[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Ewa Swoboda: Sprinterka z talentem do bicia rekordów

Jej nazwisko to jednocześnie jej styl. Z łatwością, lekkością i urokiem idzie na sam szczyt. Cała Polska trzyma za nią kciuki, żeby się nie spięła, bo Ewa Swoboda to nasza coraz większa nadzieja. Gdy w takim stylu bije się kolejne rekordy, to naturalne, że podsyca się oczekiwania kibiców.

Ewa Swoboda Ewa podczas Copernicus Cup w Toruniu - 2016 r. (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska)

„No nie wiem, może dobry trening. No nie wiem. Jakoś tak wszystko pykło” – tak powiedziała Ewa Swoboda w lutym 2016 roku w Toruniu. Było to po sławnym już biegu, w którym pobiła rekord Polski i rekord świata juniorek na 60 metrów.

A potem cała zapłakana oglądała jeszcze raz swój występ. No i sama się zdziwiła, że nie widać u niej żadnej „spiny”. Bo to jest jej ogromny atut: luz, relaks, pewność siebie. Te wszystkie cechy ujawnia nasza coraz wspanialsza sprinterka nie tylko na bieżni, ale w życiu codziennym.

Żywe srebro

W 2013 roku czterokrotnie, a w 2014 r. trzykrotnie poprawiła rekord Polski juniorek młodszych na 100 metrów. Zajęła czwarte miejsce na tym dystansie podczas mistrzostw świata juniorów młodszych w Doniecku i piątą lokatę podczas mistrzostw świata w amerykańskim Eugene. W 2014 roku zdobyła złoty medal mistrzostw Polski.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

W 2015 roku wypłynęła na szerokie światowe wody i na mistrzostwach Europy juniorów wybiegała złoto. Ale prawdziwą furorę zrobiła teraz, na głośnym już w całym kraju biegu w Toruniu. To właśnie tam wybiegała na 60 metrów czas 7,07 s i zapewniła sobie miejsce w historii, bijąc rekord świata w swojej kategorii wiekowej.

A jeszcze kilka tygodni wcześniej w Łodzi po wygranym sprincie tak skomentowała swój styl: „Widać luz, widać prędkość, widać, że jestem trochę gruba. I moje fajne tatuaże!”. Ten komentarz pokazuje, że ma do siebie dystans, że nie traktuje się superserio. No i że uwielbia tatuaże. A ma ich już kilka. To jednak świeża sprawa, choć od jakiegoś czasu regularnie ich przybywa.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Teraz już jest dorosła i może sobie na nie pozwolić. Bo mimo całej tej życiowej swobody przyznaje, że w ostatnich miesiącach dojrzała. „Na spontaniczność stawiam na zawodach, w życiu prywatnym jestem trochę poważniejsza” – wyjaśnia. Rzeczywiście, są tacy, którzy jej styl bycia porównują do Usaina Bolta. Ona też potrafi charyzmą, urokiem i pomysłowością oczarować publiczność. Ewa zapewnia, że go nie naśladuje, choć w przyszłości chciałaby być taka jak on – dobra i popularna.

„Ale idoli nie mam, na nikim się nie wzoruję. Chcę po prostu tworzyć swoją historię” – wyznaje.

A jak wygląda jej historia? Iwona Krupa, jej trenerka, autorka sukcesu naszej nadziei, poznała Ewkę, gdy ta była w czwartej klasie szkoły podstawowej. No i przyszła rekordzistka świata już zdradzała talent do bicia rekordów. Nie miała sobie równych w żywiołowości, cały czas przebierała nogami – po prostu żywe srebro, nie dziewczyna.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

A że była w klasie lekkoatletycznej, to znalazła dla tej energii pozytywne ujście. W gimnazjum mniej trenowała, a do tego wpadła w złe towarzystwo – choć na szczęście dla nas wszystkich dobrze się ta jej buntownicza przygoda skończyła. Obie z trenerką śmieją się, że tak się wałęsała, że obeszła Żory trzy razy dookoła.

Żory – to właśnie jej rodzinna miejscowość. Ewa ma wielkie szczęście, że właśnie tam, w tym małym mieście pracuje Iwona Krupa, jej trenerka. Była zawodniczka, a jednocześnie nauczycielka wychowania fizycznego w Gimnazjum nr 4 w Żorach. Nauczycielka z wielkim sercem. Kobieta, która założyła swój klub sportowy i której nie tylko udaje się krok po kroku prowadzić Ewę na wyżyny sportowej kariery, ale która też potrafiła dogadać się z tą charakterną dziewczyną. Bo obie nie ukrywają, że miały ciche dni, że bywało między nimi nie za wesoło. Bo Ewa ciągle dojrzewa.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

„Taka całkiem dorosła to jeszcze się nie czuję” – przyznaje sprinterka.

Poza tym ze Swobody jest niezła zadziora. Na przykład przeciwniczek z zagranicy nie ogląda przed zawodami na YouTube. Dlaczego? „Bo wolę się nakręcić na stadionie” – mówi.

A jak już się nakręci, to raczej się nie boi – no chyba że zdarzy się jakaś potężnie zbudowana seniorka. Ale tak całkiem poważnie, to rytuał przedstartowy nie skupia się wcale na budowaniu napięcia, ale na krótkiej modlitwie, na pocałowaniu naszyjnika i powiedzeniu sobie: „Dam radę”.

Ewa Swoboda nie pęka

Czasem jeszcze Ewa pozwoli sobie na batonika czekoladowego – tak dla lepszego samopoczucia przed samym wejściem na start. A co myśli, jak już jest w blokach startowych i patrzy na metę? Bo myśli dość wesoło, jak na Ewę Swobodę przystało: „Jezus, jak to daleko!”. Bo choć nie jest to maraton, to wysiłek dla organizmu jest bardzo duży. Dlatego Iwona Krupa rozsądnie dozuje starty młodej sprinterce. Żeby nie przeciążyć mięśnia dwugłowego, któremu już się zdarzył uraz, i kolan, które Ewa ma szczególnie wrażliwe. Ale to twarda dziewczyna. Nie pęka.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

„Jest ciężko i jest fajnie” – tak właśnie Ewa podsumowuje fakt, że wyrosła na nadzieję polskiego kobiecego sprintu. Tak podsumowała, gdy dwa lata temu w konkursie Herosi RW – w którym wybieramy najważniejsze postacie biegowego roku – wyróżniliśmy ją w magazynie Runner's World w kategorii „Nadzieja”.

Dziś nadzieją nazywają ją wszyscy. Po zdobyciu rekordu świata interesuje się nią cała Polska, a przez kilka dni po wydarzeniu dziennikarze dzwonili co pół godziny. W końcu nie mogła się skupić na niczym innym niż udzielaniu wywiadów i uznała, że musi się trochę schować, bo nie dałoby się trenować, cały czas odpowiadając na pytania dziennikarzy.

Teraz milczy i trenuje. Bo wie, że sport jest dla niej szansą. Na przygodę, na przyszłość, na spełnienie. Bo choć otwarcie przyznaje, że jej ulubionym hobby jest sen, to zmusza się do wysiłku, bo rozumie to, co do wielu ludzi nie dociera. To, czego wielu z nas nie rozumie. „Mogłabym całe życie leżeć i nic nie robić, ale wtedy nie miałabym satysfakcji z tego, że do czegoś dążę” – mówi.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Tak poza sportem ta utalentowana dziewczyna ma całkiem zwykłe marzenia. Chciałby mieć kochającego męża, dzieci, spokój i Mustanga GT – w tej kolejności, oczywiście. A co by było, gdyby nie miała biegania, gdyby trzeba było wybrać inną dyscyplinę sportu? Śmieje się, że mogłaby dla zupełnej odmiany spróbować na przykład szachów. Choć każdy, kto zna jej temperament, wie, że musiałyby to być wyłącznie szachy szybkie. A tak poważnie, to chciałaby jeździć w krosie. Nawet marzy o motocyklu, ale tata jej nie pozwala, bo to zbyt niebezpieczne.

Z bezpiecznych marzeń i planów Ewa ma zamiar studiować psychologię. Albo zostać aktorką, choć to wariant drugi i raczej wypowiadany z przymrużeniem oka. Marzy jej się też otwarcie lecznicy dla zwierząt albo dużego, wygodnego schroniska, bo los zwierząt jest jej bardzo bliski.

„Jeśli to by się nie udało, to przynajmniej chciałabym zarabiać tyle pieniędzy, żeby im pomagać” – mówi ta wrażliwa na cierpienie naszych braci mniejszych dziewczyna.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Rzut – przewrót

Ale teraz jeszcze na to zdecydowanie nie pora. Teraz czas na bieganie, zwiększanie obciążeń. „Każdy odpuszczony trening to może być setna sekundy na biegu – mówi nasza 18-letnia sprinterka. – Dlatego nawet jak mi się nie chce, to się zmuszam. Czasem trzeba na przykład posłuchać jakiegoś energetycznego kawałka. Jakiś rock, techno. Wszystko, co szybkie, co dodaje mi energii”.

Nad czym musi jeszcze pracować? Ciągle nad techniką, bo dzięki temu byłaby w stanie ucinać te drobne ułamki sekund na mecie rzutem na taśmę. Na razie słabo jej to idzie. A dlaczego? Ewa wyjaśnia z rozbrajającą swobodą: „Bo ja się boję, że jak się za bardzo rzucę, to się przewrócę. Raz prawie tak miałam”.

Ta jej rozbrajająca szczerość i otwartość to jej największe atuty. Bo pokazują, jak dużą ta młoda dziewczyna ma pewność siebie. Nie krępują jej dziennikarze, kamery, flesze, wielkie stadiony, tłumy kibiców, jupitery. Jest pewna swego, nie zaśmieca sobie głowy wątpliwościami i kompleksami. Do mało którego zawodnika, tak jak do niej, pasuje określenie „urodzony sportowiec”.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Need for speed

Do tego wszystkiego Ewa uwielbia szybkość. W bieganiu sprinterskim podobają jej się dwie rzeczy: prędkość i przekonanie, że każdemu może uciec. Ale na podwórku się nie ściga, bo szkoda zdrowia i wysiłku, czasem w kosza pogra.

A czy jej wolno? „No, powiedzmy, że tak” – odpowiada z typową dla siebie figlarnością. Do biegania nie zapałała jednak miłością od pierwszego wejrzenia. Najpierw była niechęć i obojętność. Dopiero z czasem, kiedy zaczęło się naprawdę szybkie bieganie i wyniki, połknęła bakcyla. Do tego stopnia kocha sprinty, że dziś nie wyobraża sobie innego życia. Codzienności bez treningów i zwyciężania.

„Nie mogłabym, tak jak Doda na przykład, rzucić biegania i zająć się śpiewaniem. No nie” – wyjaśnia. Śpiewanie odpada, ale odpadają też w przyszłości maratony. Na razie najdłuższy dystans, jaki udało się Ewie pokonać, to pięć kilometrów przetruchtane w charytatywnych zawodach. Niby niewiele, a i tak się niemiłosiernie męczyła. Długi dystans nie jest dla niej – ona woli te kilka sekund eksplozji, a potem już sukces, już laury, zasłużona satysfakcja.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Tego, by jej ta wczesna sława nie uderzyła do głowy, pilnuje rodzina. Jeden z jej tatuaży mówi nawet o miłości do mamy i taty – bardzo jest z nimi związana. Po nich zresztą odziedziczyła talent. Rodzice poznali się, trenując judo. No i są tysiące osób, które ją na Facebooku obserwują. „Jest dużo ludzi, jest fajnie” – podsumowuje radosna i energiczna dziewczyna. Choć ostatnimi czasy musiała zmierzyć się z typowymi problemami celebrytów. Można to wyczytać z takiego jej facebookowego wpisu:

„Taki wynik nie bierze się z niczego. Za tym stoją godziny, miliony treningów, wylany pot, a czasem nawet krew i łzy. No i moja cierpliwość, a jeszcze bardziej cierpliwość trenerki. To, co widzicie w telewizji, jest tylko ułamkiem tego, jak ciężko na co dzień pracuję. Trenuję nie w świetle reflektorów i przy oklaskach publiczności. Dlatego »pozdrawiam« także hejterów, których nie brakuje na forach”.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

A hobby? Trochę czytać, trochę oglądać, trochę grać na komputerze – w „Need for Speed” na przykład, bo to gra o prędkości, o samochodach. Ewa uwielbia też spać. Spać, spać i spać. Bo regeneracja to jedno z jej największych hobby.

Lubi też jeść wszystko, co nie jest ostre, lubi się od czasu do czasu tym nieostrym jedzeniem napchać, lubi swoje przyjaciółki i lubi, jak ktoś chce od niej autograf albo prosi o wspólne zdjęcie. To wszystko sprawia jej przyjemność. Nie lubi tylko nachalnych kibiców, a tacy się już, niestety, zdarzają. To chyba jednak nieuchronna cena sławy. Sławy, której – jak tak dalej pójdzie, jeśli dalej będzie tak biegać i zwyciężać – będzie tylko przybywać i przybywać…

Wielki wpływ trenerki

Iwona Krupa to była lekkoatletka i założycielka klubu sportowego UKS Czwórka Żory. Ma wielu utalentowanych podopiecznych, którzy odnoszą sukcesy, ale Ewa jest najbardziej znaną. Lojalność i sympatię do swojej trenerki Ewa podkreśla na każdych zawodach i w wywiadach.

REKLAMA

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Największe sukcesy Ewy Swobody

O tym, że rośnie nam wielka sportsmenka, dowiedzieliśmy się już jakiś czas temu. Ewa Swoboda sukcesywnie, konsekwentnie pnie się do góry. To, że potrafi zwyciężać w międzynarodowych imprezach, Ewa Swoboda pokazała już w 2014 roku.

Właśnie wtedy zajęła pierwsze miejsce w biegu na 100 metrów w kwalifikacjach Europy do igrzysk olimpijskich młodzieży. W 2015 r. Ewa zasłynęła innym ważnym zwycięstwem. Na mistrzostwach Europy juniorów w lekkoatletyce zdobyła na setkę złoto. Wynik 11,52 s przy przeciwnym wietrze wystarczył, żeby sięgnąć po tytuł. Druga na mecie Niemka przybiegła aż o 0,12 s później. Przy okazji Ewa zdobyła tam też srebro w sztafecie.

REKLAMA

Ewa Swoboda fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Największy jej sukces do tej pory to zwycięstwo w Toruniu na mityngu Copernicus Cup 12 lutego 2016 roku. Wynikiem 7,07 s ustanowiła nowy halowy rekord świata juniorek w biegu na 60 m. Tym samym wyrównała najlepszy tegoroczny czas wśród seniorek. Poprzedni rekord Nigeryjki Joan Uduak Ekah wynosił 7,09 s i pozostawał niepobity od marca 1999 roku. 

W debiucie na otwartym stadionie ambitna zawodniczka z Żor pobiegła 100 m w 11,18 s. Wypełniła tym samym minimum na igrzyska olimpijskie w Rio, ustanowiła nowy rekord Polski juniorek i została liderką juniorskich światowych tabel.

Ewa zdobyła także srebrny medal w biegu na 100 m na mistrzostwach świata juniorów w 2016 roku w Bydgoszczy (11,12 s) oraz w sztafecie 4x 100 m (43,07 s) podczas Superligi drużynowych mistrzostw Europy w Lille (2017 r.) Rok później, w 2017 roku Ewa Swoboda zdobyła złoto podczas Młodzieżowych mistrzostw Europy w Bydgoszczy z wynikiem 11,42 s.

RW 04/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij