Do rzeki na bombę (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Lekki niepokój, ekscytacja, przyspieszony oddech, nieskoordynowane ruchy i radosne roztargnienie. Tak czuje się kobieta, która po długiej przerwie znowu idzie na randkę.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

I nie wie, co na siebie włożyć, od czego zacząć rozmowę, jak się zachowywać. Niby wszystko to już przerabiała, zna, pamięta. Ale długa przerwa robi swoje… Zabiera trochę pewności siebie, podsuwa wątpliwości. Iść czy nie iść? Znowu się w to pakować?

REKLAMA

Niektóre kobiety uwielbiają taki stan, dla innych to katorga. Wiedziałam o tym. Ale nie wiedziałam, że tak samo przeżywa się powrót do biegania. Z przerwami w sporcie trzeba się pogodzić, tak jak z rodzynkami w serniku. Prędzej czy później przytrafią się na jakichś imieninach, choćbyś każdemu w rodzinie wytłumaczyła, dlaczego nie lubisz namokniętych i pękających między zębami owoców.

Teoretycznie było to dla mnie jasne. Ale za to powrót do aktywności w praktyce okazał się zestawem zupełnie nowych doświadczeń, których kulminacją był ten kolejny pierwszy raz. Ja i ścieżka biegowa, sam na sam, po długim, wymuszonym rozstaniu.

Pierwszy problem: co ja na siebie włożę? Damska szafa ma w sobie coś z historii Ziemi. Co spadło i jest nieużywane, znika pod kolejnymi warstwami. I tak po długiej rozłące z bieganiem getrów i ulubionej koszulki musiałam szukać, przekopując się w ubraniach prawie do karbonu. Wtedy padł na mnie blady strach: co z rozmiarem?! I tak, dość nieoczekiwanie, przerabiałam pełen zestaw dylematów znanych z zupełnie innych sytuacji życiowych.

Kiedy przeszłam przez „próbę szafy”, doszło do butów. I to dopiero było coś! Sznurowanie przypominało mi przymierzanie czerwonych szpilek. Co za radość i ekscytacja! (Szpilki podobno zawdzięczają swój czar temu, że podświadomie przypominają nam stopę naprężoną w zmysłowym uniesieniu.) Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że stopa w bucie biegowym po bardzo długiej przerwie wygląda tak wspaniale, jak nie wyglądała nawet podczas przymierzania tego samego buta w sklepie. Co robi z nami tęsknota…

Kolejny etap przygotowywania się do randki po czasie: sztuczki i gadżety. Kobiety wiedzą, co zrobić, żeby masę potrzebnych rzeczy zmieścić w małej torebeczce (przecież na uroczystą kolację nie wypada pójść z jakimś worem). A biegaczki dodatkowo wiedzą, jak schować klucze, telefon, balsam do ust i trochę drobniaków, tak żeby nie przeszkadzały, a były pod ręką.

Powrót do czegoś, za czym tęsknimy, pozwala radośnie celebrować nawet najbardziej prozaiczne momenty. I kiedy wszystko na mojej liście przygotowań został odznaczone, pozostało tylko wyjść. I znowu znane skądinąd rozterki: jak to będzie, czy pamiętam, co i jak, czy dam sobie radę, czy nie wyszłam z wprawy? A przy tym cały czas ta magnetyczna mieszanka niepewności i nadziei.

Aż postawi się pierwszy krok. Potem drugi. I każdy kolejny. To uczucie, którego każdemu szczerze mogę życzyć. Jeśli z jakiegoś powodu odłożyłaś na bok bieganie, właśnie teraz spróbuj do tego wrócić. Może zniechęciła Cię pogoda, może przyszło zwyczajne znużenie. Wystartuj raz jeszcze. W tym przypadku nie jest prawdą, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Bo do tej rzeki warto nie tylko wejść, ale nawet skoczyć „na bombę”.

RW 01-02/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA