[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.3

Bracia Wanatowie: połączył ich maraton

Wacka i Wojtka łączy sporo: obaj urodzili się w czerwcu, obaj są pasjonatami biegania, obaj startują w maratonach, obaj po ojcu noszą to samo nazwisko Wanat. Przez 40 lat nie wiedzieli jednak o swoim istnieniu. Jak się odnaleźli? Dzięki bieganiu, oczywiście.

Wacław i Wojciech Wanatowie - bracia, któzy po 40 latach odnaleźli się dzięki pasji do biegania i przygotowaniom do maratonu fot. Tomasz Woźny

Obaj urodzili się w czerwcu. Tyle że Wacek w 1946 roku we Wrocławiu, a Wojtek 20 lat później w Warszawie. Obaj są maratończykami. Ale Wojtek przebiegł Maraton Warszawski, gdy miał lat 14, a Wacek zadebiutował we Wrocławiu w wieku 63 lat. Zresztą podczas biegu, w którym Wojtek był pacemakerem. Pół roku wcześniej, gdy spotkali się pierwszy raz w życiu, Wojtek rozpisał Wackowi plan przygotowań do tego biegu. Obaj wtedy nie wiedzieli jeszcze, że są braćmi.

Wacek Wanat skończył 8 czerwca 68 lat. W dniu urodzin przebiegł Półmaraton Jurajski. Trudny, bo górski, i w 30-stopniowym upale. Dzień wcześniej przebiegł górami z Polski do Czech, w półmaratonie Kietrz & Rohov. Nadrabiał zaległości, bo tydzień wcześniej nie biegał w zawodach. Był na weselu syna Wieśka Panejki, przyjaciela maratończyka, taty Kasi Panejko-Wanat, mistrzyni Polski w biegach na orientację i teścia Wojtka Wanata – brata Wacka. Balowali do rana, ale zamiast na poprawiny, umówili się na 10 km. Taki rozruch po baletach.

REKLAMA

Wacek w czasie 5 lat swojej kariery sportowej wyrósł na idola dolnośląskich biegaczy. Zawsze uśmiechnięty i życzliwy, no i dokonuje rzeczy niemożliwych. Z roku na rok biega coraz szybciej i więcej. Przyjaciele żartują, że nadrabia straconych 60 lat bez biegania i dopiero się rozkręca. I pewnie po 70. pokaże, na co go stać.

W tym roku przebiegł już 5 półmaratonów i 5 maratonów. W Rzymie, Krakowie, Dreźnie, Pradze i w Lipsku, gdzie spełnił marzenie i zszedł poniżej 3:45. Na bieg zdecydował się w ostatniej chwili; hotele były pozajmowane, więc kimnął się na podłodze u znajomych. "Pół nocy nie przespałem, bo na ulicy hałasy i pijacy. Wstałem strasznie obolały. Teraz znajomi upierają się, że oprócz 3 lodów czekoladowych, które zjadam zawsze w przeddzień maratonu, muszę jeszcze spać na podłodze" – śmieje się Wacek.

Plan na pierwszą połowę roku wykonał z nawiązką. Dlatego nie zmartwił się specjalnie, gdy przechodził przez jezdnię, czytał SMS-a, potknął się, przewrócił, skręcił kolano i naderwał mięsień. Przez rehabilitację i zakaz biegania nie mógł wystartować na 12 km w Strzegomiu i na dychę w Smolcu. A szkoda, bo pierwszy raz miał pobiec 2 razy w jednym dniu.

Ale pozostał "twarzą" i starterem Smoleckiej Za-Dyszki. Organizatorzy chcieli na jego przykładzie pokazać, jakich wyczynów można dokonywać w starszym wieku. Bo przebiegł już 36 maratonów i 29 półmaratonów. W ubiegłym roku zaliczył ich po jedenaście. Jesienią pokonywał królewski dystans prawie co tydzień: Krynica, Wrocław, Warszawa, Poznań, Frankfurt, Florencja, a gdy miał "przerwę", biegał półmaratony.

Wacek kocha to swoje bieganie, bo dzięki niemu jego emerytura jest pełna wyzwań, przygód. Zyskał setki przyjaciół biegaczy i czuje się jak młody bóg. Ma zresztą boską, niepowtarzalną technikę biegu, niewiele brzydszą od stylu Pauli Radcliffe. Jego charakterystyczną, przygarbioną sylwetkę, z plecaczkiem, rozpoznają już biegacze w całej Polsce. "Tłumaczę, że specjalnie przyjmuję taką opływową sylwetkę, by zmniejszyć opór powietrza. I już chyba za późno na zmianę stylu" – śmieje się Wacek.

Jest już doświadczonym biegaczem, choć kiedy po pierwszym biegu spuchły mu stopy, a ortopeda postawił oryginalną diagnozę: "Nogi stare, to spuchły", zaprotestował: "Stary to jestem wiekiem, ale nogi mam młode, bo dopiero zacząłem biegać".

"Biec do końca"

Taki tytuł ma blog Wojtka Wanata. Ten o radości biegania. Bo ten o uzależnieniu od narkotyków i profilaktyce uzależnień nazywa się "Kieszenie pełne czereśni". No i za chwilę będzie trzeci – o problemach okolic Milanówka, bo Wojtkowi zaproponowano kandydowanie na radnego.

Trudno go nie zauważyć, przecież pracuje w szkołach, ośrodkach socjoterapii. I na ulicy. "Zaczepia" trudne dzieciaki, gada z nimi o życiu i sprytnie motywuje, żeby biegli do przodu. Jak pacemaker życiowych maratończyków.

Jest streetworkerem, kończy też pisać czwartą książkę. A właściwie drugą. Bo te trzy to kolejne, poszerzane wersje "Odlotu donikąd" – opowieści o narkotykach i narkomanii. Niestety, wciąż ma o czym pisać. Tak jak druga książka Wojtka, reportaż z własnego życia, do dziś jest aktualna. Ma tytuł "Rok w Monarze".

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij