Marczak, Psujek, Huruk: 3 muszkieterów polskiego maratonu

Aleksander Dumas, gdyby kreślił sylwetki swoich bohaterów w dzisiejszych czasach, to być może sięgnąłby do wyczynów maratończyków. Może niekoniecznie polskich, ale pociągałyby go barwne charaktery ludzi mierzących się z czasem na mitycznym dystansie - a tacy byli Jan Huruk, Ryszard Marczak i Bogusław Psujek

Jan Huruk, Ryszard Marczak, Bogusław Psujek, fot. archiwa prywatne, PAP
Od lewej: Jan Huruk, Bogusław Psujek, Ryszard Marczak / fot. archiwa prywatne, PAP

Pozostawię jednak na boku literackie dywagacje i nakreślę swoją wersję „Trzech muszkieterów”. Imiona moich bohaterów też brzmią powieściowo: Ryszard, Bogusław i Jan. Trochę jak z Sienkiewicza…

REKLAMA

Dla pokolenia obecnych 40-latków Jan Huruk (rocznik 1960) był realnym bohaterem do naśladowania, starszym od nich o zaledwie 10 lat. Jego sukcesy w londyńskim maratonie napędzały. Z kolei Ryszard Marczak (rocznik 1945) był tym, który imponował dwudziestolatkom jako masters. Mając 42 lata pokonywał 20 km w 1:04:10, dowodząc, że po czterdziestce ma się drugie biegowe życie. I to on był trenerem Huruka.

O Bogusławie Psujku (rocznik 1956) opowiadało się podczas zimowych obozów w Szklarskiej Porębie. Z podziwem, ale jego bezsensowną śmierć traktowało się jako przestrogę. Jan Huruk dowiedział się o śmierci kolegi, ustanawiając we wiedeńskim maratonie rekord Polski – 2:10:16, który należał… do Bogusia.

Losy tych trzech zawodników wielokrotnie zapętlały się podczas ich biegowych karier.

Polishman in New York

W latach 80-tych XX wieku afrykańscy biegacze nie rządzili jeszcze na maratońskich trasach, tak jak dzisiaj. Z pewnością nikt się nie spodziewał wtedy, że w światowych rankingach pojawią się polskie nazwiska. Moda na maraton, a co za tym szło – reklamowa i sponsorska machina, dopiero się rozkręcały.

„Żelazna kurtyna” była jeszcze spuszczona. Wojna Wschodu z Zachodem toczyła się w kosmosie i na sportowych arenach. W 1981 r. na starcie nowojorskiego maratonu stanął Ryszard Marczak. Nikt go nie typował na faworyta. Zawodnik z Polski finiszował na mecie jako drugi, uzyskując czas 2:11:35. Po biegu okazało się, że czas nie został uznany przez IAAF, ponieważ Amerykanie źle wymierzyli trasę i zabrakło ok. 100 m.

Uczeń przegonił mistrza

Dla Jana Huruka współpraca z Ryszardem Marczakiem była kluczem do światowych sukcesów. Wkrótce okazało się, że uczeń przerósł mistrza. „Trener niesamowicie mnie motywował, a jego program treningowy był dopasowany do mnie – wspomina po latach Huruk. – By wyłapać z zawodnika dobre i złe cechy, trzeba z nim biegać”.

Zobacz także: Historia biegania w Polsce. Początki i rozwój biegów masowych

REKLAMA

REKLAMA

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Ryszard Marczak archiwa prywatne, PAP
Ryszard Marczak (fot. archiwa prywatne, PAP)

W 1990 r. zwyciężył w maratonie w Marakeszu. Potem pojechał na zgrupowanie do Szklarskiej Poręby i tu zapoczątkowała została współpraca trenerska z Ryszardem Marczakiem, która zaowocowała największymi osiągnięciami. Takich sukcesów, jak on, nikt z polskich maratończyków dotąd nie osiągnął. Jedynie Grzegorz Gajdus i Henryk Szost, ustanawiający rekord Polski w maratonie, nawiązali „rywalizację” oraz Wanda Panfil i Małgorzata Sobańska w kobiecym wymiarze polskiego maratonu.

Trening oparty był na wytrzymałości. Drugi zakres Jan Huruk i inni zawodnicy trenowani przez Ryszarda Marczaka biegali w przedziale 3’30’’-3’40’’. To były „ładujące”, jak powiada Jan Huruk, treningi. Trzeci zakres zaczynał się od 3’15’’, a wybieganie w przedziale 4’10’’-4’40’’.

„Szybsze bieganie nic nie dawało – podkreśla Jan Huruk. – Zasadą było, że jak trenujemy w grupie, to nie ma żadnego ścigania”. Akcentami były „tysiączki”, ale nie po 2’50, jak biegali inni maratończycy. W tempie maratonu biegało się 6 km.

„Ze swojego miejsca w światowej stawce maratonu zdałem sobie tak naprawdę sprawę, jak w 1991 r. znalazłem się w amerykańskim rankingu Track and Field na trzecim miejscu – kręci głową Janek jakby z niedowierzaniem, ale zaraz dodaje: Jak jechałem na maraton, to wiedziałem, że wykonałem »dobrą robotę« i nie bałem się, że coś pójdzie nie tak. Nie mogłem doczekać się startu”.

Janek był zawsze pewniakiem. „Tylko kwestia miejsca była dyskusyjna” – z szacunkiem podkreśla Henryk Paskal.

Przełomem był 1991 rok i start w Londynie. „Nie musiałem tam startować, bo miałem już paszport do Barcelony – opowiada Janek. – Spore gratyfikacje pieniężne jednak kusiły i start w Londynie był przepustką w świat. Nie mogłem tam nie pojechać. Miałem jednak pewien luz, bo przecież miałem »piąte kółko olimpijskie«, czyli olimpijski paszport”.

Polak wymieniany był w gronie faworytów, ale nikt nie myślał, że tak namiesza. Przybiegł jako trzeci w czasie 2:10.21. To był niesamowity sukces, bo startowała cała światowa czołówka, włącznie z Kenijczykami.

Rok później nie wystartował z powodu kontuzji Achillesa, która prześladowała go do końca kariery. W 1993 r. przeszedł operację.

„Bieganie z kontuzją było nie tylko niezdrowe, ale i psuło wizerunek. Mało kto dziś o tym pamięta – mówi Janek. – Zawsze dbałem o odnowę biologiczną, masaż i rozciąganie. Zawsze, po każdym treningu, przynajmniej 5-10 minut poświęcałem na proste ćwiczenia rozciągające. Dbałem o kręgosłup. Stosowałem ćwiczenia Wowy Kotowa z gumą, które stabilizowały biodra. Ważna była obudowa kośćca”.

Przeczytaj także o "Wunderteamie", czyli złotej erze polskiej lekkiej atletyki.

REKLAMA

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Ryszard Marczak archiwa prywatne, PAP
Ryszard Marczak na pierwszym treningu w 1968 roku po okiem trenera Zaręby (fot. archiwa prywatne, PAP)

Ważna była też dieta. Przed startami – wysokobiałkowa, jaką stosował Ryszard Marczak. To on też zalecił dietę oczyszczającą, opartą na piciu samej wody. Przekonał się jednak, że nie sprawdza się podczas długich podróży samolotem. W Ostu, po zgrupowaniu w Nowym Meksyku, Huruk był tak osłabiony, że ledwo dobiegł do mety.

Dopiero wtedy nastąpił przypływ energii. Zabrakło paru godzin, by dieta zadziałała. Na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie (1992) zajął siódme miejsce z czasem 2:14:32.

„Wystartowaliśmy o godz. 18.30 – wspomina. – Biegliśmy w upale, przy dużej wilgotności powietrza, wzdłuż brzegu Morza Środziemnego. Przez pierwsze 20 kilometrów tempo biegu nie było za szybkie. Cały czas byłem w czołówce i kontrolowałem bieg wydarzeń".

Na dwudziestym drugim, może na dwudziestym trzecim kilometrze, zaatakował Włoch Salvatore Bettiol. Za nim poszło dwóch Koreańczyków i Japończyk.

„Właśnie wtedy, kiedy zawiązywała się grupka uciekinierów, ja przeżywałem kryzys. Dopadły mnie bóle żołądka i zacząłem tracić kontakt wzrokowy z uciekającymi. Dzisiaj mogę stwierdzić, że za dużo płynów wypiłem na pierwszych punktach odżywczych, obawiając się odwodnienia. Gdzieś około trzydziestego ósmego kilometra poczułem się lepiej i próbowałem gonić tych, co byli przede mną, ale to był spóźniony finisz. Na stadion wbiegłem w dobrej formie, lecz cóż z tego, skoro zabrakło czasu, by odrobić straty”.

Także inny start wrył się w pamięć Janka Huruka. W 1990 r. razem z Wiesławem Dołęgą pojechał do Wiednia. Ten maraton pamięta szczególnie dobrze, ponieważ był jak z koszmarnego snu, który śni się każdego biegaczowi przynajmniej raz w życiu.

„Omal nie spóźniłem się na start – śmieje się dzisiaj Janek. – Wiesiek trochę zamarudził i nagle okazało się, że możemy spóźnić się na start. Biegliśmy jak szaleni w kierunku linii startu. Musieliśmy przeskoczyć przez płot, który odgradzał elitę biegaczy od publiczności. Ledwie zawiązałem buty, gdy padł strzał. Szybko wyparłem z myśli to, że omal się nie spóźniłem. Uwierzyłem w siebie, że jestem doskonale przygotowany i biegłem na najwyższym poziomie”.

Jan Huruk przybiegł na 2. miejscu, bijąc należący do Bogusław Psujka rekord Polski czasem 2:10.16. Już po biegu Janek i Wiesiek dowiedzieli się, że Boguś nie żyje.

REKLAMA

REKLAMA

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Jan Huruk archiwa prywatne, PAP
Jan Huruk podczas Międzynarodowego Biegu po Plaży w Jarosławcu w 2006 roku (fot. archiwa prywatne, PAP)

Tak jak Ryszard Marczak, Janek startował jeszcze jako 40-latek. Potrafił przebiec 5 km w 15’09’’. Jednak Achilles dawał się we znaki tak, że Janek postanowił skończyć karierę. Zajął się biznesem i organizacją biegu w Rowach. Nie został trenerem.

„Jedynie konsultowałem treningi i biegałem z zawodnikami. Aby kogoś trenować, trzeba ponieść pełną odpowiedzialność, a nie tylko pisać plany”. Jan Huruk wymienia nazwiska – Radek Dudycz, Artur Pelo, który był takim „człowiekiem z żelaza”, jak Jan Białk.

Przerwany maraton

Bogusław Psujek zadebiutował w maratonie trochę przypadkiem, stawiając na swoim, ponieważ nawet jego trener nie wierzył, że Boguś będzie maratończykiem.

„Bogdan miał taką niemaratońską technikę biegu – Ryszard Marczak próbuje znaleźć odpowiednie określenie. Widywał Psujka na zgrupowaniach i podczas zawodów. – Biegał zrywanym tempem. Pojechał na maraton do Berlina jakby na siłę, stawiając na swoim”.

Był 1986 r. Berlin to była „ziemia obiecana” dla polskich biegaczy. To tutaj debiutowano i bito rekordy. 30-letni Bogusław Psujek nie był z pewnością faworytem, ale wprawił w osłupienie nie tylko swojego trenera Wiesława Kiryka, ale przede wszystkim utytułowanych rywali i organizatora. Wygrał we wspaniałym stylu: 2:11.02. Od tej pory nikt nie mówił, że Boguś „nie ma drygu” do maratonu. Jego rekord życiowy 2:10:26, był w 1987 r. rekordem Polski i ósmym wynikiem na świecie.

„O Bogusiu dużo się mówiło w środowisku biegaczy – opowiada Artur Sobucki, były zawodnik AZS Poznań. – W latach 90-tych podstawowymi dystansami były 10 km, 15 km, 20 km i półmaraton. Elita biegaczy ścigała się wiosną w terenie w biegach przełajowych. Droga do maratonu była dłuższa niż dzisiaj. Pewnie dlatego wyniki były niewspółmiernie lepsze niż obecnie”.

Mirosława Psujek poznała męża przez swoją koleżankę, biegaczkę. „Poszliśmy razem na Andrzejki i już tak zostało nam. Zamieszkaliśmy w Oleśnicy – opowiada. – Wiedziałam, że wiążę się z biegaczem i że nie będzie łatwo. Boguś był zawodowym biegaczem i żołnierzem, ale czuł odpowiedzialność za naszych dwóch synów”.

Czy znasz historię Igrzysk Olimpijskich w 1984 roku, na których zabrakło polskich sportowców przez zimnowojenne rozgrywki?

REKLAMA

Trzej muszkieterowie polskiego maratonu: Bogusław Psujek archiwa prywatne, PAP
Bogusław Psujek (fot. archiwa prywatne, PAP)

Pani Mirka nie jeździła z mężem na zawody, bo to nie były „ten czas”. Po raz pierwszy wyjechała po śmierci męża. „Boguś wygrał w Beppu w 1990 r. i rok później pojechałam, by zasadzić symboliczne drzewko” – wzdycha.

Podczas zgrupowania w Szklarskiej Porębie chciał niepostrzeżenie dostać się do pokoju, wchodząc po rynnie. Niestety, spadł na ziemię i w wyniku ciężkich obrażeń zmarł. Zdaniem Ryszarda Marczaka, Bogusław Psujek był talentem biegowym.

„Był wszechstronnym zawodnikiem – zaznacza. – Dobrym na bieżni na krótkich dystansach. W roku, kiedy ustanowił swój rekord życiowy, pobiegł na stadionie 1500 m w czasie 3:40,37. Miał jeszcze wiele przed sobą”.

Mirosława Psujek mówi jednak, że Boguś chciał biegać jeszcze tylko przez rok, a potem skończyć karierę, bo dzieci były małe. Miałby wtedy 35 lat.

Recepty na sukces „muszkieterów”

Ryszard Marczak: Maraton był ostatnim etapem dla biegacza długodystansowego. Dopiero gdy zawodnik miał ok. trzydziestki, myślał o debiucie na tym najdłuższym dystansie. Był odpowiednio przygotowany. Miał doświadczenie i szybkość z biegów na bieżni i w przełajach oraz obycie w biegach ulicznych na dystansach 10 km i półmaratonu. Tak przygotowują się nawet teraz do startów kenijscy biegacze.

Jan Huruk: Nie robiliśmy niczego na skróty. Gdy otwarła się dla nas perspektywa startów w światowych maratonach, byliśmy do tego przygotowani fizycznie i psychicznie. Teraz wielu zawodników zbyt szybko decyduje się na starty w maratonach i nie robi wyników na poziomie, które pozwoliłyby im z tego żyć. Do biegania potrzeba nie tylko planów treningowych, nawet dobrych, ale przede wszystkim „poukładania w głowie” zawodnika i trenera, który będzie biegał z nim, poznając jego dobre i złe cechy.

Moja taktyka: trzymać spokojne, równe tempo przez pierwsze 10 kilometrów. A na dalszym odcinku trasy próbować zrywów i to w zależności od samopoczucia. Zawsze byłem bardzo blisko czołówki, trzymałem się czarnoskórych biegaczy. Przebiegnięcie maratonu poniżej 2 godzin to tylko kwestia czasu. Dokonają tego Afrykanie. Nie można też zapomnieć o możliwościach, jakie dzisiaj daje medycyna sportowa.

Poznaj bliżej sylwetkę innego wybitnego polskiego biegacza, Bronisława Malinowskiego: Przerwany bieg Bronisława "Bronka" Malinowskiego

REKLAMA

REKLAMA

Jan Huruk

Najwybitniejszy zawodnik w historii polskiego męskiego maratonu. Urodził się 27 stycznia 1960 r. w Orsku. Reprezentował barwy Gryfa Słupsk. Olimpijczyk z Barcelony (1992 r. – siódme miejsce). Do najważniejszych jego osiągnięć należy zaliczyć też czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Tokio (1991 r.) i trzecią lokatę podczas maratonu w Londynie (1991 r.). Trzykrotny mistrz kraju: na 10 000 m, w półmaratonie i biegu przełajowym (7 km), a także halowy mistrz Polski w biegu na 3 000 m.

Dwukrotnie wygrał plebiscyty „Głosu Pomorza” na najlepszego sportowca w województwie słupskim (1990 i 1992). Od 2001 roku jest organizatorem Biegu 10 Mil Szlakiem Zwiniętych Torów. Zajmuje się biznesem. Rekordy życiowe: 5 000 m – 13.34,63 min (1988), 10 000 m – 28.18,42 min (1989), maraton – 2.10.07 (1992).

Ryszard Marczak

Urodził się 25 listopada 1945 w Gdyni. Startował na mistrzostwach Europy w Pradze w 1978 (15. miejsce), igrzyskach olimpijskich w Moskwie (1980, nie ukończył), mistrzostwach Europy w Atenach (1982, 7. miejsce) i mistrzostwach świata w Helsinkach w 1983 (16. miejsce). Zajął 4. miejsce w 1. Pucharze Europy w maratonie, rozegranym w Agen w 1981 r. (drużynowo Polska była trzecia). Zwycięzca 3. Maratonu Toruńskiego w 1985 r.

Dwukrotnie był mistrzem Polski (w 1978 i 1981) oraz czterokrotnie wicemistrzem (1976, 1977, 1979 i 1980). W 1976 r. został wicemistrzem kraju w biegu na 10 000 m, a w latach 1976 i 1977 sięgnął po brązowe medale mistrzostw Polski na 20 km. Jego rekord życiowy w maratonie to 2:12:44,0 (1982), ustanowiony w Nowym Jorku, gdzie zajął 4. miejsce. W 1981 r. uzyskał tam wynik 2:11:35, jednak na trasie krótszej o 100 m niż regulaminowa. Był zawodnikiem Zawiszy Bydgoszcz.

Bogusław Psujek

Urodził się 22 listopada 1956 w Chorupniku koło Krasnegostawu, zmarł 21 kwietnia 1990 w Szklarskiej Porębie. Zawodnik Oleśniczanki. Zwyciężył w biegach maratońskich w Berlinie (1986) i Beppu (1990). Ustanowił najlepszy wynik Polski w maratonie – 2:10:26 (1987), zdobył 8 złotych medali mistrzostw Polski seniorów (jeden w biegu na 10 000 m, cztery na 5000 m oraz trzy w biegach przełajowych), a także dwa złote medale halowych mistrzostw kraju w biegu na 3000 m.

Rekordy życiowe: bieg na 1500 m – 3:40.37 (1984), bieg na 3000 m – 7:55,7 (1982), bieg na 3000 m z przeszkodami – 8:43,54 (1984), bieg na 5000 m – 13:35,49 (1986), bieg na 10 000 m – 28:28,53 (1986), maraton – 2:10:26 (1987).

RW 12/2011

Zobacz również:
Bieżnia mechaniczna wciąż nie zyskała należytego jej szacunku, tymczasem jest to narzędzie treningowe, któremu pomoże każdemu biegaczowi realizować jego cele. Zobacz, jak możesz ją wykorzystać do spalania zbędnego tłuszczu, pracy nad szybszym tempem biegu oraz zwiększania wytrzymałości i mocy swoich mięśni.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA