Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro

Co cały czas napędza do działania chłopaka wychowanego w górach, który właśnie osiągnął wiek dojrzałego sportowca? Co go motywuje do ciągłych poszukiwań kolejnych celów i nowych przygód, takich jak dwukrotne wejście na Mount Everest w ciągu 6 dni (bez tlenu!) czy bicie rekordu świata w biegu 24-godzinnym? Zobacz, co ma na ten temat do powiedzenia sam Kilian Jornet.

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

Jeśli ktoś miał się zmierzyć z tą legendą, to właśnie on – Kilian Jornet. Pobić rekord świata w biegu 24-godzinnym. Przyjął wyzwanie, oczywiście go nie lekceważąc. To nie było tak, że wpadł na ten pomysł jakiejś cichej i gwieździstej norweskiej nocy, a potem zrealizował go następnego dnia. Aby osiągnąć najlepszy wynik w trwającym okrągłą dobę biegu, potrzebne jest przygotowanie. A wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane w tych trudnych czasach, kiedy każda czynność, w tym bieganie, staje się w pewien sposób zależna od przeciwnika, którego do tej pory nie braliśmy pod uwagę – pandemii, która, w większym lub mniejszym stopniu, dotknęła cały świat.

REKLAMA

Ale jest jak jest. Legenda Yannisa Kourosa trwa niezależnie od wirusów – w 1997 r. „Bóg biegania”, 41-letni już Yannis, przebiegł w dobę 303 kilometry i 506 metrów. Kilian obrał ten wynik na swój cel, pokonał ostatnie przeszkody, kilka problemów fizycznych pod koniec lata i spróbował... Nie po to, by mu stawiali pomniki, ale żeby, po prostu, zrobić coś nowego, jak wiele innych rzeczy w czasie swojej kariery. Przecież nigdy nie spoczywał na laurach, nie specjalizował się w jednej dyscyplinie sportu. Krótko mówiąc, nigdy nie stanął w miejscu.

Co napędza do działania chłopaka wychowanego w górach, który właśnie osiągnął wiek dojrzałego sportowca – 33 lata? Co motywuje go do ciągłych poszukiwań kolejnych celów, następnej przygody, nowej i innej niż wcześniejsze? Co mówi mu serce i głowa, gdy wraca do gry, przetasowując karty i zaskakując wszystkich, w pewnym sensie też samego siebie?

To w końcu Kilian Jornet: facet, który nie boi się zmierzyć z przyszłością, a jeśli w przyszłości jest coś nowego do odkrycia, tym lepiej. Sportowiec, który wraca do gry, wiedząc, że nawet błędy, upadki, niewykorzystane szanse są naturalną koleją rzeczy, dziedzictwem, które służy zebraniu doświadczeń. Nigdy nie przestajemy się uczyć.

I Kilian dobrze o tym wie.

REKLAMA

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

Katalończyk na szczycie

Kilian Jornet Burgada wychował się w Cap del Rec, schronisku na wysokości 2000 metrów, zarządzanym przez jego rodzinę w Lles de Cerdanya w Katalonii. Jego rodzice, pasjonaci sportu i gór, od dziecka angażowali go we wspinaczkę, także wysokogórską: w wieku 5 lat zdobył swój pierwszy czterotysięcznik. W wieku 13 lat zaczął startować w zawodach skialpinistycznych. W ciągu 20 lat zawodów skialpinistycznych i trail runningu Kilian wygrał wszystko.

Także z tego powodu zaczął szukać nowych horyzontów i nowych wyzwań. W czerwcu 2012 roku rozpoczął Summits of my Life – projekt, w którym zaangażował się w próbę pobicia nowych rekordów w samodzielnym (bez asekuracji) wchodzeniu i schodzeniu na niektóre z najwyższych gór na Ziemi. Dwa razy był na Mount Evereście – oba wejścia (a właściwie wbiegnięcia) wykonał w ciągu w 6 dni.

Jedno z jego najbardziej niezwykłych wyzwań alpinistycznych miało miejsce 21 sierpnia 2013 roku, kiedy Kilian ustanowił rekord w wejściu i zejściu na Cervino z Breuil-Cervinia w 2 godziny, 52 minuty i 2 sekundy. Jornetowi wejście zajęło 1 godzinę, 56 minut i 15 sekund, a zejście około 55 minut. Pobił o 22 minuty rekord należący do Bruna Brunod, który w sierpniu 1995 roku dokonał tego wyczynu w czasie 3 godzin i 14 minut.

Od kilku lat Kilian Jornet mieszka w Norwegii, w Romsdahl, w ekstremalnie wyizolowanym i naturalnym otoczeniu. Razem ze Szwedką Emilie Forsberg, też biegaczką i jego partnerką, postanowili prowadzić bardzo proste życie, w stałym kontakcie z przyrodą. Wybrali to miejsce, bo znajduje się blisko gór – miejsca do biegania i medytacji.

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

Dla Katalończyka ochrona środowiska naturalnego ma tak wysoki priorytet, że założył Kilian Jornet Foundation, żeby wspierać projekty, organizacje i pojedyncze osoby, które angażują się w ochronę naszej planety. Jego zdaniem, to dzisiaj najważniejszy i najtrudniejszy wyścig.

24 godziny biegu po rekord

„Żadnych gór, żadnych przeszkód, żadnej linii mety. Tylko płaska bieżnia i 24 godziny odliczane na stoperze”. Z tymi słowami w głowie w piątek, 27 listopada 2020 roku o godz. 10.30, Kilian Jornet zaczął swój bieg w Mandalen (Norwegia), rozpoczynając przygodę „Phantasm 24”, czyli próbę pobicia najlepszego wyniku na świecie w biegu 24-godzinnym.

Przygoda jednak zakończyła się nagle po ponad dziesięciu godzinach, po tym, jak Kilian przebiegł 134,8 km, biegnąc w tempie 4:35 i wciąż mając przewagę nad rekordem ustanowionym przez Kourosa w 1997 roku. Powód? Problemy fizyczne, jednak inne niż te, których moglibyśmy się spodziewać.

„Chciałem wejść do strefy bólu, by poddać się próbie, ale stało się to w sposób niespodziewany. Wszystko szło dobrze, z krótkimi chwilami trudności, które przewidziałem, ale nagle poczułem dwukrotny, następujący po sobie ucisk w klatce piersiowej oraz zawroty głowy, które wymagały interwencji lekarza” – opowiadał o wydarzeniach tej burzliwej nocy sam Kilian.

REKLAMA

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

„Tak skończyłem na obserwacji w szpitalu przez całą noc. Teraz wszystko wydaje się być w porządku, jednak zrobię kolejne badania, by mieć pewność. Tak to wyszło. Dziękuję Salomonowi i wszystkim tym, którzy pracowali nad organizacją tej próby. Trochę odpocznę. Biegi są nieprzewidywalne, ale zawody i góry pozostają tam, gdzie są, tak jak 24 godziny na torze pozostają na mojej liście rzeczy do zrobienia” – dodaje Katalończyk.

Mówi się, że charakter człowieka odzwierciedla całą jego przeszłość, razem z chęcią poznania przyszłości. Na rozmowę umówiliśmy się, zanim wszedł na tor niewielkiego stadionu w Mandalen, zanurzonego w mrozie norweskiej zimy. A spotkaliśmy się w dniu, w którym nie przyszedł opowiedzieć o jednym ze swoich licznych zwycięstw, ale o nieudanej próbie, do której podszedł z odwagą i pragnieniem nowości.

RW: Spędziłeś dzieciństwo w Cap del Rec w Pirenejach. Wysokość 2000 m n.p.m., świat wykuty w skale i pokryty lasami, przed oczami Serra del Cadi. Krótko mówiąc, inny świat. Co nosisz w sobie z tamtych czasów?

Kilian Jornet: Dokładnie tak było. Wychowałem się w schronisku górskim, z moją rodziną. Odkąd byliśmy dziećmi, rodzice próbowali przekazać nam swoją miłość i szacunek do przyrody. Byłem dzieckiem pełnym życia, bardzo aktywnym, a mama zawsze zachęcała mnie do wychodzenia i spędzania czasu na łonie natury. To były cudowne lata. Myślę, że właśnie to noszę w sobie, na tyle głęboko, że stało się częścią mnie. I to właśnie sam chcę przekazać mojej córce.

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

To normalne, że góry stały się częścią Twojego DNA. W wieku 5 lat po raz pierwszy wszedłeś na wysokość 4 tys. metrów. Czym jest dla Ciebie ciągłe patrzenie w górę?

Jestem przekonany, że to jedyna droga, jaką znam. Od zawsze. Dla mnie zawsze było rzeczą bardzo naturalną podążanie prosto w stronę gór. Nauczyłem się je czytać, rozumieć i szanować. Bardzo dobrze czuję się w tym środowisku. To byłoby naprawdę dziwne, gdybym nagle się obudził, marząc o zostaniu wielkim żeglarzem. To przypadek do zbadania…

Dążysz do szybkości, ale niekoniecznie do pobicia rekordów, które są jej naturalną konsekwencją. Jak wyjaśnisz tę „metodę”?

Gdy byłem młodszy, dawałem z siebie wszystko, by wygrywać i bić rekordy. Teraz moja wizja się zmieniła, bo zrozumiałem, że to, czego naprawdę chcę, to nie wynik sam w sobie, ale droga do jego osiągnięcia. To, co lubię, to przygotowania do wyzwania, rozmyślania, organizacja, treningi przygotowujące mnie do zmierzenia się z nim. Wtedy wynik staje się mniej ważny w porównaniu do tego, czego się uczę i odkrywam po drodze.

Lubię chodzić po górach i mierzyć się z nimi szybko i lekko. Pójść szybko, by zdobyć więcej szczytów czy mieć mniej fizycznych problemów na dużych wysokościach; być lekkim, bo gdy noszę ze sobą mniejszy ciężar, mogę być szybszy. Wiem, że to wiąże się z pewnym ryzykiem, ale to w ten sposób lubię mierzyć się z górami.

REKLAMA

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Josep Serra
Kilian Jornet (fot. Josep Serra)

Skialpinizm, skyrunning, ultramaratony, teraz też bieg uliczny i bieg na bieżni. Twój sposób uprawiania sportu wydaje się nie mieć granic.

Dokładnie tak! Lubię różnorodność. Dzisiaj mogę przebiec kilometry po wzgórzach, jutro jeździć na nartach, a pojutrze wspiąć się na szczyt góry. Wciąż szukam czegoś nowego w tym, co robię, bo to podtrzymuje moją motywację i daje chęć patrzenia naprzód.

Steve Prefontaine mówił, że nigdy nie powinno się marnować danego nam talentu. On wybrał bieganie, żeby zachować talent, który otrzymał. Co jest Twoim talentem i jak zamierzasz uczynić go skarbem?

Uważam, że istnieją predyspozycje genetyczne, które pozwalają nam na osiągnięcie pewnych wyników, i pewnie w tym sensie miałem szczególnie dużo szczęścia. Ale mój prawdziwy talent to możliwość ciągłości działania, ćwiczenia dzień po dniu z tą samą siłą fizyczną i chęcią. I tak od ponad trzydziestu lat.

Profesjonalista, jak Ty, potrafi błyskawicznie przejść od ultramaratonu do zdobycia Everestu biegiem, a potem spróbować sił w 10-kilometrowym biegu po norweskiej drodze lub stawić czoła legendzie biegu 24-godzinnego na bieżni. Jak radzisz sobie z dostosowaniem treningów do różnych sytuacji, z którymi się mierzysz?

Tak jak mówiłem, lubię różnorodność i treningi do różnych celów. Trening to moja prawdziwa pasja i poświęcam na niego mnóstwo energii. Z biegiem lat nauczyłem się na różne sposoby przygotowywać moje ciało w zależności od wyzwania, które mnie czeka. Z każdym wydarzeniem wiąże się inna droga.

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Josep Serra
Kilian Jornet (fot. Josep Serra)

W bieganiu trailowym wygrałeś wszystko, co można było wygrać. Jak takiej legendzie udaje się za każdym razem wymyślać siebie na nowo?

Nie lubię się powtarzać, mierzyć się cały czas z tym samym rodzajem biegu czy specjalności. Nie przepadam za monotonnie powtarzającymi się rzeczami. To właśnie dlatego staram się znajdować ciągle nowe cele, nowe trasy do przebiegnięcia, nowe dystanse i nowe mety. Pomaga mi to utrzymać motywację w działaniu. Jednocześnie staram się zawsze zapełnić sobie czas i życie innymi projektami, które mogą mnie zainteresować lub mną kierować. Właśnie dlatego tak angażuję się w fundację, którą właśnie stworzyliśmy.

Fundacja, która nosi Twoje imię oraz dowód miłości wobec Twoich gór…

Z całego serca kocham to środowisko. Kilian Jornet Foundation będzie wspierać projekty, organizacje, pojedyncze osoby, które angażują się w ochronę naszej planety. Bo to jest dzisiaj najważniejszy i najtrudniejszy wyścig. Góry są fundamentalne dla życia na Ziemi, są cennym źródłem zasobów. Cennych, lecz nie nieskończonych, więc wszyscy powinniśmy przyjąć szlachetną postawę wobec środowiska. Ja sam je źle traktuję, podróżując wokół świata, by uczestniczyć w zawodach, a nawet gdy się wspinam, co jest jedną z rzeczy, które kocham.

Odkąd zostałem ojcem, często myślę, jak moglibyśmy zmienić nasz styl życia, aby zapewnić przyszłość tym, którzy jutro zamieszkają Ziemię. Staram się teraz żyć w większej zgodzie z moimi wartościami i z miłością, którą żywię do gór. Sprawienie, aby ludzie zrozumieli, że mamy do czynienia z pilnym problemem klimatycznym, jest fundamentalne, dlatego poczułem potrzebę rozpoczęcia tego projektu.

REKLAMA

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

Rok 2020, przestępny i przeklęty, zmienił życie ludzi w często tragiczny sposób. I, patrząc na nasz świat, zgasił marzenia wielu biegaczy. Wydaje się, że w Twoim przypadku był on motorem do wypróbowania nowych dróg...

Tak, będąc w domu, zrobiłem mnóstwo rzeczy, zorganizowałem miniprzygody w okolicznych górach, nie wyjeżdżając daleko. Ćwiczyłem też bardzo dużo w płaskim terenie, tam również znajdując nowe cele. Biegałem również dużo w domu, na bieżni, na początku lockdownu.

Powiedziałeś: „Każdy kryzys jest okazją”. To ta mentalność jest sekretem Twojego sukcesu?

Tak, uważam się za pozytywną osobę, dlatego zawsze staram się znaleźć nowe możliwości, również w najtrudniejszych momentach. Zawsze jest coś, czego możemy się nauczyć od życia.

Zamieszkanie w Norwegii, w Romsdahl, było życiowym wyborem i z pewnością wyborem wolności, na który zdecydowałeś się wraz z Twoją partnerką Emilie Forsberg. Wciąż czujesz, że dokonałeś dobrego wyboru?

Z całą pewnością – nigdy nie zmieniłem zdania. Oboje kochamy życie tutaj i przyjechaliśmy tu w poszukiwaniu dzikich gór dwa kroki od domu, więc to idealne miejsce dla nas. Są tu fantastyczne możliwości uprawiania sportu przez cały rok. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi, że podjęliśmy tę decyzję.

Masz 33 lata i wciąż tysiąc projektów. Jak myślisz, dokąd jeszcze mogą Cię doprowadzić i w poszukiwaniu jakich celów?

Zawsze mówię, że dla mnie idealne góry to te, które zdobędę jutro. Mówię tak, bo tak myślę…

REKLAMA

Kilian Jornet: Moje idealne góry to te, które zdobędę jutro Matti Bernitz
Kilian Jornet (fot. Matti Bernitz)

Zdarza się, że człowiek musi zrezygnować ze swoich marzeń, a może wystarczy, że je dostosuje do swojego życia i do upływającego czasu?

Uważam, że aby zawsze utrzymywać wysoką motywację, trzeba ciągle szukać nowych marzeń, nawet małych, lub dostosować te, które już się ma. Dla sportowca wysoka motywacja to klucz do szczęścia.

Kilian przetestował Salomona

W swoim wyzwaniu Kilian użył niemal całkowitej nowości: nowych butów S/LAB Phantasm marki Salomon. To ultralekkie obuwie uliczne, które marka planuje wypuścić na rynek wiosną 2021 roku, ale które już teraz można znaleźć w limitowanej edycji. Kilian już je przetestował podczas kilku miesięcy swoich intensywnych sesji treningowych.

Superlekka cholewka, podeszwa w kształcie łuku, w jednym kawałku, z 6-milimetrowym dropem: te buty stawiają wszystko na lekkość (199 gramów) i na elastyczną podeszwę, dzięki użyciu szczególnie dynamicznej pianki EnergySurge.

„Przetestowałem prototypy S/LAB Phantasm rok temu i teraz używam tych samych butów, które będą dostępne w sprzedaży na wiosnę – opowiada Kilian. – To lekkie buty, bardzo elastyczne i dobrze wyważone, z dobrą amortyzacją, która jest ważna, gdy długo ćwiczysz na twardych powierzchniach. Przyczepność też jest niezwykle dobra, również na mokrej powierzchni, co jest bardzo ważne”. Nowy model jest w sprzedaży w cenie 185 euro.

Zobacz także:

RW 03-04/2021

Zobacz również:
Biegi przełajowe są idealne na wyjście poza strefę komfortu i przełamanie stagnacji formy. Trail to również świetna odskocznia od treningowej rutyny i urozmaicenie kalendarza startów. Zobacz, jak wiele korzyści takie bieganie przyniesie każdemu biegaczowi ulicznemu i jak trenować pod zawody w przełajach.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA