Grzegorz Szczechla: człowiek z patentem na przeszkody

Czołówka biegów przeszkodowych dopiero się kształtuje. Ale gdy już się ukształtuje, to jej kształt będzie musiał uwzględnić Grzegorza Szczechlę. Wystarczy powiedzieć, że ten gość w jednym roku wygrał piętnaście takich biegów. W tym jedenaście z nich pod rząd.

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Przygoda Grzegorza Szczechli z biegami przeszkodowymi zaczęła się tak jak zaczyna się większość przygód w jego życiu – spontanicznie. Któregoś dnia zadzwonili koledzy, że jadą na Runmageddon. Była 9 wieczorem, a wyjeżdżali o 5 rano.

REKLAMA

Grzesiek się zgodził, a potem siadł przed komputerem, żeby sprawdzić w Google, co to w ogóle jest. Tyle było przygotowań. Wystarczyło jednak, żeby zająć na tym pierwszym biegu czwarte miejsce, złapać bakcyla i zdecydować, że to jest jego sportowa droga.

„Postanowiłem przygotować się porządnie do kolejnego sezonu, żeby mieć lepsze wyniki. A że jestem przyzwyczajony do ciężkiej pracy, to robotę wykonałem sumiennie” – opowiada. I nie są to słowa bez pokrycia. W 2015 roku Grzegorz wygrał 15 biegów przeszkodowych w kraju.

Głowa – sukces i zguba

2016 rok to kolejny etap udowadniania, że jest z niego materiał na absolutnego lidera tego rodzaju biegów. Już nie tylko w kraju, ale i na świecie. W marcu pojechał na eliminacje mistrzostw świata do Holandii. No i siłą przyzwyczajenia te zawody wygrał. W maju zdecydował się więc na kolejne międzynarodowe zawody, tym razem we Włoszech. Tam wywalczył drugie miejsce.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Grzesiek przybiegł na metę pół minuty po liderze światowych rankingów. Szkopuł w tym, że na samym początku zawodów spadł ze ścianki i skręcił nogę. Biegł jednak dalej. Skrócił krok, zacisnął zęby i jedna za drugą pokonywał kolejne przeszkody. Siłą woli – głową!

„Zawsze myślałem, że właśnie głowa jest moją najmocniejszą stroną – mówi. – Po tym biegu przekonałem się jednak, że tak jak silna wola może być źródłem sukcesu, tak może stać się też moją zgubą. We Włoszech powinienem był odpuścić, zejść z trasy. Ale ja nie umiem odpuszczać” – opowiada.

Tak samo walczył więc na mistrzostwach Europy w czerwcu. Pojechał z przekonaniem, że wyleczył nogę. Przez 8 kilometrów było OK. Potem noga strzeliła i znów zaczęła się walka o przetrwanie. Ostatnią przeszkodę Grzesiek pokonywał przez 20 minut. Wchodził i spadał, wchodził i spadał… Między upadkami tracił na chwilę świadomość. Na mecie – gdy w końcu udało mu się pokonać tę ostatnią ścianę – zemdlał.

Dziś Grzesiek odzyskał już zdrowie. „Noga nie boli, gdy biegam po płaskim. Na wertepach trochę ją czuję, ale to nic takiego” – śmieje się.

REKLAMA

Grzegorz Szczechla, biegi przeszkodowe, biegi przygodowe Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Jak to się stało, że ma do tego talent? Wszystko zaczęło się od chromosomu Y i tego, że nie został bramkarzem. Bo zamiłowanie do sportu przeszło na niego z ojca – właśnie z chromosomem Y. Tato ma dziś 84 lata i ciągle dziarsko szaleje z kilofem w ogrodzie. Przez 20 lat uprawiał sport wyczynowo – jeździł na żużlu w Legii Warszawa – a do tego skończył AWF i był wuefistą. „No i ma o 26 lat młodszą żonę. Moją 59-letnią mamę” – mówi Grzesiek.

To właśnie tato zaszczepił w nim miłość do sportu. Ale nie obyło się bez negocjacji, bo Grzesiek chciał być bramkarzem. Tato jednak przekonywał, że w ich rodzinie nie ma wysokich facetów, więc i on ma małe szanse na wzrost bramkarski. Syn uległ namowom i zaczął biegać. A potem wyrósł na 190-centymetrowego dryblasa.

„Zaniechanie kariery bramkarskiej było więc błędem. Ale nie żałuję, bo i tak wszystko w moim życiu potoczyło się szczęśliwie” – śmieje się Grzesiek. Szczęśliwie, bo trafił w ręce trenera, który zaprowadził go na juniorskie szczyty. W biegu na 2000 m z przeszkodami zdobył mistrzostwo Polski.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Kiedy już podrósł, postanowił iść na AWF. No i tak zrobił. Na pierwszym roku jednak jego kręgosłup powiedział „dość”. Za dużo fikołków, za dużo skoków, za dużo sportu na za słabe plecy. Poszedł na biologię. Postanowił zostać nauczycielem i kolarzem. Przesiadł się na szosówkę, żeby odciążyć plecy. Szło nieźle, wygrywał lokalne wyścigi, potem jednak przyszła praca w szkole i odwiesił rower na haki.

Zapisał się na siłownię. Tam, zamiast tylko rzeźbić bicka i klatę, zajął się wzmacnianiem całego ciała. Pewnie dlatego, jak go wyciągnęli na ten pierwszy Runmageddon, to poszło mu tak dobrze. Miał bazę wytrzymałościową – czyli to, co zostało z biegania i roweru – oraz siłową – czyli to, co zrobił na sztangach. A przez dwa lata praca była poważna, bo z 69 kg waga skoczyła mu do 85 kg.

Grzechu w małpim gaju

„Lubię adrenalinę i współzawodnictwo. A w tego rodzaju wyścigach jest jedno i drugie. No i trzeba siłę robić z głową. Ogólnorozwojowo” – wyjaśnia Grzegorz.

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Dlatego od siłowni woli swój przydomowy małpi gaj. Urządził sobie taki z kołami gimnastycznymi, z drążkami do podciągania, linami do przechodzenia w powietrzu z jednej na drugą. Tam ćwiczy, tam szykuje formę do mistrzostw świata 16 października. Pod koniec sierpnia forma ma być gotowa. A że ją przygotuje, to pewne (Aktualizacja: zajął 3. miejsce w biegu sztafetowym).

Bo jak coś postanowi, to nie ma że boli, to będzie gotowy na pewno. „Gdy miałem 19 lat i jeździłem na rowerze, zbagatelizowałem grypę. Miałem pecha i zachorowałem na zapalenie mięśnia sercowego. Zapytałem lekarza, czy wrócę do sportu, a on odpowiedział, że będzie dobrze, jak będę w stanie chodzić. Tak mnie tym wkurzył, że postanowiłem się wykurować zupełnie. No i się udało. Siłą woli!” – opowiada.

Przebadany farciarz

Nie ma co ukrywać, że miał też szczęście. Tego w życiu mu nie brakuje. Na przykład praca. Grzesiek zapewnia, że uczy w najwspanialszym liceum w kraju. To II Liceum im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie. Grzesiek jest tam nauczycielem biologii i dba o to, żeby nie było nudy. Miksują na zajęciach mózgi, podłączają serca do prądu, tną świńskie oczy. No i jeżdżą na trzydniowe wycieczki, żeby poznawać faunę i florę.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

„Mieszkamy z dala od cywilizacji, sami sobie gotujemy i korzystamy z prowizorycznych wychodków w postaci dziury” – mówi. To spory wysiłek dla nauczyciela zorganizować coś takiego, ale energii Grześkowi nie brakuje. Gromadzi ją na treningach.

Bywają tygodnie, w których trenuje po trzynaście razy. Siła, wytrzymałość, siła, wytrzymałość, siła, wytrzymałość… Wszystko dla sukcesu. Bo przecież czołówka biegów przeszkodowych jeszcze się kształtuje. A on chce mieć w niej ważne miejsce.

Przed nim jeszcze 5-6 lat startów na najwyższym poziomie, bo teraz ma 29 lat. I choć jeszcze nie stuknęła mu trzydziestka, to ciężko pracuje. Organizuje wyścig Barbarian Race, pracuje w szkole, niedawno miał też robotę w centrum diagnostycznym, gdzie analizował wyniki wysiłkowe sportowców. Sam też się tam gruntownie przebadał.

„Dzięki temu wiem, w jakich zakresach tętna muszę trenować. Wszystkim polecam takie badania zamiast na przykład nowego gadżetu sportowego” – mówi.

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Wbił agrafkę w łydkę

Bywa więc, że Grzesiek śpi po 5 godzin, bo ciągle ktoś dzwoni, ciągle coś trzeba szykować i planować. A nie ma jeszcze rodziny! Lecz nie martwi się, bo jeśli spojrzeć na schemat małżeństwa rodziców, to jego przyszła żona jest jeszcze w przedszkolu (26 lat różnicy między mamą a tatą).

„Haruję fest, ale robię tylko to, co lubię. W innym przypadku uznałbym, że marnuję życie i poszukałbym tego, co kocham. Tak mi się jednak poukładało, że nie muszę niczego zmieniać. Szkoła, sport – to jest moje życie” – zdradza.

Treningów nigdy nie odpuszcza, choćby lało, choćby wiało, choćby nie chciało mu się jak cholera. „Po zaniedbanym treningu mam problem, żeby spojrzeć w lustro” – śmieje się.

To, że nie pęka, udowodnił również w Oleśnicy, na bardzo bagnistym biegu. Złapał go tam skurcz – taki nieznośny, ledwo do wytrzymania. Nie chciał puścić, nie pozwalał biec. Grzesiek wyjął wtedy agrafkę, którą miał przypięty do koszulki numer startowy, i... wbił ją sobie w łydkę. Jeden ból zastąpił drugim, ale skurcz puścił. Można było lecieć dalej. I znowu, jak to ma w zwyczaju, wygrać.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Wzloty i upadki Grzegorza Szczechli

22.08.2015 r.V Pogrom Wichra w Oleśnicy:

Często po ukończeniu biegu z przeszkodami wyglądam jakbym wrócił z wojny. Poobijany, ubłocony, ale z ogromną satysfakcją i pytaniem w głowie: „Co zrobić z ciuchami? Prać, wyrzucić czy spalić?”.  

20.03.2016 r., eliminacje do mistrzostw świata: 

Wygrałem w holenderskim Nijmegen! Są takie dni, że możesz przenosić góry, i to był właśnie jeden z nich. Drugiego na mecie Norwega wyprzedziłem o około 5 minut, trzeciego zawodnika, z Niemiec – o 7 minut. I to uczucie, gdy tysiąc osób skanduje twoje imię, łamiąc sobie język. Bezcenne...

12.06.2016 r., Mistrzostwa Europy w biegu z przeszkodami:

Dramat... Po 5-6 kilometrach dogoniłem Michała Jagieło, który startował 7 minut przede mną. Na około 8. kilometrze zaczął się mój dramat: zeskoczyłem z jednej ze ścianek krzywo, kostka nie wytrzymała i zaczęła się walka z bólem, walka o to, by dobiec.

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

Na 3-4 kilometry przed metą było naprawdę źle, ból i odciążanie lewej nogi mnie wykańczały. Wpadłem na ostatnią, 5-częściową przeszkodę na totalnej bombie. Spadłem z czwartej części. Przy drugiej próbie spadłem z piątej i od tego momentu za bardzo nie pamiętam, co się działo. Spadłem podobno jeszcze parę razy, ale w końcu, po 15-20 minutach, udało się. Ukończyłem i zemdlałem na mecie. Nie ma co gdybać, co by było, gdyby nie kontuzjowana kostka. Z całego serca dzięki za wszystkie trzymane kciuki!

14-16.10.2016 r., Mistrzostwa Świata Obstacle Course Racing w Kanadzie:

Długa podróż samolotem i jet lag nie przeszkadzały mi tak bardzo jak to, że do Kanady poleciałem chory i można powiedzieć, że startowałem na krótkim dystansie jeszcze osłabiony stąd (zająłem 39. miejsce). W sobotę na długim dystansie (15 km i 50 przeszkód) było jeszcze gorzej (66. miejsce).

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

W niedzielę czułem się za to znakomicie. Największymi faworytami biegu sztafetowego byli Czesi, Włosi i zawodnicy z RPA. Trasa sztafety składała się z 3 odcinków: biegowy, siłowy i techniczny. Wystartowaliśmy w składzie: Małgorzata Szaruga, Tomaszem Danielkiewicz i ja. Byłem na drugiej zmianie (odcinek siłowy).

Po pierwszej zmianie nasza drużyna zajmowała 5. lokatę, tracąc około 2 minut do prowadzących Czechów. Na drugiej zmianie udało mi się dogonić czołówkę. Ostatecznie zajęliśmy trzecie miejsce (wygrali Czesi, drudzy byli Duńczycy), wygrywając z reprezentacją RPA o 30 sekund.

Przeszkody na trasie były spektakularne i wymagające. Sam wyjazd był niezwykłą przygodą. Najważniejsze dla mnie, że zaistnieliśmy na świecie jako silna drużyna, a warto dodać, że Polska startowała po raz pierwszy w tego typu mistrzostwach. Myślę, że w przyszłym roku będziemy jeszcze silniejsi.

REKLAMA

Grzegorz Szczechla: Przeszkodowiec Tomasz Woźny
Grzegorz Szczechla - sesja dla magazynu Runner's World / fot. Tomasz Woźny

3 treningowe rady od Grześka:

1. Siła. Nie męcz tylko bicepsa i klatki. Jeśli chodzisz na siłownię, to rób ćwiczenia ogólnorozwojowe. Twoje mięśnie nie mają być wielkie, tylko silne, sprężyste i elastyczne. Dlatego ćwicz z niewielkimi ciężarami, wykonując dużo dokładnych powtórzeń. I pamiętaj! Jeśli chcesz, to w domu lub małpim gaju zrobisz nawet więcej niż w siłowni.

2. Wytrzymałość. Ćwicz ją z głową. Przede wszystkim zbadaj się, żebyś wiedział, w jakich zakresach tętna masz trenować, tak aby trening był efektywny. Żebyś po prostu nie tracił czasu na wyczerpujące treningi, po których długo będziesz się regenerował, a które nie dadzą Ci maksymalnych efektów.

3. Głowa. Trenuj silną wolę. Tylko ona da Ci zwycięstwo. Sport powinien być dla Ciebie nauką, że nie możesz odpuszczać. Że jeśli walczysz o miejsce, trzeba walczyć do końca. No chyba że złapiesz kontuzję: wtedy schodzisz i wracasz do zdrowia. Grzesiek też to wie, choć czasem nie udaje mu się podporządkować tej zasadzie.

Przeczytaj więcej o biegach przeszkodowych: Biegi z przeszkodami: Krew, pot i zabawa [trening, patenty]

RW 08/2016

Zobacz również:
Spokojne kilometry, które stanowią ogromną większość Twojego kilometrażu podczas treningów, to fundament planów treningowych biegaczy długodystansowych. Pytanie jednak brzmi: czy przypadkiem nie pokonujesz ich za szybko albo za wolno? Sprawdź, jakie tempo na długie, swobodne wybiegania będzie odpowiednie dla Ciebie, biorąc pod uwagę Twoje cele, doświadczenie oraz pozostałe obciążenia treningowe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA