REKLAMA

Herosi RW: oto gwiazdy 2014 roku!

Bieganie to nie tylko uparte przebieranie nogami. To także przełamywanie barier, poszukiwanie ludzkich granic, nadzieje na przyszłość, walka ze swoimi słabościami, a czasem nawet - o życie. Zobacz, kto spośród polskich biegaczy i trenerów w 2014 roku pokazał, że biega się do celu.

Herosi Runner's World 2014

To ta, co czeka

Drużyna Szpiku to największa drużyna biegowa w kraju. Koszulek od początku wyszło już z fundacji 5 tysięcy. Ci ludzie znają się i spotykają, np. na tzw. szpiknikach. Bywa że nocują u siebie nawzajem w czasie maratonów.

REKLAMA

Czterech z nich oddało szpik. Nie sposób zliczyć, ilu z biegaczy zarejestrowało się jako potencjalni dawcy, ale wszystkich dawców fundacja zarejestrowała już kilkadziesiąt tysięcy. Wspiera też chorych na różne sposoby. Kupuje leki, jedzenie, jednej z osób odbudowała zniszczony dom. Biegacze szpiku to cały wachlarz maratończyków. Najszybszy ma czas 2:40, a najwolniejsi regularnie zamykają stawkę.

"Za młodu chciałam zmieniać świat i dziś czuję, że to robię. Dzięki Ani właśnie. Nie można powiedzieć, że jestem biegaczką, ale maratonów zaliczam sporo. Ciągle dzwonią ludzie z drużyny i pytają: »Dorota, będziesz? «. No i jestem. Ktoś musi na nich przecież czekać na mecie".

Wyróżniamy ją w kategorii Darczyńca, bo stoją za nią liczby. Koszulek Drużyny Szpiku wyszło z fundacji imienia Anny Wierskiej "Dar szpiku" już pięć tysięcy, a dzięki działalności fundacyjnego zespołu kilkadziesiąt tysięcy ludzi zarejestrowało się już jako potencjalni dawcy. Wyróżniamy ją i fundację nie tylko za dokonania, ale i ambicje.

Wyzwanie, które sobie postawili, jest ogromne. Chcą, aby w rejestrze potencjalnych dawców było nie 200 tysięcy ludzi, a 3 miliony. Do tego ich drużyna musi zamienić się w armię. Są na dobrej drodze.

Kategoria Weteran: Antoni Cichończuk

Antoni Cichończuk to postać inspirująca i ciekawa. Bo jak brzmi fakt, że jego onkolog w kartę zdrowia wpisuje mu wyniki kolejnych maratonów? Czy nie zadziwia to, że 28 tygodni po bardzo poważnej operacji przebiegł dychę w 44 minuty, a potem zdobył wicemistrzostwo świata w maratonie? Bo mistrzem świata i Europy już był.

No dobrze – powiecie – natura zawodowca, organizm hartowany od dziesiątek lat. Nie, nie, nie. Ten 65-latek zaczął biegać 11 lat temu. Do 54. roku życia prowadził dość charakterystyczne dla naszej długości i szerokości geograficznej życie. Można by je zdefiniować krótko: praca, działka, dom. Najpierw był żołnierzem, oficerem marynarki wojennej, a potem pracował w porcie, zarządzał ludźmi i ładunkiem statków. I nagle coś w nim pękło. Spojrzał w lustro i powiedział: "Dość".

Zaczęło się od jazdy na rowerze, a któregoś dnia ktoś zaprosił go na trening biegowy na sopockim stadionie. Weterani, którzy też tam trenowali, tylko cmokali z podziwem, że będzie z niego mistrz. Chudy i szybki.

Oto jest dzień

Pierwszy wyścig, który zaliczył, to było 10 kilometrów. Czas – 42:52. Potem był maraton we Wrocławiu, też pierwszy. Czas 2:56 i pierwsze miejsce w kategorii wiekowej. Po trzech latach wyjechał do Włoch na mistrzostwa świata i przywiózł stamtąd złoto z czasem 2:43:38. W Dębnie poprawił o sekundę rekord Polski (2:43:53), we Wrocławiu o znacznie więcej (2:43:22). Biega więc jak zegarek: jego wyniki różnią się od siebie ledwie sekundami.

Nie ma w tym żadnego przypadku. Jest talent, żelazna konsekwencja i dyscyplina. I właśnie te cechy czynią z niego prawdziwego herosa. Bo to one uratowały go od sportowej śmierci. Walka o powrót do sportu po chorobie była prawdziwą udręką. Bywało, że bóle tak się nasilały, iż po treningu zabierała go karetka pogotowia. Czasem zatrzymywał się na ulicy i krzyczał. Ale nigdy w czasie biegu.

"Treningi były dla mnie odpoczynkiem od cierpienia – wspomina. – Ktoś kiedyś powiedział mi, że trzustka nie bierze udziału w wysiłku sportowym. Może dlatego" – zastanawia się. Antoni Cichończuk czerpie dziś z życia pełnymi garściami. Choć organizm ciągle jeszcze staje mu w poprzek planów, to on konsekwentnie zmierza do celu. To jest dla niego w sporcie najważniejsze – kolejne wyzwania. To i romantyzm na treningach. W kajecie biegowym Antoni zapisuje każdą napotkaną sarnę.

"Trzeba się umieć cieszyć życiem, ale nie zapominać o naszej ostateczności. Każdego ranka powtarzam w myślach: »Oto jest dzień, który dał nam Pan, weselmy się i radujmy się nim«".

Wyróżniamy go w kategorii Weteran, bo mimo tego, że leci mu siódmy krzyżyk, ciągle jest mało młodych, którzy mogliby go prześcignąć. Mimo że przeszedł bardzo ciężką chorobę i operację, wrócił do biegania na najwyższym poziomie, i to stosując swoje metody rehabilitacyjne: najpierw uparty spacer, a potem zwyczajnie bieg.

Dziś stawia nowe cele w skali światowej, udowadniając, że nie tylko wiek nie ma znaczenia, ale że można zapomnieć o tak ciężkiej chorobie, jak rak.

Kategoria Nadzieja: Ewa Swoboda

"Jest ciężko i jest fajnie" – tak Ewa Swoboda podsumowuje fakt, że wyrosła na nadzieję polskiego, kobiecego sprintu. Bo że nadzieją jest, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Ale gdyby jednak jakiś niedowiarek się znalazł, to proszę: w 2013 roku czterokrotnie, a w 2014 trzykrotnie poprawiła rekord Polski juniorek młodszych na 100 metrów.Zajęła czwarte miejsce na tym dystansie podczas mistrzostw świata juniorów młodszych w Doniecku i piątą lokatę podczas mistrzostw świata w Eugene. Zdobyła złoty medal mistrzostw Polski. No i jest z niej niezła zadziora.

Na przykład przeciwniczek z zagranicy nie ogląda przed zawodami na YouTubie. Dlaczego? "Bo wolę się nakręcić na stadionie" – mówi. A wystraszyła się kiedyś którejś? "Nie, raczej nie".

1 ... 2 3 4
STRONA 3 z 4

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA