[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Igrzyska w ogniu, czyli polityka kontra sport

Przeciwnicy Igrzysk Olimpijskich w Pekinie pojawiają się na trasach biegów, a sztafeta z ogniem olimpijskim chroniona jest kordonami policji i chińskej „bezpieki”. Już dawno żadne wydarzenie sportowe nie budziło tylu emocji. Polscy sportowcy nie zastanawiają się jednak, czy zbojkotować olimpiadę, czy nie. Mają dość mieszania polityki do sportu.

Igrzyska w ogniu, czyli polityka kontra sport (fot. )

Houston, mamy problem!

Przez kilka ostatnich miesięcy działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego zachowywali się jak strusie – chowali głowę w piasek, uciekając przed dziennikarzami i nie chcąc drażnić azjatyckiego tygrysa. Przełom nastąpił dopiero w kwietniu w Pekinie.

„Igrzyska olimpijskie znalazły się w kryzysie – przyznaje szef MKOI Jacques Rogge. – Łatwo teraz krytykować, że nie była to mądra decyzja. Ale MKOI ma za sobą większe sztormy i przetrwał”.

„MKOl sam napytał sobie biedy, organizując olimpiadę w kraju rządzonym przez dyktaturę – ripostuje David Wallechinsky, znany historyk ruchu olimpijskiego. – Teraz piętno decyzji będzie ich ścigać”.

Na razie żaden sportowiec o znanym nazwisku nie wycofał się z zawodów w Pekinie z przyczyn politycznych. Słynny długodystansowiec etiopski Haile Gebrselassie nie chce oficjalnie startować w maratonie z powodu zanieczyszczenia powietrza (choruje na astmę), ale w Pekinie będzie. Haile przebąkuje o starcie na 10 000 m, z którym już przecież pożegnał się definitywnie, a na igrzyskach nie biega się dla „przetarcia”. Od tego są treningi. Tajemnicą poliszynela jest, że to etiopscy działacze układają harmonogram startów „cesarza” i twierdzą, że Haile nie może decydować, na jakim dystansie pobiegnie. Decyzję podejmują oni.

„Mieszanie polityki ze sportem wynaturza ideę fair play” – przyznają maratończycy z Etiopii i Kenii, z którymi rozmawiałem. Nie chcą jednak oficjalnie wypowiadać się, bo to działacze z federacji i ministerialni urzędnicy decydują o przyznawaniu paszportów i możliwościach wyjazdów.

„W historii olimpiad były co najmniej cztery poważne bojkoty – wylicza dla CNN David Wallechinsky. – Zwykle godziło to jedynie w sportowców. Komitet nie odwołał nawet igrzysk w Meksyku w 1968 roku. Wówczas na kilka dni przed olimpiadą władze zabiły setki pokojowych demonstrantów”.

REKLAMA

REKLAMA

Igrzyska w ogniu, czyli polityka kontra sport Uniesione w górę pięści w czarnych rękawiczkach, czyli hołd oddany czarnoskórym mieszkańcom USA przez Johna Carlosa i Tommiego Smitha na igrzyskach w Meksyku, wywołały burzę nie tylko w targanych rasowymi konfliktami Stanach Zjednoczonych (fot. Corbis)

Dobrze pamiętamy igrzyska olimpijskie w Moskwie i „gest Kozakiewicza”, który urósł do rangi symbolu. Zawodnicy krajów bloku wschodniego nie pojechali do Los Angeles w imię politycznych racji i solidarności z „Wielkim Bratem” - dla wielu sportowców oznaczało to złamanie kariery i niezdobycie medalu, który był na wyciągnięcie ręki. Tymczasem społeczność internautów na całym świecie, a także liczne organizacje pozarządowe w krajach demokratycznych organizują się w proteście przeciwko decyzji MKOl. Powstał blog w całości poświęcony tej akcji, na którym znajdziemy wiele filmów zamieszczanych na YouTube w proteście przeciw igrzyskom oraz artykułów dotyczących tej kwestii.

Hasłem przewodnim jest „No Beijing Olympics 2008”, czyli „Nie dla Olimpiady w Pekinie 2008”. Takich emocji politycznych i etycznych nie było w krajach Zachodu od czasu zawodów w Moskwie w 1980 r., kiedy pół roku przed zapaleniem znicza ZSRR przeprowadził inwazję na Afganistan. Większość państw Zachodu zbojkotowała wtedy radzieckie zawody. Ale część komitetów olimpijskich pozwoliła swoim sportowcom startować na własną rękę pod flagą olimpijską. Tak zrobił np. brytyjski komitet olimpijski.

„Wielki teoretyk wojskowości Karl von Clausewitz stwierdził u progu XIX wieku, że wojna jest kontynuacją polityki, tylko innymi środkami. Możliwe, że gdyby urodził się sto lat później, zdanie to zacząłby następująco: Wojna i olimpiada...” – twierdzi dr Jerzy Kochanowski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Jerzy Kochanowski przypomina, że dla władz NRD posiadanie własnej drużyny było nie tylko podkreśleniem państwowej suwerenności (dla wielu zresztą problematycznej, uzależnionej od trwałego wsparcia ZSRR oraz – w dużej mierze – obecności radzieckiej armii).

REKLAMA

Igrzyska w ogniu, czyli polityka kontra sport Słynny gest Kozakiewicza po dającej mu - jak się później okazało - złoty medal próbie w konkursie skoku o tyczce podczas igrzysk w Moskwie doskonale odzwierciedlał uczucia, jakimi Polacy darzyli Wielkiego Brata, czyli komunistyczny Związek Radziecki (fot. Forum)

Dla kierownictwa partyjnego, tak jak w pozostałych państwach demokracji ludowej, sport był ważnym polem walki klasowej, a „ambasadorowie w dresach” – jak powszechnie nazywano w partyjnych kręgach sportowców – często byli traktowani z większą atencją niż prawdziwi dyplomaci. „Sport stał się dla enerdowskich decydentów ważnym elementem propagandowym, szczególnie w rywalizacji z zachodnim sąsiadem. O ile bowiem trabant nie mógł wyprzedzić mercedesa, to sportowiec z cyrklem i młotem na piersiach mógł zdystansować swego kolegę z czarnym orłem na koszulce” – mówi dr Kochanowski.

Dlaczego właśnie Pekin?

Chinom prawo do organizacji igrzysk przyznano 7 lat temu. Do tej pory pojawiały się jedynie sporadyczne protesty. Teraz przekazy mediów są ich pełne. Tybetańczycy i międzynarodowe organizacje obrony praw człowieka wykorzystują swoje „pięć minut”. W 49. rocznicę krwawego stłumienia tybetańskiego powstania przeciwko Chinom i ucieczki Dalajlamy mnisi buddyjscy zorganizowali w Lhasie pokojowe marsze. W kolejnych dniach przerodziły się one w największe od 20 lat antychińskie wystąpienia. Doszło do krwawych zamieszek. Do tej pory zginęło już ok. 140 osób. Organizacje międzynarodowe apelują o zaprzestanie ludobójstwa.

Komentatorzy porównują olimpiadę w Pekinie do tej z 1936 roku w Berlinie, kiedy to reżim hitlerowski wykorzystywał igrzyska do propagowania faszyzmu. „Nowe Niemcy” miały być synonimem „Nowej Hellady”. Ale czasy się zmieniają. Dziś to właśnie Niemcy w imię praw człowieka popierają bojkot olimpiady. „Grupa sportowych gwiazd rozważa bojkot igrzysk w Pekinie” – ujawnia wiceszef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, Niemiec Thomas Bach. Nie zdradza konkretnych nazwisk, ale opowiada, że sportowcy „źle się czują na myśl o udziale w igrzyskach i zastanawiają się nad rezygnacją. „Rozumiem ich wahania, ale apeluję: startujcie!” – tłumaczy Bach na łamach „Bild am Sonntag”.

REKLAMA

REKLAMA

Igrzyska w ogniu, czyli polityka kontra sport Igrzyska w Berlinie miały być dla III Rzeszy okazją do zademonstrowania wyższości rasy aryjskiej nad pozostałymi rasami i rosnącej potęgi nazistowskich Niemiec. Plany Hitlerowi pokrzyżował czarnoskóry Jesse Owens, który zdobył aż 4 złote medale. (fot. Forum)

Günter Nooke zaapelował do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o wyrażenie zgody na tego typu demonstracje. „To reakcja na brutalne zdławienie protestów w Tybecie przez chińskie siły bezpieczeństwa” – wyjaśnia Nooke. Myśl o bojkocie nie jest brana pod uwagę przez polskich olimpijczyków i kandydatów do „paszportu”. Żaden nie zapowiedział, że w ramach protestu nie pojedzie do Pekinu, ale też żaden nie zamierza zamykać oczu na problem łamania praw człowieka w Chinach.

Polityka mieszała się do sportu nie od dziś. Przypomnijmy chociażby genezę VI nowożytnych igrzysk olimpijskich. Na 14. sesji MKOl rozstrzygnęła się sprawa igrzysk, które miały się odbyć w 1916 roku. O organizację starały się cztery miasta: Aleksandria, Berlin, Budapeszt i Cleveland. Zwycięstwo przypadło Berlinowi, co tak ucieszyło cesarza Wilhelma II, że natychmiast wystosował do MKOl telegram dziękczynny. Werdykt ucieszył Niemcy, które wkrótce potem rozpętały I wojnę światową, powodując tym samym, że igrzyska nigdy się nie odbyły.

Szczytna idea

Popularność I nowożytnych igrzysk w 1896 roku w Atenach była zaskoczeniem nawet dla greckich „czynników oficjalnych”. Na położonym u stóp Akropolu stadionie, mogącym pomieścić 80 tys. widzów, z trudem znajdowano wolne miejsca. Nie przypuszczano, że zmagania 311 sportowców z 13 państw mogą cieszyć się aż takim zainteresowaniem. Zwycięstwa Greków uprzytomniły członkom greckiego rządu, uprzednio sceptycznie nastawionym do idei olimpijskiej, że igrzyska mogą stanowić ważny czynnik kształtowania świadomości narodowej. W rezultacie zapragnęli koniecznie pozyskać je dla Grecji na stałe. Wystąpili przeciw przenoszeniu olimpiad za każdym razem do innego kraju i przy pomocy króla, używając nawet podstępnych sposobów, zaczęli dążyć do obalenia Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

REKLAMA

„Jednak nie tylko Grecy spostrzegli korzyści, jakie przynosiło organizowanie olimpiad. Przyjmowanie u siebie najlepszych sportowców świata było kąskiem nie do pogardzenia dla największych nawet metropolii. Cztery lata później zawodników gościł Paryż. Choć igrzyska znalazły się w cieniu równocześnie odbywającej się w stolicy Francji Wystawy Światowej, ściągnęły znacznie więcej sportowców niż poprzednie. Z Wielkiej Brytanii przybyło 103 uczestników, 74 z USA, aż 62 z maleńkiej Belgii, a tylko 3 z Rosji” – przypomina dr Kochanowski.

Nie obyło się bez politycznych demonstracji, trudno bowiem przypuszczać, że tylko organizacyjny bałagan spowodował, iż „zapomniano” akurat o ekipie niemieckiej, która wręcz nie miała gdzie mieszkać. Igrzyska 1916 roku miały się odbyć w Berlinie. „Ostatecznie jednak miejscem największych zmagań 1916 roku stał się nie berliński stadion, lecz okopy i forty pod Verdun. Niemcy zaś nie tylko stracili okazję zorganizowania igrzysk, ale i na długo znaleźli się na sportowym marginesie” – pisał Stanisław Polakiewicz.

Igrzyska ze swastyką

Działania ówczesnego przewodniczącego MKOl Henriego Baillet-Latoura były kunktatorskie. Robił wszystko, by przypadkiem nie urazić Hitlera, wierząc w jego zapewnienia – poparte słowem honoru – że sportowcy pochodzenia żydowskiego nie będą dyskryminowani. Szefowi MKOl, deklarującemu zresztą, że sam nie jest szczególnym przyjacielem Żydów, to wystarczyło. Takie postawienie kwestii żydowskiej okazało się klęską idei olimpijskiej. Niemcy w tej sprawie bowiem nie zobowiązali się do niczego. Hitler rozkazał jedynie przejściowe wyciszenie nagonki antyżydowskiej. Nonkonformistyczną postawę przyjął tylko Ernest Lee Jahncke, Amerykanin niemieckiego pochodzenia, który demonstracyjnie ustąpił z MKOl. Był jednak wyjątkiem.

REKLAMA

REKLAMA

Na krótko przed igrzyskami zaniepokojenie międzynarodowej opinii publicznej wzbudziła remilitaryzacja Nadrenii (marzec 1936 r.). Francja nawet zagroziła rezygnacją z udziału w olimpiadzie. Ostatecznie jednak tylko ograniczyła rządowe wsparcie dla swojej drużyny. „W starannie opracowanym scenariuszu olbrzymią rolę odgrywały nowoczesne wówczas środki przekazu – radio i dźwiękowy film, dzięki którym igrzyska mógł usłyszeć i zobaczyć cały świat” – pisze dr Jerzy Kochanowski. Już w sierpniu 1932 roku pisano jednak w hitlerowskim „Völkischer Beobachter”: „Murzyni nie mają czego szukać na olimpiadzie. [...] Miejmy nadzieję, że odpowiedzialni ludzie wiedzą, co należy do ich obowiązków. Czarni muszą zostać wykluczeni. Oczekujemy tego”.

Na razie były to tylko słowa. Jednak już kilka miesięcy później, po objęciu przez Hitlera stanowiska kanclerza, rozpoczęły się prześladowania społeczności żydowskiej. Doskonała lekkoatletka Gretel Bergmann (skok wzwyż) z powodu swojego pochodzenia nie została zakwalifikowana do udziału w igrzyskach. Charakterystyczny dla ówczesnych nastrojów był fakt, że światowa opinia uznała za zwycięstwo ruchu olimpijskiego dopuszczenie dwóch „pół-żydów”: hokeisty Rudiego Balla i florecistki Helene Mayer.

Ceremonia otwarcia 1 sierpnia 1936 roku obfitowała w teatralne gesty. Znicz olimpijski zapłonął co prawda już w Amsterdamie w 1928 roku, jednakże dopiero teraz ogień rozniecono w Olimpii, skąd następnie sztafeta po raz pierwszy w historii przeniosła go przez Grecję, Bułgarię, Jugosławię, Węgry, Austrię i Czechy do Niemiec. Symbolizującą pokój gałązkę oliwną wręczył Hitlerowi przyodziany w narodowy grecki strój zwycięzca maratonu z 1896 roku, Spiridion Louis, czemu towarzyszyły komentarze radiowych spikerów, że przeszłość i teraźniejszość podały sobie ręce. Następnie przed trybuną przemaszerowały wszystkie reprezentacje, sportowcy zaś witali führera podniesieniem prawego ramienia.

REKLAMA

Od wykonania tego ruchu (później nazwanego eufemistycznie „gestem olimpijskim”) uchyliły się tylko dwie drużyny – brytyjska i japońska. „Olbrzymie wrażenie – wspominał Alfred Speer, jeden z najważniejszych hitlerowskich dygnitarzy. – wywarła na Hitlerze frenetyczna owacja, jaką zgotowali berlińczycy wchodzącej na stadion olimpijski drużynie francuskiej. Francuzi przeszli z podniesionymi rękami koło trybuny honorowej Hitlera, wywołując tym spontaniczny entuzjazm wielu widzów”.

Sportowcy nie mogą być zakładnikami

Sportowcy długo walczyli o równouprawnienie na olimpijskiej arenie, które odebrali im… politycy. W przededniu olimpiady w Meksyku, we wrześniu 1967 roku, MKOl wysłał do RPA specjalną komisję. Ale jej raport nie był jedno- znaczny ani rozstrzygający. Okazało się bowiem, że czarni sportowcy woleli brać udział w igrzyskach na nierównych nawet zasadach, niż nie uczestniczyć w nich w ogóle. MKOl na posiedzeniu w Grenoble w grudniu 1967 roku nie zdecydował więc o wykluczeniu RPA. Państwa afrykańskie i ZSRR – a za nim blok socjalistyczny – znowu zagroziły bojkotem. MKOl ustąpił, cofając w marcu 1968 roku zgodę na udział RPA w igrzyskach, a rok później usuwając ją z ruchu olimpijskiego.

„Pozostawiając politologom rozpatrywanie prawnej i etycznej strony apartheidu, należy stwierdzić, że doszło do niebezpiecznego dla ruchu olimpijskiego precedensu. Okazało się bowiem, że bojkot (lub nawet tylko jego groźba) jest bronią skuteczną i jednocześnie niegrożącą jego inicjatorom żadnymi konsekwencjami” – podkreśla w swojej publikacji dr Kochanowski. Podjęte przez niemieckie władze nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie uchroniły jednak olimpiady w Monachium przed wtargnięciem polityki – i to po raz pierwszy w dziejach igrzysk – krwawym.

REKLAMA

REKLAMA

Korzystając z tego, że oczy całego świata (dzięki telewizji w sensie dosłownym) zwrócone były na stolicę Bawarii, ośmiu terrorystów z palestyńskiej organizacji „Czarny Wrzesień” rankiem 5 września 1972 roku zaatakowało siedzibę reprezentacji Izraela, zabijając dwie osoby i biorąc 21 zakładników. Żądano uwolnienia 200 Palestyńczyków więzionych w Izraelu. W nocy z 5 na 6 września, w wyniku fatalnie przeprowadzonej przez niemieckie służby akcji na monachijskim lotnisku, zginęło kolejnych 16 osób: 9 zakładników, policjant, pilot i 5 terrorystów. Te tragiczne wypadki nie powstrzymały jednak od posługiwania się olimpiadami dla osiągnięcia doraźnych celów politycznych. Wręcz odwrotnie, proces upolitycznienia igrzysk nabrał tempa.

W Montrealu (1976) powodem konfliktu stał się udział Nowej Zelandii, utrzymującej sportowe kontakty z RPA. Mimo że mediacji podjął się przewodniczący ONZ Kurt Waldheim, kanadyjskie igrzyska zbojkotowało 29 państw (z Afryki udział wzięły jedynie Senegal i Wybrzeże Kości Słoniowej). Tym razem zwycięży pewnie podejście pragmatyczne. Żeby zagłuszyć głos sumienia, tu i ówdzie padną hasła w stylu: „Oby zatriumfował sport i wolność obywatelska!” „Międzynarodowy Komitet Olimpijski odrzuca wezwania do bojkotu olimpiady” – mówi prezydent MKOl, Jacques Rogge. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy Komitet zmieni zdanie, jeśli przemoc nie ustanie lub zginie więcej ludzi.

„Najlepszym rozwiązaniem byłoby zbojkotowanie ceremonii otwarcia. To nie jest wydarzenie sportowe, a wszyscy zrozumieją, o co chodzi” – Monika Pyrek podpowiada „polityczne” rozwiązanie. „Nie można krzywdzić sportowców – zdecydowanie podkreśla senator Piotr Gruszczyński, były maratończyk i trener. – Musimy szukać rozwiązań politycznych, ale nie takich ad hoc, tuż przed olimpiadą. Nie mogą ucierpieć na tym sportowcy. Nie mogą stać się zakładnikami politycznych rozgrywek. Politycy mogli szukać rozwiązań wiele lat temu. Tylko ktoś, kto nie uprawiał sportu, może rozważać bojkot”.

REKLAMA

Od bojkotu, który za niepotrzebny uznaje sam Dalajlama XIV, odżegnują się też unijni ministrowie sportu. KE oceniła, że bojkot igrzysk olimpijskich nie byłby właściwym sposobem reagowania na problem łamania przez Chiny praw człowieka w Tybecie. „Jestem przeciwny bojkotowi igrzysk, i to bardzo zdecydowanie – twierdzi prof. Jerzy Smorawiński, szef doradców ministra sportu, ekspert od walki z dopingiem w sporcie. – Rozumiem mieszkańców Tybetu, jednakże świat winien znaleźć inne formy reakcji, a nie posługiwać się sportem jako tarczą”.

Z biznesem w tle

Sponsorzy nie dopuszczają myśli, by igrzyska w Pekinie mogły się nie odbyć. Olimpiada to drugi po mundialu największy biznes. Chiny to „azjatycki tygrys”, który rozwija się coraz dynamiczniej. Za same prawa do transmisji stacje telewizyjne płacą prawie miliard dolarów. Igrzyska to dobrze naoliwiona maszynka do zarabiania i generowania pieniędzy. Gesty protestu są jednak potrzebne. Polscy lekkoatleci pojadą, ale nie można im narzucać, co mają mówić. Nie zazdroszczę im. Wielu z nich być może sytuacja przerośnie. Olimpia, o której wykładał Henryk Sienkiewicz, zagubiła się we współczesnych meandrach. Warto powalczyć, by wieńce zakładane na skronie zwycięzców były z gałązek oliwnych, a nie asfodeli – kwiatów śmierci.

„To prawda, w ruchu olimpijskim pojawia się wiele zła – przyznaje prof. Wojciech Lipoński w „Olimpizmie dla każdego”. – Ale ruch olimpijski nie jest częścią jakiegoś innego świata. To nasz świat, jak dotąd dość daleki od oczekiwań idealistów. Mimo to igrzyska zachowują humanistyczną wymowę. Są nadal demonstracją pokoju, choć bywały zakócane przez terrorystów. To wbrew terrorystom Avery Brundage nakazał kontynuowanie olimpiady w 1972 roku w Monachium, żeby pokazać, że pragnienie pokoju jest silniejsze od oczekiwań zbrodniarzy”.

REKLAMA

REKLAMA

Igrzyska sportowo-polityczne

Czarne Pantery na podium

W 1968 r. w Meksyku czarnoskórzy sprinterzy amerykańscy, stojąc na podium, wyciągnęli w górę zaciśnięte pięści w czarnych rękawiczkach. W imieniu Czarnych Panter protestowali przeciwko segregacji rasowej w USA. „My nie reprezentujemy Stanów Zjednoczonych” – mówili. Zostali wyrzuceni z igrzysk, a po powrocie do kraju znaleźli się pod pręgierzem opinii publicznej.

Więcej na ten temat w artykule John Carlos o geście na igrzyskach, który wywołał burzę.

Kozakiewicz w geście "dobrej woli"

Jest 30 lipca 1980 r. Na moskiewskim stadionie Łużniki odbywają się zawody w skoku o tyczce. Przy wysokości 564 cm w konkurencji pozostało tylko czterech zawodników: Władysław Kozakiewicz, drugi reprezentant Polski Tadeusz Ślusarski, Francuz Philippe Houvion oraz Rosjanin Konstantin Wołkow. Rosjanie gwiżdżą najbardziej na „Kozaka” i Ślusarskiego. Przy wysokości 568 cm Houvion i Ślusarski odpadają. Pozostają Rosjanin Wołkow i Kozakiewicz. Polak pokonuje 568 cm za pierwszym podejściem, Wołkow za trzecim.

„Kozak” staje na rozbiegu. Trybuny huczą. Lecą butelki po samogonie. Tyczka na wysokości 574 cm. Pierwsza próba nieudana. Kozakiewicz przeskakuje 574 cm za drugim podejściem. Po wylądowaniu odwraca się w stronę publiczności i pokazuje, co o niej myśli, wykonując „gest Kozakiewicza”. Wołkow nie pokonuje 574 cm. Polski tyczkarz zostaje mistrzem olimpijskim i bohaterem narodowym. Ambasador ZSRR w Polsce, Boris Aristow, domagał się odebrania medalu Kozakiewiczowi za obrazę widowni. Polskie władze tłumaczyły się radzieckim towarzyszom, że tyczkarza... złapał skurcz.

Medale Owena solą w oku Hitlera

W 1936 roku Berlinie bohaterem został amerykański lekkoatleta, zdobywca czterech złotych medali, Jesse Owens - najpierw wygrał finał olimpijski na 100 metrów, a później zwyciężał także w biegu na 200 m, w skoku w dal i w sztafecie 4 x 100 m. Miał jednak według nazistów „rasowy feler”: był czarnoskóry. Adolf Hitler nie mógł przełknąć zwycięstw Owensa. Chciał zrezygnować z igrzysk, które i tak uczynił narzędziem nazistowskiej propagandy na rzecz tzw. narodowosocjalistycznych igrzysk bojowych na stadionie w Norymberdze.

O Jessim Owensie i kilku innych biegaczach, którzy zmienili bieganie na zawsze, przeczytasz w artykule 9 przełomowych biegów w historii metod treningowych.

REKLAMA

Sportowcy o IO w Pekinie:

Marek Plawgo, wicemistrz świata w biegu na 400 m przez płotki:

„Jako sportowiec, któremu od czasów szkoły wpajano idee olimpijskie, daleki jestem od mieszania polityki do sportu. Nie jestem obojętny na tragedie ludzkie w Tybecie, ale uważam, że sportowiec powinien skupić się na swoim najważniejszym starcie. Starcie, do którego przygotowywał się 4 lata, a marzył o nim może całe życie. Politykę zostawmy politykom, a my – sportowcy – skupmy się na tym, co dla nas najważniejsze. Rywale nie będą mieć dla nas litości, a politycy po zakończeniu igrzysk nie spełnią naszych marzeń, nie zagwarantują przyszłości...”

Monika Pyrek, najlepsza polska tyczkarka:

„To nie my, sportowcy, wybieraliśmy Pekin na gospodarza igrzysk olimpijskich. Międzynarodowy Komitet Olimpijski, gdy wybierał Pekin na gospodarza, nie pytał nas o zdanie. Wiele osób uważa, że sport to taka nasza pasja i dlatego z łatwością możemy zrezygnować z jednego startu w Pekinie. Przecież świat się nie zawali. A prawda jest taka, że dla wielu z nas właśnie się zawali. My też mamy co miesiąc raty kredytów do spłacania, a igrzyska są okazją, żeby zapewnić sobie na następne lata stypendia, rentę...”

Szymon Kołecki, mistrz Europy w podnoszeniu ciężarów

„To nie byłoby dobre rozwiązanie, żeby nie jechać do Pekinu, ale gdyby zapadła taka decyzja Polskiego Komitetu Olimpijskiego, nie protestowałbym. Jestem jednak wzburzony tym, co Chiny robią w Tybecie. Udział w olimpiadzie może być bardziej skuteczny niż jej bojkot. 30 tysięcy dziennikarzy zrobi więcej dobrego tam niż w zaciszu swoich redakcji. A 10 tysięcy sportowców będzie mogło w Pekinie – w pełnym świetle – zaświadczyć o solidarności z Tybetem”.

Małgorzata Sobańska, najlepsza polska biegaczka maratonów

„Stając na linii startu, zapomina się o polityce. Liczy sie tylko jak najlepszy występ. Igrzyska olimpijskie to marzenie każdego sportowca. Pamiętam jeszcze wzruszenie z Aten, gdzie startowałam w maratonie. Nad ludzką tragedią trzeba się pochylić, słabym pomóc, jednak namawianie sportowców do bojkotu olimpiady w Pekinie nie ma sensu. Olimpijczycy nie powinni być mieszani do polityki”.

RW 02/2008

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij