REKLAMA

Kto woli powoli? (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Lepiej krótko, mocno i intensywnie, czy długo, ale za to do granic wytrzymałości? Do zastanowienia się nad tym skłoniły mnie niebywałe sukcesy biegowe Polek, które mogliśmy oglądać w ostatnim czasie. Poza tym to pytanie bardzo ważne w życiu każdego biegacza.  

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Kilka tygodni temu Polka wygrała morderczy bieg z Aten do Sparty. Patrycja Bereznowska najszybciej przebiegła trasę długości 246 km (do tego w greckim klimacie)! I chociaż w Spartathlonie debiutowała, to pobiła rekord trasy, meldując się na mecie po blisko 24 godzinach i 48 minutach. Jakby tej polskiej (kobiecej) radości było mało, trzecie miejsce w rywalizacji zajęła kolejna nasza reprezentantka – Aleksandra Niwińska.

REKLAMA

Żeby śledzić z wypiekami na twarzy tego rodzaju wyścigi, trzeba być naprawdę zagorzałym fanem biegania. Bo już na pierwszy rzut oka to biegi krótkie są zdecydowanie bardziej widowiskowe, między innymi dlatego, że nie ciągną się całymi godzinami. Sprinterów, a nawet mistrzów średniego dystansu da się obejrzeć nawet bez wielkiej fascynacji tym sportem. W końcu rywalizacja trwa minuty, czasami sekundy.

W przypadku biegaczek nie bez znaczenia dla atrakcyjności dyscypliny są też stroje, zwykle dość kuse i przylegające do ciała. Czyli zdecydowanie inne niż te używane przez zawodniczki biegające długie dystanse (pisząc „długie”, mam na myśli takie, przy których maratońskie 42 km to dopiero lekka rozgrzewka). Na trasach ultra ani tempo nie jest zawrotne (przynajmniej w porównaniu do dystansów krótkich), ani nie ma szans nawet na namiastkę rewii mody (w końcu strój ma przede wszystkich chronić przed otarciami i pomagać w wielogodzinnej walce z pogodą).

Co zatem stanowi o magii ekstremalnie długiego dystansu i dlaczego jest to coś, co pociąga kobiety? Zapytałam o to kiedyś pierwszą Polkę, która przebiegła Spartathlon. Pani Irena przyznała szczerze, że z powodu skrajnego zmęczenia na mecie zwykle nie ma się siły na dziką euforię. Jest za to zawsze jedyne w swoim rodzaju zadowolenie, że pokonało się taki dystans. A ona wie, co mówi.

Zamiłowanie do biegów dla wielu osób niewyobrażalnie długich zawiodło ją nawet na tak dziwne zawody, jak bieganie w kółko po hali targowej. I to nie godzinę czy dwie z koszem między straganami, ale 24 godziny po pętli o długości 300 m! Podobno jednym z zadań organizatorów tego biegu było „odwracanie” biegaczy po kilku godzinach, żeby od kręcenia kółek w jedną stronę nie kręciło im się w głowie.

Zatem szybko, mocno i krótko, czy długo i intensywnie? Wspomniana przed chwilą weteranka tras ekstremalnych przekonywała mnie, że clou sprawy jest wiek. Z jej obserwacji wynikało, że maratony i biegi dłuższe wymagają dojrzałości psychicznej. Sama zaczynała po 40. i, będąc już zawodniczką w kategorii wiekowej K60, twierdziła, że dzięki wytrzymałej psychice potrafi wygrywać z 20-latkami.

Czy to oznacza, że dopiero doświadczenie biegowe (i życiowe?) uczy nas, jak delektować się długotrwałym wysiłkiem? Chyba się starzeję, bo nabieram ogromnej ochoty, żeby to sprawdzić.

RW 11/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA