Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Motto: netto [felieton Jacka Fedorowicza]

Pisałem niedawno o ścigantach. Ale „niedawno” jest pojęciem względnym. To mnie się wydaje, że niedawno, ponieważ starszym ludziom czas biegnie coraz szybciej. W przeciwieństwie do nich samych, biegających coraz wolniej.

Nie mam wielkiego doświadczenia jako uczestnik zawodów. Jak już gdzieś wystartuję, to potem kuruję długo te fragmenty ciała, które ścigały się zbyt ambitnie, nie zawsze też na start w zawodach pozwala mi praca zarobkowa, która jak na złość mnie akurat wypada głównie w weekendy. Nie mam więc bogatego doświadczenia startowego, niemniej jest ono wieloletnie i pozwala mi na obserwację zmian, które – tu się zwracam do tzw. ścigantów – trzeba od pewnego czasu brać pod uwagę, gdy się startuje z zamiarem otarcia się o podium w którejś z licznych klasyfikacji czy też marząc o zwycięstwie nad upatrzonym rywalem.

Stosunkowo nowym bowiem wynalazkiem jest przyznawanie miejsc na podium według czasu netto. Wynalazek godny pochwały, bo dbający o sprawiedliwość. Dlaczego ktoś ma zostać uhonorowany, bo się ustawił na samej linii startu, a ktoś inny ma zostać pozbawiony tej stuzłotówki lub pucharku i fotki na podium tylko dlatego, że karnie ustawił się przy właściwym pacemakerze i zanim dopchał się do startu, minęło 5 minut? Niesprawiedliwość krzycząca, szczególnie gdy się zdarzy, że ten karny zamelduje się na mecie zaledwie kilkanaście sekund za tym, co wystartował sobie 5 minut wcześniej.

Kiedyś – o ile mi wiadomo – nie było pojęcia „czas netto”. Nie miało to zresztą wielkiego znaczenia, bo biegi nie były tak licznie obsadzane – u nas w każdym razie. Ci z dalszych szeregów tracili nie tak wiele, a ściganci, dla których ważna była każda sekunda, jakoś tam znajdowali sobie miejsce na starcie, by z jednej strony nie stracić tych sekund, a z drugiej, w wypadku gdy nie byli faworytami w OPEN, zachować jednak resztki przyzwoitości i nie zawadzać tym lepszym. Jednak w miarę jak tłumy na starcie gęstniały, coraz dobitniejsze stawały się prośby organizatorów, by ustawiać się wśród zawodników o podobnych możliwościach – co nie zawsze skutkowało.

Dziś jest zupełnie inaczej: coraz częściej o tym, kto stanie na podium czy jaką dostanie nagrodę, decyduje czas netto. Zwykle nie dotyczy to wszystkich; pierwszych 50 obowiązuje kolejność wpadnięcia na metę. I to też jest ze wszech miar słuszne, bo jak ktoś wypluł duszę i płuca, ale dopadł i o centymetry wyprzedził na mecie Kenijczyka, to nie chce przeżywać rozczarowania, po jakimś czasie słysząc od sędziów, że czas netto miał gorszy o ułamek sekundy, więc sorry... Widowiskowość biegu też wzięłaby w łeb, a publiczność mogłaby wygwizdać zwycięzcę, bo na własne oczy przecież wszyscy widzieli, że przegrał.

Niestety, niektórym czas netto stwarza pewne problemy. Konkretnie tym zagorzałym ścigantom, którzy walczą o miejsca na podium w kategoriach wiekowych, ale nie należą do tych z pierwszej pięćdziesiątki. Bo powstaje pytanie, jak mogą ocenić swoją pozycję podczas biegu i ewentualnie wypluć tę duszę i płuca na finiszu, widząc przed sobą plecy słabnącego rywala? Nie wiadomo przecież, czy wystartował on minutę wcześniej czy później. Ścigant myśli, że wcześniej, więc samo dogonienie wystarczy, a tu się okazuje, że rywal zaczynał mniej więcej w tym samym momencie, ale wyskoczył do przodu, a ścigant to przegapił i potem jak rywala doszedł, to myślał, że z nim wygrał, a tu niespodzianka: czas netto prawdę ci powie – rywal wygrał.

Do tego jeszcze podstawowe pytanie taktyczne: czy lepiej ustawić się na starcie kawałek przed „przydziałowym” pacemakerem, żeby rywale cię nie widzieli i myśleli, że biegniesz za nimi, czy – rezygnując z usypiania czujności rywali – ustawić się ciut za nimi, by kontrolować bieg? Najlepiej by było, gdyby wszyscy startowali z jednej linii. Ale co robić, gdy rywale się rozstrzelili: jeden ustawia się daleko z przodu, a inny daleko w tyle?

Takie to dylematy dręczą ścigantów i nie pozwalają im zasnąć w noc przed zawodami.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze maj 2014.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij