Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Dość tego biegania! [felieton Jacka Fedorowicza]

Po latach intensywnego propagowania biegania nadchodzi czas depopularyzacji. Odstręczanie od biegania czas zacząć! Bieganie stało się tak powszechne, że pojawiają się pierwsze próby przyhamowanie tego zjawiska.

Już jakieś dwa lata temu zauważyłem, że dzieje się coś dziwnego. Biegi, które jeszcze nie tak dawno reklamowały się i gorąco namawiały do startu, nagle zaczęły odmawiać przyjmowania zgłoszeń z powodu wyczerpanego limitu. Pierwszym takim biegiem, z którym miałem okazję się spotkać, był Półmaraton Hajnowski, impreza stosunkowo młoda – ten, który się zatkał, był chyba dziewiąty lub dziesiąty z kolei. Czyli nie taki stary. Ale potem do niego zaczęły doszlusowywać inne.

Nie znam się na organizacji i domyślam się, że ci, którzy wyznaczają limity, mają swoje powody. W hajnowskim rzecz mogła się rozbić o brak pieniędzy na dodatkowy autobus, bo tam dowożą zawodników z Hajnówki na miejsce startu do Białowieży autobusem właśnie. Ale może też o brak miejsc w zabytkowej kolejce, stanowiącej jedną z atrakcji pobiegowych. Albo może ktoś doszedł do wniosku, że zbyt duży tłum biegaczy płoszy żubry.

Nieco inaczej, choć w pierwszej chwili wydaje się, że podobnie, rzecz ma się w Kietrzu. Na stronie maratonypolskie.pl dyrektor półmaratonu Kietrz&Rohov już w grudniu 2011, czyli ponad pół roku przed planowanym biegiem, wystosował apel do biegaczy, żeby zgłaszali się zawczasu, bo właśnie, po raz pierwszy, zmuszony jest wprowadzić limit.

Tłumaczy to okolicznością przyjętą dziś jako usprawiedliwienie we wszystkich dziedzinach życia, czyli kryzysem, a następnie deklaruje: "Chcemy (…) promować nasze województwo, integrować środowisko biegaczy na płaszczyźnie sportowej rywalizacji oraz zacieśniać współpracę polsko-czeską. Dla nas, organizatorów półmaratonu, liczy się jakość, a nie ilość".

O ile dobrze zrozumiałem, lepiej, żeby integrowała się mniejsza liczba biegaczy, ale za to dokładniej niż gdyby większa liczba miała się integrować ot, tak sobie, po łebkach.

Ale – kombinując dalej – jeżeli zbyt liczny udział biegaczy musi się odbić ujemnie na poziomie biegu, to może należałoby odważniej ustalać limit ograniczający przesadne rozbuchanie się biegu? Przyjąć założenie, że wystartuje góra pięć osób, a następnie zaprosić do półmaratonu pięciu Kenijczyków i skupić się na nich. Zapewnić możliwie jak najlepsze warunki, wysokie nagrody, całkowite zamknięcie ruchu drogowego, a może i pieszego, bo a nuż ktoś się zaplącze pod nogami mknącego Kenijczyka. I już. Wysoki poziom biegu mamy jak w banku.

http://runners-world.pl/images/blogs/fedorowicz/fedorowicz24.jpg

Po przeczytaniu cytowanego wyżej apelu, w którym znalazłem też informację, że limit tegoroczny to 400 zawodników, zajrzałem do wyników zeszłorocznego biegu Kietrz& Rohov i z pewnym zdziwieniem zobaczyłem, że startowały w nim 364 osoby. Nie mogę się opędzić od brzydkiego podejrzenia, że p. dyrektor postanowił zastosować chwyt marketingowy i – przewidując, że podwyższona opłata startowa spowoduje pustki na linii startu – już teraz zachęca do zapisów (i przedpłat), strasząc brakiem miejsc. Coś jak "…ostatnie bilety do nabycia w kasie teatru!" – napis, który od lat towarzyszy występom, w których biorę udział. Te ostatnie bilety to zwykle gdzieś tak około 380 biletów w sali na 400 widzów.

Niemniej 364 startujących w półmaratonie na południowych rubieżach, z niełatwym dojazdem, to liczba spora. Pobieżny rzut oka na inne, przypadkowo wybrane tabele wyników z ostatnich 20 lat wystarcza, by upewnić się, że bieganie upowszechnia się w tempie – jakiego by tu porównania użyć? – o: kenijskim. Porównanie jest niezłe, bo powody rosnącej w takim tempie popularności biegania są mniej więcej takie same i w Kenii, i u nas. I tam, i tu chodzi o życie. Tam – bieganie daje pieniądze na życie, tu – życie przedłuża.

Myślę, że rodacy zrozumieli, uwierzyli, a może i przekonali się, obserwując coraz liczniejsze przykłady w rodzinie, że dziadek biegający jest zdrowszy i żyje dłużej. A ponieważ zostać dziadkiem mobilnym jest znacznie lepiej, niż dziadkiem stacjonarnym, rodacy postanowili, że będą tę prostą receptę stosować i biegają coraz liczniej. I bardzo dobrze.

Organizatorzy próbują walczyć z tym zalewem biegaczy, wprowadzając limity. Albo organizując bieg w dniu, w którym już organizuje ktoś inny. O tej samej godzinie zresztą, żeby zabrać nawet teoretyczną możliwość komuś, kto chciałby wziąć udział w obu biegach. To nie do uwierzenia, ale niezwykle popularny i "huczny" Półmaraton Słowaka w Grodzisku Wielkopolskim odbędzie się w tym roku tego samego dnia, co – też popularny i odjazdowy – Jurajski w Rudawie. W wypadku tych biegów to już tradycja. Dość denerwująca, niestety.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze marzec 2012

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij