Bieganie stylem żaby (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Życie przebija się nie tylko spod ziemi. Wylega z mieszkań, spełza z kanap i wyrywa się z dusznych domów. Efekt? Tylu biegaczy, co wiosennych kwiatów. To też czas, kiedy jak złośliwy komar wraca pytanie: po co to wszystko?

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Postanowiłam przypomnieć sobie, jak  w moim przypadku wyglądał pierwszy kilometr i co mnie do niego zmotywowało. Na to samo pytanie co jakiś czas musi odpowiedzieć sobie każdy biegacz, niezależnie od stopnia zaawansowania.

REKLAMA

Często motywacją jest niezadowolenie z własnego odbicia w lustrze albo cyferki na wyświetlaczu wagi. W moim przypadku tak nie było. Nie to, że było idealnie, ale miałam już tyle lat, że zdążyłam pogodzić się z własnym ciałem i wiedzieć, że pewnych rzeczy nie zmienię. O co mi więc chodziło? Chciałam poczuć kontrolę. Chciałam, żeby nogi były mi posłuszne na odcinku dłuższym niż z przystanku autobusowego do domu.

Przypomniałam sobie o tym całkiem niedawno, kiedy zaspałam na pociąg. Odjeżdżał  o godz. 5.40. Obudziłam się o 5.17, będąc 1,5 km od dworca,  a do tego była to noc po urodzinach mojej przyjaciółki. Zdążyłam. Jeśli przeliczasz teraz w głowie, w jakim tempie biegłam na peron, to uprzedzę: wcale nie było ono rewelacyjne. Ale gdy siadałam już w wagonie, byłam nawet niespecjalnie zziajana, za to bardzo  z siebie dumna.

Właściwie to bilet na ten pociąg mogłabym postawić dziś obok medalu z biegu, w czasie którego po raz pierwszy w życiu pokonałam 10 km bez zatrzymywania. Tuż obok niego jest ten z maratonu, na którym zrobiłam najlepszy w życiu wynik. I naprawdę nie potrafię odpowiedzieć, który krążek więcej dla mnie znaczy. Każdy z nich oznacza przecież dla Ciebie jakąś wygraną.

Jeśli więc zastanawiasz się, czy bieganie jest dla Ciebie (może ten magazyn czytasz  u fryzjera), to idź i sprawdź to. Bo nikt nie przekona Cię  o wartości biegania tak bardzo, jak samo bieganie. Żadna biegowa historia nie dostarczy tylu emocji, co Twoja własna. Nawet najbardziej widowiskowy pościg za pociągiem nie zostanie Ci w pamięci na tak długo, jak ten w Twoim wykonaniu. Pierwszy kilometr czeka.

I naprawdę nieważne, jak będzie wyglądał. W jednym z odcinków serialu „Przyjaciele” Phoebe (ta blondynka, która nie jest Jennifer Aniston) biega w pewien bardzo charakterystyczny sposób. Towarzysząca jej Rachel (blondynka, którą gra Jennifer Aniston) początkowo określa styl biegowy przyjaciółki skrzyżowaniem żaby i astronauty. Ale niewiele potrzebowała, żeby sama zacząć tak biegać i w dodatku mieć z tego wielką frajdę.

Nie myśl o planie na sezon, nie przewiduj życiówek. Po prostu dobrze się baw. Biegaj dla frajdy. Nieważne, czy dopiero planujesz rozpocząć przygodę biegową, czy szukasz okazji do powrotu. Nie liczy się, czy zakładasz pierwsze, czy dziesiąte już  buty. Pomyśl, co tak naprawdę motywuje Cię od początku, co było pierwszym powodem i pierwszą radością. I wiosną znowu to sobie zafunduj.

RW 05/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA