[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Mezo: najszybszy muzyk i najlepiej rapujący maratończyk w Polsce

„Go, dawaj, go...!”. Tak zaczyna się „Życiówka” - ostatnia płyta Meza. Połowa numerów opowiada o bieganiu. Artysta ma taką biegową zajawkę, że nic dziwnego, że teledysk rozpoczyna się na starcie maratonu. I że w dniu premiery raper pobił życiówkę w półmaratonie.

Jacek Jacek Mejer za cokolwiek w życiu się brał, to na 100 procent. Dlatego, gdy zaczął biegać na poważnie, osiągnął znakomite wyniki w maratonie. A fani śledzą jego walkę z czasem (fot. Jacek Heliasz)

30 kilometr, biegniesz na full, walczysz o życiówkę i czujesz, że zaczyna brakować oddechu. I nagle biegnący obok równym tempem ogolony na zero trzydziestopięciolatek, z kenijską flagą na nadgarstku, zaczyna rapować:

„Go, dawaj! Go, dawaj! Nie poddawaj się! Dobre tempo, dobra prędkość, czyste niebo nade mną! Raz, dwa, raz! Też to znasz. Czujesz, jak wpadasz w trans. Pełen gaz!”.

Nie, to nie halucynacje spowodowane skrajnym wyczerpaniem. Właśnie motywuje cię Jacek „Mezo” Mejer. Trafiłeś akurat na bieg, w którym jest pacemakerem albo po którym zagra koncert dla biegaczy. Wtedy traktuje bieg treningowo i wspomaga na trasie maratończyków. Gdyby sam leciał na życiówkę, rymowałby co najwyżej w myślach, by nie tracić energii.

Zarzeka się wprawdzie, że jest tylko szybkim amatorem, ale przy jego rekordzie – 2:48:32 – już nie ma żartów. W tamtym roku ten wynik dał raperowi z Poznania dokładnie 250. miejsce w rankingu 20 tysięcy polskich maratończyków.

Mezomaraton (z Japonką)

„Maraton? Fajna sprawa, ale to dla ludzi po trzydziestce. Może za dziesięć lat do tego wrócę” – pomyślał 20-letni Jacek Mejer po przekroczeniu mety poznańskiego maratonu. Był październik 2002 roku. Początkujący, utalentowany raper, ale też były już piłkarz Lecha Poznań (w wieku 16 lat zakończył 7-letnią karierę, wybierając drogę artystyczną) ukończył go z czasem 3:54:29.

Każdy, kto pozna okoliczności maratońskiego debiutu, uzna ten wynik za rewelacyjny. Bez specjalnych przygotowań (najdłuższy przebiegnięty dystans – 10 km), kilka godzin po audycji w radiu, która zakończyła się o północy, i późniejszym melanżu w knajpie. Lekkim, bo po kilku piwach Mezo przypomniał sobie, że o świcie staje na starcie biegu na 42 195 metrów. Dobrze, że nie zapomniał butów – biegł w piłkarskich, ale bez korków, takich do nożnej na hali.

REKLAMA

REKLAMA

Jacek Mezo nie dopasowuje się do stereotypów bycia raperem. Zawsze szedł (a właściwie biegł) własną życiową i artystyczną ścieżką (fot. Jacek Heliasz)

15 lat później, 15 października 2017 roku, Mezo – w markowych butach, wyspany, przygotowany (3500 kilometrów w nogach) i po bułce z dżemem – niecierpliwi się, że start tego samego poznańskiego maratonu opóźnia się już dobre pół godziny. Gdy konferansjerowi kończą się pomysły na uspokojenie 7 tysięcy poirytowanych biegaczy, wprost z tłumu maratończyków wbiega na scenę.

„Start! Publika wpada w szał! Walcz! Masz tylko jeden strzał! Znajdź w sobie hart ducha, daj wszystko z serducha! Negatywne myśli, uczucia odrzucaj! Poczuj pewność, której nic nie zakłóca” – rapuje. Tym razem biegnie w rodzinnym mieście „mezomaraton”, czyli dystans półmaratonu, i schodzi z trasy w połowie dystansu – to tylko sprawdzian przed atakiem na życiówkę w listopadowym maratonie w Walencji.

„Nie planowałem tego występu, zaśpiewałem »Życiówkę«, by rozładować napięcie. To było ryzykowne, bo nastroje maratończyków nie były najlepsze, ale miałem fajne opinie, że ten numer – mimo 50 minut oczekiwania – nakręcił ich przed startem”. Sam muzyk trochę przeszarżował z tempem na początku i wynik w „mezomaratonie”, 1 godzina 22 minuty, był daleki od oczekiwań i jego półmaratońskiej życiówki (1:18.). Za to od 10. kilometra biegł ramię w ramię z późniejszą zwyciężczynią, Japonką Haruną Takadą. To było przeznaczenie. Mezo wyjątkowo ceni Japończyków.

REKLAMA

Jacek „Muszę pobiec, do mety to tempo dowieść/Dowieść coś niedowiarkom i sobie/Długodystansowiec – w życiu, na zawodach /Dla sprawdzenia się i nie tylko dla” - Muzyka Sport Motywacja (fot. Jacek Heliasz)

„Mają niezwykłą dyscyplinę życiową, są pracowici, co widać w gospodarce, a przekłada się też na maratony, podczas których ogrom japońskich amatorów robi niebotyczne czasy. Tam zresztą biega chyba całe społeczeństwo – tłumaczy Mezo, który próbował biec z Takadą krok w krok, i choć po kilku kilometrach osłabł, to bieg z Japonką był dla niego ciekawym doświadczeniem. – Zainspirowała mnie swoją kadencją, czyli liczbą kroków, jakie stawiała. Starałem się wpasować i biec takim samym rytmem, ale było za gęsto. Próbuję tego teraz na treningach i widzę, że to dobry kierunek”.

Mezościany (z medalami)

Ta w domu Jacka Mejera nie jest ścianą płaczu, ale radości (biegania). Pełna medali i pucharów. Co roku kolekcja powiększa się o kilkadziesiąt trofeów. Ale dopiero w grudniu. Ważne są jeszcze lampa i szuflada. Na żyrandolu przez cały rok wiesza medale z bieżącego sezonu. W szufladzie lądują karteczki z zapiskami.

„Mam staromodny system zapisywania na karteczkach myśli, które mi przychodzą w trakcie dnia. To są spostrzeżenia, postanowienia, rymy. Wrzucam je do szuflady. Po sezonie biegowym i koncertowym robię sobie taki cały dzień dla siebie. Przewieszam wszystkie medale z lampy na ścianę, analizując wyniki i zastanawiając się, co dalej – z życiem i bieganiem. Obmyślam plany i zapisuję cele, żeby po roku znów sprawdzić te karteczki: co się udało zrobić, co nie, gdzie idziemy dalej, gdzie zmieniamy strategię. Tematy rozwoju osobistego zawsze były mi bliskie, a przy bieganiu są bardzo pomocne – przyznaje raper, z wykształcenia politolog, który właśnie rozpoczyna studia podyplomowe. Kierunek: psychologia pozytywna. – To bardziej studiowanie kreatywności niż konkretnej wiedzy. O ile psychologia koncentruje się na ludzkich deficytach i zaburzeniach, to psychologia pozytywna skupia na mocnych stronach człowieka”.

REKLAMA

REKLAMA

Jacek Mezo na treningu w centrum ukochanego Poznania (fot. Jacek Heliasz)

Mezo uważa, że właśnie bieganie pozytywnie oddziałuje na jego życie. „Chociaż to też wielka dawka wysiłku, trochę cierpienia. Ale w takich sytuacjach powstają właśnie najcenniejsze rzeczy. To się wiąże ze stanem flow, gdy działasz na granicy możliwości, sprawia ci to przyjemność, a wysiłek zamienia się w trans. Często odnajduję takie stany w bieganiu, gdy trzymam równe tempo, nic nie jest w stanie mnie zatrzymać”. No chyba że... ściana. Ta maratońska. Utwór pod tym tytułem powstał po 30. kilometrze maratonu w Gdańsku.

„Biegam 50-70 km tygodniowo. To dużo i mało. Wiem, że są wariaci biegowi, którzy zasuwają znacznie więcej, trenując nawet 10 razy w tygodniu. Też tak mógłbym, tyle że wiem, iż więcej nie znaczy lepiej” – tłumaczy Mezo.

Zdarzyło mu się robić wielkie kilometraże i już na starcie maratonu czuł się zmęczony i obolały.

„Byłem przetrenowany, a kiedy przyszedł kryzys i wiedziałem już, że po raz pierwszy w życiu życiówki nie będzie, to byłem zły i wkurzony na siebie, a po chwili zacząłem składać rymy na ten temat” – wspomina raper maratończyk, dla którego wybiegania często są momentem, gdy rodzą się pomysły na utwory.

No chyba że akurat słucha czarnej muzy, Maleńczuka, albo zapoda audiobooka. Na przykład z biografią Roberta Lewandowskiego, którego bardzo ceni i uwiecznił w piosence wraz z jego małżonką. Żona Mezo, Weronika, też jest zresztą instruktorką fitnessu. Ale przedtem Mezo wciągnął ją do biegania i doprowadził do maratońskiego debiutu (przy pomocy męża w roli zająca nabiegała w Barcelonie 4:15).

REKLAMA

Jacek „Tego, co robię, nie nazwałbym treningiem w stu procentach wyczynowym, ale mogę już powiedzieć, że jestem pełnokrwistym, ambitnym amatorem ze specjalistycznym, szytym na miarę treningiem” - mówi Mezo (fot. Jacek Heliasz)

„Moja »Ściana« opisuje moment, kiedy siły z ciebie całkowicie ulatują, nie jesteś w stanie w żaden sposób zmusić się do wysiłku. Rapuję o tym, jakie masz wtedy czarne myśli i co się dzieje z Twoim ciałem: Siąpi ziąb i chu***wa pogoda/To bieganie wcale mi się już nie podoba/ Leje, wieje, tracę nadzieję w sukces/ Lecę tu już tylko marnym truchtem/ Sam mogę sobie pluć w brodę/Przed chwilą czułem jeszcze luz i swobodę/ Teraz mam ciężkie nogi i ciężką głowę/ Glikogen opuścił mięśnie i wątrobę/ Ponure myśli, nogi wiąże beton/Przegrywam wyścig długo przed metą”.

Życiówki nie było, ale efektem dramatycznych zmagań jest świetny, bardzo prawdziwy kawałek. A zmordowany Mezo z nogami związanymi betonem i głową pełną czarnych rymów i tak znów złamał trójkę.

Tezameza (dla fanów)

Tezameza.pl – tak nazywa się biegowy blog, na którym raper opowiada o swoich przygotowaniach i startach, triumfach i porażkach, maratońskich frustracjach i refleksjach. Ostatnio przypomniał, że po „1 października 2014 zaczął konkretny trening”, który miał go doprowadzić do złamania 3 godzin w maratonie. Zrobił to w 2015 roku. Na Orlen Maratonie pobiegł 2:58:20, ale „przygoda, nieoczekiwanie dla mnie, trwa do dziś…”. I policzył: przez 3 lata przebiegł 10 208 kilometrów.

„Zarobiłem już nawet kasę na bieganiu. Podczas jakiegoś biegu zająłem 4. miejsce i na dekoracji dostałem kopertę. Myślałem, że jest tam dyplom. Otwieram, a tu banknot... 50 złotych” – śmieje się Mezo, który odnotował też sukces międzynarodowy. Podczas wakacji w Meksyku pobiegł w lokalnym biegu na 10 km, w którym startował tysiąc biegaczy. Czas marny, 41 minut, ale widać bieg był dla większości rekreacyjny; genialni biegacze z Tarahumara nie startowali, gdyż Mezo zajął 4. miejsce open.

REKLAMA

REKLAMA

Jacek „Czarno to widzę/czarno to widzę/Zaraz tu wyzionę ducha jak Filippides/Nieważne, jak zaczynasz, ważne, jak kończysz/Powinien to wiedzieć każdy maratończyk” - „Ściana” (fot. Jacek Heliasz)

Pojechał też do Kenii, ale nie żeby trenować, tylko... odpocząć i poczuć atmosferę kraju maratończyków. Dostał na pamiątkę bransoletkę z flagą i wyhaftowanym imieniem Jacek. To jeden z trzech talizmanów, które zabiera ze sobą na trasy zawodów. Patrzy na nią i wyobraża sobie, że jest kenijskim biegaczem walczącym o rekord jak o życie. W trudnych chwilach spogląda na bransoletki własnoręcznie zrobione przez dwunastoletnią córkę Zuzannę i żonę. Zawsze pomagają przetrwać.

Mezofani (z nim biegający)

Mezo zawsze pisał o tym, co mu siedziało w głowie, sercu i duszy. Wprawdzie w jego największych hitach „Sacrum” czy „Ważne” nie ma sportowych wątków, ale sport zawsze miał ważne miejsce w jego życiu. Napisał trzy kawałki o piłce (np. „Futbol”), były też piosenki o tenisie, w którego gra bardzo dobrze. Ale to biegowa pasja najbardziej przenika się z tym, co robi na scenie. Podczas jedno z biegów wymyślił happening. Od razu po przekroczeniu mety chwycił mikrofon i rozpoczął koncert dla biegaczy.

„Trochę dyszałem przy pierwszych dwóch utworach, ale poszło całkiem nieźle – opowiada raper, który teraz często występuje przed lub po biegach. – Ale wtedy nie biegnę w trupa. Raczej zatrudniam się jako pacemaker i zaczynam rapować już na trasie, motywując biegaczy”.

Na wszystkich koncertach mówi o bieganiu, parę razy zdarzyło się, że zapraszał fanów do wspólnego treningu. Ku jego zdziwieniu, następnego dnia, o 8 rano, wielu z nich stawiało się w umówionym miejscu, żeby pobiegać z artystą. Weronika prowadziła dla nich rozgrzewkę. Dzięki maratońskiej zajawce zyskał też wielu nowych fanów. Na swoim fanpage’u ma ich prawie 60 tysięcy.

REKLAMA

Jacek "Czy w przyszłości będę gonił za życiówką? Nie wiem, może będę podziwiał krajobrazy w biegach górskich, ale na razie dokręcam śrubę." (fot. Jacek Heliasz)

„Ostatnio ze zdziwieniem odkryłem, że biegacze praktycznie go przejęli. Co mnie cieszy, bo większość z nich to bardzo wartościowi, świetni ludzie. Na szczęście poza tematami biegowymi rozmawiamy też czasem o muzyce. Wiem, że wielu z nich biega, słuchając moich kawałków, nie tylko tych biegowych” – dodaje Jacek Mejer, który jednak odżegnuje się, gdy ktoś traktuje go jak trenera.

Chociaż raper o bieganiu ma ogromną wiedzę i zna się z najlepszymi w kraju biegaczami: Arturem Kozłowskim, Marcinem Chabowskim, Pawłem Ochalem. Przybicie piątki za metą maratonu z Henrykiem Szostem traktuje niemal jak wymarzony koncert w duecie z Willem Smithem. A gdy na koniec ich internetowej rozmowy najlepszy polski maratończyk powiedział: „Powodzenia, Mezo, pamiętaj, luźno góra”, długo zastanawiał się, jak skorzystać z rady mistrza. W końcu uświadomił sobie, że tak pozdrawiają się zawodowi maratończycy.

„Kluczem do życia jest bieganie i czytanie” – słowa Willa Smitha Mezo traktuje jako swoje motto. Owszem, miewa wątpliwości, czy jego pogoń za życiówkami – dziś główna motywacja – się nie skończy. Czy będzie w stanie poświęcić jeszcze więcej, by biegać jeszcze szybciej, może nawet dobiec do granicy 2:30?

„Nie wiem, co zrobię w przyszłości. Czy będę nadal biegał jak chart, czy dla przyjemności, i pójdę w górskie biegi, gdzie bardziej chodzi o podziwianie krajobrazów niż o czas. Ale, znając siebie, póki będzie nadzieja na życiówkę, postaram się ją rzeźbić. Pierwiastek rywalizacji i ambicji jeszcze jest górą” – wyjaśnia.

REKLAMA

REKLAMA

Jacek "Dzisiaj ISKRA, jutro PŁOMIEŃ/Moja WIZJA, w sercu OGIEŃ/Jeszcze tylko końcówka!/Trzysta, dwieście, stówka i życiówka!" (fot. Jacek Heliasz)

Raper, który biegnie (własną drogą)

Jacek Mejer, urodzony w 1982 roku, w lipcu skończył 36 lat. W sportowym świecie jest już więc – podobnie jak nasi najlepsi maratończycy – weteranem. Podobnie jest też zresztą z jego karierą artystyczną, gdyż pierwsze kawałki powstawały, gdy był nastolatkiem, a materiał pt. „Mezo” trafił do słuchaczy, gdy nie miał jeszcze skończonych 18 lat.

Jego artystyczną życiówką była już pierwsza oficjalna płyta „Mezokracja”, wydana w 2003 roku. Uznano ją za Album Roku na Eska Music Awards, nominowano do Fryderyka w kategorii „Najlepszy album hip-hop”. Od tego czasu nagrał 8 kolejnych solowych płyt, cieszących się dużym powodzeniem u słuchaczy, ale środowisko hiphopowe zarzuca artyście z Poznania komercjalizowanie i banalizowanie przekazu. Sam Mezo od dawna nie utożsamia się ze środowiskiem stricte hiphopowym, twierdząc, że od zawsze idzie własną artystyczną drogą, a jest raperem, gdyż posługuje się taką formą muzyczną, a nie ze względu na stereotypy dotyczące stylu życia czy ideologicznych zasad środowiska.

Ma dobry biegowy wzrost – 170 cm, waży 64 kg, mógłby pewnie mniej, ale lubi jeść. I tak nieznający się na bieganiu uważają, że wygląda na scenie na wygłodzonego. Był piłkarzem, boksował, jest niezłym tenisistą i pokonał 1/4 i połówkę Ironmana. To zresztą zaproszenie do udziału w triahtlonie spowodowało, że po 10 latach od debiutu wrócił do biegania, od którego się „uzależnił”. O swoim bieganiu opowiadał RW już wcześniej w artykule Jacek „Mezo” Mejer: Bieganie, czyli to, co ważne.

Jego biegowe życiówki są imponujące: 5 km – 17:29; 10 km – 35:29; półmaraton – 1:18:54; maraton – 2:48:32. Tę w półmaratonie pobił w swoim ulubionym Półmaratonie Poznańskim w marcu 2017 roku, dokładnie w dniu premiery swojej najnowszej płyty.

Mezo nie jest jedynym biegającym raperem w Polsce - biega również między innymi "Peja", współzałożyciel Slums Attack: Ryszard „Peja” Andrzejewski: Mam nowe oblicze

RW 12/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij