Niesportowe sporty kobiece (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Siłownia, bieżnia, basen czy stadion – zawsze wydawało mi się, że wiem, dla jakich sportów jesteśmy stworzone. Wydawało mi się też, że wiem, co aktywny człowiek robi w parku. No cóż, wydawało mi się.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Żegnając 2017 rok, warto pamiętać, że byliśmy w Polsce świadkami kilku ważnych imprez sportowych. Jedną z nich były igrzyska sportów nieolimpijskich, rozegrane we Wrocławiu. Być może duch owej imprezy sprawił, że – spacerując jesienią po parku w tym mieście – poczułam się jak na obozie treningowym. Tyle że trenującymi były w znakomitej większości kobiety, a „rozgrywane” dyscypliny powstały raczej w ich pomysłowych głowach niż na naradach trenerskich.

REKLAMA

Bo park w środku dnia, w środku tygodnia i w środku miasta to przestrzeń opanowana w większości przez młode mamy, babcie z wnuczkami i staruszki na niespiesznych spacerach. I każda z tych grup prezentuje mistrzostwo w jakiejś dyscyplinie.

Wśród młodych mam są np. takie, które spacer traktują jak trening. Widać to od razu po sportowym stroju, ale przede wszystkim po prędkości, z jaką wózek takiej mamy wyprzedza inne na trasie. Do tego kontrolne spojrzenia na krokomierz lub telefon z odpowiednią aplikacją i wszystko jasne. W tej kategorii mam swoje ulubione mistrzynie. To takie „sprinterki do potęgi”.

Najpierw przyuważyłam jedną z bliźniaczym wózkiem. Szybko przebiła ją inna – z potrójną spacerówką (czego po tempie wcale bym nie powiedziała). Ale i ona nie miała szans z kobietą, która miała w jednym wózku 9 (obsadzonych!) miejsc! I chociaż za tym zjawiskiem nie stała żadna bogini płodności, ale pobliski żłobek, i tak byłam pod wrażeniem.

Solidnego i równomiernego tempa oraz koordynacji w „obsłudze” pasażerów mógłby tej pani pozazdrościć niejeden sportowiec. Jak ona wchodziła w zakręt, cóż to był za balans ciałem... Widać było, że dla niej wyjście z wesołą gromadką to potężna dawka energii treningowej (i pewnie niezły patent na nadprogramowe kalorie).

Inna kategoria to „sportsmenki wielozadaniowe”. One jednocześnie trenują prędkość, refleks i koordynację, a ich koronna dyscyplina to łapanie na czas rozbiegających się dzieci.

Są jeszcze „gibkie gimnastyczki”. To te, które wyginają się jak na zaawansowanych zajęciach jogi, żeby zamontować/zdemontować chustę albo nosidełko, jednocześnie pilnując kiwającego się na wszystkie strony malca. To kategoria, w której można rywalizować na czas, ale nie tylko. Bo wiele „zawodniczek” zdecydowanie zasługiwałoby na bardzo wysokie noty za styl.

Piszę o tym po to, żeby przypomnieć wszystkim, że kobiety nawet jak nie trenują, to bardzo często... trenują. Dziewczyny, popatrzcie na siebie czasami trochę z boku. Zobaczycie, że wasza pomysłowość i determinacja są nie do pokonania!

W parku była jeszcze jedna grupa mistrzyń – „królowe długiego dystansu”. To uśmiechnięte i pogodne starsze panie, które przychodziły na spacery ze swoimi mężami. Domyślając się stażu małżeńskiego, w ciemno przyznawałam im medale za cierpliwość i wytrzymałość. Chociaż to akurat konkurencja, w której panuje jednak spore równouprawnienie.

RW 12/2017

Zobacz również:
Spokojne kilometry, które stanowią ogromną większość Twojego kilometrażu podczas treningów, to fundament planów treningowych biegaczy długodystansowych. Pytanie jednak brzmi: czy przypadkiem nie pokonujesz ich za szybko albo za wolno? Sprawdź, jakie tempo na długie, swobodne wybiegania będzie odpowiednie dla Ciebie, biorąc pod uwagę Twoje cele, doświadczenie oraz pozostałe obciążenia treningowe.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA