtedy, gdy ktoś chce poprawiać swoje wyniki, gdy walczy o rekordy. A jedyne rekordy, jakie interesują filmowców, to rekordy sprzedaży. Do tego wiedza o tym, jak się prawidłowo biegnie po łuku, wcale nie jest potrzebna.

RW 02/2009

REKLAMA
}