Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio

Grał na tubie w orkiestrze straży pożarnej, śpiewa w chórze, jest zbudowany niemal jak Kenijczyk i przebojem wszedł, a właściwie wbiegł do historii polskiego sportu. Jak siedmiokrotny mistrz Polski  w biegu na 400 metrów przez płotki został pierwszym polskim medalistą olimpijskim na 800 metrów.

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Patryk Dobek w konkurencji, w której wielkie triumfy święcili w ostatnich dekadach m.in. Paweł Czapiewski i Adam Kszczot, dokonał rzeczy niezwykłych. Po 4 miesiącach treningu wytrzymałościowego został halowym mistrzem Europy, 2 miesiące później, w swoim czwartym w życiu biegu na tym dystansie na otwartym stadionie, uzyskał najlepszy wówczas wynik na świecie, a czwarty w historii polskiej lekkoatletyki, zaś po kolejnych 2 miesiącach cieszył się z olimpijskiego brązu.

REKLAMA

Trębacz z Osowa

Osowo, 4 sierpnia 2021 r. Na finał biegu na 800 metrów w Tokio do Strefy Kibica w Domu Kultury gminy Karsin przyszło ponad 300 osób – to absolutny frekwencyjny rekord. Z wioski liczącej około 500 mieszkańców każdy dom miał reprezentanta, ale przyjechali też ludzie z  innych miasteczek powiatu kościerskiego. Byli rodzice, brat, kuzyni i liczna rodzina Patryka, jego koledzy i koleżanki oraz nauczyciele ze szkoły i strażacy z orkiestry dętej Ochotniczej Straży Pożarnej, w której grał dobrych parę lat – od 9. roku życia.

„Teraz, gdy jeżdżę samochodem z napisem »Patryk Dobek, brązowy medalista olimpijski na 800 metrów«, wielu ludzi, nawet kiedy stajemy na światłach, podnosi kciuki w górę i gratuluje. To bardzo miłe, że mam tylu kibiców i jestem w rodzinie medalistów olimpijskich, ale w mojej okolicy dopingowali mi od małego i mam wrażenie, że będą kibicować nawet jak skończę karierę” – przyznaje Patryk.

Mieszka z żoną i córką w Szczecinie, ale jest częstym gościem w rodzinnych stronach. Ostatnio był w Osowie we wrześniu, na dożynkach – tym razem jako gość honorowy.

Urodził się tutaj 27 lat temu, w Osowie chodził do podstawówki, a gimnazjum kończył w pobliskim Karsinie. Jego dzieciństwo biegło dwiema drogami. Startował w zawodach sportowych. Oprócz konkurencji lekkoatletycznych i przełajów, grał w kosza, siatkę, ręczną, unihokej, a na boisku piłkarskim najczęściej był stoperem.

„Moi rodzice, Sławomir i Beata, od zawsze cieszyli się, że sport tak mnie pasjonuje. Bardzo mi kibicowali i zawsze wypytywali: »Patryk, a zdobyłeś jakiś medal?«. Bez zbytniej skromności muszę powiedzieć, że często wygrywałem, więc tych medali się nazbierało” – śmieje się Patryk.

REKLAMA

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Z drugiej strony lubił muzykę i z kuzynem poszli zapisać się do… orkiestry OSP. Na wielu próbach nauczył się grać muzykę marszową na trąbce, potem jeszcze na tubie. „Tuby w domu nie mam, ale trąbkę muszę wyciągnąć z futerału i wrócić do grania po kilku latach przerwy” – deklaruje sportowiec. Na razie może wziąć głęboki wdech, bo jest w pokoju hipoksyjnym w Spale – na drugim po igrzyskach zgrupowaniu.

„W okolicach Osowy znam każdy kąt. Jak przyjeżdżam do domu, to często idę sobie pobiegać po swoich ścieżkach. To nie zawsze jest trening, biegam też dla przyjemności. Tu mamy spokój, ciszę i można odetchnąć świeżym powietrzem. Każdemu polecam” – zachęca Patryk.

Gorzej od Weroniki

Trener Zbigniew Król, autor wielkich sukcesów naszych biegaczy na średnich i długich dystansach, m.in. Pawła Czapiewskiego czy Lidii Chojeckiej, po zakończeniu współpracy z Adamem Kszczotem nie myślał już o nowych wyzwaniach. Podopieczni 72-letniego trenera zdobyli dotąd 27 medali mistrzostw Europy i świata, pobili dziesiątki rekordów Polski, kilka razy byli bardzo blisko olimpijskiego podium. Ale u Patryka Dobka szybko dostrzegł talent i papiery na wspaniałe bieganie i umówili się… tak trochę na Paryż. Mieli powoli szlifować wytrzymałość na igrzyska olimpijskie w 2024 roku, do biegu na 800 metrów. Do Tokio Patryk miał kwalifikację na swoim koronnym dystansie: 400 metrów przez płotki.

„Wytrzymałość to cecha, którą robi się na pewnej intensywności. I żeby tę intensywność wyrobić, są progi, między innymi mleczanowy, tlenowy czy beztlenowy. Patryk miał rozwijać wytrzymałość i musi biegać na takich progach. Gdy w listopadzie 2020 roku pojechał ze mną na zgrupowanie do Jakuszyc, szukałem partnera, z którym mógłby tak pobiegać. Została nim... Weronika Lizakowska. Gdy mieli biegać razem w czasie 4:10-4:15 min na kilometr, czyli cholernie wolno, to Patrykowi ciężko było zmieścić się w dolnym progu. On się męczył i był gorszy od Weroniki” – opowiada Król o pierwszych treningach.

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Zaordynował jednak Patrykowi trening siłowy, posprawdzał parametry i szybko okazało się, że Dobek błyskawicznie idzie w kierunku takich, które osiągali Paweł Czapiewski i Adam Kszczot w swoich najlepszych okresach.

„Patrykowi trudno było psychicznie przestawić się na taką wytrzymałościową formę treningu, ale zrobił najlepszą rzecz: wyłączył głowę i całkowicie mi zaufał. Efekty przyszły błyskawicznie. W pierwszym starcie w hali na 800 m zrobił minimum nie tylko na mistrzostwa Polski, ale i Europy. Potem po fantastycznym biegu wygrał mistrzostwo kraju z Kszczotem i Borkowskim, a po zdobyciu halowego mistrzostwa Europy, czyli po zaledwie 4 miesiącach przygotowań na tym dystansie, już wiedziałem, że będę go przygotowywał do startu na 800 m na igrzyskach. Ale się głośno nie przyznawaliśmy, bo Patryk miał minimum na 400 m przez płotki i musiał wzrastającą formę potwierdzić na otwartym stadionie” – zdradza Król.

Wojskowa musztra i soki

Granica Polski z Białorusią, listopad 2021 roku. Na zdjęciu krzątający się po wojskowym namiocie znajomo wyglądający żołnierze i żołnierki: Alicja Tchórz (pływaczka, mistrzyni Europy), Paweł Wojciechowski (mistrz świata w skoku o tyczce) i Patryk.

„Pojechaliśmy tam wspierać naszych kolegów w ich codziennej pracy. My też jesteśmy żołnierzami, na co dzień pracujemy w sporcie, ale przeszliśmy wszelkie przeszkolenia i trochę pomocy się przyda, bo żołnierze mają tam naprawdę co robić” – opowiada Dobek, jeden ze sportowców żołnierzy Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego.

Bo w szalonym 2021 roku Patryk „zaocznie” zdobył też złoty medal w sztafecie 4 x 400 m na innych igrzyskach, tyle że wojskowych. W 2019 roku w chińskim Wuhan sztafeta w składzie: kpr. Łukasz Krawczuk, st. szer. Jakub Krzewina, szer. Przemysław Waściński i marynarz Patryk Dobek zajęła wprawdzie 2. miejsce, ale po 17 miesiącach awansowała na pierwsze po dyskwalifikacji zwycięzców z reprezentacji Bahrajnu. Do światowych krążków z tego roku trzeba dodać jeszcze złoty medal w sztafecie 2 x 2 x 400 m, który Patryk zdobył podczas nieoficjalnych mistrzostw świata w sztafetach w Chorzowie.

REKLAMA

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Patryk ma wielu patronów i sponsorów; jeden z nich – ten z koszulki – pomaga mu dbać o codzienną dietę i już zawsze będzie mu się kojarzył z Tokio. „Każdego dnia przygotowywałem tam w ten sposób różne soki, korzystając z wyciskarki wolnoobrotowej Kuvings. To już mój rytuał. I gdy teraz robię to w domu czy na zgrupowaniach, tamte momenty wracają” – zdradza Dobek.

Patryk czyta bieg

Tokio, 4 sierpnia 2021 r. Po brawurowym biegu Patryk zdobywa brązowy medal olimpijski. Przed nim są na mecie są tylko dwaj Kenijczycy: Emmanuel Korir i Ferguson Rotich. Gdyby nie rywal z Australii, który go blokował i 100 metrów przed metą Dobek wstrzymał atak, prawdopodobnie byłoby srebro. Trener pamięta niemal każdy metr tego biegu, jak zresztą kilkudziesięciu innych sprzed wielu lat w wykonaniu Czapiewskiego, Kszczota czy Chojeckiej.

„Były takie biegi, w których moi podopieczni mogli bić rekordy świata, ale dla mnie wyniki nie były najistotniejsze, bo zawsze chodziło o miejsce na najważniejszych zawodach. Wielu moich zawodników było przygotowanych nawet na olimpijskie złota, ale na sukces składa się zawsze wiele czynników. Nie będziemy o tym pamiętać, ale przecież Patryk w biegu eliminacyjnym w Tokio był trzeci i gdyby pobiegł gorzej o kilka dziesiątych sekundy, odpadłby z rywalizacji. Nie posłuchał mnie, a może nie dość dosadnie mu powiedziałem, jak ma biec taktycznie. Ale to go zabudowało: w półfinale i finale już w 100% realizował nasze założenia” – opowiada trener Król, który uważa, że „somatycznie”, czyli w budowie ciała, Patryk Dobek ma też cechy kenijskich biegaczy.

„To była jedna z rzeczy, których się obawiałem przy tym przejściu na 800 metrów. Nie wiedziałem, czy się odnajdę w biegu w grupie, w zmiennym tempie, w tych szachach i roszadach. Czy nie będę popełniał jakichś dziecinnych błędów, które będą dużo kosztować” – zastanawia się Patryk.

Okazało się, że było dokładnie odwrotnie. Trener określa Dobka mianem „zawodnika olimpijskiego spokoju”, czyli człowieka, który się nie podpala i nie stresuje. Dzięki piłce nożnej i podporządkowaniu się trenerowi.

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

„W młodzieńczych latach, gdy grałem w piłkę, miałem – jak to się nazywa – umiejętność czytania gry. Wiedziałem, gdzie rywal poda, gdzie wypuści sobie piłkę, kto za nią pobiegnie. Tak samo tutaj, w biegu na 800 m, się odnalazłem. Mniej więcej czytałem ruchy konkurentów i mogłem się łatwo wpasować. Dlatego nie traciłem podczas biegu energii, by odpierać ataki rywali. Wiedziałem, co zrobią i jak zareagować”.

Efekt pandemii

Jak to się stało, że 27-latek po 12 latach kariery stał się nagle ośmiusetmetrowcem? Jak w ogóle zaczął biegać?

W podstawówce i gimnazjum Patryk nie trenował w żadnym klubie. W trzeciej klasie gimnazjum jego placówka załapała się do programu cyklu lekkoatletycznego, w którym rywalizowały ze sobą gimnazja z województwa pomorskiego. Trenerzy zauważyli, że ten „chłopak z ulicy” wygrywa biegi na 1000 metrów z zawodnikami, którzy już mocno trenują. Zaczęli go namawiać, by nie wybierał technikum budowlanego ani leśnego w Kościerzynie, bo taki był plan, tylko spróbował dostać się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego w Gdańsku. Z rodzicami podjęli decyzję, że będzie trenował.

„Zamieszkałem w bursie. Na początku było trochę ciężko, bo jednak to 100 kilometrów od domu i pierwsza rozłąka z rodziną. Miałem 15 lat, ale nie było czasu na młodociane szaleństwa, bo były tylko internat, szkoła, treningi i zgrupowania, a w weekendy jeździłem do rodziców. Wyszło na to, że był to dobry wybór” – przyznaje Patryk.

Już po roku, w 2010, został halowym mistrzem Polski juniorów młodszych na 600 m (800 metrów juniorzy młodsi nie biegają). Rok później był już brązowym medalistą MŚ juniorów młodszych w biegu na 400 metrów. Czasem 46:67 szesnastolatek pobił też wieloletni rekord Polski w tej kategorii wiekowej. Pozostaje niepobity do dziś.

REKLAMA

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

„Decyzją trenera skupiłem się na tych 400 metrach, a potem doszły płotki. I tak było przez ostatnie 12 lat” – mówi Patryk, który trenował najpierw z Krzysztofem Szałachem w SKLA Sopot, a potem z Walentynem Bondarenką w MKL Szczecin (jego barwy reprezentuje od 2018 r.). Trener Król uważa, że obaj mieli ogromny wpływ na rozwinięcie talentu Patryka i wykonali z nim świetną pracę, która dzięki wprowadzeniu paru nowych metod zaowocowała największym jak dotąd sukcesem.

„Przyszedł rok 2020, pandemia i nie miałem możliwości, by się rozwijać w treningu płotkarskim. Bo jednak sprzęt trzeba spakować, czasami przewieźć na stadion. A tu pozamykali bramy na obiekty i było z tym ciężko. Wtedy pozostał tylko trening wytrzymałościowy i bieganie crossów po ścieżkach leśnych, co zresztą zawsze lubiłem. Nie było żadnych międzynarodowych zawodów, igrzyska przeniesione, mieliśmy tylko mistrzostwa Polski i tam po raz siódmy z rzędu obroniłem tytuł mistrza Polski seniorów w biegu na 400 m ppł  – opowiada Patryk.

„Stwierdziłem, że mój poziom jest OK, ale wciąż wystarcza tylko na bycie najlepszym w Polsce, a czasem na łapanie się do czołówki europejskiej. Uznałem, że to mnie nie satysfakcjonuje, że skoro jest taki czas, to trzeba go wykorzystać i dokonać zmiany. I to był strzał w dziesiątkę” – dodaje.

Dla Patryka Tokio miało być trzecimi igrzyskami. W 2012 roku w Londynie był rezerwowym w sztafecie, w 2016 roku w Londynie odpadł w eliminacjach 400 m przez płotki.

„Miałem sygnał z PZLA, żebym był brany pod uwagę jako »uzupełnienie« na igrzyskach w Tokio, ale chciałem walczyć indywidualnie. W płotkach mogłem jeszcze coś wycisnąć, może na granicy rekordu Polski, ale to nadal byłby co najwyżej poziom europejski. Stwierdziłem, że królowa sportu ma wiele konkurencji do wyboru, a najbliższą dla szybkiego 400-metrowca z wytrzymałością jest 800 m. Tak się złożyło, że akurat trener Zbigniew Król nie miał zawodnika z top listy i wyraził zgodę na współpracę. I się zaczęło...” – opowiada.

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Piotr, Sofija i Pan Bóg

Tokio, lipiec/sierpień 2021 r. Patryk zamieszkał w wiosce olimpijskiej w apartamencie z najsilniejszą ekipą. Bartek Stój, Marcin Krukowski, Konrad Bukowiecki i Piotr Małachowski. Oszczepnicy, kulomioci, dyskobole. Mocarni faceci. Patryk miał więc mocne rozmowy zwłaszcza z Małachowskim.

„Piotr nie rzucał we mnie dyskiem, za to rzucał takimi tematami, że te nasze rozmowy dały mi wiele pewności siebie. To zdecydowany, konkretny facet, który uświadomił mi, do czego sportowiec powinien dążyć i jakimi metodami” – wspomina Patryk.

Ale na początku pobytu w Tokio w ogóle nie myślał o starcie, bo jego serce i głowę zaprzątało wyłącznie to, co dzieje się w domu. W Polsce urodziła mu się córka – Sofija. Można powiedzieć, że Patryk poznał swoją żonę, Anastazję Kaliniczenko, kiedy przebiegał w 2014 roku obok rozbiegu do skoku o tyczce. Anastazja, kiedyś medalistka mistrzostw Polski juniorów w skoku o tyczce, wpadła mu w oko na tyle, że z Gdańska przeniósł się za swoją miłością do Szczecina, przy okazji rozpoczynając studia na Uniwersytecie Szczecińskim na kierunku wychowanie fizyczne.

„Oboje natychmiast uznaliśmy, że jesteśmy sobie wybrani, nie ma co czekać i pobraliśmy się” – opowiada Patryk, który, tak jak jego żona, miał wtedy 20 lat. Na ślub w cerkwi prawosławnej przybyło wielu sportowców, w tym rzecz jasna tyczkarze i tyczkarki: Piotr Lisek, Anna Rogowska i Monika Pyrek.

W tej cerkwi można zresztą czasem… posłuchać Patryka. Śpiewa w chórze prawosławnym, kiedy ma czas. „Nie trzeba regularnie chodzić na próby, każdy wierny może dołączyć” – opowiada sportowiec, który przyznaje, że dzięki wierze i miłości ma więcej energii na bieżni . Z jednej strony odwagi dodaje mu obecność ukochanej na trybunach, z drugiej strony wiara, która jest dla niego bardzo istotna.

REKLAMA

REKLAMA

Jak Patryk Dobek porzucił płotki i zdobył medal w Tokio Tomasz Woźny
fot. Tomasz Woźny

Bieg do Paryża

Spała, 7 grudnia, Ośrodek Przygotowań Olimpijskich. Patryk miał lekką siłę: trochę ćwiczeń z piłkami lekarskimi. Właśnie ta siła to jeden z patentów i tajemnic Zbigniewa Króla. Na dzień przed finałem olimpijskim polscy siatkarze byli zszokowani, gdy spotkali na siłowni ćwiczącego z ciężarami Patryka. Mówili: „Chłopie, po siłowni to nie ma siły, żeby w ogóle biegać, a co dopiero walczyć w finale”. Tyle że Patryk pobiegł fantastycznie, bo trener wie, co robi, i potrafi przygotować swoich zawodników.

„Teraz są halowe mistrzostwa Europy, potem mistrzostwa świata. Planowaliśmy wystartować w hali, ale spokojnie: jeszcze zobaczymy, jak się Patryk będzie czuł” – wyjaśnia trener, a zawodnik już zapowiada zabranie się za właściwy trening 800-metrowca, z wielkim finałem w Paryżu.

Jedyny na świecie

W tabelach lekkoatletycznych obrazujących wyniki i osiągnięcia zawodników prezentowany jest także ich „progres” na poszczególnych dystansach. Rok po roku. Najczęściej widzimy, jak z roku na rok wyniki się poprawiają i zawodnicy biją kolejne rekordy życiowe: najpierw o sekundy, potem o ich dziesiąte lub setne. U Patryka Dobka ta tabelka w przypadku 800 metrów jest jedyna w swoim rodzaju. I bardzo krótka. Żaden zawodnik na świecie nie ma takiej i żaden nie zrobił takiego progresu. A wygląda to tak:

2009 r. – 2:08:81

2021 r. – 1:43:73

Zdaniem trenera Zbigniewa Króla Patryk Dobek jest w stanie pobiec ten dystans wyraźnie szybciej, w czasie 1:42:50. A to oznacza, że zdecydowanie poprawiłby ponad dwudziestoletni już rekord Polski Pawła Czapiewskiego (1:43:22).

Zobacz także:

RW 01-02/2022

REKLAMA