Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni

Jeszcze wiosną trener Aleksander Matusiński nie mógł słuchać sapania swojego „Aniołka”. Zaatakowana przez koronawirusa Justyna Święty-Ersetic nie mogła złapać oddechu po covidzie i nawet doczłapać na trening. Łapała za to kontuzję za kontuzją. Ale gwiazda lekkoatletycznej reprezentacji Polski jest tak uparta, że największe marzenie życia spełniła, i to z nawiązką - została mistrzynią i wicemistrzynią olimpijską. Teraz czas na chwilę odpoczynku, „wizyty w zakładach pracy” i… obóz w Karpaczu.

Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni Kamil Majdański
Justyna Święty-Ersetic (fot. Kamil Majdański)

Medale ze wszystkich najważniejszych imprez na świecie już ma, to może teraz czas, by podgonić idolkę, pierwszą damę polskiego sportu – Irenę Szewińską – i zejść poniżej 50 sekund w jej ukochanym i znienawidzonym biegu na 400 metrów? Irena Kirszenstein-Szewińska, wybrana na Sportowca Stulecia, zdobyła siedem medali olimpijskich i cztery razy wygrała plebiscyt na Najlepszego Sportowca Polski.

REKLAMA

Justyna Święty na Bal Sportowca wybiera się już po raz piąty z rzędu. I pewnie, tak jak po sukcesach odniesionych w 2018 roku, znów będzie tam „podwójnie”. Wtedy jako dwukrotna mistrzyni Europy (indywidualnie i w sztafecie), teraz w dwóch zespołach jako podwójna medalistka igrzysk olimpijskich w Tokio.

„Kiedy po 2017 roku z dziewczynami byłyśmy tam po raz pierwszy i było to dla nas ogromne przeżycie, Robert Korzeniowski powiedział: »Dziewczyny, spokojnie. Najgorszy jest pierwszy raz: jak już raz trafiłyście do najlepszej dwudziestki polskich sportowców, to teraz będziecie tu co roku«. Z Małgosią Hołub i Igą Baumgart zawsze sobie przypominamy te prorocze słowa, więc mam nadzieję, że po tak udanych dla nas igrzyskach również się tam znajdziemy” – uśmiecha się, jak zwykle, lekkoatletka z Raciborza.

Chociaż nie „jak zwykle”. W 2021 roku częściej płakała. Wylała chyba z siebie więcej łez – ze smutku i szczęścia – niż potu na treningach. „Mogło tak być. Mimo że biegam czterysta metrów płaskie, to tym razem miałam bieg z przeszkodami, a nawet pod górkę” – tłumaczy Justyna Święty-Ersetic, spoglądając na srebrną bransoletkę na ręce. Biżuterię z olimpijskimi kółkami dostała od męża, Dawida, wiele miesięcy przed Tokio. Nie lubi być zakładnikiem talizmanów i rytuałów, ale tym razem szczęście się przydało.

Racibórz, Komorno, Katowice

Racibórz, rok 2002, może 2003. Dziesięcioletnia Justyna Święty najbardziej lubi lekcje wuefu. Mieszka w pobliżu szkolnego boiska, więc podobnie jak brat (do dziś czynny piłkarz) często grywa w piłkę. I z koleżanką uradzają, że postawią na sport – zostaną piłkarkami. Tym bardziej że kobieca drużyna Unii Racibórz przez wiele lat była sportową chwałą tego 50-tysięcznego śląskiego miasta, pięciokrotnie z rzędu zdobywając mistrzostwo Polski.

REKLAMA

REKLAMA

Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni Kamil Majdański
Justyna Święty-Ersetic (fot. Kamil Majdański)

Ale bez Justyny w składzie, bo ta się jednak rozmyśliła i w tym czasie jako nastolatka zdobywała pierwsze medale w biegach na 300, 600 i 800 metrów. „Myślę, że z moim charakterkiem nadaję się jednak bardziej do sportów indywidualnych, a jeśli już zespołowo, to do walki w sztafecie” – zastrzega Justyna, która od kilku dobrych lat niemal zawsze biega na ostatniej zmianie, gdzie trenerzy wystawiają najczęściej najlepsze, a już z pewnością najbardziej waleczne zawodniczki. Takie, które nie odpuszczą do ostatniego metra. Twarde zadziory z charakterkiem. Taka jest Justyna. 166 cm i około 55 kg charakteru.

Do piłki więc nie trafiła, ale nauczycielka wuefu ze Szkoły Podstawowej nr 15 w Raciborzu, Beata Szyjka – kiedyś mistrzyni Polski w przełajach – zabrała ją na pierwsze w życiu zawody: dwukilometrowy cross do Komorna. Nie pamięta dokładnie, czy była czwarta, czy szósta.

„Przez to, że byłam uparta, wyprułam się strasznie i potem w toalecie spędziłam godzinę z głową w muszli, nie mogąc na dodatek zrozumieć, jak mogłam nie wygrać. Po paru latach pani trener powiedziała, że wiedziała, że jak pójdę w sport, to z takim charakterkiem coś ze mnie będzie. Nie wiedziała jeszcze, że ta głowa w toalecie będzie się powtarzać” – mówi Justyna, bo tak czasem kończą się najcięższe treningi czterystumetrówek.

Na jakichś zawodach wypatrzył ją trener Piotr Morka i namówił na podjęcie treningów. Poszła do sportowego gimnazjum. Jako juniorka młodsza biegała najczęściej 600, czasem 800, rzadziej 300 metrów. Gdy pierwszy raz w życiu wystartowała na 400 m i zaliczyła je w czasie 58 sekund, z rewelacyjnym finiszem, trener już wiedział: „To jest twój dystans”.

Trafiła na katowicki AWF i do trenera Aleksandra Matusińskiego, który kilka lat później został też trenerem kadry i sztafety. Justyna Święty jest więc Aniołkiem Matusińskiego na co dzień, nie tylko od święta.

REKLAMA

Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni Kamil Majdański
Justyna Święty-Ersetic (fot. Kamil Majdański)

Rok 2021: 400 metrów z przeszkodami

Rok 2021, czyli „rok igrzysk Tokio 2020”, w którym miały się spełnić najważniejsze sportowe marzenia Justyny Święty, zaczął się świetnie. W lutym została mistrzynią Polski w hali, na marcowych mistrzostwach Europy w półfinale pobiegła 51,37, a w finale 51,41 s.

„W półfinale odpuściłam, miałam rezerwy i mimo to pobiłam rekord Polski, a w finale też wykręciłam świetny wynik, chociaż byłam zamknięta i musiałam wyhamować. Takie rezultaty wskazywały na to, że jestem mega przygotowana i latem mogę zejść poniżej 50 sekund, co udało się dotąd w Polsce tylko Irenie Szewińskiej, i to było 45 lat temu” – wspomina Justyna Święty.

Osiągnięcie takiego wyniku, i to najlepiej w finale igrzysk, poza medalem w sztafecie 4 x 400 metrów kobiet wydawało się realnym celem. I wtedy się zaczęło. Najpierw Justyna złapała kontuzję mięśniową, a jak tylko z niej wyszła, zachorowała na covid-19. I to naprawdę zachorowała. Wpierw leżała w łóżku, a potem długo dochodziła do siebie.

„Spadł mi tonus mięśniowy, strasznie straciłam na wadze, a przede wszystkim miałam problemy z płucami i oddychaniem. Przez dłuższy czas moją jedyną aktywnością były spacery i nawet to mnie męczyło” – opowiada czterystumetrówka o tym, co działo się wiosną tego roku.

„Przychodziłam na trening i tylko się rozciągałam, trener pozwalał na dwa kółka naprawdę świńskiego truchtu i to był koniec zajęć, bo nie wiedzieliśmy, jak mój organizm zareaguje na jakiekolwiek obciążenia. Początkowo przy truchcie tak strasznie sapałam, że trener Matusiński mówił, że już nie może tego słuchać. Rozumiem go, bo sama nie mogłam już słuchać tego, co wydobywa się z moich płuc. Zanim więc weszłam w szybsze bieganie, minęło naprawdę wiele czasu” – dodaje biegaczka.

Kiedy jednak weszła już w normalny trening, złapała... kontuzję. Nawet już w Tokio nie była pewna startu i łamał jej się głos, kiedy udzielała wywiadów. „Wiem, wszyscy myśleli, że jestem jak skała, a tu okazuje się, że ta skała czasem się pokruszy, ma uczucia i granice cierpliwości” – śmieje się dziś Justyna.

REKLAMA

REKLAMA

Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni Kamil Majdański
Justyna Święty-Ersetic (fot. Kamil Majdański)

Niekończące się bieganie

Justyna dziesięć, a nawet dziesięć i pół miesiąca w roku spędza poza domem. W tym na kilku dwu-, trzytygodniowych obozach i zgrupowaniach, podczas których zawodniczki trenują dwa razy dziennie. Plus zawody. 28-latka zwiedziła cały świat, nie była tylko w Nowej Zelandii i Australii. Trener chciał tam jechać, ale trzeba by wybrać się tam na miesiąc, a tak długie rozłąki z rodziną już biegaczce ciężko znieść. I tak jest od ponad dekady.

Poza tym, jak się okazało, mąż Dawid Ersetic (też sportowiec z Raciborza, zapaśnik, który właśnie kończy karierę), z trenerem Matusińskim już kilka lat temu ustalili… kiedy przyjdzie czas na macierzyństwo Justyny. „Mogliby mój głos wziąć pod uwagę” – śmieje się z tych ustaleń sportsmenka, która coraz częściej wspomina o powiększeniu rodziny, tym bardziej że w tamtym roku zdecydowała się osiedlić w Raciborzu i małżeństwo wprowadziło się do domu z ogrodem.

„Zarzekałam się, że nie będę miała ogródka, a teraz zaczyna mi się podobać hodowanie roślin i lubię pieczenie tortów. O Boże, chyba już jestem bardzo stara” – dodaje 28-latka.

I chociaż z jednej strony można uznać, że Justyna zdobyła już w sporcie wszystko, bo ma medale wszelkich możliwych imprez międzynarodowych – mistrzostw Europy, świata i igrzysk – to z drugiej fajnie byłoby jeszcze pokazać się indywidualnie i jednak złamać te 50 sekund. Może warto zdobyć z dziewczynami – a konkurencja, co widać po rewelacyjnych wynikach Natalii Kaczmarek, Anny Kiełbasińskiej, Małgosi Hołub-Kowalik, Igi Baumgart-Witan i młodziutkiej Kornelii Lesiewicz, jest wyśmienita – kilka kolejnych medali w sztafecie.

W końcu – czy nie fajnie byłoby pojechać do Paryża na czwarte z rzędu igrzyska olimpijskie? Justyna jest z grudnia 1992 roku, więc w 2024 roku będzie miała dopiero 31 lat. Jedenastokrotna medalistka Alison Felix zdobywała w Tokio kolejne medale, mając 35 lat, i to po urodzeniu dziecka. Te decyzje właśnie przed Justyną. „Chciałabym jeszcze pobiegać…” – powtarza jednak coraz częściej.

REKLAMA

Justyna Święty-Ersetic: aniołek, diablica, mistrzyni Kamil Majdański
Justyna Święty-Ersetic (fot. Kamil Majdański)

Rok 2021: Spokojnie, ona to wytrzyma

„Ten rok, te igrzyska miały należeć do mnie, tymczasem w czerwcu, miesiąc przed startem, powoli zaczynałam się poddawać” – mówi Justyna, która przez całą karierę nie miała poważniejszych kłopotów zdrowotnych, a w najważniejszym momencie doszło do kulminacji.

„Trener i bliscy mnie wspierali, ale nie wiem, czy wierzyli, że się jeszcze uda. Tato powiedział: »Zobaczysz, będzie tak jak w Londynie na mistrzostwach świata«. Wtedy skręciłam staw skokowy, leczyłam się do końca, wystartowałam i było lepiej niż myślałam, bo zdobyłyśmy brązowy medal, nasz pierwszy seniorski” – opowiada.

„W Tokio też okazało się, że było lepiej niż sobie wyśniłam. Wprawdzie musiałam kalkulować, zrezygnowałam ze startu indywidualnego, ale walczyłam do samego końca, do ostatniego dnia przed finałem sztafety mieszanej. Nieoczekiwanie zdobyliśmy złoty medal, a trener już widział, że z każdym dniem moja dyspozycja rośnie i w finale naszej sztafety nie zawiodę, więc postawił na moje doświadczenie”.

Przemysław Babiarz, komentator, jak zwykle prosił, żeby „Aniołki zabierały nas do nieba”, i kiedy Justyna ruszała na ostatniej zmianie, jako druga, uspokajał: „Jamajka i Brytyjka doganiają, ale spokojnie, spokojnie, Justyna to wytrzyma i im pokaże”.

Biegaczka potwierdza. Była spokojna. „Z Małgosią jesteśmy żółwiami. To znaczy, że biegamy wolniej pierwsze 200 metrów i biegamy 400 metrów »z finiszu«. Jestem na tyle doświadczona, że wiem, kiedy mogę pozwolić, by zawodniczki podgoniły, bo wiem, że przyspieszę i im odjadę, a kiedy mogę mieć kłopoty. Tu byłam spokojna i wiedziałam, że będzie dobrze”– wspomina finałowy bieg w Tokio lekkoatletka z Raciborza.

Nasze zakwaszone ciała

„400 metrów jest dystansem, który się kocha i nienawidzi jednocześnie” – uważa Justyna Święty, tłumacząc, że po zakończeniu kariery skończy z bieganiem definitywnie, a jak odpocznie, to z mężem mają plan… by przebiec półmaraton.

REKLAMA

REKLAMA

„Podziwiam amatorów i ich miłość do biegania, ale lekkoatleci mają czasem dość, dlatego w niedzielę nie wychodzę pobiegać dla funu, tylko najchętniej nie ruszałabym się z kanapy. Lekkoatletki starają się na zawodach wyglądać ładnie, bo to nasze święto po wielu miesiącach ciężkiej pracy, której nikt nie widzi. Żeby być przygotowane i uśmiechać się na starcie zawodów, zdarza się, że na treningach zupełnie się zajeżdżamy, a czasem nawet wymiotujemy” – opowiada Justyna, wspominając, jak trener Aleksander Matusiński kiedyś cieszył się, że udało się mu doprowadzić ją do całkowitego zakwaszenia.

„Trener wie, że mnie ciężko zajechać i doprowadzić do takiego stanu, że nie będę się mogła ruszyć, bo nawet kiedy siadam i mówię, że nie mogę, to po chwili wstaję i biegnę dalej. I pamiętam, jaki był ogromnie zadowolony: urządzenia pokazały, że udało się mnie doprowadzić do takiego zmęczenia, że całe ciało miałam potwornie zakwaszone. Biegałyśmy coś krótkiego, chyba 150-tki, ale przy takich prędkościach, że mój organizm nie wytrzymał. 400 metrów to najcięższy dystans, bo od początku biegnie się mocno, a na ostatnich metrach jeszcze dokłada się co fabryka dała. A na treningach pracuje się nad szybkością i wytrzymałością jednocześnie” – opowiada Justyna Święty.

Ponoć niejednokrotnie już się na treningach ubierała i mówiła trenerowi, że ma dosyć, że jej rówieśnicy są właśnie na imprezie, a ona się tu zarzyna. Ponoć jednak nie jest tak źle, bo dietetyczka kadry czasem nawet pozwala biegaczkom zjeść pizzę czy ciastko. No i później, jak przychodzą sukcesy, jak dostają do rąk polską flagę, robią rundę honorową lub słuchają Mazurka Dąbrowskiego, to o tej całej ciężkiej praca zupełnie zapominają.

Bielsko-Biała, Rio de Janeiro, Berlin

Rok 2012. Justyna ma 19 lat, studiuje w Katowicach i trenuje pod okiem Aleksandra Matusińskiego w AZS AWF Katowice. Rok wcześniej zdobyła swój pierwszy medal w sztafecie. Wraz m.in. z Małgorzatą Hołub zostają wicemistrzyniami Europy juniorek. W każdym biegu poprawia rekordy życiowe i staje na starcie mistrzostw Polski seniorów.

REKLAMA

Tych mistrzostw w Bielsko-Białej nigdy nie zapomni. Zdobywa brązowy medal. To oznacza, że pojedzie na igrzyska do Londynu w 2012 r. I że to wszystko naprawdę ma sens.

„Do dziś mistrzostwa Polski bardzo mnie stresują. Wygląda na to, że łatwiej zdobyć medal na mistrzostwach Europy czy świata niż złoto w kraju. Poza tym mistrzostwa są zawsze kwalifikacją do sztafety na najważniejsze imprezy w sezonie. To zawsze takie być albo nie być” – śmieje się Justyna, która z podium nie schodzi, ale tylko trzy razy była mistrzynią Polski. To świadczy o wyrównanym i wciąż rosnącym poziomie zawodniczek na „polskim dystansie”.

„Taka rywalizacja w Polsce jest dobra dla nas, dla sztafety i dla kibiców, którzy na każdych zawodach w Polsce są świadkami wspaniałej walki na najwyższym poziomie” – cieszy się Justyna, którą taka rywalizacja tylko mobilizuje.

Po Londynie było Rio de Janeiro (2016 r.) i Berlin, w którym w 2018 roku przeszła do historii polskiego sportu, a właściwie tym razem przejechała. Meleksem. Zdobyła dwa złote medale mistrzostw Europy w czasie 90 minut.

„To było najbardziej szaleńcze półtorej godziny w moim życiu. Po zakończeniu biegu i zdobyciu złotego medalu mistrzostw Europy trener zadbał o to, żebyśmy z Igą, w jak największym komforcie, znalazły się na stadionie rozgrzewkowym” – wspomina tamte zawody Justyna Święty. Nie było czasu na radość: tuż za metą czekał na nie melex i je przewiózł. Położyły się, chwilę odpoczęły i wróciły na start.

„Po biegu byłam szczęśliwa, ale strasznie wykończona. Pierwsza myśl była taka, że nie wyobrażam sobie, żeby tu wrócić i pobiec jeszcze raz. Ale jak troszkę ochłonęłam, pomyślałam, że dlaczego by nie wrócić z Berlina z dwoma złotami? Do samego końca miałam tysiące obaw, czy wytrzymam i nie zawiodę dziewczyn, jak mój organizm zareaguje. Poradziłam sobie z tym wyzwaniem i mam nadzieję, że nie będę musiała czegoś takiego powtarzać” – śmieje się multimedalistka mistrzostw Europy.

REKLAMA

REKLAMA

Selfie z Justyną

Justynę Święty można „śledzić” na Instagramie i Facebooku. Nie przepada za mediami społecznościowymi, długo się przed nimi broniła, ale cóż – taki wymóg współczesnego świata. Szeregowa Justyna Święty (bo jest żołnierką Centralnego Zespołu Wojska Polskiego) ma ogromną rzeszę fanów i kibiców. Lubi ich i na co dzień czuje ich wsparcie.

„Zdarzyło się, że podeszli do mnie kibice na ulicy i byli tak przejęci, że trzęsły im się ręce. Nie mogli uruchomić aparatu, więc sama im pomagałam. No i wtedy uwierzyli, że nie gryzę i to, co robię w sporcie, robię przecież także dla nich i dla naszego kraju” – zaznacza Justyna, chociaż zapewnia, że jej wybuchy gniewu i mówienie ostro wprost tego, co myśli, to naprawdę nie są sportowe legendy. Jednak trochę z tym jest jak z yeti: wszyscy o tym słyszeli, ale nikt nie widział, jak aniołek przemienia się w diabełka. No chyba że trener Matusiński...

Justyna Święty-Ersetic – medale i życiówki

Sukcesy:

  • złota medalistka igrzysk olimpijskich w sztafecie mieszanej i srebrna medalistka w sztafecie kobiecej 4 x 400 m (Tokio, 2021 r.)
  • srebrna medalistka mistrzostw świata w sztafecie (Doha, 2019 r.).
  • brązowa medalistka mistrzostw świata w sztafecie (Londyn, 2017 r.).
  • podwójna złota medalistka mistrzostw Europy: na 400 m i w sztafecie 4 x 400 m (Berlin, 2018 r.)
  • dwukrotna halowa mistrzyni Europy w sztafecie 4 x 400 m (Glasgow, 2019 i Toruń, 2021 r.)
  • halowa wicemistrzyni Europy na 400 m (Toruń, 2021 r.)

Rekordy życiowe:

  • bieg na 200 metrów (hala) – 23,64
  • bieg na 300 metrów (stadion) – 36,58 (drugi wynik w historii polskiej lekkoatletyki)
  • bieg na 400 m (stadion) – 50,41 (trzeci wynik w historii polskiej lekkoatletyki)
  • bieg na 400 m (hala) – 51,34 (rekord Polski)
  • bieg na 800 metrów – 2:04,78

Zobacz także:

RW 11-12/2021

Zobacz również:
Spokojne kilometry, które stanowią ogromną większość Twojego kilometrażu podczas treningów, to fundament planów treningowych biegaczy długodystansowych. Pytanie jednak brzmi: czy przypadkiem nie pokonujesz ich za szybko albo za wolno? Sprawdź, jakie tempo na długie, swobodne wybiegania będzie odpowiednie dla Ciebie, biorąc pod uwagę Twoje cele, doświadczenie oraz pozostałe obciążenia treningowe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA