REKLAMA

Depresja biegacza (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Trochę się już znamy. Zatem mogę chyba pozwolić sobie na szczerość do bólu. Mogę przyznać, że czasami tak bardzo nie chce mi się biegać, że nie działa żaden motywator. I nie chodzi o jedno czy dwa wyjścia. Chodzi o czarną serię. O depresję biegacza.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Oczywiście z prawdziwą depresją to zjawisko nie ma nic wspólnego. Nie jest to stan, w którym zostaje nam odebrana radość życia i potrzeba pomocy fachowca. Ale jest to czas, w którym coś brutalnie odcina nas od radości biegania. Wszelkiej. Mnie najczęściej takie stany dopadają po okresie roztrenowania, wymuszonego rozwodu z bieganiem albo po zbyt długich wakacjach. Czyli po przekroczeniu delikatnej granicy między tęsknotą a... zapomnieniem.

REKLAMA

Tymczasem w sporcie nie ma litości. Nagłe wyzerowanie tygodniowego kilometrażu błyskawicznie daje o sobie znać przy dopinaniu spodni albo wspinaczce po schodach. Naprawdę irytujące potrafi być to, jak szybko człowiek traci wypracowaną formę. Co wtedy? Ja stosuję dwa rozwiązania: siłowe i okolicznościowe. Jednymi i drugimi uderzyć trzeba w umysł.

Na rozwiązanie siłowe wpadłam zupełnie przypadkiem, kiedy kolega opowiadał mi o swoich problemach z... wiarą. Zupełnie nie jest istotne to, o jakie chodziło wyznanie, bo on po prostu chciał wierzyć, a nie mógł. I usłyszał powalająco prostą i uniwersalną radę: żyj tak, jakbyś wierzył. A gdyby z poziomu poważnych rozterek egzystencjalnych zejść do prostego biegania?

Może zatem: żyj tak, jakby chciało ci się biegać! I biegaj tak, jakby przy tym chciało ci się żyć! Czyli ciesz się, podskakuj, rozglądaj się i udawaj przed samą sobą, że wymuszony trucht sprawia ci frajdę. Załóż strój biegowy i zobacz w lusterku, jak świetnie wyglądasz. Uśmiechnij się: niech oczy zobaczą i przekażą do mózgu, że za chwilkę czeka cię coś miłego.

W mojej głowie zabrzmiało to intrygująco i kiedy mijającej zimy wpadłam w otchłań biegowego bezsensu, postanowiłam udawać sama przed sobą. Na początku było pokracznie, ale przynajmniej odwracałam uwagę od marudzenia. Z czasem, co samą mnie zaskoczyło, zaczęło być coraz lepiej. Okazało się, że nawet poważna nauka potwierdza taki sposób na oszukiwanie siebie, kryjąc to pod psychologicznym hasłem „mimiczne sprzężenie zwrotne”.

REKLAMA

REKLAMA

W dużym uproszczeniu: kiedy widzimy się z uśmiechem, automatycznie nasz nastrój się poprawia. Wniosek taki wysnuto na podstawie bardzo prostego eksperymentu z ołówkiem. Jedna grupa badanych trzymała go w wargach, co zmuszało ich do robienia miny przypominającej smutek. Druga trzymała ołówek w zębach, przez co musieli sztucznie się uśmiechać. Sztucznie czy nie, oczy zobaczyły, mózg odnotował i ci drudzy mieli znacznie lepsze humory.

Zatem, ścigając się z depresją biegową, głowa do góry (dosłownie i w przenośni!). Do tego zastosuj perłowy uśmiech, ulubiony stanik i kolorowe skarpetki, może też muzykę młodości. Na początku będzie sztucznie i opornie, ale za to z każdym krokiem bliżej sukcesu. To przepis na rozwiązania siłowe.

A jak działają rozwiązania okolicznościowe? To cudowna tajemnica biegania. Polega na tym, że wstępując na ścieżkę biegową, nigdy nie wiemy, czy za rogiem nie czeka nas miła niespodzianka. Te niemiłe, jak kolka czy znudzenie, fundujemy sobie same i możemy je przewidzieć. Na szczęście są jeszcze te wspaniałe momenty zaskoczenia, w których bieganie samo się o nas upomina. A to uwodzi jakimś pięknym krajobrazem, a to niezwykłą kombinacją chmur i słońca. Czasami to losowo wybrana piosenka, która zabrzmi w uszach, przywołując w pamięci młodzieńcze porywy serca.

Antydepresyjne rozwiązania okolicznościowe to też inni ludzie. Biegacze, którzy mimo zmęczenia podnoszą rękę w geście pozdrowienia, spacerowicze, którzy mimo deszczu uśmiechają się.

Pamiętam depresję biegową, która dopadła mnie po wakacjach w Gruzji. Kraj wspaniały, ze znakomitym jedzeniem, które koło dietetycznego nawet nie przechodziło. Przywiozłam więc dodatkowe kilogramy, rozleniwienie... I nagle spotkałam w parku starszego pana. A ten bez „dzień dobry” zapytał: „A panienka dlaczego tak się męczy, jak chudnąć nawet nie ma z czego?”.

RW 03/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA