Mój drogi pamiętniczku... (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

I znowu święta, czas podsumowań i analiz. Co się udało zrealizować, a które postanowienia definitywnie pójdą do kosza? W życiu biegacza też przychodzą momenty na rozliczenia. I wtedy przydaje się pamiętnik.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Zanim rozpoczęłam przygodę z bieganiem, nawet nie śniło mi się prowadzenie jakichkolwiek notatek dotyczących codzienności. A tym bardziej codzienności sportowej. Przygodę z pamiętnikiem w drastycznych okolicznościach zakończyłam gdzieś w okolicy trzeciej klasy podstawówki. Wszystko przez wpis, który do dzisiaj pamiętam. I potrafię zacytować słowo w słowo. Brzmiał tak: „Wszyscy się tu wpisują, a o tym nie wiedzą, że kiedyś ten pamiętnik myszy w kącie zjedzą”.

REKLAMA

Rymowanka wpisana pewnie bardziej dla zabawy niż draki zatrzęsła moim światem. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego jeden wpis sprawił, że otchłań rozpaczy pochłonęła nie tylko mnie, ale i mój pamiętnik. Zresztą kto z dorosłych umie racjonalnie uzasadnić dziecięce przeżycia? Nikt. I dobrze, bo na tym polega urok tych wspomnień.

Zdruzgotana prawdą o przemijaniu, wymierzoną w mój pamiętnik, postanowiłam wspomnień dalej nie spisywać. Chociaż przyszła moda na zeszyty z pytaniami i odpowiedziami, albo na kalendarze z miejscami na osobiste notatki. Dużo później pojawiły się też blogi i inne miejsca w wirtualnym świecie, które zachęcały do dzielenia się przeżyciami, ale nigdzie i w żadnej formie nie znalazłam ujścia dla swoich myśli. Nic mnie nie zachęciło do dłuższej aktywności. Głównie dlatego, że nie widziałam w tym sensu.

I pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie bieganie. A raczej gdyby nie pewien doświadczony trener – biegacz, pod którego skrzydła trafiłam. Nie tylko wprowadził mnie w świat biegowych faktów i mitów, nie tylko wytłumaczył i pokazał przykładem, na czym polega bieganie, ale sprawił też, że mogłam o sobie pomyśleć: biegaczka. Pomyśleć z dumą!

Jego doświadczenie i autorytet sprawiły, że kiedy usłyszałam, że mam założyć dzienniczek biegowy, nie parsknęłam śmiechem ani nie uciekłam z krzykiem. A chodziło o dzienniczek z prawdziwego zdarzenia: z notatkami o każdym treningu, ściśle opisującymi, co w jego trakcie wykonałam. Czyli za każdym razem czas, trasa, tempo, zmiany tempa, stopień intensywności, założenia treningowe i sposób realizacji, a nawet tętno.

REKLAMA

REKLAMA

Ale na tym nie koniec, bo trener wyraźnie zachęcał, a nawet momentami nalegał, żeby w dzienniczkach opisywać też wrażenia, wspomnienia i przemyślenia. Trochę trwało, nim nauczyłam się zbierać myśli po bieganiu i konkretyzować je we wpisie. Czasami było o pogodzie, czasami o dolegliwościach żołądkowych, zdarzały się i teksty opisujące tematy rozmów w trakcie biegania albo zatrzymane w słowach zaskakujące krajobrazy, czy też po prostu kłopoty z garderobą.

Celem prowadzenia dzienniczków treningowych jest oczywiście monitorowanie postępów i szukanie ewentualnych przyczyn ich braku. Ścisłe opisywanie poszczególnych jednostek treningowych pozwala na dokładną obserwację i analizę możliwości własnego ciała. Dla mnie jednak największą nagrodą za sumienne wpisy były i są wspomnienia. Kilka razy dzięki tym krótkim notatkom podróżowałam w czasie, bo dokładny opis ścieżki biegowej, pogody, towarzyszy i panujących wśród nich nastrojów pozwolił mi bardzo dokładnie odtworzyć godziny wspólnego wysiłku.

Dzienniczek biegowy okazał się znakomitym pamiętnikiem. Dlatego absolutnie to polecam! Jeśli ktoś nie lubi tradycyjnych metod, w sieci znajdzie mnóstwo miejsc na prowadzenie sportowych notatek. Różnią się grafiką czy funkcjami dodatkowymi, ale najważniejsze jest po prostu pisać.

Przykurzone dzienniczki biegowe potrafią też znakomicie motywować do treningów. Przekonałam się o tym, trafiając na wpis, w którym cieszyłam się z utrzymania pewnego tempa na 5-kilometrowym odcinku i  życzyłam sobie, abym kiedyś mogła tak przebiec półmaraton. Kiedy ostatnio to czytałam, byłam po maratonie przebiegniętym w znacznie lepszym tempie. Szczegółów nie podam, bo musiałyby paść cyfry. Poza tym cóż byłby to za pamiętnik, gdyby tak wszystko poszło w świat.

RW 12/2015

Zobacz również:
Wbrew pozorom "piątka" to wymagający dystans, więc tylko dobry plan treningowy, uwzględniający bardzo różne jednostki treningowe, pozwoli Ci potem na trasie osiągnąć tempo na miarę Twoich możliwości. Żeby naprawdę szybko pognać do mety biegu na 5 km, musisz się przygotować do startu, realizując każdy trening bardzo poważnie i z poświęceniem.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA