[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Danuta Urbanik: W pogoni za biegowymi marzeniami

Danuta Urbanik z łatwością zostawia inne dziewczyny w tyle. Ma dopiero 19 lat i tuzin medali z największych imprez lekkoatletycznych. Jest wicemistrzynią Europy w biegach przełajowych. O braku wolnego czasu, głupich kontuzjach, stresie na zawodach i o tym, jak to jest być profesjonalistką, gdy ma się 19 lat – zawodniczka spod Stalowej Woli opowiedziała naszemu redaktorowi Kubie Wiśniewskiemu.

Danuta Urbanik: W pogoni za biegowymi marzeniami Danuta Urbanik to wielka nadzieja polskiej lekkoatletyki na sukcesy nie tylko w biegach przełajowych, ale także na stadionie (fot. Jacek Heliasz)

Kuba Wiśniewski: Późno już, fajnie, że znalazłaś czas na rozmowę. Pewnie wolałabyś teraz robić coś ciekawszego… Chodzisz czasem do kina?

Danuta Urbanik: No wiesz, w moim Majdanie Gołczańskim kina nie ma i nie będzie. Taka mała wioska, każdy się zna, ale rozrywek jest tu mało. A ja bardzo lubię oglądać filmy. Jeszcze niedawno często jeździłam z przyjaciółmi do kina do Stalowej Woli, tylko że teraz mam już coraz mniej czasu dla siebie. Poza domem, na różnych zgrupowaniach sportowych i zawodach, jestem ponad 100 dni w ciągu roku. Od września w weekendy jeżdżę dodatkowo na zajęcia z europeistyki na Uniwersytecie Rzeszowskim.

Na dyskoteki też nie wpadam tak często, jak kiedyś. Zimą ciągnie mnie na snowboard, latem myślę, jak fajnie byłoby pojechać ze znajomymi nad wodę, poleniuchować. Ale tak naprawdę prawie cały dzień wypełniają mi sport i nauka. A czasem chciałabym robić to, co inni w moim wieku. W końcu w grudniu będę mieć dopiero dwudzieste urodziny.

Masz tylko 19 lat, ale wybiegałaś już mnóstwo pierwszych miejsc...

No, faktycznie, medali uzbierało się sporo. Startuję na stadionie na średnich dystansach, czyli na 800 m (rekord życiowy 2.05.02) i na moim ulubionym – 1500 m (4.16.44). W swojej karierze zdobywałam kilkanaście razy tytuły mistrzowskie w różnych kategoriach wiekowych. Mam nawet juniorski rekord kraju na 1000 m, lepszy od wyniku Lidii Chojeckiej sprzed lat. W tym roku, w sierpniu, z powodzeniem wzięłam udział w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski (do 23 lat), gdzie wywalczyłam medal w walce ze starszymi rywalkami.

Ale największy sukces jak na razie odniosłam nie na bieżni, a w biegach przełajowych. Dwa lata temu, podczas zawodów w hiszpańskim Toro, zdobyłam wicemistrzostwo Europy w crossie. Już dawno żadna młoda polska zawodniczka tak dobrze nie wypadła. Strasznie miło wspominam ten start, no i bankiet po nim…

REKLAMA

REKLAMA

Danuta Urbanik: W pogoni za biegowymi marzeniami Kolekcja medali i pucharów Danuty Urbanik, zdobywanych na najważniejszych imprezach, rośnie w imponującym tempie (fot. Jacek Heliasz)

Zaczęłam bieg wolno, myślałam nawet, że za wolno, iż zostałam za daleko w tyle, że nie przepchnę się do przodu i nic z tego nie będzie. Ale na każdej następnej pętli wyprzedzałam dziewczyny i w końcu do złota zabrakło naprawdę niewiele. Byłam wtedy w bardzo dobrej formie, mimo że pojechałam na mistrzostwa mocno przeziębiona. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy poważna kontuzja...

A co się stało potem?

Dramat zaczął się dwa lata temu. Na obozie sportowym w Międzyzdrojach wygłupiałyśmy się z koleżankami podczas robienia zdjęć. Po jednym wyskoku uszkodziłam sobie kolano. I cały sezon był praktycznie stracony. Po wielu wizytach u różnych specjalistów, już sama nie pamiętam, ilu ich mnie oglądało, po różnych zabiegach, rezonansach magnetycznych w końcu jeden lekarz z Łodzi znalazł dość prostą przyczynę bólu – miałam cały czas w kolanie obce ciała.

Artroskopię przeszłam w maju 2008 roku. Gdy się obudziłam w szpitalu po zabiegu, jeszcze oszołomiona środkami przeciwbólowymi, pomyślałam, że mam dopiero osiemnaście lat, a tu taka poważna kontuzja. Cały czas wiedziałam, że się nie poddam. Cały czas z moim trenerem ćwiczyliśmy, trenowaliśmy regularnie – właściwie nie biegając.

No i w efekcie, po udanym zabiegu, forma przyszła szybko, aż nie do wiary! Po paru miesiącach startowałam już w przełajach, a w sierpniu 2008 roku zdobyłam dwa złota mistrzostw Polski juniorów na 800 i 1500 metrów. Myślałam, że kontuzje już są za mną. Gdy w styczniu tego roku miałam okres roztrenowania i planowego odpoczynku od biegania, dużo jeździłam na rowerze. Okazało się, że… za dużo. Zwiększył mi się jeden z mięśni uda i ocierał o więzadło, powodując straszny ból.

To oznaczało kolejne 7 tygodni przerwy, żmudnych zabiegów i ćwiczeń. Do końca życia nie zapomnę jednostajnego rozciągania gumy na sali. Jezu, jakie to nudne!

REKLAMA

Danuta Urbanik: W pogoni za biegowymi marzeniami Mimo że treningi są ciężkie, to właśnie na nich Danuta Urbanik czuje się najlepiej (fot. Jacek Heliasz)

Ale znowu, również dzięki trenerowi, nie przestałam wierzyć, że wcześniej czy później ból minie. Że warto walczyć, napierać, szukać sposobów wyjścia z kontuzji. Czułam się tak, jakby wszyscy postawili na mnie krzyżyk i to mnie też mobilizowało. W końcu trenuję 4 lata i mam się nagle poddać, przestać biegać bez sukcesów w dorosłym sporcie, bez medalu na dużej imprezie? Nigdy w życiu!

Poza tym chyba lubisz być w centrum uwagi?

Rzeczywiście, lubię wygrywać, nawet nie przeszkadza mi, że jestem ciągle faworytką. Zresztą, stres na zawodach znoszę całkiem nieźle. Czasem się tylko modlę. Nie, żeby innym dziewczynom źle poszło, tylko żebym miała siły aż do mety… Potem, jak już biegnę, czuję, że uciekam przed kimś, przed czymś, jak we snach, które ostatnio często miewam. Ciągle mam wrażenie, jakby ktoś mnie doganiał. Staram się wtedy nie oglądać za siebie.

W Majdanie już nikt się nie dziwi, gdy biegnę na trening do lasu. Wszyscy pytają, kiedy w końcu pojadę na tę olimpiadę. Wiadomości szybko się rozchodzą, w końcu to tylko kilkanaście gospodarstw. Mama powie coś sklepowej i za chwilę wszyscy już wiedzą, co z moim sportem. Rodzeństwo też mi dopinguje.

No właśnie, masz dużą rodzinę. Bardzo dużą. Potrafisz szybko wymienić imiona wszystkich?

Pewnie, od najstarszego to będzie: Tadeusz, Agnieszka, Józek, Jacek, Robert, Bogdan, Irena, Ewa, Danusia (ja), Elżbieta, Renata, Jan i Jagoda. Była nas w domu trzynastka, ale jeden z braci pracuje teraz w Szwecji, a starsza siostra zamieszkała na stałe w Anglii. Jesienią 2007 roku Robert, który miał wtedy 24 lata, zmarł po krótkiej i ciężkiej chorobie. Bardzo to przeżyłam, widziałam go w szpitalu jako ostatnia.

REKLAMA

REKLAMA

Danuta Urbanik: W pogoni za biegowymi marzeniami To tylko część wielkiej rodziny Danuty Urbanik - młoda gwiazda przełąjów ma aż trzynaścioro rodzeństwa, ale to ona z wszystkich jest najszybsza (fot. Jacek Heliasz)

Mieszkamy z rodzicami w jednym, niedużym, drewnianym domu, jeszcze sprzed wojny. Ja dzielę pokój z siódemką rodzeństwa, więc czasem są między nami kłótnie, na przykład o to, co oglądać w telewizji. Chociaż nie tak częste, bo mnie i tak ciągle nie ma w domu…

Wychodzę rano, w Stalowej Woli mam najczęściej obydwa treningi, teraz jeszcze dochodzą zabiegi lecznicze w kriokomorze, dlatego wracam do domu późnym wieczorem. Wtedy już nie mam na nic siły. Odcinam się od wszystkiego i siedzę na Gadu-Gadu ze znajomymi, najczęściej z przyjaciółką Aliną i moim chłopakiem Dawidem. On jest z Niska, mieszka niedaleko mnie, studiuje grafikę komputerową w Rzeszowie. Obydwoje lubimy muzykę techno, poznaliśmy się zresztą na dyskotece.

Dalej tańczycie?

Teraz już rzadko. Sama sobie na to nie pozwalam. Boję się, że znowu sobie coś zrobię. Poza tym trener byłby bardzo zły, gdyby się dowiedział.

Boisz się trenera?

Trener Mirosław Barszcz (KKS Victoria Stalowa Wola) to dla mnie ważna osoba. Mam trudny charakter i pewnie za często się na niego gniewam. Ale czuję, że jest świetnym fachowcem. Był ze mną nie tylko wtedy, gdy wygrywałam, ale też wtedy, gdy walczyłam z kontuzjami. Poświęca mi bardzo dużo czasu, jest cierpliwy. Nauczył mnie, że trzeba od siebie dużo wymagać, powtarza mi, że muszę zachowywać się profesjonalnie. Więc starcia między nami będą się pewnie zdarzać, bo ja się wciąż czuję półprofesjonalistką.

Tylko półprofesjonalistką?

Tak, w końcu mam ciągle te 19 lat. Śnią mi się wielkie biegowe marzenia – nie tylko zaliczenie olimpiady, ale też zajęcia wysokiego miejsca w finale. Wiem też, że sport kiedyś się skończy. Studiuję, bo chcę być dobrze wykształcona, wiedzieć więcej o świecie, nie tylko o bieganiu.

Musimy już kończyć. Jest godzina 21, a mnie się chce spać. Jutro rano mam przecież trening.

RW 11-12/2009

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij