[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Jacek Fedorowicz: Minęło 50 odcinków!

Jest stary jak historia sportowych spodenek, choć witalności i pogody ducha może pozazdrościć mu niejeden nastolatek. Z okazji jego jubileuszu, Czytelnikom RW przedstawiamy sylwetkę Jacka Fedorowicza – czyli felietonistę nieprzeciętnie obiektywnego.

Jacek Fedorowicz: satyryk, aktor, biegacz i felietonista Runner's World Jacek Fedorowicz: satyryk, aktor, biegacz i felietonista Runner's World (fot. Tomasz Woźny)

Geriatria sportowa

Bo Jacek Fedorowicz jest niemal tak stary, jak historia spodenek sportowych – ma 77 lat. Śledził więc, jak na przestrzeni lat w te i we wte zmieniała się długość ich nogawek. Pamięta na przykład, jak do Polski, kraju nogawki ledwo przysłaniającej to, co najważniejsze, przyjechał zespół Dynama Kijów w długaśnych portkach, zwanych potem dynamówkami. Pamięta też, jak pierwszy raz w USA wyszedł na plażę w naszych oszczędnych materiałowo kąpielówkach i modlił się, żeby ktoś nie zadzwonił po policję.

REKLAMA

Jacek Fedorowicz jest tak wiekowy, że za jego młodości jedynym składnikiem diety, który można by uznać za witaminy, była mizeria z ogórków. Tak dojrzały, że pamięta biegi w bawełnianych koszulkach tak fatalnie uszytych, że każdemu biegaczowi wydawało się, że skrojono je na kogoś innego. Przy czym wrażenie nie ustępowało nawet po zamianie na koszulkę z tym kimś innym. Jacek Fedorowicz nie sądził, że dożyje XXI wieku, a wbiegł w niego już 14 lat temu. I tylko czasem zdarza mu się przejęzyczyć, że ma nadzieję, iż nie zejdzie na… znaczy z trasy.

Gdy jakiś czas temu mijał biegiem młodą mamę z synkiem, to ona wskazała go palcem i niefrasobliwie skomentowała: "Zobacz, zobacz, Wojtusiu, pan idzie". Pytanie, dlaczego Jacek Fedorowicz tę swoją sędziwość tak chętnie eksponuje? Czyżby krzepiło go to, że według Jurka Owsiaka starość jest trendy? Nic z tych rzeczy – trendom przecież nie ulega (choć postuluje utworzenie "geriatrii sportowej"). Czy więc cieszy się tym, co starość daje człowiekowi zazwyczaj: spokojem i dystansem?

"Niestety, nie, muszę rozczarować tych, którzy na starość z tych przyczyn czekają. Moje frustracje i lęki nie minęły, wciąż towarzyszą mi na co dzień, czasem tylko odpuszczając – prostuje satyryk. – Co do dystansu do samego siebie, to raczej użyłbym określenia obiektywizm. Staram się być w ocenie samego siebie obiektywny". I to właśnie ten obiektywizm tak w jego felietonach Czytelnikom służy.

Obiektywizm i doświadczenie. Bo to człowiek, który Runner’s Worlda czytał zanim zawitaliśmy do Polski. Pierwszy raz kupił magazyn, gdy za PRL był w Australii. Zachwycił się tym, że bieganiu można poświęcić tyle papieru. Potem czytywał w USA, a potem prenumerował wersję brytyjską. Do dziś pamięta kilka ważnych sentencji wyczytanych za tamtych czasów – na przykład taką, że "biegacz to ten, który przybiegł przed tobą, a jogger to ten, który dotarł na metę za tobą".

Wielotomowa powieść

Lektura i praktyka nauczyły go o bieganiu jednej ważnej rzeczy: nie ma reguł, każdy przypadek jest inny. Dowód? Jacek Fedorowicz jest najlepszym dowodem, bo to żywieniowy dziwoląg. Od czterdziestu lat nie je śniadań. Obiadów też jakoś od tyluż, bo jak tylko zaczął dla oszczędności czasu biegać po mieście, to zauważył, że gdy biega po jedzeniu, to mdleje. Wyszło mu więc na to, że najlepiej cały dzień pościć, a tylko wieczorem siadać do pysznej kolacji. I tak już żyje – cały zdrów!

Dlatego, jeśli już ten dziwoląg radzi coś Czytelnikom Runner’s Worlda, to z właściwą sobie delikatnością i swadą. Zaserwuje smakowite porównanie, że piłka nożna ma w sobie coś z filmu akcji, a bieganie to raczej wielotomowa powieść. Błyskotliwą autouwagę, że Jacek Fedorowicz to biegacz, ale jednocześnie artysta objazdowy – przy czym objazdowość jest intensywna i zadawniona. Podzieli się refleksją, że kontuzja, która przeszłaby po miesiącu, przy użyciu nowoczesnych metod rehabilitacji przechodzi już po czterech tygodniach. Wyzna szczerze do bólu: "Jestem przypadkiem nietypowym, ludziom normalnym będzie łatwiej". Zastosuje asekuracyjną adnotację: "Przed zastosowaniem się do moich porad porozum się z lekarzem, trenerem lub innym fachowcem, gdyż każda porada niewłaściwie stosowana może zagrażać zdrowiu i życiu".

Są jednak tacy – ba, jest ich wielu – którzy do rad Jacka Fedorowicza się stosują. Ot, choćby do tych, by do biegania rozbierać się jak do rosołu. Bo doświadczony biegacz wie, że jak w wieczornej prognozie pogody mówią, że będzie ładnie, to znaczy, że na biegu będzie umierał z przegrzania. Jacek Fedorowicz też wie, bo prognozy pogody przed biegiem ogląda. Nerwy sadzają go przed telewizorem, bo przed każdym wyścigiem solidnie się tremuje. "Najbardziej przytłacza mnie wizja, że wsiadam do autobusu zbierającego na końcu tych, którzy odpadli, którzy nie zmieszczą się w czasie. Ten strach kompromitacji towarzyszył mi zawsze" – zdradza satyryk i aktor.

Gdyby był kobietą

Podobnie jest z pisaniem. To dla wielu pewnie niewiarygodne, ale Jacek Fedorowicz od dziesiątego felietonu martwi się, że nie będzie już wiedział, co napisać. Co więcej, uważa się za felietonistę przeciętnie uzdolnionego. Tę swoją przeciętność podkreśla na każdym polu. Czy to bieganie, czy to satyra, czy pisanie – Jacek Fedorowicz nie znajduje w sobie iskry Bożej. Jako taki sukces upatruje raczej w ambicji i uporze.

"Moje wady i strach przed ośmieszeniem towarzyszą mi od dzieciństwa. Zawsze byłem chudzielec, fajtłapa, okularnik. Opresje potęgował fakt, że do szkoły poszedłem bardzo wcześnie i byłem młodszy od najmłodszego ucznia o dwa lata – opowiada. – Wtedy już zauważyłem, że jeśli tej bandzie szyderców, wygłodniałych wilków rzuci się jakąś śmiesznostkę na swój temat, to im to wystarcza i nie kopią głębiej, nie docierają do najgłębszych pokładów frustracji. Do dziś realizuję tę politykę, także przez felietony". Bieganie go z tych obaw, z tych neuroz, wcale nie leczy. Jak ma go leczyć, skoro każdy start w zawodach kosztuje go mnóstwo nerwów?

Ale jednak biega. Do przodu – tak jak w przypadku wielu innych pól jego owocnej działalności – pcha go ambicja. To ona każe mu biegać na przekór słabościom. Ale to ona też prowadzi go na manowce kontuzji. Jacek Fedorowicz zawsze obiecuje sobie, że będzie rozsądny, "że pobiegnie ulgowo", a potem nagle coś przełącza siły na zamiary i jest bieg do bólu.

1 2 3
STRONA 2 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij