Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Blaski odblasku [felieton Jacka Fedorowicza]

Styczeń. Dzień krótki, noc długa. Ogół biegaczy zahacza teraz o ciemności. Wielu wybiega sobie z założeniem, że dziś tylko tam, gdzie latarnie, albo tylko po parku. Ale potem coś kusi, żeby może jeszcze kawałek i nie wiedzieć kiedy biegacz znajduje się na szosie.

I tak, niestety, zawsze się zdarza, że akurat tego wieczora, w tym miejscu, w którym nikt nigdy żadnej policji nie widział – ona nagle jest. I sprawdza, czy piesi mają odblaski. Na razie daje tylko pouczenia, ale lada chwila może dostać instrukcje, że dość pouczania i zacznie hojnie rozdawać mandaty.

Przyznam się, że choć podobnie jak większość kierowców mam liczne pretensje do przepisodawców, a ustawiaczy znaków drogowych uważam czasem wręcz za sabotażystów, to przepis o odblaskach przyjąłem z najwyższym entuzjazmem. Prawo jazdy mam od 1963 roku, czyli jeszcze z czasów prehistorycznych, nie jestem uwiązany do samochodu, ale co pewien czas użyć go muszę i zapewniam, że od chwili, kiedy pierwszy raz usiadłem za kierownicą, aż do dziś, gdy mijam na szosie nocą jakiś samochód jadący z naprzeciwka, to zawsze zwalniam i zawsze serce mi podchodzi do gardła ze strachu, że w tym jednym krótkim momencie, kiedy nic nie widzę – bo tamten świeci mi w oczy – trafi mi się idiota, który idzie prawą stroną szosy, czyli plecami do mnie, ma na sobie czarne spodnie, czarne buty i czarny płaszcz. I jest brunetem do kompletu. Nie zdarzyło mi się takie nieszczęście nigdy, ale boję się zawsze, przy każdym nocnym mijaniu, już przez ponad 50 lat.

Uważam, że boję się słusznie, bo twierdzę iż nie mają racji ci, którzy mnie przekonują, że „ten z naprzeciwka ci oświetla”. Może i oświetla – jak ma prawidłowo ustawione światła, to rzeczywiście trochę się pewnie ślizga światłem po moim pasie. Ale raz na kilkadziesiąt (kilkanaście?) aut może mi się trafić takie, które światła ma ustawione nieprawidłowo i to auto może mi się trafić jednocześnie z wyżej opisanym brunetem idiotą.

Biegacze na szosie w nocy za miastem nie są zjawiskiem częstym, mają zazwyczaj światełko na czole i trzymają się lewego pobocza. Ale jeżeli się zdarzy, że biegacz na szosie znalazł się niechcący, latarki nie ma, lewe pobocze jest akurat dziurawe, a prawe kusi równym asfaltem?

Trzeba to sobie powiedzieć śmiało: biegacz musi być odblaskowy. Zawsze, na wszelki wypadek. Proponuję (jeżeli się mylę, niech mnie skorygują fachowcy), żeby uodblaskawiać sobie w pierwszej kolejności nogi w kostce – jak najniżej. Odblaski umieszczone wyżej, tylko na plecach na przykład, mogą mylić, bo kierowca może uznać, że to coś, co właśnie błyska, jest jeszcze daleko. Kierowca odruchowo umiejscawia sobie odblask w perspektywie szosy. I odblask, który ktoś przytwierdził wyżej, jest w pierwszej chwili jedynym elementem widocznym, kiedy zaś kierowca dostrzeże, że niżej są jeszcze spodnie i buty, może być za późno, bo całość nagle okazuje się być znacznie bliżej niż się wydawało.

Pełen wstydu, że do tej pory niczym nie odblaskiwałem, wyruszyłem na zakupy. Zauważyłem, że ciekawie na odblaskowy boom zareagowały sklepy biegowe. Postanowiły wykorzystać szansę i oferują bogaty asortyment ubrań z odblaskami, nie prowadzą zaś odblasków doczepianych. Odwiedziłem sześć sklepów: tanich, doczepianych odblasków nie było w żadnym. Sklepy mają widocznie nadzieję, że biegacz zamiast kupić za 20 złotych odblaski na rzepy, kupi za 200 zł takie, do których jest na stałe doczepiona cała bluza, kurtka czy coś. Nie przypuszczam, aby taka polityka przyniosła sklepom sukces finansowy, choć firmy produkujące stroje biegowe rozszalały się w projektowaniu garderoby odblaskującej. Że niby co? Mamy sobie pokupować wszystko na nowo?

I coś na deszcz, i coś cieplejszego, i lżejszego w zależności od pogody, przy czym najpewniej będzie to dokładnie takie, jak to, co już mamy w szafie, tyle że teraz z odblaskami? Kredyty mamy zaciągać? Owszem, kredyty właśnie potaniały w związku z deflacją, ale bez przesady. Ja kupiłem sobie parkę odblaskowych zaciskanych za 10 zł w sklepie rowerowym i jak na razie nie mam zamiaru rujnować się dalej. Tu pedagogicznie zapewniam, że nie tylko kupiłem, ale przyczepiam je sobie nad butami teraz już codziennie, niezależnie od planowanej trasy, żeby mi weszło w nawyk. Czego i wszystkim życzę, a także radzę i serdecznie polecam.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze styczeń-luty 2015.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij