[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Doping osobisty [felieton Jacka Fedorowicza]

Doping to zjawisko pozytywne, wspomagające. Oczywiście, mam tu na myśli życzliwe pokrzykiwanie, nie zaś dokarmianie zawodnika zabronionymi substancjami. Skuteczny doping to nie tylko ryk osiemdziesięciu tysięcy gardeł na stadionie. To może być równie dobrze: „Dawaj, Jasiu! Dawaj!”, wydobyte z kilku gardeł, albo nawet i jednego, byle takiego, na którym Jasiowi zależy – gardła jego ukochanej na przykład. Jasio usłyszy i doczłapie do mety, choć wyglądało, że nie da już rady.

Dziś chciałbym polecić doping, który można mieć podczas biegu ze sobą. Jest to zwykła aplikacja dla chodziarzy i biegaczy, łatwa do zainstalowania w telefonie, i to za darmo. Rzecz pewnie znana jest już powszechnie, ale jeśli znajdują się wśród Was tacy, co jeszcze nie mają – polecam. Bo z bieganiem jest tak, że regularnie uprawiane może znudzić. Oczywiście nie jest aż tak nudne, jak pływanie: nuda ogarniająca podczas pływania jest nieporównywalna z niczym, niemniej jeśli biega się regularnie w tej samej okolicy, nie daj Boże wciąż tą samą trasą, to po jakimś czasie człowiek staje się leniwym koniem, któremu trzeba ostrogi. Taką ostrogą może być głosik z głośniczka odzywający się co kilometr i podający czas. Człowiek myśli sobie: „Zaraz, zaraz, poprzedni kilometr miałem szybszy, przecież dopiero zacząłem, nie można się tak wlec, muszę przyspieszyć”.

I przyspiesza. Potem, jeżeli głosik poda mu czas nieco lepszy, postanawia, że teraz będzie się starał tempo utrzymać; za kilometr głośniczek melduje mu, że utrzymał albo że nie utrzymał, więc podczas następnego kilometra znów się stara, ma o czym myśleć i zaplanowane – powiedzmy – dziesięć kilometrów mija mu nie wiadomo kiedy. I na ogół pokonane zostają te zaplanowane kilometry szybciej niż bez dopingu. Dopingu to może za dużo powiedziane. Dopinżku – bo mowa o czymś niewielkim, z tym że ta niewielkość jest jednocześnie ogromną zaletą, bo duży doping mógłby spowodować za duży wysiłek, a to w czasie treningu nie jest wskazane; na treningu wysiłek powinien być nie za duży, nie za mały, tylko w sam raz.

O czym trzeba pamiętać, korzystając z tej aplikacji? Po pierwsze, żeby nie biegać z nią codziennie, bo spowszednieje. Po drugie, żeby nastawić sobie na głośne mówienie, bo jak ktoś jest skazany na bieganie w mieście, to nic nie usłyszy, jeśli akurat w trakcie kolejnego kilometrowego meldunku w pobliżu będzie przejeżdżał samochód. I nici z porównywania kilometrowego tempa. Jednocześnie z głośnością nie należy przesadzać, lub przejść na słuchawki, bo jeżeli biegnie się trasą często uczęszczaną przez innych biegaczy i nagle głośniczek zakomunikuje wszystkim biegnącym obok: „Czas 8 minut i 43 sekundy”, to posiadacz aplikacji zaczerwieni się ze wstydu i będzie się tłumaczył: „Bo ja tam na przejściu stałem, musiałem przeczekać czerwone!”.

Więc lepiej za głośno nie nastawiać, albo trzymać telefon nie w opasce na rzepy na ramieniu, tylko gdzieś niżej, w kieszonce spodenek na przykład. Ale wtedy trzeba pamiętać, żeby się na pierwszym, drugim kilometrze nie zamyślać za bardzo, szczególnie po zmroku, bo wtedy głos może nieźle przestraszyć. „Ojeju! Coś do mnie gada! Duchy?”. Raz mi się tak zdarzyło, za widna, w lesie – nie pomyślałem, że duchy, ale dopiero po piątym kilometrze zorientowałem się, że to z telefonu.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze sierpień 2016.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij