Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie

Ewa Swoboda jest obecnie jedną z najszybszych sprinterek w Europie. A wierzy, że będzie jeszcze szybsza. Bo na wyniki składa się to, co dzieje się nie tylko na bieżni, ale także w życiu. I wydaje się, że w obu tych obszarach reprezentantka Polski wszystko poukładała sobie w najlepszy możliwy sposób. Taki, który da jej upragniony rekord kraju i ciężko zapracowany medal mistrzostw Europy.

Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie Kamil Majdański
W hali, na dystansie 60 metrów, nie ma miejsca na najmniejszy błąd. W biegu na 100 metrów można czasem coś naprawić. Ale kocham oba dystanse - mówi Ewa Swoboda. (fot. Kamil Majdański)

Ewa Swoboda miała różne momenty w swojej karierze. Lata bardzo dobre, z medalami mistrzostw Europy, ale też trudniejsze, kiedy nie wszystko szło tak, jakby tego oczekiwała. Parafrazując powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, można stwierdzić, że szybkie bieganie też go nie gwarantuje.

Ale, jak przekonuje Ewa, najlepsza obecnie polska sprinterka i ambasadorka marki Puma, w drugą stronę to już działa. Bo teraz, kiedy naprawdę czuje się szczęśliwa, kiedy udało się jej przetrwać trudne momenty związane z zeszłoroczną kontuzją, to biega najszybciej w swojej karierze. I liczy na to, że w tym roku pobije rekord Polski na 100 metrów z 1986 roku, czyli pobiegnie szybciej niż 10,93 sekundy.

Runner's World: Jaki najdłuższy dystans przebiegłaś w życiu?

Ewa Swoboda: Dwa razy brałam udział w ulicznym biegu charytatywnym na dystansie 5 kilometrów. Wiem, że to nie jest dla mnie. Na treningach, kiedy robiliśmy wybiegania, najdłuższy przebiegany dystans to były 4 kilometry, więc ta „piątka” to było już dla mnie wyzwanie. To oczywiście nie tak, że na drugi dzień DOMS-y nie pozwalały mi chodzić: w końcu ciało jest w ciągłym treningu. Tym bardziej że tempo nie było zawrotne, jakieś 5-6 minut na kilometr, ale jednak długie dystanse to nie moja bajka.

RW: Ale na takich dystansach można poczuć euforię biegacza. Czy czujesz coś takiego w sprincie?

ES: Staram się bawić bieganiem. Szczególnie teraz sprawia mi ono niesamowitą frajdę. Pewnie to wynika z faktu, że kiedy miałam w zeszłym roku kontuzję, to wszystko nie wyglądało tak różowo. Nie zawsze po biegu było fajnie. Ale w tym roku naprawdę wszystko składa się do kupy i sprawia mi to mnóstwo frajdy.

RW: Co się zmieniło?

ES: Dużo zmieniło się w mojej głowie. Poukładałam sobie swoje priorytety w życiu. Wiem, co jest naprawdę ważne, a co takie ważne naprawdę nie jest, a czym się kiedyś przejmowałam.

Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie Kamil Majdański
Największe rezerwy mam w starcie z bloków. Tu mogę urwać w tym roku kilka setnych. (fot. Kamil Majdański)

Bieganie stawiam dziś na pierwszym miejscu, a kiedyś nie traktowałam tego tak priorytetowo. Bieganie jest ważne dla mnie, jest moje. Wiem, że wszystko, co zrobię, zależy ode mnie. Od trenerki zależy to, co zrobimy na treningu, jak mnie przygotuje, ale najwięcej zależy ode mnie.

Bardzo ważni są dla mnie rodzice. Robię też to trochę dla nich, bo niezależnie od tego, jak było, dobrze czy źle, zawsze mogę na nich liczyć. Ich obecność na zawodach daje mi dodatkowego kopa i ogromnie cieszę się, kiedy mogą być ze mnie dumni.

RW: Często ostatnio mówi się o roli psychologa sportowego. Czy myślisz, że taka współpraca może poprawiać sportowe wyniki?

ES: Na pewno, chociaż uważam, że najważniejsze to polubić, poznać siebie i umieć samemu ze sobą szczerze rozmawiać. Przez trudny okres, jakim była kontuzja, przeszłam bez pomocy psychologa, za to z rodziną i trenerką. Może dlatego, że kiedyś, przy pierwszych takich próbach, mocno się takimi rozwiązaniami rozczarowałam. Po prostu trzeba trafić do dobrego psychologa sportowego, a u mnie wtedy raczej tak nie było. Ale teraz trafiłam do psycholog, która potrafi mi pomóc w niektórych momentach, i sporadycznie korzystam z jej pomocy, na przykład przed sezonem halowym, kiedy mocno stresowałam się powrotem do rywalizacji po tej kontuzji. Ale na co dzień radzę sobie sama i nieźle mi to wychodzi.

RW: Ale na zawodach, mimo setek powtórzeń, nie zawsze uda się wszystko ułożyć w idealną całość.

ES: To prawda. Mimo setek udanych powtórzeń jakiegoś elementu na treningach, nie zawsze wychodzą one perfekcyjnie na zawodach. Wpływ na to ma bardzo dużo czynników. Na treningach nie ma takiej adrenaliny, jak na stadionie wypełnionym publicznością. Przed zawodami ciężko też czasami się wyspać, nie zawsze jest szansa na sprawdzone jedzenie, nie wiadomo, jak ono siądzie.

Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie Kamil Majdański
Czarny to mój ulubiony kolor. I będzie pasował do wymarzonego BMW M4 F82. Jak kiedyś już będę go miała... (fot. Kamil Majdański)

No i ważne też jest, jaki mam humor. Tak jak na halowych mistrzostwach świata w Belgradzie w tym roku. Nie umiałam tam się skupić, wejść w swój najlepszy stan startowy. Za dużo się działo w mojej głowie.

RW: No właśnie. Czego bardziej Ci żal: tego, że zabrakło Ci dwóch tysięcznych sekundy do brązowego medalu MŚ, czy tego, że przez wiatr silniejszy o 0,4 m/s nie może być oficjalnie uznany Twój wynik z Suwałk – 10,99 s?

ES: Właściwie to już o tych halowych mistrzostwach świata zapomniałam. Tam wiele rzeczy złożyło się na to, że nie wyszedł ten medal. W sprincie najważniejszy jest start, a w Belgradzie widać było, że go zepsułam. Na setkę czasami można taki błąd naprawić, ale w hali, na 60 metrów, nie ma na to szans. Goniłam, ale zabrakło tych 0,002 s.

Na mistrzostwach Polski w Suwałkach też żałowałam, że te 10,99 pobiegałam przy zbyt silnym wietrze, ale przyjdzie taki bieg, kiedy będę mogła osiągnąć ten wynik w regulaminowych warunkach, więc myślę, że jednak bardziej żal mi brak medalu w Belgradzie.

RW: Mówisz, że ten bieg Ci nie wyszedł. Co w takim razie oznacza idealny bieg?

ES: Oczywiście musi być bardzo dobry start z bloków, kiedy reakcja będzie poniżej 150 m/s, co jeszcze mi się, niestety, nie zdarzyło w tym sezonie. Co prawda miałam tylko trzy starty (rozmawiamy po mistrzostwach Polski w Suwałkach – przyp. red.), więc jeszcze sporo szans na poprawę. Potem musi być utrzymany dobry rytm, bez żadnego odpuszczania na dystansie. No i musi być udany rzut na metę, co też jeszcze w tym sezonie mi się nie udało. Czyli jest co poprawiać. Z moich trzech tegorocznych biegów do tej pory żaden nie był idealny.

RW: To zwizualizujmy Twój idealny bieg. Jak on będzie w tym sezonie wyglądał?

ES: Mistrzostwa Europy w sierpniu, w Monachium. Bieg finałowy. Jestem na czwartym albo piątym torze. Mam obok siebie Dafne Schiffers (co prawda na razie w tym sezonie jeszcze niczego nie pokazała, ale to jednak klasa) i Dinę Asher-Smith (to kobieta kot).

Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie Kamil Majdański
Dawno nie czułam się tak szczęśliwa: i na treningach,  i w życiu. To, jak widać, przekłada się na wyniki. (fot. Kamil Majdański)

Pogoda jest dobra, pogodnie, ale bez prażącego słońca świecącego za mocno, temperatura wynosi jakieś 24 stopnie Celsjusza, nie za wilgotno. We włosach mam czarną (mój ulubiony kolor) albo czerwoną wstążkę. Na trybunach duża grupa Polaków, bo ich obecność zawsze daje mi dodatkowego kopa.

Mam czas reakcji na starcie w okolicach 120, dobre pierwsze trzy kroki, trzymam pochylenie do 15. metra, utrzymuję tempo albo nawet rozpędzam się do samego końca. Wpadam na metę pierwsza, wygrywam ze wszystkimi rywalkami, a na tablicy wynik poniżej 11 sekund.

RW: Co musisz poprawić, by ten obraz stał się rzeczywistością? Gdzie masz rezerwy?

ES: Na pewno w starcie z bloków i w rzucie na taśmę. Moja trenerka, Iwona Krupa, już z pewnością ma plan, jak to wszystko poprawić, być może jeszcze przed mistrzostwami świata w Eugene, a na pewno na mistrzostwa Europy. Muszę też przyzwyczaić się do nowych kolców. Są one dużo twardsze od tych starych i by w pełni czuć się w nich komfortowo i wykorzystać ich możliwości, potrzebuję trochę czasu.

RW: Mówisz o starcie. A co z falstartem?

ES: To zależy, kto go robi. Jeśli ja, to mam start z głowy, bo przy obecnych przepisach już po pierwszym, ewidentnym oczywiście, schodzi się z bieżni. Nie można, tak jak kiedyś, gdy wolno było sobie pozwolić na jeden falstart, wykorzystać to do wybicia z koncentracji innych rywalek, co oczywiście niektóre sprinterki wykorzystywały.

Oczywiście, jeśli mam podejrzenie, że to ja mogłam zrobić falstart, to jednak ta niepewność ma wpływ na kolejny start. Jeśli ktoś inny, a mnie udało się dobrze wystartować, to też trochę się żałuje, bo kolejny może nie być taki dobry. Odwrotnie, kiedy był słaby: wtedy dostaje się drugą szansę.

Ewa Swoboda: Są rezerwy, bo jeszcze nie biegam idealnie Kamil Majdański
Wcześniej było z tym różnie, ale teraz poukładałam priorytety i wiem, że oprócz rodziny to bieganie jest najważniejsze. I dobrze mi z tym. (fot. Kamil Majdański)

Pamiętam, jak w Belgradzie, na mistrzostwach Europy w 2017 roku, był falstart, który teoretycznie ja miałam zrobić. Ale wiedziałam, że to niemożliwe, bo przecież wyszłam z bloków jak krowa. Skupiłam się wtedy maksymalnie i udało mi się zdobyć srebro. Naturalnie, im więcej falstartów, tym trudniej o ponowne skupienie. Nawet jeśli przez to ubywa ci konkurentek.

RW: Jak wygląda więc Twój trening? Bo przecież różni się diametralnie od tego, który robią Czytelnicy Runner's World.

ES: Oczywiście, i to dużo. Zacznijmy od tego, że bardzo długo się rozgrzewam. Dobra rozgrzewka trwa około godziny, zawsze się rozciągam i roluję przed treningiem. Czasami rozgrzewka trwa trzy razy dłużej niż sam właściwy trening.

W sezonie przygotowawczym robimy dużą objętość. To oczywiście oznacza zupełnie coś innego niż dla biegaczy ulicznych czy nawet średniodystansowców, bo to jest na przykład 10 powtórzeń odcinków po 300 m, na krótszych przerwach. To są biegi na 200 m, minutówki. W tym czasie robimy też dużo treningu funkcjonalnego, w którym pracujemy nad mięśniami głębokimi. Ten trening chyba lubię najmniej, a najbardziej męczące dla mnie są przysiady na jednej nodze. Nie wchodzimy wtedy jeszcze na ciężary.

Potem stopniowo schodzimy z objętości. Robimy trochę mniej odcinków, ale trochę szybciej. Wprowadzamy siłownię, gdzie nie od razu wrzucamy duże ciężary (w próbach maksymalnych robię przysiad ze 120 kg, ale zwykle trenuję z ciężarem 80-100 kg). Wszystko robimy stopniowo.

RW: A w sezonie?

ES: W okresie startowym to się zmienia. Załóżmy, że start jest w sobotę, więc w poniedziałek robię pobudzenie siłowe: zarzuty, rwania, przysiady. Potem starty z bloków, np. 3 x 30 m, 3 x 20 m, 3 x 10 m. Potem tempa albo wytrzymałość szybkościowa, czyli odcinki 120, 80 i 60 metrów. Szybkość robię na odcinkach 30, 40 i 60 metrów. Przed samym startem robimy pobudzenie siłowe.

Kolejna różnica w odniesieniu do treningu długodystansowców to odpoczynek. W treningu sprintera przerwy odpoczynkowe są naprawdę długie i nie robię wtedy truchcików. Jeśli biegam bloki, to odpoczywam między nimi 3 minuty, ale kiedy robimy odcinki szybkościowe, to odpoczywam np. 4 minuty po odcinkach 40-metrowch, a przy próbach na setkę przerwy mają nawet 10 minut. Wtedy chodzę, napiję się czegoś, rozmawiam z trenerką. Często to przetrwanie tych przerw, utrzymanie koncentracji jest trudniejsze niż sam bieg.

RW: Czym więc dla Ciebie jest czas? Na przykład 0,01 sekundy?

ES: Dla mnie to bardzo dużo. Jedna setna sekundy w prawdziwym życiu to bardzo niewiele, właściwie nie zdążymy chyba mrugnąć okiem. Ale w mojej pracy to bardzo dużo. Ta jedna setna często decyduje o tym, czy ma się medal, rekord, albo czy zrobiło się falstart.

RW: A czym dla Ciebie są Twoje tatuaże?

ES: Tatuaże są dla mnie ważne. Są związane z kimś lub czymś. Bardzo je lubię, oczywiście te, z których jestem naprawdę zadowolona. Pozbyłabym się jednego, bo mi się po prostu nie podoba. Czasami tak jest, że na projekcie wygląda wszystko fantastycznie, ale na skórze już tak dobrze nie jest. Na pewno będzie ich więcej, ale kiedy i jakie – tego nie wiem. Najważniejszy jest ten na prawej ręce: Mom & Dad, I love You.

RW: Gdybyś miała wybierać: mistrzostwo świata czy rekord świata?

ES: Rekord świata. Mistrzem można być co 2 lata, a rekordu długo nie pobić.

RW: A rekord świata czy medal olimpijski?

ES: Tu trudniej wybrać. Wybieram jednak medal olimpijski, ale tylko złoty. Srebro czy brąz jednak za rekordem świata.

RW: A co musi się stać, byś po tym sezonie mogła sobie powiedzieć: „Udało mi się!”?

ES: Udany sezon będzie wtedy, kiedy pobiję rekord Polski i dostanę się do finału mistrzostw świata, bo w Oregonie w lipcu samo to już będzie sukcesem. Aby zdobyć medal na MŚ, trzeba pewnie biegać w okolicy 10,80 s, a to jeszcze nie mój poziom. No i medal mistrzostw Europy.

 

Historia wyników na „setkę” Ewy Swobody

Nie zawsze udawało się z roku na rok biegać szybciej, ale w tym roku Ewa pobije raczej wszystkie swoje życiówki.

  • 2011: 11,97
  • 2012: 12,02
  • 2013: 11,54
  • 2014: 11,30
  • 2015: 11,24
  • 2016: 11,12
  • 2017: 11,24
  • 2018: 11,23
  • 2019: 11,07
  • 2020: 11,24
  • 2021: 11,20
  • 2022: ??,??

Patenty na szybki start Ewy Swobody

Przedstartowy rytm. Mój rytuał zaczyna się od porządnego wyspania,  a potem śniadanko i spacer. Kilka godzin odpoczynku i na obiad. Potem makijaż itp. Na stadionie w czasie rozgrzewki jeszcze rozmawiamy z dziewczynami, śmiejemy się, ale kiedy przychodzi czas na założenie kolców, to jestem sama z moją trenerką. Dostaję od niej ostatnie wskazówki i przychodzi czas na callroom (przeważnie 20-30 minut przed startem)  – wtedy już totalnie się wyciszam i skupiam na sobie.

Przedstartowy posiłek. Musi być lekki i nie może być  za tłusty. Niestety, czasami w hotelach, w których śpimy przed startami, nie zawsze jest duży wybór i jakoś trzeba  sobie radzić.

Regeneracja. Najlepiej odpoczywam, leżąc w łóżku. Dobrze robi mi też granie na Xboksie albo czytanie książek. Czasami po treningu robię sobie nogawki kompresyjne, a czasem lecę do fizjoterapeuty. Dobry posiłek i spanie  to jednak podstawa!

Trening funkcjonalny. Jest wiele takich ćwiczeń, w których skupiamy się na mięśniach głębokich brzucha, pleców oraz nóg i pośladków. Robię w seriach 2/3 x 10/12 powtórzeń. Jest ich na jednym treningu nawet 18, więc naprawdę jest co robić.

RW 07-08/2022

Zobacz również:
REKLAMA
}