[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

REKLAMA

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Marczak, Psujek, Huruk: 3 muszkieterów polskiego maratonu

Aleksander Dumas, gdyby kreślił sylwetki swoich bohaterów w dzisiejszych czasach, to być może sięgnąłby do wyczynów maratończyków. Może niekoniecznie polskich, ale pociągałyby go barwne charaktery ludzi mierzących się z czasem na mitycznym dystansie - a tacy byli Jan Huruk, Ryszard Marczak i Bogusław Psujek

Jan Huruk, Ryszard Marczak, Bogusław Psujek, Od lewej: Jan Huruk, Bogusław Psujek, Ryszard Marczak / fot. archiwa prywatne, PAP

Pozostawię jednak na boku literackie dywagacje i nakreślę swoją wersję „Trzech muszkieterów”. Imiona moich bohaterów też brzmią powieściowo: Ryszard, Bogusław i Jan. Trochę jak z Sienkiewicza…

Dla pokolenia obecnych 40-latków Jan Huruk (rocznik 1960) był realnym bohaterem do naśladowania, starszym od nich o zaledwie 10 lat. Jego sukcesy w londyńskim maratonie napędzały. Z kolei Ryszard Marczak (rocznik 1945) był tym, który imponował dwudziestolatkom jako masters. Mając 42 lata pokonywał 20 km w 1:04:10, dowodząc, że po czterdziestce ma się drugie biegowe życie. I to on był trenerem Huruka.

O Bogusławie Psujku (rocznik 1956) opowiadało się podczas zimowych obozów w Szklarskiej Porębie. Z podziwem, ale jego bezsensowną śmierć traktowało się jako przestrogę. Jan Huruk dowiedział się o śmierci kolegi, ustanawiając we wiedeńskim maratonie rekord Polski – 2:10:16, który należał… do Bogusia.

Losy tych trzech zawodników wielokrotnie zapętlały się podczas ich biegowych karier.

Polishman in New York

W latach 80-tych XX wieku afrykańscy biegacze nie rządzili jeszcze na maratońskich trasach, tak jak dzisiaj. Z pewnością nikt się nie spodziewał wtedy, że w światowych rankingach pojawią się polskie nazwiska. Moda na maraton, a co za tym szło – reklamowa i sponsorska machina, dopiero się rozkręcały.

„Żelazna kurtyna” była jeszcze spuszczona. Wojna Wschodu z Zachodem toczyła się w kosmosie i na sportowych arenach. W 1981 r. na starcie nowojorskiego maratonu stanął Ryszard Marczak. Nikt go nie typował na faworyta. Zawodnik z Polski finiszował na mecie jako drugi, uzyskując czas 2:11:35. Po biegu okazało się, że czas nie został uznany przez IAAF, ponieważ Amerykanie źle wymierzyli trasę i zabrakło ok. 100 m.

Uczeń przegonił mistrza

Dla Jana Huruka współpraca z Ryszardem Marczakiem była kluczem do światowych sukcesów. Wkrótce okazało się, że uczeń przerósł mistrza. „Trener niesamowicie mnie motywował, a jego program treningowy był dopasowany do mnie – wspomina po latach Huruk. – By wyłapać z zawodnika dobre i złe cechy, trzeba z nim biegać”.

Zobacz także: Historia biegania w Polsce. Początki i rozwój biegów masowych

REKLAMA

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Ryszard Marczak Ryszard Marczak (fot. archiwa prywatne, PAP)

W 1990 r. zwyciężył w maratonie w Marakeszu. Potem pojechał na zgrupowanie do Szklarskiej Poręby i tu zapoczątkowała została współpraca trenerska z Ryszardem Marczakiem, która zaowocowała największymi osiągnięciami. Takich sukcesów, jak on, nikt z polskich maratończyków dotąd nie osiągnął. Jedynie Grzegorz Gajdus i Henryk Szost, ustanawiający rekord Polski w maratonie, nawiązali „rywalizację” oraz Wanda Panfil i Małgorzata Sobańska w kobiecym wymiarze polskiego maratonu.

Trening oparty był na wytrzymałości. Drugi zakres Jan Huruk i inni zawodnicy trenowani przez Ryszarda Marczaka biegali w przedziale 3’30’’-3’40’’. To były „ładujące”, jak powiada Jan Huruk, treningi. Trzeci zakres zaczynał się od 3’15’’, a wybieganie w przedziale 4’10’’-4’40’’.

„Szybsze bieganie nic nie dawało – podkreśla Jan Huruk. – Zasadą było, że jak trenujemy w grupie, to nie ma żadnego ścigania”. Akcentami były „tysiączki”, ale nie po 2’50, jak biegali inni maratończycy. W tempie maratonu biegało się 6 km.

„Ze swojego miejsca w światowej stawce maratonu zdałem sobie tak naprawdę sprawę, jak w 1991 r. znalazłem się w amerykańskim rankingu Track and Field na trzecim miejscu – kręci głową Janek jakby z niedowierzaniem, ale zaraz dodaje: Jak jechałem na maraton, to wiedziałem, że wykonałem »dobrą robotę« i nie bałem się, że coś pójdzie nie tak. Nie mogłem doczekać się startu”.

Janek był zawsze pewniakiem. „Tylko kwestia miejsca była dyskusyjna” – z szacunkiem podkreśla Henryk Paskal.

Przełomem był 1991 rok i start w Londynie. „Nie musiałem tam startować, bo miałem już paszport do Barcelony – opowiada Janek. – Spore gratyfikacje pieniężne jednak kusiły i start w Londynie był przepustką w świat. Nie mogłem tam nie pojechać. Miałem jednak pewien luz, bo przecież miałem »piąte kółko olimpijskie«, czyli olimpijski paszport”.

Polak wymieniany był w gronie faworytów, ale nikt nie myślał, że tak namiesza. Przybiegł jako trzeci w czasie 2:10.21. To był niesamowity sukces, bo startowała cała światowa czołówka, włącznie z Kenijczykami.

Rok później nie wystartował z powodu kontuzji Achillesa, która prześladowała go do końca kariery. W 1993 r. przeszedł operację.

„Bieganie z kontuzją było nie tylko niezdrowe, ale i psuło wizerunek. Mało kto dziś o tym pamięta – mówi Janek. – Zawsze dbałem o odnowę biologiczną, masaż i rozciąganie. Zawsze, po każdym treningu, przynajmniej 5-10 minut poświęcałem na proste ćwiczenia rozciągające. Dbałem o kręgosłup. Stosowałem ćwiczenia Wowy Kotowa z gumą, które stabilizowały biodra. Ważna była obudowa kośćca”.

Przeczytaj także o "Wunderteamie", czyli złotej erze polskiej lekkiej atletyki.

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Ryszard Marczak Ryszard Marczak na pierwszym treningu w 1968 roku po okiem trenera Zaręby (fot. archiwa prywatne, PAP)

Ważna była też dieta. Przed startami – wysokobiałkowa, jaką stosował Ryszard Marczak. To on też zalecił dietę oczyszczającą, opartą na piciu samej wody. Przekonał się jednak, że nie sprawdza się podczas długich podróży samolotem. W Ostu, po zgrupowaniu w Nowym Meksyku, Huruk był tak osłabiony, że ledwo dobiegł do mety.

Dopiero wtedy nastąpił przypływ energii. Zabrakło paru godzin, by dieta zadziałała. Na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie (1992) zajął siódme miejsce z czasem 2:14:32.

„Wystartowaliśmy o godz. 18.30 – wspomina. – Biegliśmy w upale, przy dużej wilgotności powietrza, wzdłuż brzegu Morza Środziemnego. Przez pierwsze 20 kilometrów tempo biegu nie było za szybkie. Cały czas byłem w czołówce i kontrolowałem bieg wydarzeń".

Na dwudziestym drugim, może na dwudziestym trzecim kilometrze, zaatakował Włoch Salvatore Bettiol. Za nim poszło dwóch Koreańczyków i Japończyk.

„Właśnie wtedy, kiedy zawiązywała się grupka uciekinierów, ja przeżywałem kryzys. Dopadły mnie bóle żołądka i zacząłem tracić kontakt wzrokowy z uciekającymi. Dzisiaj mogę stwierdzić, że za dużo płynów wypiłem na pierwszych punktach odżywczych, obawiając się odwodnienia. Gdzieś około trzydziestego ósmego kilometra poczułem się lepiej i próbowałem gonić tych, co byli przede mną, ale to był spóźniony finisz. Na stadion wbiegłem w dobrej formie, lecz cóż z tego, skoro zabrakło czasu, by odrobić straty”.

Także inny start wrył się w pamięć Janka Huruka. W 1990 r. razem z Wiesławem Dołęgą pojechał do Wiednia. Ten maraton pamięta szczególnie dobrze, ponieważ był jak z koszmarnego snu, który śni się każdego biegaczowi przynajmniej raz w życiu.

„Omal nie spóźniłem się na start – śmieje się dzisiaj Janek. – Wiesiek trochę zamarudził i nagle okazało się, że możemy spóźnić się na start. Biegliśmy jak szaleni w kierunku linii startu. Musieliśmy przeskoczyć przez płot, który odgradzał elitę biegaczy od publiczności. Ledwie zawiązałem buty, gdy padł strzał. Szybko wyparłem z myśli to, że omal się nie spóźniłem. Uwierzyłem w siebie, że jestem doskonale przygotowany i biegłem na najwyższym poziomie”.

Jan Huruk przybiegł na 2. miejscu, bijąc należący do Bogusław Psujka rekord Polski czasem 2:10.16. Już po biegu Janek i Wiesiek dowiedzieli się, że Boguś nie żyje.

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Jan Huruk Jan Huruk podczas Międzynarodowego Biegu po Plaży w Jarosławcu w 2006 roku (fot. archiwa prywatne, PAP)

Tak jak Ryszard Marczak, Janek startował jeszcze jako 40-latek. Potrafił przebiec 5 km w 15’09’’. Jednak Achilles dawał się we znaki tak, że Janek postanowił skończyć karierę. Zajął się biznesem i organizacją biegu w Rowach. Nie został trenerem.

„Jedynie konsultowałem treningi i biegałem z zawodnikami. Aby kogoś trenować, trzeba ponieść pełną odpowiedzialność, a nie tylko pisać plany”. Jan Huruk wymienia nazwiska – Radek Dudycz, Artur Pelo, który był takim „człowiekiem z żelaza”, jak Jan Białk.

Przerwany maraton

Bogusław Psujek zadebiutował w maratonie trochę przypadkiem, stawiając na swoim, ponieważ nawet jego trener nie wierzył, że Boguś będzie maratończykiem.

„Bogdan miał taką niemaratońską technikę biegu – Ryszard Marczak próbuje znaleźć odpowiednie określenie. Widywał Psujka na zgrupowaniach i podczas zawodów. – Biegał zrywanym tempem. Pojechał na maraton do Berlina jakby na siłę, stawiając na swoim”.

Był 1986 r. Berlin to była „ziemia obiecana” dla polskich biegaczy. To tutaj debiutowano i bito rekordy. 30-letni Bogusław Psujek nie był z pewnością faworytem, ale wprawił w osłupienie nie tylko swojego trenera Wiesława Kiryka, ale przede wszystkim utytułowanych rywali i organizatora. Wygrał we wspaniałym stylu: 2:11.02. Od tej pory nikt nie mówił, że Boguś „nie ma drygu” do maratonu. Jego rekord życiowy 2:10:26, był w 1987 r. rekordem Polski i ósmym wynikiem na świecie.

„O Bogusiu dużo się mówiło w środowisku biegaczy – opowiada Artur Sobucki, były zawodnik AZS Poznań. – W latach 90-tych podstawowymi dystansami były 10 km, 15 km, 20 km i półmaraton. Elita biegaczy ścigała się wiosną w terenie w biegach przełajowych. Droga do maratonu była dłuższa niż dzisiaj. Pewnie dlatego wyniki były niewspółmiernie lepsze niż obecnie”.

Mirosława Psujek poznała męża przez swoją koleżankę, biegaczkę. „Poszliśmy razem na Andrzejki i już tak zostało nam. Zamieszkaliśmy w Oleśnicy – opowiada. – Wiedziałam, że wiążę się z biegaczem i że nie będzie łatwo. Boguś był zawodowym biegaczem i żołnierzem, ale czuł odpowiedzialność za naszych dwóch synów”.

Czy znasz historię Igrzysk Olimpijskich w 1984 roku, na których zabrakło polskich sportowców przez zimnowojenne rozgrywki?

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Bogusław Psujek Bogusław Psujek (fot. archiwa prywatne, PAP)

Pani Mirka nie jeździła z mężem na zawody, bo to nie były „ten czas”. Po raz pierwszy wyjechała po śmierci męża. „Boguś wygrał w Beppu w 1990 r. i rok później pojechałam, by zasadzić symboliczne drzewko” – wzdycha.

Podczas zgrupowania w Szklarskiej Porębie chciał niepostrzeżenie dostać się do pokoju, wchodząc po rynnie. Niestety, spadł na ziemię i w wyniku ciężkich obrażeń zmarł. Zdaniem Ryszarda Marczaka, Bogusław Psujek był talentem biegowym.

„Był wszechstronnym zawodnikiem – zaznacza. – Dobrym na bieżni na krótkich dystansach. W roku, kiedy ustanowił swój rekord życiowy, pobiegł na stadionie 1500 m w czasie 3:40,37. Miał jeszcze wiele przed sobą”.

Mirosława Psujek mówi jednak, że Boguś chciał biegać jeszcze tylko przez rok, a potem skończyć karierę, bo dzieci były małe. Miałby wtedy 35 lat.

Recepty na sukces „muszkieterów”

Ryszard Marczak: Maraton był ostatnim etapem dla biegacza długodystansowego. Dopiero gdy zawodnik miał ok. trzydziestki, myślał o debiucie na tym najdłuższym dystansie. Był odpowiednio przygotowany. Miał doświadczenie i szybkość z biegów na bieżni i w przełajach oraz obycie w biegach ulicznych na dystansach 10 km i półmaratonu. Tak przygotowują się nawet teraz do startów kenijscy biegacze.

Jan Huruk: Nie robiliśmy niczego na skróty. Gdy otwarła się dla nas perspektywa startów w światowych maratonach, byliśmy do tego przygotowani fizycznie i psychicznie. Teraz wielu zawodników zbyt szybko decyduje się na starty w maratonach i nie robi wyników na poziomie, które pozwoliłyby im z tego żyć. Do biegania potrzeba nie tylko planów treningowych, nawet dobrych, ale przede wszystkim „poukładania w głowie” zawodnika i trenera, który będzie biegał z nim, poznając jego dobre i złe cechy.

Moja taktyka: trzymać spokojne, równe tempo przez pierwsze 10 kilometrów. A na dalszym odcinku trasy próbować zrywów i to w zależności od samopoczucia. Zawsze byłem bardzo blisko czołówki, trzymałem się czarnoskórych biegaczy. Przebiegnięcie maratonu poniżej 2 godzin to tylko kwestia czasu. Dokonają tego Afrykanie. Nie można też zapomnieć o możliwościach, jakie dzisiaj daje medycyna sportowa.

Poznaj bliżej sylwetkę innego wybitnego polskiego biegacza, Bronisława Malinowskiego: Przerwany bieg Bronisława "Bronka" Malinowskiego

Jan Huruk

Najwybitniejszy zawodnik w historii polskiego męskiego maratonu. Urodził się 27 stycznia 1960 r. w Orsku. Reprezentował barwy Gryfa Słupsk. Olimpijczyk z Barcelony (1992 r. – siódme miejsce). Do najważniejszych jego osiągnięć należy zaliczyć też czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Tokio (1991 r.) i trzecią lokatę podczas maratonu w Londynie (1991 r.). Trzykrotny mistrz kraju: na 10 000 m, w półmaratonie i biegu przełajowym (7 km), a także halowy mistrz Polski w biegu na 3 000 m.

Dwukrotnie wygrał plebiscyty „Głosu Pomorza” na najlepszego sportowca w województwie słupskim (1990 i 1992). Od 2001 roku jest organizatorem Biegu 10 Mil Szlakiem Zwiniętych Torów. Zajmuje się biznesem. Rekordy życiowe: 5 000 m – 13.34,63 min (1988), 10 000 m – 28.18,42 min (1989), maraton – 2.10.07 (1992).

Ryszard Marczak

Urodził się 25 listopada 1945 w Gdyni. Startował na mistrzostwach Europy w Pradze w 1978 (15. miejsce), igrzyskach olimpijskich w Moskwie (1980, nie ukończył), mistrzostwach Europy w Atenach (1982, 7. miejsce) i mistrzostwach świata w Helsinkach w 1983 (16. miejsce). Zajął 4. miejsce w 1. Pucharze Europy w maratonie, rozegranym w Agen w 1981 r. (drużynowo Polska była trzecia). Zwycięzca 3. Maratonu Toruńskiego w 1985 r.

Dwukrotnie był mistrzem Polski (w 1978 i 1981) oraz czterokrotnie wicemistrzem (1976, 1977, 1979 i 1980). W 1976 r. został wicemistrzem kraju w biegu na 10 000 m, a w latach 1976 i 1977 sięgnął po brązowe medale mistrzostw Polski na 20 km. Jego rekord życiowy w maratonie to 2:12:44,0 (1982), ustanowiony w Nowym Jorku, gdzie zajął 4. miejsce. W 1981 r. uzyskał tam wynik 2:11:35, jednak na trasie krótszej o 100 m niż regulaminowa. Był zawodnikiem Zawiszy Bydgoszcz.

Bogusław Psujek

Urodził się 22 listopada 1956 w Chorupniku koło Krasnegostawu, zmarł 21 kwietnia 1990 w Szklarskiej Porębie. Zawodnik Oleśniczanki. Zwyciężył w biegach maratońskich w Berlinie (1986) i Beppu (1990). Ustanowił najlepszy wynik Polski w maratonie – 2:10:26 (1987), zdobył 8 złotych medali mistrzostw Polski seniorów (jeden w biegu na 10 000 m, cztery na 5000 m oraz trzy w biegach przełajowych), a także dwa złote medale halowych mistrzostw kraju w biegu na 3000 m.

Rekordy życiowe: bieg na 1500 m – 3:40.37 (1984), bieg na 3000 m – 7:55,7 (1982), bieg na 3000 m z przeszkodami – 8:43,54 (1984), bieg na 5000 m – 13:35,49 (1986), bieg na 10 000 m – 28:28,53 (1986), maraton – 2:10:26 (1987).

RW 12/2011

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij