[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Kobiety i bieganie. Dlaczego brakuje kobiet na zawodach?

Strach, czas, dzieci, dom, rywalizacja, kompleksy, ambicje... Czyli to wszystko, co zabiera kobiety z tras zawodów biegowych. A przecież bieganie potrzebuje kobiet, a kobiety biegania! Przeczytaj raport Runner's World o nie zawsze łatwym związku przedstawicielek płci pięknej z bieganiem.  

Kobiety i bieganie. Dlaczego brakuje kobiet na zawodach? fot. Tomasz Woźny

„Można wyobrazić sobie ludzkość złożoną wyłącznie z kobiet; nie sposób jednak wyimaginować sobie ludzkości składającej się wyłącznie z mężczyzn”. To słowa Jeana Rostanda, sławnego biologa i filozofa XX wieku. Bez kobiet – jak wiadomo – harmonii nie ma. Trzeba je więc zachęcać, by brały udział w zawodach. Trzeba im mówić: „Drogie panie, chcemy was takimi, jakie jesteście”.

Bądźcie jak z USA

Bo że jest Was na zawodach za mało, to potwierdzony już statystycznie fakt. Według badań Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu proporcje kobiet i mężczyzn startujących w zawodach wynoszą 25 do 75. W maratonach jest jeszcze gorzej – 12:88. Nawet w Narodowym Spisie Biegaczy 2014 – w którym przecież udział wzięła znaczna część najbardziej oddanych bieganiu osób – proporcje też są zachwiane.

W zawodach startuje 63 procent z przepytanych mężczyzn, a tylko 49 procent wypełniających ankiety kobiet. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że kobiet w badaniu było znacznie mniej (39 procent wobec 61), to widać w liczbach to, czego nie widać na biegach masowych – czyli naszych wspaniałych pań.

„Na treningach, kiedy biegam dla relaksu, panie widuję na każdym kroku. Jest ich połowa, a może nawet więcej niż mężczyzn – mówi Bogusław Mamiński, legenda polskiego biegania wyczynowego, a obecnie organizator biegów masowych, w tym Biegnij Warszawo i Samsung Irena Women’s Run. – Ale już na trasach zawodów jest ich znacznie, znacznie mniej”.

Jest jednak nadzieja na zmianę tych trendów. Jak wynika z Narodowego Spisu Biegaczy, wśród wszystkich badanych pań biegających krócej niż rok jest aż 56 procent. Oznacza to wyraźnie, że idzie nowe, że idzie piękne. Że panie za kilka lat mogą, jeśli tylko zechcą, zrównoważyć liczbę kobiet i mężczyzn na trasach biegowych. Muszą tylko chcieć, a z tym właśnie jest kłopot. W Polsce, bo w USA 60% zawodników na półmaratonach to kobiety.

REKLAMA

REKLAMA

Kobiety i bieganie. Dlaczego brakuje kobiet na zawodach? fot. Tomasz Woźny

Dorota Hojda, z zawodu informatyk, a z zamiłowania biegaczka, pierwszą prawdziwą motywację biegową poczuła, gdy poszła kibicować na maratonie. Nakręciła się jak diabli i tak podkręciła kilometraż na treningach, że w domu musiał być ketonal. Tak jest ambitna. Materiał na zawodniczkę w biegach masowych idealny. A jednak… A jednak nie.

Dlaczego? Bo Dorota ma potrzebę absolutnej kontroli. I to też nie byłoby najgorzej – choć zawodnik czasem musi pójść na żywioł, improwizować – ale do tego brakuje jej pewności siebie. Ta mieszanka powoduje, że niejeden bieg kończy się w łóżku.

„Bywa tak – mówi Dorota – że zapisuję się na bieg. Cała nakręcona trenuję, cieszę się zawodami, widzę siebie na mecie, szczęśliwą, z medalem na szyi, ale kiedy perspektywa startu staje się kilkudniowa, to nerwy, trema biorą górę. Czasem wieczorem szykuję sprzęt i prowiant na wyjazd, a rano wstaję, dochodzę do łazienki, a potem zniechęcona wracam do łóżka”.

Najlepiej wychodzą jej te starty, na które jedzie bez żadnej wizji, bez planu na konkretny czas. Na pierwszy półmaraton wybrała się w listopadzie. Wcześniej chorowała, brała antybiotyki, dwa miesiące odpoczywała od biegania. Postanowiła więc, że pojedzie ot tak sobie, z przekonaniem, że się nie uda.

Pobiegła bez planu, bez strategii, bez poczucia kontroli. Na pierwszych dziesięciu kilometrach poprawiła swoją życiówkę na dychę o 10 minut, a całość przebiegła w dwie godziny siedem minut. „Jak zapisałam się na pierwszy bieg, to przeglądałam listę startujących, żeby upewnić się, że nie będzie tam żadnych znajomych. Bałam się upokorzenia przy świadkach” – śmieje się.

Świadek zdarzenia był. I to najważniejszy, bo szefowa grupy, w której Dorota biega, Irena Trzęsicka, założycielka wrocławskiego klubu Kobiety na Medal. Jak mało kto wie, co staje na drodze do startów biegającym dla przyjemności kobietom. To czas i strach. Czas dlatego, że to przeważnie na głowie kobiet są sprawy domowe.

REKLAMA

Kobiety i bieganie. Dlaczego brakuje kobiet na zawodach? fot. Tomasz Woźny

„Dlatego mamy wiele młodych mam, które przychodzą na treningi, żeby spotkać się z innymi dziewczynami, żeby odpocząć od matkowania, żeby poczuć się na moment sobą, znaleźć czas dla siebie – opowiada Irena Trzęsicka. – One rzeczywiście mają mało czasu na przygotowania”.

Ale szefowa Kobiet na Medal dodaje też, że do biegu wcale nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać, nie trzeba się ścigać, nie trzeba walczyć o życiówkę. Można pobiec tak jak kobiety lubią – czyli dla samej siebie.

„Na trasie można się dowartościować. Panowie biegacze to zazwyczaj dżentelmeni. I jak zaczepiają, a zaczepiają często, to robią to z klasą i gustem. Nawet komplementy męża muszą być uzupełniane dobrym słowem obcego przystojniaka” – żartuje.

Dzieli nas zero

Dziewczynom jednak – zwłaszcza tym, które zaczynają, które dopiero budują biegową sylwetkę – trudno uwierzyć, że ktoś zwróci na nie uwagę i dowartościuje komplementem. Raczej mają wrażenie, że staną się pośmiewiskiem. A to ze względu na urodę, a to dlatego, że się zatrzymają, że nie zrobią dobrego czasu, że przybiegną na końcu, że nie dobiegną wcale.

„A to błąd. Na trasie nikt nie piętnuje słabszych. A kanon piękna wśród sportowców jest znacznie zdrowszy niż ten na wybiegach. Biegacze lubią krągłości, odnajdują w nich oznakę zdrowia. Ale dziewczyny tego nie rozumieją. Muszę je więc zmuszać w ciepłe dni, żeby pokazały nogi” – mówi Irena.

Żeby przekonać się, jak wspaniałymi zawodniczkami są kobiety, wystarczy wyjść na ścieżki treningowe. Można też w statystycznym opracowaniu, między wierszami, odnaleźć kobiecy urok biegowy. Według Narodowego Spisu Biegaczy 2014 dwa razy większy odsetek kobiet niż mężczyzn biega z kimś w parze, a półtora raza większy w ogóle w grupie.

To czyni je biegaczkami o wiele bardziej społecznymi. Kobiety częściej biegają dla urody, co oznacza, że ich obecność na biegach masowych znacznie podnosi walory estetyczne tych wydarzeń. Panie dużo częściej też przywiązują wagę do tego, co na siebie zakładają, gdy idą biegać (70% wobec 59%). Więcej z biegających dziewczyn dba też o to, co je (78% do 63%).

REKLAMA

REKLAMA

Kobiety i bieganie. Dlaczego brakuje kobiet na zawodach? fot. Tomasz Woźny

Kobiety częściej nazywają swoje przywiązanie do biegania uzależnieniem, co podkreśla ich oddanie sprawie. A przecież nie jest im łatwiej znaleźć czas, by biegać. Nie tylko na co dzień mają zazwyczaj więcej obowiązków. To przede wszystkim one rodzą dzieci. To one mają przerwę na ciążę. Dwie takie przerwy w swoim bieganiu miała Katarzyna Panek z Warszawy. Po drugiej ciąży wróciła do biegania, odczekawszy tylko pięć tygodni po cesarskim cięciu. Jest ambitna do tego stopnia, że nie biega w zawodach, bo zdaje sobie sprawę, że nie wygra.

„Nie jestem szalona, wiem, że dopóki w maratonach biegają Kenijczycy, to nie mam szans” – śmieje się. „Ale nie biegam też z tego względu, że nie mam pewności, czy zrobię rozsądny, satysfakcjonujący mnie czas” – wyjaśnia Katarzyna. I choć wystarcza jej ambicji i ma też odwagę, by podejmować wyzwania, by się z innymi ścigać, to nie znajduje dość czasu, by zbudować formę spełniającą jej oczekiwania.

„Mam taką trochę męską osobowość. Lubię podejmować wyzwania, ale kobieca strona mojego charakteru bierze górę, gdy mowa o rodzinie. Nie potrafię zabrać im więcej swojego czasu, poświęcić go więcej na trening” – tłumaczy. Nie chce więc wystartować i dobiec w końcu stawki, nie widzi w tym przyjemności. I na nic się zdadzą przekonywania felietonistki RW Emilii Iwanickiej, że bieganie nie musi wiązać się ze ściganiem, że może być przebieżką dla przyjemności. Bo ona etap gonienia do upadłego za życiówką ma już za sobą.

„Zaczynałam biegać z facetami w drużynie firmowej. Nie można się było zatrzymać, nie można było stękać. Cały czas popychali do przodu. Czasem nawet dosłownie – opowiada Emilia. – Dzięki temu miałam wyniki. Już do nich pewnie nie wrócę, ale z drugiej strony mam teraz co innego. Nie prowadzę dzienniczka biegowego, nie patrzę na zakresy tętna, ale za to mogę sobie po pracy w trakcie biegu pożegnać z koleżankami zachodzące słońce”.

REKLAMA

Co lepsze? Iwanicka przyznaje, że gdyby bieganie z chłopakami na czas, na życiówki, było lepsze, to pewnie by do tego wróciła. Ale nie chce – woli zostać przy bieganiu rekreacyjnym. Co nie znaczy jednak, że nie biega na zawodach, w biegach masowych. Robi to regularnie – dla atmosfery, dla motywacji.

„To jest coś innego niż bieganie samemu albo z koleżanką – przekonuje Emilia. – No i panowie potrafią podbudować na duchu. A to któryś coś krzyknie, któryś coś skomplementuje. Gdyby nie bieganie, gdyby nie zawody, pewnie do dziś nie miałabym odwagi chodzić w legginsach” – śmieje się.

A dlaczego kobiety – jej zdaniem – nie biegają w zawodach? „Chyba też dlatego, że kiedy posłuchają tych zaawansowanych biegaczy, jak mówią o tętnach, zakresach, przemianach tlenowych, tempach i kadencjach, to im się odechciewa”. Problemem jest też to, że w przypadku maratonu kobiety i mężczyzn różni jedno zero.

Facet, gdy myśli o 40 km, to w swojej buchającej męskiej pewności siebie ma wrażenie, że to nic, że to jak przebiec 4 km. A kobieta przy skłonności do umniejszania swojej mocy doda jedno zero – i z 40 robi się już jakieś czterysta. Zresztą powszechnie wiadomo, że przeciętny facet widzi w lustrze Apolla, a bardzo atrakcyjna kobieta wiecznie zbyt okrągłego pączka.

Być ostatnią? Ok!

„Dlatego właśnie odpuściłam sobie porównywanie się z innymi” – mówi Katarzyna Włodarczyk, autorka popularnego bloga Biegająca Matka. Dwójka dzieci, dom, mąż i treningi. „Znam swoje ograniczenia. Ale powoli uczę się tym nie przejmować i cieszyć samym biegiem” – mówi. Obserwuje też biegające mamy od dłuższego czasu. „Jest mnóstwo kobiet, które nie tyle nie lubią rywalizacji, ile boją się, że ktoś będzie je oceniał”.

REKLAMA

REKLAMA

Biegająca Matka poprosiła dziewczyny z facebookowej grupy Biegowe Mamy o podanie przyczyn, dla których rezygnują z zawodów. Oto odpowiedzi niektórych z nich:

  • „Ja startuję rzadko, bo dzieciologistyka jest wtedy skomplikowana”; „Wiele moich koleżanek twierdzi, że nie lubi rywalizacji...”;

  • „Staram się jak mogę propagować startowanie wśród znajomych biegaczek – idzie coraz lepiej, ale często słyszę: »Nie dam rady, nie zmieszczę się w czasie «”;

  • „Wstydzą się pokazać za dnia w pełnym świetle, bo nie są młode i zgrabne”;

  • „Startowałam dwa razy i zawsze to był megastres. Stresowałam się tym, że będę ostatnia. Raz zresztą byłam ostatnia i sobie odpuściłam”.

Bo będę ostatnia… To częsty argument, na który najlepiej odpowiada kobieta, która na maratonach często bywa ostatnia. Właściwie uczyniła z tego pewną regułę. Barbara Gil z miejscowości Sierpc – ultramaratonka. Zaczęła biegać po czterdziestce, a dziś jest liderką listy Bednarza, czyli spisu maratończyków, którzy startów z kilometrażem 42+ mają najwięcej w kraju. Przebiegła już 367 takich biegów.

„Drogie Panie, to żadna ujma przybiec ostatnią. Jeśli tylko się zrelaksujecie, to poczujecie się, jakbyście biegły pierwsze. Kibice będą zachwyceni” – mówi pani Barbara. Ale bywa też często, że młode kobiety biegają tylko dla urody. Bieganie nie jest dla nich ulubionym sportem, tylko uzupełnieniem kardio. Dla tych, które chcą być tylko piękne, zachętę do biegania na zawodach ma Aleksandra Mądzik. W lipcu 2011 roku przebiegła swoją pierwszą dychę na Biegnij Warszawo.

„Połknęłam bakcyla. Teraz realizuję plan »World Marathon Majors«, czyli mam zamiar zaliczyć 6 najbardziej elitarnych maratonów na świecie. A zaczęło się niewinnie. Po tygodniu treningów przebiegłam 2,5 kilometra” – opowiada. Przy okazji tych biegów realizuje kolejne swoje małe hobby, czyli wyprzedzanie facetów. Nie ukrywa, że to lubi. I że biegaczy jest tak wielu i są tak różni, że wcale nie jest to trudne.

REKLAMA

„Kiedyś jednego wyprzedziłam dwa razy – śmieje się Ola. – Taki był pewny siebie, że nie mogłam sobie odpuścić”. Wyprzedziła też swojego szefa. I to na biegu, który odbywał się na tydzień przed roczną oceną w pracy. I co? I nic. Bo z tych wyścigów nic większego nie wynika. Oli i tak chodzi o to, żeby dobiec do mety, cieszyć się bieganiem i atmosferą na zawodach.

„A jak któryś będzie chciał się z tobą ścigać, to myśl tak: po co się pchać, i tak wszyscy spotkamy się na mecie” – zachęca Ola.

Spotkajmy się więc wszyscy na mecie. Nie nalegamy, nie zmuszamy, nie naciskamy. Serdecznie zapraszamy. Bylebyście, drogie Panie, biegły. Bo bez Was trudno nam będzie znaleźć odpowiedź na pytanie, które pada w takim oto dowcipie: „Przepraszam, a po co oni wszyscy na tym maratonie biegną? Pierwszy po dziesięć tysięcy dolarów? No dobrze, a reszta?”. 

Kobiece bieganie w statystyce

  • 25% – taki jest odsetek kobiet na biegach masowych. W wypadku maratonów spada on do 12%.

  • 60% – taki odsetek zawodników na amerykańskich półmaratonach stanowią kobiety.

  • 26% – taki procent dziewczyn biorących udział w Narodowym Spisie Biegaczy twierdzi, że trenuje dla wyników. Wśród panów to 41 procent.

  • 17% – taki odsetek kobiet spisanych w NSB biega tygodniowo więcej niż 40 km. Ten kilometraż przekracza 17 procent mężczyzn.

  • 43% – tylko tyle procent kobiet biega w zimie. U mężczyzn ten odsetek jest znacznie wyższy: o tej porze roku biega 59 procent panów.

  • 35% – taki odsetek kobiet biega dlatego, że to najłatwiej dostępny sport. Do tej samej motywacji przyznaje się tylko 25% mężczyzn.

  • 54% – Taki odsetek kobiet szuka w sieci motywacji biegowej. Taką potrzebę wyraża tylko 38 proc. panów.

  • 70% – Tyle z biegaczek przywiązuje wagę do tego, w co się na bieg ubiera. 59 procent panów też!

  • 85% – kobiet nazywa bieganie uzależnieniem. Znacznie mniej mężczyzn, bo 76%, wyznaje, że jest aż tak do biegania przywiązanych.

  • 78% – taki odsetek kobiet biega z muzyką. Mężczyźni są na nią znacznie mniej wrażliwi: słucha jej 65 procent z nich.

RW 04/2015

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij