[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

REKLAMA

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Byłem Afrykanką [FELIETON JACKA FEDOROWICZA]

W Maratonie Warszawskim zwyciężyła Afrykanka, która tuż przed metą minęła leżącą na asfalcie konkurentkę. Internetowi komentatorzy nie kryli oburzenia, że jak mogła. Rodzą się pytania: Co miała zrobić? Zatrzymać się? Spytać daremnie wstającą, jak się czuje? Podnieść ją i przywlec do mety?

Byłem Afrykanką [FELIETON JACKA FEDOROWICZA] Ambicja to potężna siła - nie pozwólmy sobie nigdy stracić głowy na trasie. (fot. shutterstock.com)

Tytułowa Afrykanka pochodzi z YouTube'a. Już dawno chciałem o tym napisać, ale wciąż wpychały się do kolejki pilniejsze tematy.

Pamiętacie może filmik z ostatniego Maratonu Warszawskiego? Bardzo był popularny, ale jeżeli ktoś nie widział, to w skrócie – pewna Afrykanka prowadziła w kategorii pań, ale tuż przed metą zaniemogła. Padła na asfalt, jakby na zamówienie żądnego ciekawych zdjęć filmowca kilkanaście metrów przed kamerą, i próbowała wstać. Do przodu, do tyłu, czyli jakby „z mostka”, za każdym razem znów padała.

REKLAMA

Przy drugim krawężniku jezdni pojawiła się tymczasem konkurentka, przebiegła, a dotychczasowa prowadząca dalej próbowała się podnieść, aż wreszcie zrezygnowała – tyle było na Youtubie.

Dramat Recho Kosgei:


W internecie rozgorzała dyskusja. Padały zarzuty: dlaczego przebiegła i nawet nie spojrzała, dlaczego nie pomógł jej kamerzysta, dlaczego zawiedli organizatorzy. Padały też od razu odpowiedzi, że wcale nie zawiedli: pomoc nadeszła, ale dopiero wtedy, gdy było pewne, że zawodniczka sama nie dobiegnie.

Gdyby jej pomogli już w pierwszej minucie prób dojścia do pionu, to zostałaby zdyskwalifikowana, przepadłby cały ponad 40-kilometrowy wysiłek i spore przecież pieniądze, a zwycięska konkurentka – ktoś stwierdził nie bez słuszności – całą swoją taktykę biegu oparła na założeniu, że prowadząca nie wytrzyma przyjętego przez siebie tempa. I rzeczywiście, ten błąd się zemścił.

Czy ta, która w efekcie zwyciężyła, miała zrezygnować z wygranej? Cóż, było jak było, taki jest sport, szczególnie ten na najwyższym poziomie.

A dlaczego byłem Afrykanką? Przeżyłem zdarzenie podobne, z tych samych powodów, tylko na niższym – o kilkaset pięter – sportowym poziomie. Pół roku temu, po dłuższej przerwie w półmaratonach, postanowiłem ambitnie, że pobiegnę. Przygotowałem się starannie, na trzy tygodnie przed startem na wszelki wypadek sprawdziłem, czy dystans aby nie za duży – wyszło, że może być, choć czas miałem kiepski, ale z drugiej strony nie wymagajmy za dużo od osiemdziesięciolatka.

No i wystartowałem. Za szybko: w drugiej połowie już ledwo się wlokłem. Na ostatnich metrach zmobilizowałem się i miałem poczucie, że wspaniale finiszuję. Jakże mylne! Koledzy stojący za linią mety widzieli z daleka, że biegnę zakosami. Podobno zataczałem się tak, że mieli obawy, czy trafię w bramę dmuchanej mety, a gdy trafiłem, natychmiast podbiegli, by mnie podtrzymać.

Byłem oburzony: dlaczego mnie obłapujecie? Przecież stoję normalnie! Dopiero gdy doszedłem do siebie, zrozumiałem Afrykankę. Ona nie zdawała sobie sprawy, co się z nią dzieje! Moje szczęście polegało na tym, że mnie to dopadło za linią mety, a ją ciut przed.

Wielkie ostrzeżenie dla Was, młodszych: nie dajcie się ponieść ambicji! A jak się już dacie (co normalne), to nie przestawajcie słuchać organizmu i skalkulujcie sobie gasnącym mózgiem, co się bardziej opłaca: odpuścić i dobiec, czy zlekceważyć sygnały i dać się znieść z trasy!

RW 01-02/2018  

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij