REKLAMA

Herosi RW: oto gwiazdy 2014 roku!

Bieganie to nie tylko uparte przebieranie nogami. To także przełamywanie barier, poszukiwanie ludzkich granic, nadzieje na przyszłość, walka ze swoimi słabościami, a czasem nawet - o życie. Zobacz, kto spośród polskich biegaczy i trenerów w 2014 roku pokazał, że biega się do celu.

Herosi Runner's World 2014

"Kto wie, gdyby nie ten wypadek, gdybym nie był taki, jak jestem, to może skończyłbym jako kanapowy grubas z piwem w ręku". Na taki koniec się nie zapowiada. Ciągle trenuje.

Do pracy biegnie 30 kilometrów, a wracać planuje autobusem. No i wsiada do niego, ale zazwyczaj po kilku przystankach wysiada i leci te 10-15 km do domu. Tak ma. Ale nic by z tego biegania nie było, gdyby nie ludzie. Ci, co wsparli go finansowo przed Badwater, ci, co pisali na fejsie, że da radę, i ci, co mu te wpisy czytali na 180. kilometrze, gdy miał największy kryzys. Ludzie z jego ekipy. Darek płakał z wysiłku i wzruszenia, ale dobiegł. Teraz chce im wszystkim podziękować. Tym, co go wsparli, tym, co pisali, i tym, co z nim biegli – ekipie.

REKLAMA

Coraz więcej jednak jest takich, co chcieliby mu po prostu powiedzieć: "Darek, dziękujemy".

Wyróżniamy go w kategorii Motywator, bo ma na koncie tak wiele zwycięstw, że wszyscy, którzy szukają inspiracji, przykładu, jak się podnieść po porażce, znajdą w nim oparcie. Niepełnosprawny od 8. roku życia, samotny, zamknięty w czterech ścianach, zdołał z nich wyjść i zaczął biegać. W tym roku pokonał morderczy, legendarny Badwater Ultramarathon. Sympatyczny, skromny, niepozorny człowiek z żelaza. Człowiek, który motywuje, ale i sam szuka inspiracji w innych.

Kategoria Trener: Andrzej Wołkowycki

Andrzej Wołkowycki lubi przytaczać anegdotę, jak to jeden z trenerów maratończyków, zobaczywszy najnowsze techniki treningu sprowadzone do kraju z zagranicy, spojrzał, wzruszył ramionami i powiedział: "Tak to ja sam trenowałem 40 lat temu". Andrzej Wołkowycki wie, że w bieganiu co dekadę przychodzą nowe mody treningu.

On sam ma już prawie 40-letnie doświadczenie biegowe i trenerskie, więc tym modom się nie poddaje. No i pewnie też dlatego ma wyniki. W tym roku na mistrzostwach Europy w Zurychu jego podopieczni zdobyli dwa medale na 800 metrów: Artur Kuciapski srebro, a Joanna Jóźwik brąz.

Bolesna szczerość

Trener oglądał ich biegi w domu. Przed telewizorem towarzyszył mu syn. To on denerwował się bardziej. "Ja już potrafię opanować emocje – przyznaje Andrzej Wołkowycki. – Kiedyś, za młodu, denerwowałem się nawet na mityngach. Teraz do mistrzostw Europy potrafię podejść na chłodno". I choć było na chłodno, to nie obyło się bez świętowania.

Syn pił colę, a tato whisky. Kto wypił więcej, tego trener Wołkowycki nie pamięta. Pamięta za to zawsze, jaki wysiłek trzeba zaaplikować zawodnikowi. Pamięta i wie, kiedy te założenia skorygować, bo – jak sam przyznaje – w pracy trenera ważny jest nos. Trzeba wyczuć, kiedy dołożyć, a kiedy odpuścić.

"To pierwsze jest szczególnie trudne z kobietami. Trzeba mieć twarde serce, żeby zmusić je do wysiłku bliskiego kresowi możliwości" – mówi Heros RW w kategorii Trener. Ale on należy do tych, którzy, gdy już zamienią się na trochę w kata, to zaraz wracają w postawę ojca. Z zawodnikami wiąże go silna więź emocjonalna, więc musi być też zrozumienie. Dobry trener to też empata.

Czy z tą profesją jest jak z kapłaństwem – pytamy - trzeba mieć powołanie?

"Z tym zawodem jest jak z każdym zawodem. Żeby być dobrym, trzeba mieć powołanie" – kwituje krótko. Bo u niego nie ma obwijania w bawełnę. Jak uważa, że za dużo dziś ludzi rzuca się na bieganie tylko przez modę i koniunkturę nakręconą przez sprzedawców sprzętu, to oczywiście głośno to powie. Tym bardziej, że widzi wiele negatywnych ortopedycznych konsekwencji powszechnego biegania.

Powie też otwarcie, że trenowanie amatorów to dla trenerów kadry konieczność finansowa. Ale powie też, że są trenerzy, co zamiast stać na mrozie, wietrze i zimnie, mając oko na zawodników, dają im kartkę z rozpiską, a sami leżą rozparci na kanapach w hotelach. Może dlatego tak dobrze mu idzie. Dlatego, że jest to człowiek szczery, otwarty, nie za słodki, ale też nieprzesadzający z dyscypliną.

Wyróżniamy go w kategorii Trener, bo świadczą za niego wyniki jego podopiecznych. Dzięki długoletniemu doświadczeniu, odporności na mody, rozwadze i nosowi, który powinien mieć każdy szkoleniowiec, doprowadził na pudło dwóch zawodników. Joanna Jóźwik zdobyła brąz, a Artur Kuciapski srebro na dystansie 800 metrów podczas Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce 2014. Sukces swoich zawodników trener Wołkowycki świętował z synem w domu i mamy nadzieję, że przed nim jeszcze wiele takich radosnych okazji.

Kategoria Darczyńca: Dorota Raczkiewicz

Dzień dobry, jestem chora i szukam dawcy szpiku. Nakręci pani o tym reportaż?" – zapytała Dorotę Raczkiewicz Anna Wierska ponad 6 lat temu. Tak się poznały, tak się okazało, że to bratnie dusze, a potem Ania zmarła. Dorocie zostały w głowie jej słowa: "Mój dawca jest blisko, muszę go tylko znaleźć".

Założyła więc fundację, a w niej powstał pomysł zawiązania czegoś na kształt drużyny pierścienia. Tak powstała Drużyna Szpiku – potężna dziś grupa ludzi aktywnych w przeróżnych dziedzinach, których łączy jeden cel: informować, rozpowszechniać, ratować.

"Dzień dobry, nazywam się Kasia Bujakiewicz i chciałabym pobiec maraton w waszej koszulce" – poprosiła znana aktorka Dorotę jakiś czas temu i tak do Drużyny Szpiku zaczęli dołączać celebryci. Są oni siłą tej ekipy, ale jeszcze większą moc zapewniają jej zwykli ludzie, których przez te 6 lat pracy przewinęło się od 5 do 6 tysięcy. Nie są to tylko biegacze, bo należą do niej rowerzyści, alpiniści, hokeiści, piłkarze, lekarze, kolejarze, katolicy, ateiści...

Biegowa część drużyny miała szansę zawiązać się już na początku, gdy to fundacyjny grafik przebiegł maraton w charakterystycznej koszulce. "To był czas, kiedy umierała Agata Mróz – opowiada Dorota Raczkiewicz. – Pierwsza koszulka na biegu pojawiła się w maju, a na którymś z październikowych maratonów mieliśmy ich już 100".

1 2 3 ... 4
STRONA 2 z 4

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA