[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Cliff Young: Szurająca zjawa z Australii

Trenował w gumiakach, biegając po pastwiskach za bydłem. Zadebiutował w w zawodach w wieku 61 lat i wygrał - ultramaraton, sławę i miejsce w historii. Oto Cliff Young, australijski superbohater, zwycięzca Sydney to Melbourne Ultramarathon i biegacz dystansów, które wielu z nas trudno sobie nawet wyobrazić.

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Tak wyglądał Cliff Young - człowiek, którego pokochała Australia. (fot. Getty Images, Rodale Images)

Ludzie biegają z wielu powodów: żeby schudnąć, żeby nabrać formy, żeby poznać podobnych sobie, żeby poczuć się dobrze, żeby rywalizować, żeby żyć dłużej. Ale są też tacy, którzy robią to, bo bieganie jest częścią ich jestestwa. Pytać ich, dlaczego przebierają nogami, to jak pytać wszystkich pozostałych, dlaczego budzą się o poranku.

Biegną każdego dnia, aż zabraknie im sił. Australijczyk Cliff Young – dla przyjaciół Cliffi – był takim biegaczem. Biegał w każdą pogodę po 30 kilometrów dziennie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, po prostu czuł taką potrzebę. Codziennie ruszał w drogę i ze wzrokiem wbitym w horyzont przemierzał kolejne kilometry.

Ale pewnego dnia wybiegł na trasę szczególną. W 1983 roku stanął na starcie ważnego dla Australii biegu i przebierał nogami aż do zwycięstwa. No i stał się narodowym bohaterem.

Co to za koleś?

27 kwietnia 1983 roku o godzinie 10 ten prostolinijny farmer o delikatnej budowie ciała pojawił się na starcie biegu Sydney-to-Melbourne Ultra Marathon. Miał przed sobą 875 kilometrów biegu i dziesięciu rywali do pokonania. Liczył sobie wtedy 61 lat, a przyszło mu rywalizować z jednymi z najlepszych długodystansowców w kraju. W tym zacnym gronie byli rekordziści i zwycięzcy najważniejszych ultramartonów w Australii.

Ale Cliff Young zostawił ich wszystkich za sobą, docierając do Melbourne w 5 dni 15 godzin i 4 minuty. Kiedy dotarł do mety, Australia miała nowego bohatera, a życie Younga potoczyło się w kierunku, którego on sam nigdy się nie spodziewał.

Biegał do fryzjera

Został pożarty przez medialną machinę, oślepiony błyskami fleszy, zarzucony tysiącami pytań od dziennikarzy i fanów. Przyciągnął więcej uwagi niż mógł kiedykolwiek sobie wyobrazić. Wszystko to zdawało się cieszyć. Był tylko jeden szkopuł: już nigdy nie mógł tak po prostu biegać. Większość z jego rywali, którzy razem z nim stawili się na starcie, nie miała pojęcia, kim jest ten przedziwny człowieczek.

Pewnie dlatego go zlekceważyli. Gdyby tylko odrobili swoją lekcję i spróbowali się dowiedzieć czegokolwiek o tym niezwykłym biegaczu, nie byliby tak pewni siebie. Był starszy od nich wszystkich, wyglądał, jakby na mecie znalazł się przypadkiem, ale to były tylko pozory. Miał doświadczenie, talent i uwielbiał współzawodnictwo. Young urodził się w rejonie Otway Rangers, gdzie znajduje się ogromny park narodowy Australii. To tam właśnie trenował. W 1955 roku przybiegł jako trzeci w regionalnym biegu na milę.

REKLAMA

REKLAMA

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Zakochani w swoim rodaku miejscowi kibice dopingowali Cliffa Younga po nocach. (fot. Getty Images, Rodale Images)

„To nie był mój dystans, potrzebuję dłuższych biegów” – powiedział, gdy już został sławny i pytano go o tamto wydarzenie. Ale za młodu nie mógł się skupić na rozwijaniu naturalnego talentu. Miał ważniejsze sprawy na głowie – takie jak pomaganie rodzinie w prowadzeniu gospodarstwa, które potem odziedziczył. Biegał za to w czasie pracy. Na przykład zamiast jechać samochodem na sam koniec rozległej farmy, by zapędzić bydło do zagród, on wolał tam potruchtać. Zaganiał je zresztą też na nogach.

W jego rodzinnych stronach pada przez dziewięć miesięcy w roku (bo w pozostałe panuje zima), więc Cliff biegał przeważnie w plastikowym płaszczu przeciwdeszczowym i gumiakach. Według wielu to dlatego prześcigał swoich rywali. Bo gdy biegł ultramaraton z Melbourne do Sydney pierwszy raz miał na sobie normalne buty biegowe, o niebo lżejsze od ciężkich, roboczych buciorów. Ale bieganie Younga nie ograniczało się do tych beztroskich przebieżek na rodzinnej farmie albo 40-kilometrowych wycieczek do miasta, żeby skorzystać z usług fryzjera.

Przed największym startem swojego życia miał już na koncie kilka poważnych wyścigów. Przybiegł jako drugi w 5-milowym biegu w Melbourne i wygrał 100-milowe zawody przeprowadzane niedaleko Sydney. W swojej autobiografii wydanej lata po uzyskaniu ogromnej sławy („Cliffy’s Book”) napisał, że tego dnia – gdy stał na starcie ultramaratonu z Sydney do Melbourne – wiedział, że jest w stanie pokonać ten dystans. Nie myślał o zwycięstwie, chciał tylko wziąć udział w czymś tak ważnym.

Ranny ptaszek

W pierwszym dniu biegu wcale nie ustępował innym zawodnikom. Po kilku godzinach zaczął nawet wyprzedzać tych, którzy pobiegli za szybko. Zaczęło się dobrze, ale około drugiej w nocy Young poczuł ogromny ból w ramieniu. Ból, który został z nim do końca biegu. Wtedy uznał, że czas na odpoczynek – na sen i jedzenie.

Zjadł więc fasolę z puszki i uzgodnił ze swoim trenerem i masażystą Wallym Zunnebergiem, że wystarczy mu sześć godzin na zregenerowanie sił. Ale kiedy Wally go obudził i Cliff ruszył w trasę, poczuł się nieco dziwnie. Wciąż było ciemno! Wkrótce domyślił się, że jego niedowidzący trener źle odczytał godziny na zegarze i obudził swojego zawodnika nie po sześciu, a po dwóch godzinach snu. Pozostali biegacze spali po całe sześć godzin i gdy wstali, Young miał nad nimi już około czterdziestu kilometrów przewagi. I, co ważniejsze, zrozumiał, że potrzeba mu znacznie mniej odpoczynku niż przypuszczał.

Zobacz: Historia biegania. Od prehistorii do współczesności 

REKLAMA

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Australijska prasa dokumentowała każdą godzinę biegu Cliffa.  (fot. Getty Images, Rodale Images)

Wykorzystał ten fakt – już do końca biegu kładł się na maksymalnie cztery godziny. Od momentu, gdy wysunął się na prowadzenie, przyciągał uwagę mediów. Dziennikarze nie mogli się nadziwić, że na czele jest ten dziwny farmer, który szura nogami, ledwo odrywając stopy od ziemi i niemal nie zginając kolan. Jego ręce zwisały luźno wzdłuż ciała, a duże, ciemne oczy nigdy nie odrywały się od drogi – jakby ich właściciel był zahipnotyzowany. Co najdziwniejsze, styl tego człowieka, który biegł, jakby zakuto go w kajdany, sprawdzał się – był genialnie wydajny, jak to określano.

Później Young powiedział dziennikarzowi stacji ABC, że swój styl nazywa biegiem „niskich lotów”. Reporter zapytał go więc, dlaczego nie podnosi wyżej kolan. Usłyszał wtedy, że Cliff boi się, by nie wybić sobie nimi sztucznych zębów. Len Johnson, członek konkurencyjnego teamu, tak wspominał styl Cliffa: „Nie musiał biec szybko. Ważne, że gdy my biegliśmy 12 godzin, on biegł przez 16, 17 albo 18. Nie widywaliśmy go wcale. Był dla nas jak jakaś szurająca zjawa”.

Od drugiego dnia Young był więc na prowadzeniu. Mike Tonkin, przyjaciel Cliffa, wspominał, że od tego momentu Young czuł się jak zaszczuty zając. Jak chłopak z buszu – zbyt przestraszony, by się zatrzymać. W swojej autobiografii Young inaczej wspominał te chwile. Pisał, że na 300 km przed Melbourne był pełen energii i pewności siebie. Czuł się zadziornie.

Niezależnie jednak do tego, jakie emocje nim kierowały – bo przecież mógł przedstawiać się w bohaterskim świetle na potrzeby książki – parł do przodu. Mimo bólu, który od samego początku zaatakował ramię. Dopiero na mecie okazało się, że miał naciągnięte więzadło.

Biegać do śmierci

Na ostatnich kilometrach Cliff wył z bólu. Co noc spał nie więcej niż cztery godziny, zatrzymywał się tylko na krótkie posiłki i gdy potrzebował skorzystać z toalety. Pił mleko, jadł lody, dynię, zimne ziemniaki i zupę – ale bezmięsną. Cliff Young, hodowca bydła, był wegetarianinem. Postanowił nim zostać, gdy jego rodzina wysyłała krowy na rzeź. Doszedł do wniosku, że zadośćuczynieniem za to okrucieństwo będzie jego osobista rezygnacja z jedzenia mięsa. Wiele lat po wyścigu powiedział, że był tak dobrym biegaczem właśnie dzięki swojej diecie.

REKLAMA

REKLAMA

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Chwila ciszy. Cliff relaksuje się w hotelu w Sydney przed biegiem Westfield Ultra w 1986 r. (fot. Getty Images, Rodale Images)

Celebryta mimo woli

Ostatniej nocy biegu Young został wybudzony ze snu przez jednego ze swoich przeciwników. Joe Record, który był jednocześnie jego przyjacielem, potrząsnął śpiącym Cliffem, a potem życzył mu słodkich snów. Cliff zerwał się po chwili na równe nogi i szybko odrobił 500 metrów straty do rywala. Do końca biegu nie pozwolił odebrać sobie prowadzenia.

Nie kładł się już więcej spać. Nie pozwoliliby mu na to zresztą kibice. Kiedy późną nocą przebiegał przez ulice miasta Albury, przy drodze stały setki zaciekawionych ludzi. Wszyscy słyszeli o tym przedziwnym biegaczu, 61-letnim farmerze, który wygrywa z najlepszymi długodystansowcami w kraju.

Z każdym kolejnym kilometrem zainteresowanie jego osobą rosło. Pojawiało się nie tylko coraz więcej kibiców, ale też i stacji telewizyjnych, radiowych oraz reporterów prasowych. Nikt nie spał, wszyscy chcieli go zobaczyć. Jeden z dziennikarzy miał okazję przeprowadzić z nim krótki wywiad, gdy nowy bohater narodowy pił przy drodze mleko ze szklanego słoika. Reporter zapytał go, jaki jest sekret jego zwycięstwa, co wprawiło Younga w konsternację.

„Trzeba po prostu ciągle biec przed siebie. Nie ma czasu na odpoczynek, na relaks” – odpowiedział. Nie miał żadnego doświadczenia z mediami, nie wiedział, jak mówić, żeby wypaść mądrze, poprawnie i gładko. Był sobą. I za to ludzie go pokochali. Za poczciwą naturę, za prostoduszność, za prostolinijność. Kiedy Young dotarł do Melbourne, bardzo cierpiał z powodu kontuzji ramienia. Dokuczała mu też biegunka, która co rusz zmuszała go do skoku w krzaki. Te przymusowe przystanki bardzo utrudniało zainteresowanie mediów. Kiedy zapytali go, co zrobi, kiedy w końcu dotrze do miasta, zapowiedział, że weźmie kąpiel i zrobi coś jeszcze na „k”.

Finisz biegu był spektakularny, ale i bardzo ciężki. Otaczali go kibice, biegł w tłumie, a do tego za policyjnym radiowozem, który kopcił mu spalinami prosto w twarz. W końcu po 5 dniach i nieco ponad 5 godzinach biegu Cliff dobiegł do mety przed sklepem sportowym. Drugi z zawodników, George Perdon, przybiegł 9 godzin po nim. Young ustanowił rekord trasy. Kiedy odbierał nagrodę, jeden z reporterów spytał go, czy ma zamiar powtórzyć ten bieg. Cliff spojrzał na niego z takim zdziwieniem, jakby ten zadał mu najgłupsze z pytań znanych ludzkości. A potem odparł tylko: „Nie, nie wydaje mi się…”.

Czy wiesz, jak wyglądały początki biegania w Polsce? Pisaliśmy o niej tutaj: Historia biegania w Polsce. Początki i rozwój biegów masowych

REKLAMA

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Uciekał od kobiet - ożenił się dopiero w wieku 62 lat. Z 23-latką! (fot. Getty Images, Rodale Images)

Tego dnia wygrał 10 tysięcy dolarów. Pieniędzmi podzielił się z piątką pozostałych zawodników, którzy ukończyli bieg. Wyścig zmienił w jego życiu wszystko. Z wiejskiego chłopaka, który opuścił szkołę w wieku 13 lat, by pomagać ojcu, stał się ulubieńcem tłumów, gościem programów telewizyjnych, radiowych, postacią z czołówek gazet. „Jedyne, co potrafiłem robić, to biegać. Na przykład uciekałem od kobiet. Teraz na takie relacje już za późno” – powiedział w jednym z wywiadów.

Ale nie było. Rok później Cliff ożenił się z Mary Howell, która miała 23 lata. Obleciał samolotem całą Australię, udzielając wywiadów i jeżdżąc na spotkania. Otwierał centra handlowe, zawierał umowy sponsorskie, a media śledziły jego życie prywatne. Jedno tylko się nie zmieniło – ciągle biegał. Mimo wcześniejszych deklaracji, próbował swoich sił w ultramaratonie z Sydney do Melbourne jeszcze pięć razy, ale ani razu już nie wygrał i trzy razy wycofał się w trakcie biegu. Za każdym razem ogłaszał, że już nie będzie się ścigał, że rezygnuje.

Nie zrezygnował. Ciągle próbował dokonać spektakularnych wyczynów. W 1985 roku 63-letni Young wystartował w 24-godzinnym biegu – przebiegł prawie 236 kilometrów. W 1997 roku próbował złamać rekord biegu wokół Australii, ale nie udało mu się ukończyć wyścigu. Mimo tych nieudanych prób, biegał dopóki mógł. Pewnego razu powiedział reporterce, że tylko śmierć może go zatrzymać.

W 2000 roku, tydzień po przebiegnięciu 921 km, doznał lekkiego udaru. Przeżył, ale nie mógł już dłużej biegać. Zmarł trzy lata później w wieku 81 lat.

Sydney To Melbourne Ultra Marathon

  • Pierwszy bieg: 1983
  • Ostatni bieg: 1991
  • Start: centrum handlowe Westfield Paramatta, Sydney
  • Finisz: centrum handlowe Westfield Doncaster, Melbourne
  • Dystans: 875 km (544 mile)
  • Rekord trasy: 5 dni, 5 godzin i 7 minut: Yiannis Kouros (1985 r.)

REKLAMA

REKLAMA

Cliff Young - australijski ultrarekordzista Pełna koncentracja. Cliff nigdy nie odrywał wzroku od trasy (fot. Getty Images, Rodale Images)

Farmer i jego zające

Zwycięstwo 61-letniego Younga nie byłoby tak efektowne, gdyby nie kaliber jego przeciwników. Oto pozostali zawodnicy, którzy ukończyli ultramaraton z Sydney do Melbourne w pierwszej piątce

2. miejsce: George Perdon (6 dni i 1 godzina). Perdon i Tony Rafferty byli pionierami biegania ultra. W 1973 roku ścigali się ze sobą w biegu z miejscowości Fremantle w zachodniej Australii do Sydney na dystansie 4660 km. Perdon, który miał wtedy 48 lat, ukończył ten transaustralijski bieg w 47 dni (100 kilometrów dziennie). Rafferty przybiegł dzień później.

3. miejsce: Siggy Bauer (6 dni i 5 godzin). Ten Nowozelandczyk był rekordzistą świata w biegu na 1000 mil. W 1983 roku uznawany był za faworyta biegu z Sydney do Melbourne.

4. miejsce: John Hughes (6 dni, 5 godzin i 49 minut). Kolejny Nowozelandczyk i rekordzista tej trasy. Zanim zdetronizował go Young, pokonał ultramaraton z Sydney do Melbourne w 7 dni i 9 godzin.

5. miejsce: Tony Rafferty (7 dni, 4 godziny i 27 minut). Biegacz z Irlandii Północnej. Zasłynął z tego, że nie zatrzymał się po przekroczeniu mety biegu z Fremantle do Sydney. Mimo że przegrał wtedy z Perdonem, pobiegł dalej. W ciągu kolejnych 24 dni pokonał jeszcze 1250 kilometrów.

Młody, ale niespokojny

Cliff Young wiódł proste życie, ale kilka jego momentów zapisało się w historii biegania.

  • 1922 - Urodził się w Beech Forest, Victoria, Australia
  • 1982 - Próbuje pobić światowy rekord w biegu na 1000 mil
  • 1983 - Wygrywa Sydney-to-Melbourne Ultra Marathon
  • 1984 - Otrzymuje najważniejsze odznaczenie państwowe: Order Australii
  • 1985 - Przebiega prawie 236 km w 24 godziny
  • 1997 - Mając 76 lat, próbuje pobić rekord biegu wokół Australii, ale rezygnuje po 6500 km
  • 2000 - Dostaje udaru po przebiegnięciu 921 km
  • 2003 - Umiera w wieku 81 lat

RW 05/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij