[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Karolina i Damian: żeby Bartek mógł biegać

Rodzice małego Bartka, który urodził się bez stopy, wiedzą, jak to jest mieć pod życiową górkę. Ale mama i tata wiedzą też, jak ze skalistej, stromej góry zrobić pogodny, łagodny pagórek. Zwykły podbieg. Rodzina Orzechowskich to wzór determinacji i pozytywnego uporu.

Karolina i Damian: żeby Bartek mógł biegać fot. Daria Rogalska

Kompleksów więc najprawdopodobniej nie będzie miał też w przyszłości. Bo ma cudownych rodziców i te protezy, dzięki którym już biega. Stawał na nóżki nawet bez nich, ale to dzięki nim może zasuwać coraz dłuższe dystanse. Zaczął od pierwszych kroków od telewizora do kanapy, a niedawno startował już nawet w zorganizowanym specjalnie dla niego Biegu Przedszkolaka. Pobiegło 50 maluchów, a dochód z imprezy poszedł na fundacyjne konto Bartka.

Tak właśnie jego rodzice walczą o pieniądze na kolejne protezy. Bo żeby maluch mógł rozwijać się prawidłowo, to trzeba zmieniać je co pół roku. Każda kolejna jest droższa. Docelowa, z którą będzie już żył jako dorosły człowiek, to wydatek około 40 tysięcy złotych. Ale będzie można ją założyć dopiero, gdy przestanie rosnąć.

REKLAMA

"Na razie regularnie zbieramy pieniądze. Odkryliśmy, że bieg to sposób na promowanie akcji charytatywnej. No to w kółko biegamy" – krótko tłumaczy Damian.

Kołek dla pirata

"No to biegamy" – już tak łatwo nie przechodzi przez gardło Karoliny. Cóż począć, mama nie lubi. Ale jednak z domu wychodzi i wyciska z siebie siódme poty. Czasem koleżanka zmotywuje, niekiedy koledzy, ale przeważnie to jej chłopaki.

"Obaj mają hopla na tym punkcie. Mały nie siada, ciągle jest w ruchu, a duży, jak zaplanuje trening, to żadnym sposobem nie zatrzymasz go w domu. Dosłownie żadnym" – śmieje się.

Czy Bartkowi tak już zostanie? Czy będzie biegał maratony? Nie wiadomo. Wiadomo, że będzie mógł być, kim zechce. Z dwoma zastrzeżeniami: wszystko w granicach rozsądku (to warunek mamy) i fajnie by było, gdyby jednak biegał (to, oczywiście, warunek taty).

Na razie jednak temat jest w domu pomijany. Zajmują ich inne rzeczy. Biegi dla Bartka, ale i codzienność. Jak na przykład zmiana protezy, która dla malucha potrafi być ciężkim doświadczeniem, bo nie zawsze jest ona tak zrobiona, że Bartuś od razu ją polubi.

Pierwsza, którą miał, była najgorsza. To był też czas kryzysu. Bo udało się zebrać pieniądze, ale protetyk, do którego trafili, umiejętności miał średniowieczne. Dziś już na spokojnie ironizują, że mógłby robić drewniane kołki piratom z bajek.

Bywa więc, że jest ciężko, bo o pieniądze trzeba walczyć każdego dnia, ale pomaga Drużyna Bartka. To facebookowa grupa ponad 100 biegaczy, którzy startują w zawodach ubrani w koszulki promujące akcję "Biegnę, żeby Bartek mógł biegać". Damian większość z nich zna, ale są w zespole ludzie, których na oczy nie widział. I oni wspierają jego syna.

Taka kolorowa górka

To im bardzo pomaga. Do tego stopnia, że tych smutnych momentów jest w życiu Orzechowskich bardzo mało. W zasadzie coraz mniej. Czasem tylko Karolina, bawiąc się z małym, spojrzy na tę zdrową nóżkę, na ten "baleronik", a potem na tę bez stópki. I uroni łzę. Ale zaraz bierze się w garść, bo przecież to żaden problem. Są szczęśliwi.

Poza tym nie można pokazać przed Bartkiem, że coś jest nie w porządku, bo w jego życiu przecież wszystko jest OK. Po prostu jest "ploteza". Zadanie rodziców to zadbać, żeby zawsze była. Dadzą radę. Dlatego na blogu naszmaraton.pl Karolina pisała tak: "Z tą myślą idziemy przez świat – ja, Bartek i biegający tata. Inni mają z górki, my mamy pod górkę, ale to jest piękna górka... Może nie jest usłana różami, może nie zawsze jest kolorowo, ale zawsze i w każdej sytuacji jesteśmy razem i wspieramy się, jak tylko możemy...".

W tle tego wszystkiego jest bieg.

RW 3/2014

1 2
STRONA 2 z 2

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA