[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.7

Jak bieganie zmienia życie? Historie naszych Czytelników

Na facebookowym profilu RW poprosiliśmy Was, byście podzielili się swymi opowieściami o tym, w jaki sposób nasz ulubiony sport pomógł Wam zmienić życie na lepsze. Jeśli szukasz motywacji, by zasznurować buty i pobiec, możesz przestać…

Jak bieganie zmienia życie? Inspirujące historie naszych Czytelników o tym, jak pasja do biegania zmieniła ich świat (fot. Matt Murphy)

Arkowe ścieżki

Bieganie dało mi nowe życie, wcześniej to była wegetacja. Urodziłem się na nowo, a wszystko zaczęło się od zakładu podczas imprezy, że przebiegnę Półmaraton Bytomski. Jak to bywa, zapomniałem o tym, odłożyłem na później, aż kiedyś wszedłem na wagę i przeraziłem się: +90 kg. I tak narodziłem się na nowo.

Pasja, jaką jest dla mnie bieganie, zmieniła mnie nie tylko fizycznie (mniej o ponad 20 kg i prawie 30 cm w pasie), ale, co najważniejsze, także mentalnie. Nigdy w siebie nie wierzyłem, od rodziców nigdy nie usłyszałem, że są ze mnie dumni. Teraz wiem, że niemożliwe nie istnieje. Jeżeli chcę, mogę wszystko. Dość szybko zmieniłem mało perspektywiczną pracę. Moje stosunki z żoną bardzo się poprawiły. Wiem, czego chcę, i do tego dążę. Łapię każdy dzień, jakby był moim ostatnim. Bieganie jest tym, co daje mi siłę i moc.

Rob Ziębowski

To proste! Żonka powiedziała mi kiedyś: „Albo zaczniesz coś ze sobą robić i schudniesz, albo cię zostawię”. Schudłem :) I tak wchodzimy w czwarty rok biegowy. Razem trenujemy. Mamy za sobą ponad 20 półmaratonów, maraton, kilkanaście biegów na „dyszkę” itd. W przyszłym roku startujemy w triathlonie. Jestem Jej za to bardzo wdzięczny!

Zobacz też: Jak biegać, żeby schudnąć?

Janek aka Dżonny

Dekadę temu, dzięki regularnym treningom, pewnego upalnego dnia na lokalnym lotnisku na południu Europy dogoniłem kołujący już na pasie startowym samolot i nie spóźniłem się na rozmowę o pracę, dzięki czemu dzisiaj jestem szefem dużej firmy w pewnym azjatyckim kraju :) 

REKLAMA

REKLAMA

Marta

Bieganie zmusiło mnie, żeby stanąć na nogi. Styczeń 2015, ośrodek leczenia uzależnień, ktoś budzi mnie parę minut po szóstej i mówi, że idziemy na zaprawę biegać. Chce mi się płakać. Ostatni ciąg heroinowy powalił mnie tak, że ledwo trzymam się na nogach, ciężko mi chodzić po schodach, a każą mi biegać. Wywracam się, ślizgam, idę. Pokonanie 600 m zajmuje mi 15 minut. Mijają 3 tygodnie, wypisuję na tablicy moje pierwsze cele w terapii.

Jako pierwszy zapisuję: przebiec do krzyżówki i z powrotem bez zatrzymania. Te nieszczęsne 600 m. Mija kilka miesięcy, sekcja biegaczy wyciąga mnie na bieg, ok. 4 km. Po drodze zatrzymuję się 3 razy, ale już wiem, że chcę więcej. 12 km, 21 km, na koniec terapii wiem, że chce przebiec maraton. Trochę czasu już minęło. Mam za sobą 4 maratony, kilka półmaratonów, samodyscyplinę i coś, co mi daje ogromną radość w życiu. To mi dało bieganie. Cel, radość, nowe życie.

Izabela Saglimbeni

Zrobiła mi się ostroga w pięcie i męczę się z tym już 5 tygodni :D

Magda Lasoń

Jak mawia mój ojciec, bieganie zryło mi głowę :D Nie biega się tylko dla siebie, nie można takimi rzeczami się nie dzielić. Bieganie pomogło mi uwierzyć w samą siebie, sprawiło, że rozkwitłam jak z pąka kwiat. Stałam się lepsza dla siebie i dla innych. Nie boję się trudności i mogę dzielić się pozytywną energią.

REKLAMA

Agnieszka Mikulska

Dwa lata temu ja, mama czwórki dzieci, ważąca... dużo więcej niż powinna i spędzająca wolny czas głównie na kanapie, podjadając co się da, zaczęłam biegać. Mocno powiedziane: „biegać”. Na początku toczyłam się po osiedlowych ścieżkach, ledwo oddech łapałam, a po biegu padałam ze zmęczenia, nie mogąc się poruszyć...

Bieganie nauczyło mnie systematyczności, bycia konsekwentnym i radości z maleńkich rzeczy. Nie ścigam się, bawię się bieganiem. Zrzuciłam 17 kg, częściej się uśmiecham i jestem pewna siebie. Dzięki bieganiu mam marzenia, mam i spełniam je – powoli, ale ja nie muszę się spieszyć, ja muszę dobrze się czuć, a to właśnie od biegania dostaję. PS Dzieciaki połknęły bakcyla biegowego, mąż biega, a ja... jestem szczęśliwa.

Zobacz też: Jak bieganie wpływa na dobre samopoczucie?

Dariusz Pietraszewski

Zawsze prowadziłem spokojne życie. Jadłem to, na co miałem ochotę, w wolnym czasie siadałem na kanapie przed telewizorem. Żyłem z dnia na dzień. Pierwszym krokiem ku lepszemu była decyzja o rzuceniu palenia papierosów. Udało się, ale przez to zrobiło się mnie kilkanaście kilogramów więcej. Trochę mi to przeszkadzało, ale nic z tym nie robiłem. Pewnego dnia usłyszałem słowa, które dały mi kopa: „Tato, zrób coś ze sobą. Zobacz, jak Ty wyglądasz”. To dało mi do myślenia.

W grudniu 2011 roku zmieniłem dietę (oczywiście zaraz po świętach) oraz postanowiłem wprowadzić w swoje życie ruch. Wybrałem bieganie. Zacząłem od delikatnych treningów dla początkujących. Trochę to trwało, zanim organizm przyzwyczaił się do innego trybu życia. Z biegiem czasu sam zaczął domagać się coraz to nowych wyzwań. (...)

Ostatnim z nich było przebiegnięcie 10 km poniżej 40 minut. Udało mi się to osiągnąć w IV Biegu Nasza Dycha w Gostyniu – ukończyłem go z czasem 39:53. Jestem bardzo szczęśliwy, widząc efekty ciężkiej pracy i wysiłku włożonego w treningi. Pora zawiesić sobie poprzeczkę jeszcze wyżej!

REKLAMA

REKLAMA

Marta Kiermacz-Abramek

Pamiętam ten moment, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Wszystko było tam zupełnie nowe. I któregoś dnia zauważyłam, że nasza sąsiadka biega. To mnie zainspirowało, pomyślałam, że może to dobry sposób, żeby się zaprzyjaźnić. Zebrałam się na odwagę i zapytałam, czy mogłabym dołączyć. Tak rozpoczęło się nasze wspólne bieganie. Obie miałyśmy mnóstwo obowiązków, małe dzieci, pracę, dom, ale to, że mogłyśmy robić coś dla siebie, dodawało nam skrzydeł, a wstawanie o 5 rano, aby pobiegać, było czystą przyjemnością. Na widoczną przemianę nie musiałam długo czekać. Stałam się silniejsza, szczęśliwsza i pewna siebie.

Bieganie to nie tylko ilość pokonanych kilometrów i pokonywanie własnych słabości, to przede wszystkim pogoda ducha, nieschodzący z twarzy uśmiech, wewnętrzny spokój i radość. Radość, którą uwielbiam dzielić się z innymi, zarażając ich bakcylem biegania.

Stawiając pierwsze kroki w bieganiu, nigdy nie przepuszczałam, że bieganie zmieni moje życie o 180 stopni. To, że rosłam w siłę mentalną, było wielkim sukcesem, powoli nawet zaczęłam marzyć o udziale w wielkich światowych maratonach. Marzenia są po to, by je spełniać, więc 15 miesięcy od momentu zrobienia pierwszych kroków na ścieżce biegowej stanęłam na starcie maratonu w Paryżu. Przebiegłam, cała i zdrowa przekroczyłam linię mety, gdzie czekali na mnie mąż i dwaj nasi synkowie. Uświadomiłam sobie wtedy, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Za mną już 10 maratonów: Warszawa, Rzym, Berlin, Nowy Jork, gdzie biegłam 2 razy, Londyn, który pokonałam 3 razy, Chicago, oraz Boston. W 2015 roku miałam zaszczyt nieść flagę Polski podczas ceremonii otwarcia New York City Marathon. Bezcenne uczucie nieść flagę i słyszeć, jak spiker przedstawia mnie i moją biegową historię tysiącom zgromadzonych biegaczy, a świadkami tej ceremonii są moi synkowie, którzy towarzysza i kibicują mi zawsze i wszędzie. Ich słowa: „Mamusiu, jesteśmy z ciebie dumni” uskrzydlają mnie jeszcze bardziej i cieszę się, że mogę być dla nich przykładem, przekraczając własne granice i biegnąc po marzenia.

Bieganie stało się moją wielką pasja, o sobie samej mówię: matka Polka maratonka. Od roku prowadzę też grupę biegową dla kobiet, zachęcam je, aby odważyły się marzyć, bo to, o czym marzą, jest w zasięgu ręku. (...) A wszystko zaczęło się od podjęcia prostej decyzji, aby pobiegać z sąsiadką.

REKLAMA

Janina Jędrzejewska

Podczas maratonu biegnący obok mnie dermatolog zauważył na mojej łopatce znamię, które zidentyfikował jako czerniaka. Facet uratował mi życie!

Marcin Krebs

Bieganie zmniejszyło mój portfel o dobre kilka tysięcy złotych :D Planuję wydawać dalej, aż do miliona i jeszcze więcej!

Marta Koch

Częściej kłócę się ze swoim facetem, że znowu nie ma mnie w domu i że wszystko podporządkowuje pod biegi :)

Kazik Ja

Bieganie dużo mnie nauczyło. Zanim zacząłem biegać, nie wiedziałem na przykład, że mam pasmo biodrowo-piszczelowe i że fizjo jest taki drogi :D

Kacper N.

Na emeryturze z nudów zacząłem pić. Przestałem, gdy dzieci zakazały mi spotykać się z wnukami. Żeby uwolnić się od wódki, znalazłem sobie nowy nałóg – bieganie. Mam 67 lat, ale formę trzydziestolatka. Nastoletnie już wnuki muszą się mocno sprężać, kiedy się ścigamy...

Joanna Nalewajko

Zaczęłam biegać ponad 3 lata temu. Wcześniej zginął mój mąż, zostałam sama z trójką małych dzieci, zaczęły się kłopoty z teściową, skończyła się nadzieja na cokolwiek lepszego. Przybyło kilogramów od zajadania nerwów i smutku. Zaczęłam pewnego dnia rano, przed pracą, w zwykłych kaloszach.

Pomyślałam, że przebiegnę dookoła pastwisko (560 metrów); brakowało mi oddechu, trzy razy robiłam przerwę. Teraz, po tych 3 latach, mam na koncie 2 biegi ultra, 2 maratony, 6 połówek i wiele innych biegów. Mam dużo znajomych, jeździmy razem na masówki, zwiedzam wiele ciekawych miejsc. W głowie też się poukładało, inne rzeczy, wartości są teraz ważniejsze. Dodatkowo znalazłam w sobie odwagę i wyprowadziłam się od teściów. Moje życie to taki bieg ultra.

REKLAMA

REKLAMA

Kamil Orzechowski

Kwiecień 2016, ośrodek terapii uzależnień w Darżewie. Tu zaczęła się moja miłość do biegania. Jestem osobą uzależnioną, która piła i brała narkotyki przez 13 lat i wielokrotnie była już na samym dnie. Kiedy byłem młodzieńcem, grałem w piłkę nożną i moim marzeniem było zostać zawodowym piłkarzem. Niestety, mocno się pogubiłem i stało się, jak się stało.

Na terapii, kiedy zacząłem trzeźwieć i dochodzić do siebie, nie umiałem sobie wybaczyć tego, że zmarnowałem szansę bycia sportowcem. W ósmym miesiącu terapii terapeuta Jarosław zachęcił mnie, abyśmy wspólnie pobiegali. I tak któregoś pięknego dnia pobiegłem swoje pierwsze 10 km. Pobiegłem je na maksa, po czym przez 1,5 tygodnia miałem ogromne problemy z poruszaniem się, bolało mnie wszystko! Po tym pojechałem na mój pierwszy bieg uliczny w Szczecinku, gdzie 10 km pokonałem w 40 min 12 s :)

Na tym biegu poczułem, że to jest to, chociaż od 6. km mówiłem sobie, że już nigdy nie pobiegnę, że po co mi to, że prawie umieram! Tak naprawdę jednak zakochałem się w tym, pokochałem tę walkę, która odbywa się w głowie, gdy powtarzam sobie, że nie mogę się poddać, że jestem silny i nie mogę się zatrzymać.

Ten bieg był jak terapia, niesamowicie ciężki, ale po ukończeniu szczęście i satysfakcja :) Po terapii poszedłem do klubu TKKF Koszalin i w grudniu 2016 roku zacząłem systematycznie trenować. (...) Kibicuję wszystkim, którzy pogubili się w swoim życiu. Śmiało mogę powiedzieć, że bieganie w dużym stopniu uratowało mi życie i pozwoliło wybaczyć sobie to, czego nie mogłem sobie wybaczyć, bo przecież jestem sportowcem! :)

Dziś moja życiówka na 10 km to 35 min 28 s, ale wierzę, że systematyczny trening i zapał pozwolą mi dalej piąć się w górę. Oby tylko zdrówko dopisało!

Zobacz też: Dlaczego warto biegać? 35 powodów, by trenować

REKLAMA

Paweł Wójcik

Dzięki bieganiu poznałem świetnego ortopedę, masażystkę, poznałem nazwy różnych leków, żeli przeciwbólowych, a co najważniejsze, nauczyłem się kontrolować swój organizm i wiem, w którym momencie powiedzieć STOP, żeby uniknąć kontuzji :)

Dominika Przybylska

Biegam, odkąd pamiętam, więc mogę tylko powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia bez tego!

Magdalena Chlebowska

Jak stąd do Wenus.

Sebastian Biliński

Nie zrzuciłem prawie nic z wagi, ale balast psychiczny spadł.

Czy wiesz, co w ogóle daje bieganie? Oto kolejnych 45 powodów, dla których warto biegać

Ilona Szymańska

Kiedy po rozwodzie zostałam sama z dwiema córkami, każdy mówił: nie dasz rady. Poukładałam wszystko i zaczęłam biegać, całe lato towarzyszyła mi moja 5-letnia córka, ona na rowerku, ja biegłam. Bieganie pomogło mi wypracować dystans do siebie, uczy mnie pokory i cierpliwości.

Teraz wiem, że jak bardzo się chce, to można wszystko! Mam wyznaczone cele, moim marzenie to maraton i wierzę, że się spełni. Praca, dom, dzieci i regularne bieganie można pogodzić – wiem, że sport dodał mi skrzydeł i chcę każdego dnia rozwijać sportowe pasje.

Urszula Szulc-Łątkowska

  1. Poznałam swojego męża.
  2. Zmieniłam pracę i stworzylam Zingy Sport – markę odzieżową dla biegaczy.

REKLAMA

REKLAMA

Grzegorz Kowalczyk

Zaczęło się 3-4 lata i około 10 kg temu, z brakiem wiedzy i megazakwasami po pierwszym kilometrze. Natchnęły mnie artykuły w RW. Po pierwszych próbach zakochałem się w bieganiu. Wiosna, lato, jesień, zima. Kilometry za mną, inni biegacze, nieznani, witający się i biegnący dalej. Pierwszy start na 5 km nauczył mnie pokory.

Po pierwszym kilometrze na pełnej mocy spadek, wyplucie płuc, inni szybciej niż ja... Dół? Po co kozaczyć? Potem już sama przyjemność, rekordy: 5 km, 6 km, 9 km. Bieg, w którym zrobiłem 14,7 km, bo pomyliłem trasę i musiałem nadrabiać. Schudłem, zyskałem równowagę psychiczną, odżyłem :)

Małgorzata Kapuścińska

Bieganie zmieniło wszystko. Teraz żałuję, że zaczęłam tak późno, bo straciłam 50 lat życia. Nie mam wielkich osiągnięć, ale to jest jedna z tych rzeczy, dla których chce mi się żyć. To daje mi radość, cel, zdrowy kręgosłup i masę pozytywnych myśli podczas treningu, no i satysfakcję z medali. To jest to i już. Nic szczególnego, ot taka sobie historia małych radości.

Czytaj więcej: Co krok, to bonus. Dlaczego warto biegać?

Piotr Sulecki

Zrzuciłem 34 kg. Problemy z nadwagą miałem od kilku lat, zawsze była jakaś dieta, potem waga wracała. W miarę regularnie biegam od 4 lat, ale i w tym czasie były okresy, że za dużo jadłem i waga się wahała. 2017 rok był przełomowy, trzymam się diety i treningu i to przynosi doskonałe efekty.

Bieganie stało się częścią mojego życia, mam za sobą dwa maratony z życiówką 3:16:35, kilkanaście półmaratonów z życiówką 1:28:18 i 10 km z czasem 40:44. Moje marzenie to maraton poniżej 3 godzin, ale dzisiaj wiem, że wszystko jest możliwe.

REKLAMA

Małgorzata Skrzypczak

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się w 2012 roku. Moje życie przewróciło się wtedy do góry nogami. Dosłownie. Pewnego dnia, widząc biegających ulicami, zadałam sobie pytanie: dlaczego ja tak nie mogę? Przecież lubię biegać, lubię ruch, sport, aktywność. Teraz właśnie, kiedy w zasadzie wszystko mam poukładane. Mam czas, dorosłe dzieci. Oprócz pracy zawodowej mam tylko obowiązki związane z prowadzeniem domu, obowiązki, które zawsze można odłożyć na później.

I stało się. 6 sierpnia wyszłam po latach, by spróbować .To były moje pierwsze 4 km. Oczywiście był to marszobieg. Bardzo rozsądnie podeszłam do tej próby. Dwie minuty biegu przeplatane minutą marszu. Ale dałam radę. Potem z każdym treningiem było więcej biegu. Biegałam 3 razy w tygodniu. Tak jest zresztą do dzisiaj. Po niecałych 3 miesiącach wystartowałam w lokalnych zawodach – Biegu Ptolemeusza na dystansie 10 km. Zajęłam w nim 6. miejsce w kategorii wiekowej.

I kiedy piszę o sobie biegaczka – to coś w tym jest. I ja wiem co. To miłość do biegania, do aktywności. To możliwość decydowania o sobie, o swoim czasie. To bycie tylko ze sobą, ze swoimi myślami, problemami. To dbanie o swoje zdrowie, fizyczne i psychiczne. To motywacja do działania, ale również do pomagania innym. To możliwość lepszego, kolorowego życia, poznania wielu ludzi i miejsc. To niemało powodów, dla których pokonuję nie tylko coraz więcej kilometrów, ale również swoje słabości i ułomności.

Iwona Latańska

Jak się ma 40 lat (z górką), to się w zasadzie już siebie zna. Człowiek jest dojrzały, świadomy, wie jaki jest, co może, a czego nie; zna dobrze swoje słabe i mocne strony i umie się nimi posługiwać po mistrzowsku. No, chyba że zacznie biegać – wtedy poznawanie zaczyna się od początku.

Bo ja zawsze byłam leniwa i niesystematyczna. Leniwa, owszem, jestem nadal, ale co się stało z moją, od dawna ustabilizowaną niesystematycznością, skoro od 4 lat potrafię regularnie uprawiać bieganie?! No? I do tego jeszcze ćwiczyć siłowo i pływać!...

REKLAMA

REKLAMA

Albo weźmy moje typowo zmarźlakowo-mieszczuchowskie podejście do pogody – no kto by mi kiedyś powiedział, że ja będę lubić zimę? Co tam zimę, nawet te czarne listopady, bure grudnie i mroźne stycznie! A teraz każdego lata tęsknie czekam na zbawienne ochłodzenie, żeby wreszcie z przyjemnością pobiegać w przyzwoitych temperaturach bez przegrzewania.

O, albo to: śpiochem byłam i jestem okrutnym, kto mnie zna, ten wie, że wstawanie na budzik o nieludzkich porach zmorą moją jest i basta! No, chyba że w jakąś piękną wolną niedzielę należy nastawić budzik, żeby wstać wystarczająco wcześnie, by przygotować się do startu w biegu masowym, odbywającym się akurat nieopodal. Wtedy następuje cudowne zakrzywienie czasoprzestrzeni i Iwonka wstaje bez szemrania, a jakby tego było mało, nawet przed dzwonkiem budzika potrafi, taka jest!

Tutaj zatrzymam się na chwilę, bo akurat tego fenomenu skutków „ubocznych” biegania wciąż nie mogę pojąć – przecież w kolejnych dniach i w związku z każdą inną przyczyną takie zjawisko w ogóle nie zachodzi. Koszmar budzika powraca natychmiast i znowu śpiochem jestem okropnym…

Jest jeszcze parę innych rzeczy, na przykład szafa. Typowy syndrom: za dużo rzeczy, za mało miejsca. Nie żeby tam zaraz krzywda się działa moim ubraniom, ale porządkiem bym tego nie nazwała. Dobra, nikt by tego nie nazwał. A na półce z ciuchami biegowymi? Proszę bardzo! Można? Można!

Tak więc bieganie wielkie poczyniło zmiany w moim życiu. Nie zmieniło się tylko jedno: poczucie wolności. Miałam je zawsze. A odkąd biegam, mam je jakby… piękniej.

Sebastian Nicpoń

Jak bieganie zmieniło moje życie? Przede wszystkim zmieniła się moja sylwetka na jeszcze bardziej szczupłą. A z tych ważnych rzeczy, to dowiedziałem się, ile mięśni mam, które normalnie nigdy nie bolały, a poczułem je dopiero na mecie maratonów, Dowiedziałem się też, że oprócz lekarzy typu kardiolog itp. występują również ortopedzi czy fizjoterapeuci (zwłaszcza fizjo, u których często bywam). Ale przede wszystkim poznałem świetnych ludzi, którzy biegają i potrafią wspierać bardziej niż ktokolwiek inny w chwilach, gdy jest ciężko.

REKLAMA

Marzena Monika Mrozowicz

Oj, kurczę, bardzo, bo udało się schudnąć 6 kg w krótkim czasie (na marginesie: zima, więc zapasy znów się zbierają, heh…) i przebiec moje pierwsze dziesiątki, a raz nawet 20 km - dla mnie wcześniej jakoś nie do pomyślenia. Już myślę o półmaratonie, a to wszystko jeszcze tego roku, aczkolwiek pewne dolegliwości mogą przeszkodzić… Ale nie będę się poddawać :)

Dominika Przybylska

Biegam odkąd pamiętam, to mogę tylko powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia bez tego!

Izabela Czapska

Kiedy moja córka 4 lata temu wygrała konkurs powiatowy, jako dumna matka pojechałam z nią po odbiór nagrody. Duma była olbrzymia, ale wstyd jeszcze większy. Wstyd, bo zobaczyłam zdjęcia z tej uroczystości, na których wyglądałam jak stara, gruba baba - istny wieloryb. Najpierw złapało mnie zwątpienie i rezygnacja, że już nie da się tego zmienić i tak będę wyglądać. Ale po kilku dniach wewnętrznej walki postanowiłam, że to ostatnia chwila, żeby coś zmienić. Czterdzieste urodziny były moją datą graniczną, a te są dopiero za rok.

Najwięcej czasu zajęło mi włączenie własnej głowy. To był naprawdę trudne. Uwierzyć, że dam radę, że zmiany nawyków to nie będzie męka do końca życia i pasmo ciągłych wyrzeczeń. Po około trzech miesiącach przygotowania mentalno-teoretycznego przyszedł czas na działanie. Powoli, małymi krokami wprowadzałam zmiany w sposobie odżywiania i 30-minutowe codzienne spacery. Po pierwszych kilku kilogramach mniej motywacja i kondycja znacznie się poprawiły.

Chciałam więcej i szybciej. Pojawiły się pierwsze próby biegania. No i... wysiłek dużo większy, rezultaty mniej spektakularne i nastąpiło zwątpienie i skok w słodycze. Na szczęście ogarnęłam się i ruszamy dalej. Do gry weszły kijki do nordic walking. Po spaleniu ok. 10 kilogramów zaczęłam marszobiegi. Parę kilogramów później zaczęłam „regularne” bieganie.

REKLAMA

REKLAMA

Teraz, po prawie 4 latach, mam minus 22 kilogramy i pierwszy półmaraton na koncie. Czuję się psychicznie silna jak nigdy, wyglądam młodziej niż na trzydziestych urodzinach, a do czterdziestych zostało jeszcze pół roku. A ponieważ urodziny mam 16 czerwca, będą świętowane podczas Wrocław Nocny Półmaraton, który przebiegnę z moimi nowymi, biegowymi znajomymi :D W końcu ponoć życie zaczyna się po czterdziestce, więc z radością czekam na to, co przyniesie.

Renata Wójcik

Bardzo :D Począwszy od zmiany stylu życia i sposobu odżywiania się po poznanie wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym otworzyłam się na świat i rozpoczęłam pracę nad lepszą wersją samej siebie :)

Mateusz Pietras

Bieganie... Hmmm... 10 miesięcy temu ważyłem 128,5 kg, teraz 88 kg, 10 miesięcy temu nie byłem w stanie nawet do sklepu 1 kilometra pieszo przejść. W ciągu tych 10 miesięcy przebiegłem 1500 km, z rekordem 21 min na 5 km i rekordem ponad 43 min na 10 km, z 2 półmaratonami,  z tego jeden w 1 godzinę i 38 minut. Czy trzeba czegoś więcej do rozreklamowania biegania?

Michał Parfieniuk

Wszystko zaczęło się od poczucia braku sensu życia i beznadziejnej formy fizycznej w wieku 21 lat. Początkowo zacząłem truchtać bez konkretnego celu startowego. Starałem się odnaleźć w tym przyjemność. Po pewnym czasie tak faktycznie się stało. Po każdym kolejnym treningu było pozytywne nastawienie i uśmiech na twarzy. Postanowiłem wystartować w biegu masowym i zobaczyć, jak to jest biec w takim tłumie. Po 2 miesiącach przebiegłem 5 km i byłem z siebie mega dumny. Od tamtej pory wystartowałem w wielu biegach, a w tym roku ustanowiłem rekordy życiowe na dystansach  5 km, 10 km i w półmaratonie.

To wszystko jest fajne, ale najważniejsze są dla mnie poznane dzięki bieganiu osoby. Wzajemnie się wspieramy, dopingujemy i spędzamy czas, robiąc to, co lubimy. To daje wielkiego kopa do przodu i pozwala złapać wiatr w żagle, nie tylko w bieganiu. Bieganie bardzo zmieniło moje życie i nie wyobrażam sobie życia bez niego.

REKLAMA

Agnieszka Łukaszewska

Dziewięć lat temu, mimo różnych epizodów z aktywnością fizyczną, moje ułożone i stabilne życie stanęło pod znakiem zapytania z różnych powodów zdrowotnych. W zasadzie z dnia na dzień zaczęłam mieć problemy ze spokojnym, równym rytmem serca, pojawiły się kłopoty z bezdechem po wejściu na 4. piętro biurowca, w którym wówczas pracowałam. Gdzieś po drodze doszły emocje związane ze zmianą pracy, chorobą mojej mamy, komunią starszego syna.

Po wizycie u kardiologa wylądowałam w trybie na cito na oddziale kardiologii. W ciągu zaledwie kilku dni zdiagnozowano u mnie niedomykalność zastawki mitralnej I stopnia, niedomykalność zastawki trójdzielnej II stopnia, tętniaka przegrody międzyprzedsionkowej oraz napadowe migotanie przedsionków. Byłam nawet brana pod uwagę do przeprowadzenia zabiegu, na szczęście lekarz prowadzący, wbrew zdaniu innych lekarzy, zaryzykował i doradził, by poczekać.

Długie miesiące na tabletkach dla osoby, która stroni od wszystkiego rodzaju farmaceutyków, były beznadziejne. Po niespełna 2,5 roku stwierdziłam, że tak dłużej być nie może... Z nowym rokiem i nadmiarem kilogramów, które nie pomagały w osiągnięciu zdrowia, przyszły nowe postanowienia. Już 2 stycznia 2011 roku zaczęłam ćwiczyć na orbitreku, by zbić wagę. Codzienne godzinne ćwiczenia dały wymierny spadek wagi, ale ja potrzebowałam czegoś więcej.

Pierwszy raz wyszłam pobiegać 11 czerwca 2011 roku. 4,71 km i 37 min 51 sek... Myślałam, że wypluję płuca, ale euforia, jaka mi wówczas towarzyszyła, uśmierzyła ból i zmęczenie. Tak zaczęły się moje regularne treningi. Z początkiem roku 2012 odstawiliśmy z kardiologiem wszystkie tabletki związane z dysfunkcją serca. Ponowne badania nie wykazały epizodów częstej wcześniej arytmii. Byłam bardzo zadowolona. Ale w sierpniu 2012 roku pojawiła się kolejna przeszkoda dla mojego biegania i rozpoznanie, w wyniku którego przeprowadzono zabieg - artroskopię stawu kolanowego lewego, przecięcie troczka bocznego rzepki, częściową chondrektomię powierzchni stawowej rzepki. Po 3 miesiącach rekonwalescencji i chodzenia o kulach mogłam znowu zacząć powoli wracać do biegania.

REKLAMA

REKLAMA

Od kiedy zaczęłam biegać, nigdy nie myślałam o zawodach, ściganie się z innymi jakoś do mnie nie przemawiało. Jednak podobało mi się, że są grupy osób podobnych do mnie - biegających i cieszących się zdrowiem. Pierwszy raz na linii startu stanęłam 27 stycznia 2013 roku... 5 km, pierwszy medal i pierwsze emocje związane z zawodami - niezapomniane.  Od tego czasu minęło kilka dobrych lat. Medali przybywa, choć wciąż nie zaliczam się do tzw. ścigantów.

Dzięki bieganiu poznałam fantastycznych ludzi, z którymi próbujemy zarażać bieganiem innych, tworząc ku temu różne okazje - założyliśmy stowarzyszenie STS Biegaton Mikołów, które jest już mocno rozpoznawalne w okolicy. Biegam dla siebie, dla swojego zdrowia i dlatego, że dzięki bieganiu udało mi się pokonać ograniczenia zdrowotne. Rok 2017 jest dla mnie rokiem wyjątkowym. Poprawiłam swoje życiówki na każdym dystansie i przebiegłam swój pierwszy w życiu maraton. Jak bieganie zmieniło moje życie? No właśnie tak, że żyję pełnią życia!

Marta D.

Ciężko o tym pisać w publicznym komentarzu… Jak bieganie zmieniło moje życie? Zmusiło mnie, żeby stanąć na nogi.

Styczeń 2015, ośrodek leczenia uzależnień, ktoś budzi mnie parę minut po szóstej i mówi że idziemy na zaprawę biegać. Chce mi się płakać. Ostatni ciąg heroinowy powalił mnie na tyle, że ledwo trzymam się na nogach, ciężko mi chodzić po schodach, a każą mi biegać. Wywracam się, ślizgam, idę. Pokonanie 600 metrów zajmuje mi 15 minut.

Mijają 3 tygodnie, wypisuję na tablicy moje pierwsze cele w terapii. Jako pierwszy zapisuję: przebiec do krzyżówki i z powrotem bez zatrzymania. Te nieszczęsne 600 metrów.

Mija kilka miesięcy, sekcja biegaczy wyciąga mnie na bieg, około 4 km. Po drodze zatrzymuje się trzy razy, ale już wiem, że chce więcej. 12 km, 21 km, na koniec terapii wiem, że chcę przebiec maraton.

Trochę czasu już minęło. Mam za sobą 4 maratony, kilka półmaratonów, mam samodyscyplinę i coś co mi daje ogromną radość w życiu. To mi dało bieganie. Cel, radość, nowe życie.

REKLAMA

Ewa Długosz

Jak bieganie zmieniło moje życie? Otóż z osoby kanapowej, z lekką nadwagą, stałam się bardzo energiczną i żywiołową dziewczyną. Systematyczne treningi, dieta oraz aktywność sportowa sprawiły, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Wiele osób pyta mnie, kiedy pracuję i czy w ogóle pracuję. Widzą tylko, że jakieś zawody, góry, rower. „Przecież musisz być bezrobotna, żeby to robić” - mówią. Otóż nie. Pracuję minimum 10 godzin dziennie. Po pracy od razu trening, bo to kocham. W niedzielę pobudka o trzeciej rano i góry, bo to kocham. A w wolnym czasie ? Acha, nie mam wolnego czasu, bo robię to, co kocham. Nie lubię marnować czasu.

I właśnie tego nauczyło mnie bieganie - wdrożenie w życie sportu nauczyło mnie systematyczności i wykorzystywania wolnego czasu na pasje i samorealizację. A przy okazji zrzuciłam parę kilo, poprawiła mi się kondycja i co za tym idzie, wzrosła moja samoocena.

Mateusz Hyski

Zastanów się nad swoimi marzeniami. Z pewnością masz ich kilka. Powiesz: marzenia, fajnie, gdyby się spełniły, ale „można pomarzyć”. Dlaczego kończyć myślą: „można pomarzyć”? Postaw się teraz, proszę, w sytuacji, kiedy jedno z nich właśnie zostało przez Ciebie zrealizowane, ale powiedzmy takie, które wymagało od Ciebie troszeczkę większej siły woli i zaangażowania niż oszczędzanie przez krótki czas i zakup czegoś, co zawsze było materialnym marzeniem. Tego typu marzenie, jak wspomniane wyżej, może nie jest jakimś super przykładem, ale coś Ci daje. Wytrwałość. Dziś każdy chce mieć coś na już.

Teraz postawmy się w sytuacji, kiedy kolejne z nich będzie wymagać od Ciebie większego zaangażowania. Jeśli jesteś osobą cierpliwą, kolejny raz poradzisz sobie i wytrwasz, a jeśli w pewnym momencie stanie się coś nieoczekiwanego, nazwijmy to szczerze - braknie Ci wytrwałości, w tym najbardziej ważnym momencie, przegrasz, ale tylko na chwilę. Powiesz sobie: następnym razem się nie poddam, będzie większa wytrwałość.

Bieganie, tak jak każdy inny sport, krzepi. Jak? Poznajesz tym sposobem swój charakter, układasz siebie, budujesz wytrwałość.

REKLAMA

REKLAMA

Kiedyś nawet nie do pomyślenia było dla mnie, że pokonam 10 kilometrów, półmaraton, albo nawet maraton, nie mówiąc już o bieganiu ultra, no bo jak, ja? Do takich biegów, zaczynając od „dyszki”, trzeba było się mocno zmobilizować, odpuścić sobie ciastko, które trzeba czasem zamienić na coś bardziej pożywnego. Czasem, jeśli wymaga tego plan, musisz wstać wcześnie rano kiedy wszyscy śpią, i pokonywać kolejne metry. Jest w pewnych momentach ciężko, to prawda, coś boli. Pojawia się czasem deszcz, wiatr, wymówki. Wszystko przychodzi do głowy, aby zdemotywować. To jest ten moment walki siebie z sobą.

Pamiętam, kiedy podchodziłem do swojego pierwszego maratonu, we Wrocławiu. Przygotowywałem się do niego może z pół roku, oczywiście wcześniej już miałem jakieś tam pojęcie o bieganiu. Co drugi dzień biegałem określone odcinki. Czasem naprawdę nie chciało mi się wychodzić, bo byłem zmęczony po pracy, a i aura nie była sprzyjająca, ale nie poddawałem się. W takie dni było na trasie mniej biegaczy niż w słoneczne dni, ale byli.

Dodatkową przeszkodą przed maratonem okazała się rozcięta stopa kieliszkiem na weselu u znajomych. Lekarz powiedział, że muszę spasować. Chcesz znać moje podejście? Możesz uznać mnie za wariata, ale odczekałem, aż stopa będzie w lepszym stanie i poszedłem w teren jeszcze przed maratonem, nazwijmy to, przygotowywać stopę. Żona powiedziała, że mam zejść z trasy, jeśli coś się wydarzy (właściwie to do dziś to powtarza, ale przeważnie mówi: „Dasz radę”). Ale czy faktycznie zszedłem z trasy? Nie. Dobiegłem do mety. Byłem szczęśliwy jak nigdy. Na mecie żona patrzyła na mnie z niedowierzaniem – nie wierzyła, że to zrobię.

Tak, były momenty na trasie ciężkie, ale zbyt długo się do tego przygotowywałem i było to dla mnie zbyt ważne. Kolejnym celem była Korona Maratonów Polskich, bo jakoś nie mogło się skończyć tylko na tym, no i włączyło się myślenie, żeby powiązać ten medal z jakimś kolejnym, większym celem.

Zatem jak bieganie zmienia życie? Biegam od 6 lat i wciąż nie wiem, dlaczego to robię. To jest najpiękniejsze. Ludzie biegający mniej narzekają, bo wiedzą, że narzekanie nie prowadzi do niczego. Każdy z nas woli słyszeć pozytywy, więc myślę tylko pozytywnie.

REKLAMA

Bieganie bardzo zmienia czas, bo nie myślisz o nim w sensie dni, tygodni, miesięcy. Masz plan i choćby był długi, to idziesz zgodnie z nim, realizujesz go. Jeśli palisz, to rzucasz palenie, bo to Ci nie pomaga. Znikają z czasem problemy zdrowotne, uodparniasz się na choroby.

Stawiasz sobie ambitne cele, bo coś, co czasem nas przerasta, może sprawić, że czegoś się nowego o sobie nauczymy. Ktoś mi wiele razy mówił, że oszalałem, gdy słyszał o dystansie dłuższym niż 150 km. (…) Ale jeśli będziesz chcieć, to to zrobisz i podołasz. Odkryjesz bardzo duże pokłady swoich wewnętrznych sił, o których może nawet nie było wiadomo, że istnieją. A ludzie dookoła? Ci, którzy też osiągają coś ciężką pracą – poznasz ich, docenią Twój wysiłek. Staniesz się więc człowiekiem sukcesu, dasz też dobry przykład innym.

Tak więc bieganie uczy wytrwałości, cierpliwości, uczy tego, że każdy najmniej znaczący krok jest ważny. Możesz przemyśleć wszystko podczas biegania, bo jesteś sam ze sobą. Nie usiądziesz przed telewizorem kolejny raz, tylko dotlenisz się, wychodząc pobiegać.

Dzięki temu sportowi, poznałem bardziej siebie. Uczę się kolejnego obcego języka, ale tym razem bardziej wymagającego, japońskiego. W pracy daje sobie radę z problemami, które kiedyś były nie do przeskoczenia. Mam swoją dyscyplinę, jestem tylko człowiekiem, ale moje życie jest o 200% lepsze niż było rok, dwa, trzy lata temu. Mam dobrą pracę, ale zawdzięczam to tylko swojej wytrwałości.

Biegam teraz dystanse ultra, o których kompletnie nie pomyślałbym dwa lata temu. A dlaczego ultra? Byłem kiedyś na zawodach. Wszystko było OK, ukończyłem pewien bieg i byłem z siebie dumny, ale gdy widziałem ultramaratończyka, którego wszyscy witają w trochę inny sposób, z szacunkiem, pomyślałem, że też tego chce spróbować. Nie dla szacunku, dla siebie. Zadawałem sobie wtedy pytanie, jak to jest możliwe przebiec w takim terenie tyle kilometrów i nie umiałem sobie kompletnie wyobrazić siebie na jego miejscu, było to dla mnie coś kosmicznego. Teraz wiem, że wszystko jest możliwe, a bariery są tylko w naszych głowach.

Także miej marzenia i cele, ćwicz i nie poddawaj się. Tego Ci życzę, a ja wracam do ultra.

RW 01-02/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij