[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Herosi RW 2017: budzą podziw, inspirują, motywują

Lubimy się zachwycać. Co roku szukamy w biegowym świecie źródeł takich uniesień. Oto ci, którzy zachwycili nas w ubiegłym roku. Poznajcie siódemkę wspaniałych, czyli Herosów Runner's World 2017!

Herosi Runner's World 2017 Adam Kszczot (fot. Aleksandra Szmigiel)

Zanim poznacie tegorocznych laureatów, sprawdźcie, kogo redakcja Runner's World wyróżniła w poprzednich latach:

Kategoria Zawodnik: Adam Kszczot

Bez sodówki

Wicemistrz świata w biegu na 800 metrów. Zawodnik, który od wielu lat utrzymuje się w czołówce biegaczy świata. Przy jego sukcesach kusiłoby, żeby mieć w domu ściankę chwały. Nic bardziej mylnego: medale ma pochowane.

To aż oburzające! Jest przystojny, utalentowany, odniósł sukces sportowy, ma piękną żonę i dziecko. Jedno mogłoby mu to wszystko odebrać – woda sodowa. Ale Adam Kszczot jest zbyt mądry, by dać jej uderzyć do głowy. Bardzo skutecznie kontroluje pyszne myśli, a inwestuje w pokorę. Dba o to, by nawet po zdobyciu wicemistrzostwa świata zachować zdrowy rozsądek i myśleć o tym, co przed nim, a nie chełpić się przeszłością. Skąd to wiemy? Zapytaliśmy, gdzie trzyma medale.

„W tekturowym pudełku w szafie – odpowiada. – Dlaczego tam? Bo to już przeszłość, a liczy się teraźniejszość i to, co będzie. Człowiek jest leniwy i lubi spocząć na laurach. Gdy już odniesie sukces, to traci impet. Ja o tym wiem i dlatego koncentruję się na tym, co przede mną. Już po dwóch dniach od ważnych zawodów myślę o przygotowaniach do następnych. To konieczność w moim zawodzie”.

W tejże szafie zamknął też medal z tego roku – srebro wywalczone na mistrzostwach świata w Londynie. Wyjmuje go tylko gdy idzie w odwiedziny i proszą, by go przyniósł. Albo jak ktoś przyjdzie do niego. Ciężko go też namówić na wartościowanie. Ale gdy już musi, to odpowiada, że największe znaczenie ma dla niego medal z 2007 roku: brąz z pierwszej międzynarodowej imprezy – mistrzostw Europy juniorów.

„Wtedy zdałem sobie sprawę,  że z tego mojego biegania coś może być, że mam szansę konkurować o najwyższe trofea” – wyjaśnia.

No i udowadnia, że tak jest od tamtej pory. Nie zawodzi i ciągle dostarcza nam emocji. Choć przyznaje, że sukces trudniej powtórzyć niż go odnieść. Ale jak się ma taką głowę do startów, to nie powinno być problemu. Uznajemy go więc za najlepszego zawodnika 2017 roku, bo mamy niemal pewność, że w 2018 też nas nie zawiedzie.

REKLAMA

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Aneta Kaczmarek (fot. Aleksandra Szmigiel)

Kategoria Weteran: Aneta Kaczmarek

Złoto we dwoje

Królowa 400 i 800 metrów w kategorii weteran. Mistrzyni świata na tych dystansach z 2016 i 2017 roku! Żywy przykład na to, że mistrzostwo świata można zdobyć  we dwoje. Aneta Kaczmarek wybiegała je z córką. Jeszcze nienarodzoną.

Tę zawodniczkę wyróżniamy za konsekwencję. W 2016 roku została mistrzynią świata weteranów na 800 metrów. Sukces ten odniosła w Australii. W tym roku pojechał na Halowe Mistrzostwa Świata Weteranów w Daegu i tam też rozbiła bank, bo zdobyła aż dwa złote medale: w biegach na 400 i 800 metrów.

„Jestem szczególnie szczęśliwa, bo wygrałam, będąc podczas startu w ciąży. W czwartym albo piątym tygodniu. Nie czułam się więc najlepiej, a mimo to się udało” – opowiada. Wiadomo, że urodzi się córka. Czy pójdzie w ślady mamy? No, swoje pierwsze złota już w zasadzie zdobyła.

„Ale to będzie zależało od niej. Bieganie zawodnicze to ciężki kawałek chleba. Muszę przyznać, że odkąd biegam jako weteranka, robię to ze znacznie większą radością i swobodą. Teraz naprawdę cieszę się tym sportem. Towarzysko i zawodniczo. Wielka frajda!” – przyznaje.

Wszyscy jej kibice cieszą się, że czeka ją macierzyńska przygoda, ale też i pewnie martwią, kiedy znów zobaczą ją na bieżni. Aneta Kaczmarek uspokaja, że ma w planach kolejne starty. Najpewniej zacznie w marcu 2019 roku na mistrzostwach świata w Toruniu.

„No i oby ten rok był dla mnie tak dobry, jak 2017. Bo ten był fantastyczny. W końcu poczułam się naprawdę dobrze w nowej dla mnie kategorii, pokazałam, na co mnie stać” – wyjaśnia.

Tę podwójnie złotą demonstrację możliwości doceniamy. I trzymamy kciuki. Za ciążę, za poród, za córkę i za powrót mistrzyni do sportu. Oczywiście, medalowy.

„Na pewno wrócę. Taką już mam naturę, że nie mogę usiedzieć. Teraz na przykład nie mogę już biegać i strasznie mnie nosi. Ciągle szukam sobie jakiegoś ruchu. Zresztą, jak po takim roku mogłabym zrezygnować?” – mówi. My też tego nie potrafimy sobie wyobrazić.

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Łukasz Ćwikliński (fot. Przemysław Trapkowski)

Kategoria Darczyńca: Łukasz Ćwikliński

Dusza człowiek

Wyśmienity biegacz amator, ale też i człowiek, który potrafi się dzielić z innymi. Pomaga zawsze, gdy jest okazja. „Najważniejsze, co masz, to czas. Trzeba nim obdarować tych, którzy go bardzo potrzebują” – mówi.

Jak przystało na darczyńcę, jest zbyt skromny, żeby sam o sobie opowiadać. Dlatego w przypadku ludzi takich jak on najlepiej jest przytoczyć fakty. A te wyglądają imponująco. Już w 2012 roku Łukasz samotnie przepłynął kajakiem całą Wisłę, by zebrać pieniądze dla opolskiego hospicjum. Dla tej samej instytucji przejechał na rowerze pustynię Gobi – także sam. W 2015 roku poznał ludzi ze stowarzyszenia na rzecz dzieci z Domu Dziecka w Szklarskiej Porębie „Karkonoskie Iskierki” i postanowił pomagać. Zaczęło się od drobnych akcji, zbiórek, kwest, a w końcu przyszło do zorganizowania tygodniowego wyjazdu rowerowego dla dzieciaków.

„Zebraliśmy pieniądze na rowery dla nich i zorganizowaliśmy obóz i kolonie – wspomina Łukasz. – Pieniądze były ważne, ale jeszcze ważniejszy był czas. Trzeba było wziąć tydzień urlopu na ostateczne przygotowania, a potem drugie siedem dni na wyprawę. Bo czas to podstawa – tego dzieciaki potrzebują najbardziej. Naszej uwagi, naszego zainteresowania”.

Teraz Łukasz propaguje ideę oddawania krwi wśród biegaczy. Namawia do tego razem z drużyną xRunners (najlepszym w Polsce teamem OCR, czyli biegaczami terenowo-przeszkodowymi). Pomaga, biegając, a biega imponująco. Nie wiadomo, co robi większe wrażenie: jego wyniki w działalności charytatywnej czy czasy na biegach. 2:45 w maratonie, 4. miejsce w Runmageddonie Ultra i 65. miejsce we wrocławskim maratonie w 2016 roku. To tylko drobna część jego sukcesów. Jednym z większych jest też założenie Izerskiej Grupy Biegowej. To grupa biegaczy, która początkowo skupiała tylko osoby z okolic Jeleniej Góry. Teraz jej członkowie rozsiani są po całym kraju.

„W tym towarzystwie też działamy charytatywnie. Czasem skrzykujemy się do jakiejś akcji wspólnie, a czasem każdy z osobna kombinuje, jakby tu komuś pomóc” – mówi.

Sporo jeszcze przed nim. Trzymamy kciuki!

REKLAMA

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Bartłomiej Przedwojewski (fot. Genium - Konrad Rogoziński)

Kategoria Nadzieja: Bartłomiej Przedwojewski

Atak na szczyt

Objawienie sezonu. Zdobywca trzech tytułów mistrza kraju w biegach górskich w 2017 roku. Junior z bieżni, który ma szanse podbić światek biegów górskich. I to nie tylko tu, w kraju, ale i na świecie.

To były sensacyjne zwycięstwa. Bartek Przedwojewski przebojem wszedł w świat polskich biegów ultra. Chłopak, o którym usłyszeliśmy ostatni raz w 2011 roku (drużynowy srebrny medal w mistrzostwach świata w biegach górskich), nagle pojawia się znowu i wygrywa Mistrzostwa Polski Skyrunning, jednocześnie poprawiając rekord trasy. Zwycięża też w długodystansowym biegu górskim, a także zostaje mistrzem kraju w biegach anglosaskich.

„Miałem długą przerwę spowodowaną sprawami zawodowymi i kontuzją. Uczyłem się, by zostać strażakiem, co teraz się udało. Pracuję w zawodzie i dzięki temu mam trochę więcej czasu na treningi. Intensywną pracę zacząłem dopiero pod koniec 2016 roku, a mimo to już w 2017 udało się kilka startów” – mówi Bartek.

Na przyszły rok planuje międzynarodowe zawody. Chce się zmierzyć ze światową czołówką, ze swoimi idolami. Bo ta przygoda w przypadku debiutanta właśnie tak się zaczyna. Na trasach krajowych też wygrywał w tym roku z ludźmi, których podziwia. W przypadku zawodników tak młodych jak on – ma 24 lata – kluczowe znaczenie ma też głowa. Rodzi się pytanie: jak nasz talent zniesie stres?

„Przyznam, że przed każdym startem mam wielką tremę. Ale mam też ogromne ambicje i ta mieszanka pcha mnie do przodu. Nawet gdy startuję towarzysko, treningowo, to mnie ponosi. To chyba dobrze…” – śmieje się ten młody strażak i wielki talent górski.

Bartek to nie tylko talent zawodniczy, ale też trenerski, bo sam rozpisuje sobie plan przygotowań. Dba o dietę, regenerację i liczbę treningów. Wiele razy kusiło go, by na kimś się wesprzeć, ale specyfika pracy nie pozwala.

„Pracuję w trybie 24-godzinnym i nigdy nie wiem, jaka służba mnie czeka: czy wyczerpująca, czy mniej aktywna. Wszystko zależy od liczby wyjazdów. Dlatego muszę dostosowywać plany treningowe na bieżąco. Najlepiej robić to samemu” - wyjaśnia.

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Joanna Mazur i Michał Stawicki (fot. Adrian Stykowski)

Kategoria Motywator: Joanna Mazur

Trzeba to lubić…

Mistrzyni Europy z 2016 roku i tegoroczna mistrzyni świata w biegu na dystansie 1500 metrów. Wielu z nas ma często problem, by wyjść na trening. Ona wychodzi trzy razy dziennie, choć trasy nie widzi. Biega z opaską na oczach, w zupełnej ciemności.

W 2016 roku zdobyła mistrzostwo Europy we Włoszech, a w 2017 została mistrzynią świata. Tytuł wywalczyła w Londynie. Oba na dystansie 1500 metrów. Wielkie sukcesy tej znakomitej zawodniczki zaczęły się jednak od przytłaczającej tragedii - Joanna Mazur w wieku 13 lat zaczęła tracić wzrok w wyniku bardzo rzadkiej choroby. Traciła go stopniowo, stopniowo też tracąc kontrolę nad swoim nastoletnim życiem. Dziś nie widzi, ale nie przeszkadza jej to trenować intensywniej niż robi to niejeden pełnosprawny zawodowiec. W okresie przygotowawczym trenuje trzy razy dziennie przez 7 dni w tygodniu.

„Do tego zawsze potrzebuję pomocy, kogoś, kto pobiega ze mną. Nie ma co ukrywać, że jest to wyzwanie logistyczne” – mówi nasza mistrzyni.

Tym samym zawstydza wszystkich tych, którzy nie mogą ruszyć się z kanapy, którzy narzekają, że wyjście na trening trzy razy w tygodniu zbytnio ich męczy. Trzeba tylko chcieć. Bo to jest słowo klucz – ochota. „Zawsze trudno jest mi przekonywać innych do trenowania. Moim zdaniem trzeba to po prostu lubić. Inaczej się nie da, bo ileż można znosić wielką udrękę bez cienia przyjemności”.

Dla niej taką frajdą, zwieńczeniem wielu miesięcy wyrzeczeń, był ten i poprzedni rok biegowy. W Londynie, tuż po przekroczeniu mety, gdy jej trener i partner biegowy Michał Stawicki powiedział jej, że wygrali, puściły wszystkie emocje. Bo tak na co dzień, na treningu, ale i podczas samego startu trzyma je na wodzy. „Ważna jest realizacja planów. Do ostatniego metra Michał pilnuje, żebym wypełniła założenia” – opowiada.

No i to musi być dopiero duet. Spędzają ze sobą 270 z 365 dni w roku. Rozumieją się jak mało kto – bo to przecież on jest jej oczami. Serce do biegania Joanna ma jednak swoje. I to ogromne!

REKLAMA

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Jarosław Bieniecki (fot. Runmageddon)

Kategoria Wizjoner: Jarosław Bieniecki

Przełom w głowie

Twórca Runmageddonu, najpopularniejszego w kraju cyklu biegów przeszkodowych. Były zawodnik, biegacz. Jak się ma wizję, to można, tak jak on, nawet sprzedać mieszkanie. Na jego szaleństwie skorzystało już 50 tysięcy ludzi!

Gdy biegi przeszkodowe opanowywały Stany Zjednoczone i zachód Europy, Jarosław Bieniecki pracował w kolejnej korporacji. A właściwie to znów z następnej pracy go zwalniali. Dlaczego? Bo to człowiek niepokorny, który od dawna szukał swojego miejsca w życiu. No i właśnie wtedy, w 2013 roku, wybrał się na Tough Mudder do Berlina i doszedł do wniosku, że zrobi coś takiego w naszym kraju.

No i zrobił. Sprzedał mieszkanie po babci, dorzucił oszczędności życia i... stracił na pierwszej imprezie 100 tysięcy złotych. Ale takie było założenie. Wystartowało wtedy 700 osób. W 2017 roku na imprezach Runmageddonu pobiegło 50 tysięcy ludzi. Idą więc jak burza.

„Jesteśmy na takim etapie, że czujemy się bezpiecznie. Nie zarabiamy kokosów, ciągle pracujemy nad tym, żeby zwiększyć zyski. Ale nie ma już strachu o jutro. Runmageddon to już stabilna impreza – mówi Jarosław Bieniecki. – Mam też mnóstwo pomysłów na rozszerzenie działalności. Będzie się to jednak, tak jak dotychczas, sprowadzać do otwierania przed ludźmi możliwości przekraczania własnych granic. Bo Runmageddon to nie jest tylko bieg. To jest zmiana tego, co w głowie. To psychiczny przełom”.

Niech więc całe przedsięwzięcie rośnie. Bo jest to inicjatywa pionierska w naszym kraju. Najlepiej dowodzą tego emocje uczestników – wystarczy stanąć na mecie którejkolwiek edycji. Ale pokazują to także liczby. W 2015 roku Runmageddon frekwencyjnie wzrósł o 500%.

„Czterdzieści procent z nas to ludzie ćwiczący na siłowni, drugie czterdzieści to biegacze, a kilkanaście procent to miłośnicy sportów walki. Ciekawa rodzina” – wyjaśnia Jarek.

Ciekawa też jest przyszłość tego przedsięwzięcia...

REKLAMA

Herosi Runner's World 2017 Jacek Kostrzeba (fot. Aleksandra Szmigiel)

Kategoria Trener: Jacek Kostrzeba

Po ojcowsku

Szkoleniowiec UKS Barnim Goleniów. Uważa, że trener musi być lekarzem, ojcem i psychologiem. Z Krystianem Zalewskim pracuje już 14 lat. To jest więź, której nie można przecenić.

Jak najlepiej powiedzieć coś dobrego o trenerze? Trzeba wymienić jego zawodników – biegaczy, z których możemy być dumni. A w tym przypadku chodzi o takie nazwiska, jak Mariola Ślusarczyk, Krystian Zalewski i Michał Rozmys. Ten ostatni, młodziutki, to również nasza wielka nadzieja – półfinalista mistrzostw świata w Londynie 2017 na dystansach 800 i 1500 metrów. Taka rekomendacja powinna wystarczyć. Ale dobry trener potrafi też wystawić świadectwo sam sobie. Wystarczy spytać go o metody szkolenia, przepis na sukces.

„Nie ma jednego – odpowiada doświadczony Jacek Kostrzeba. – Do każdego zawodnika trzeba podejść indywidualnie. Jest jednak pewna zasada. Najpierw trzeba sportowca na sukces przygotować. On musi do tego dojrzeć. Dobry trener wie, że sukces zaczyna się w głowie. Potem dopiero można szykować ciało”.

Dobry trener wie też – a myśmy dowiedzieli się tego od Jacka Kostrzeby – że nie wystarczy dyscyplina, bat i ponaglanie do pracy. Szkoleniowiec z powołania jest dla swoich zawodników trochę jak ojciec – na takiej relacji opiera się jego praca. Bardzo trudna: wie to każdy, kto wychował dziecko. A tutaj przecież chodzi o wysiłek niezwykły, prowadzący często ku mistrzostwu świata. Tego mu życzymy!

Zobacz także: Herosi Runner's World w poprzednich latach:

RW 01-02/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij