[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.7

Patrycja Bereznowska: bieg życia w Dolinie Śmierci

„Nie macie zdjęcia, na którym widać zmęczenie i ból Patrycji?” – dziwi się naczelny RW. „Nie, bo skąd, jak cały czas była uśmiechnięta” – tłumaczy się team wspierający pierwszą Polkę, która wystartowała w Badwater 135 i już w debiucie wygrała ten 217-kilometrowy ultramaraton, uznawany za najtrudniejszy na świecie. Wpadła na metę po 24 godzinach, ustanawiając nowy rekord trasy. Takie rzeczy tylko Patrycja Bereznowska.

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Dla Patrycji Bereznowskiej właściwie już od 100. kilometra był to samotny bieg po zwycięstwo i rekord trasy morderczego ultramaratonu Badwater 135 (fot. Aneta Mikulska)

Dolina Śmierci. Złowroga nazwa. I nie na wyrost. Tylko w sierpniu 2019 roku w ciągu trzech dni na pustyni Mojave, będącej częścią Parku Narodowego Death Valley w południowej części Kalifornii, zmarło dwoje turystów. Najczęstszą przyczyną śmierci jest odwodnienie i udar cieplny. Dochodzi do niego przede wszystkim w rezultacie niestosowania się do zaleceń służb – wypijania galonu (czyli niemal 5 litrów) wody na dobę, nieschodzenia ani na chwilę z turystycznych szlaków, a dla przejeżdżających szosą (na której od 32 lat w połowie lipca pojawiają się biegacze) po prostu... nieopuszczanie samochodu. Awaria auta może oznaczać, że z Doliny Śmierci już się nie wróci – zdarzyło się to kilkakrotnie.

„Kiedy po raz pierwszy wysiadłam z samochodu w środek tego skwaru i zaduchu, pierwszą myślą było, żeby natychmiast wrócić do jego wnętrza albo znaleźć się w jakimś klimatyzowanym pomieszczeniu – wspomina Patrycja Bereznowska. – Drugą, że nawet truchtanie w tych warunkach wydaje się niemożliwe”.

No i trzecią, że w takim razie jest dla niej zadanie do wykonania. Pokonanie 135 mil, czyli około 217 kilometrów, z dna wyschniętego słonego jeziora Badwater, położonego 86 metrów poniżej poziomu morza (najniższy punkt Ameryki Północnej), do Whitney Portal (2548 m n.p.m.) u podnóża najwyższego szczytu Stanów Zjednoczonych – Mount Whitney.

REKLAMA

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Na mapie piekielnego biegu trzeba zaznaczyć, gdzie będzie można zjeść amerykańskie naleśniki. Postoje na odpoczynek nie są przewidziane (fot. Aneta Mikulska)

„Nie ma się co oszukiwać: jak Patrycja już tu przyjechała, to nie po to, żeby przebiec, tylko by wygrać ten bieg. Szkoda jej czasu, wielomiesięcznych przygotowań i ogromnych kosztów na rekreacyjne wycieczki. A my byliśmy po to, żeby zrobić wszystko, by jej w tej walce o zwycięstwo dopomóc” – tłumaczy Aneta Mikulska, która, obok Piotra Podbielskiego (Polak mieszkający w Phoenix, na trasie logistyk i kierowca) i duetu Joanna Świderska & Iwona Mikulska (od dekady stały support Patrycji), wspierała na trasie mistrzynię i rekordzistkę świata w biegach 24-godzinnych.

„Noc przed startem Piotr mówił do nas: »Wiecie co, dziewczyny? Ona jest świetna, myślę, że przebiegnie to w 30 godzin«. Odpowiedziałyśmy: »Chyba żartujesz! 24 godziny to maks, szkoda naszego czasu, tu jest za gorąco«. A potem, jak ją widział na trasie, jak biegnie w tym swoim niesamowitym tempie i z uśmiechem na twarzy, podczas gdy wielu zawodników już słanialo się na nogach, był zdumiony: »Niesamowita kobieta, polska maszyna do wygrywania«” – wspomina Aneta Mikulska, która w teamie ultramaratonki jest przede wszystkim fotografem dokumentującym niezwykłe wyczyny Patrycji.

Z punktu A do punktu B

„Sorry, ale przepisy są jasne, nie może pani u nas wystartować” – odpisali organizatorzy Badwater Patrycji Bereznowskiej, sprowadzając ją tym krótkim zdaniem na ziemię, kiedy podjęła próbę zgłoszenia swojego udziału w zawodach.

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Odbieranie pakietu w biurze zawodów Badwater 135 - Patrycja Bereznowska to pierwsza Polka, której się udało zakwalifikować do startu w tym utramaratonie (fot. Aneta Mikulska)

Polka, która po wizycie w Kalifornii i przeczytaniu książek Scotta Jurka, Deana Karnazesa, a przede wszystkim Pam Reed – dwukrotnej zwyciężczyni, i to w kategorii open – zdecydowała: „Chcę to przebiec!”, od dwóch lat myślała intensywnie o zmierzeniu się z tym biegowym potworem, o którym powstało już kilkanaście książek, ale organizatorzy pozostawali nieugięci.

„W regulaminie jest napisane, że warunkiem startu jest uczestnictwo w co najmniej dwóch 100-milowych biegach, które przebiegają z punktu A  do punktu B, a nie po pętlach. I chociaż pisałam, że podczas kilkunastu biegów 24- i 48-godzinnych za każdym razem przebiegałam ponad sto mil i pobiłam rekord trasy na Spartathlonie, nie miało to dla nich znaczenia” – opowiada biegaczka z podwarszawskiego Waliszewa.

Cóż było robić – przed upływem terminu zgłoszeń wystartowała w grudniu w RAW Ultra w Irlandii i w sylwestra 2018 w 100-milowym biegu pod Hanowerem. Potem przez dwie godziny wypełniała zgłoszenie i zaczęła 8-miesięczne przygotowania.

Truchtanie w saunie

Kiedy okazało się, że zakwalifikowała się do biegu jako pierwsza Polka w historii, wszystko podporządkowała temu wyzwaniu. Zmieniła sposób treningu, przebiegała ponad 200 kilometrów tygodniowo i zapisała się na siłownię. Stamtąd parę razy w tygodniu po bieganiu na ruchomej bieżni, koniecznie w gorącym, nieklimatyzowanym pomieszczeniu, od razu „wbiegała” do sauny.

REKLAMA

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Ostatnie przygotowania do startu w Badwater 2019. Tak, nogi mogą być podczas tego biegu istotne, więc staranne otejpowanie się przyda (fot. Aneta Mikulska)

W miejscu, gdzie inni się regenerowali, w kłębach pary Patrycja przez godzinę... truchtała w miejscu albo wchodziła i schodziła na schodek. Wiedziała doskonale, że podczas biegu będzie się musiała zmierzyć z najwyższymi temperaturami i niską wilgotnością powietrza. W końcu pierwszy rekord świata w Badwater pobiła przed stu laty natura: w lipcu 1913 roku odnotowano tu 56,7 stopni Celsjusza. Na co dzień latem jest zaledwie kilka stopni mniej, za to asfalt regularnie nagrzewa się do 90 stopni, a wilgotność powietrza to często około... 1 (słownie: jednego) procenta. To najgorętsze miejsce na świecie.

„Na starcie, o godzinie 23, na termometrach było 47,7 stopnia Celsjusza. Ale potem, w dzień, było Patrycji nieco lżej, bo po prostu biegła tak szybko, że uciekła przed tym największym skwarem w góry, gdzie mogła się ochłodzić, bo tam było zaledwie 35-37 stopni” – opowiada Aneta Mikulska.

Zespół Patrycji był przygotowany, żeby „szefową” chłodzić. Poza tym, że nie mieli już spryskiwacza do roślin (zostawili go na słońcu na parę minut i spektakularnie wybuchł), w samochodzie, który mógł podjeżdżać do zawodników, przygotowanych było sześć coolerów (przenośnych lodówek) wypełnionych kostkami i bryłami lodu, 100-litrowym zapasem wody i posegregowanymi „tematycznie” pudełkami z wyposażeniem (oddzielnie żele i suplementy, galaretki owocowe i inne przekąski, lekarstwa, plastry itp).

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Choć w ultramaratonie przez piekło Doliny Śmierci Patrycja rywalizowała z ponad dwustu zawodnikami, była to dla niej przede wszystkim samotna walka z trasą (fot. Aneta Mikulska)

Oprócz typowo biegowych przekąsek w aucie były też usmażone własnoręcznie przez zawodniczkę pancakesy, czyli amerykańskie naleśniki. Z serkiem Philadelphia, rzecz jasna. Ale cały prowiant na bieg był przygotowany po konsultacjach z dietetyczką. Tu nie było miejsca na improwizację. Dean Karnazes w debiucie na tych zawodach napił się wody ze studni na stacji benzynowej (jak była zamknięta 20 lat temu, tak nadal jest nieczynna) i okazało się, że była to... bad water, zła woda, która sprawiła, że szybko zszedł z trasy.

Zresztą Amerykanin pisał także, że jego team niepotrzebnie zabrał toster, bo przecież mógł sobie przypiekać tosty na trasie. To zresztą dobre porównanie, lepsze od piekła, o którym często się mówi. Team Patrycji uważa, że po prostu człowiek czuje się tutaj, jakby spędzał czas w piekarniku z termoobiegiem. Tylko że zawodnicy wiedzą, co ich czeka, i są na to przygotowani, a przyjeżdżają tu tylko najwytrzymalsi z wytrzymałych – dlatego na Badwater jeszcze nigdy nie było śmiertelnego wypadku.

Przez pierwsze 160 kilometrów podjeżdżali (na pobocze za białą linię) do biegaczki co dwie mile, potem co milę, a w końcówce co kilkaset metrów. Podawali jej wodę i izotoniki oraz to, co było jej akurat potrzebne do przetrwania.

„Asia i Iwona są z Patrycją od lat, rozumieją się z nią bez słów, a czasem mam wrażenie, że czytają jej w myślach, czego akurat potrzebuje” – opowiada Aneta, która uważa, że polska biegaczka ma chyba najlepszy support na świecie.

REKLAMA

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci 24 godziny potwornego wysiłku Patrycji Bereznowskiej na trasie Badwater 135 to jednocześnie 24 godziny czuwania i wspierania zawodniczki przez jej ofiarny team (fot. Aneta Mikulska)

Jedyny moment zatrzymania się w biegu, gdy około 60. kilometra Polka zdecydowała się na zmianę butów, wyglądał jak pit stop podczas wyścigu Formuły 1. Sprawność i doświadczenie polskiego zespołu były o wiele ważniejsze niż pacemakerzy, którzy biegli za większością zawodników.

Radzicie sobie sami

„Badwater 135 to zawody, na których organizator właściwie nie zapewnia niczego, za to wiele wymaga od tych, którzy zdecydowali się na start – tłumaczy Patrycja Bereznowska. – Na trasie nie ma nic. To znaczy jest: pustynia i żar. Bez zespołu wspierającego nigdzie się tam nie dobiegnie. Jest to nie tylko fizycznie niemożliwe, ale też regulamin nakazuje posiadanie dwu- lub czteroosobowego zespołu. Przecież biegnie się w niezwykle trudnych warunkach co najmniej, jak w moim przypadku, 24 godziny, więc zawodnik musi cały czas dostawać od teamu wodę, lód do chłodzenia i jedzenie”.

Od 46. kilometra ultramaratonu przez Dolinę Śmierci każdy może mieć też pacemakera, który biegnie za nim (przed zawodnikiem nie wolno) i może go polewać wodą, chłodzić, wspierać psychicznie.

„Większość biegaczy z tego korzysta, tylko ja i zwycięzca biegliśmy sami. Dla mnie ważniejszy był sprawdzony zespół. Dziewczyny, choć są bardzo sprawne, nie utrzymałyby mojego tempa nawet przez kilkaset metrów, ale to nie było konieczne” – tłumaczy ultramaratonka.

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Jedyny postój Patrycji Bereznowskiej na trasie Badwater 135: niespełna 3 minuty na zmianę butów. Potem już tylko biegła – rekordowe 24 godziny 13 minut i 24 sekundy (fot. Aneta Mikulska)

Team Patrycji Bereznowskiej opowiada, jak polska biegaczka, która wystartowała w trzeciej, najsilniejszej i najlepszej grupie zawodników (poprzednie grupy startowały dwie i godzinę wcześniej), już na 68. kilometrze, w Stovepipe Wells, zameldowała się jako pierwsza kobieta i dziesiąty zawodnik biegu! Na pierwszym podbiegu była już piąta, a na trzeci punkcie kontrolnym, tuż za półmetkiem, czyli na 117. kilometrze trasy, czwarta (z czasem 11 godzin i 39 minut) – tylko 4 minuty za zajmującym trzecie miejsce Amerykaninem Harveyem Lewisem i 9 minut za wiceliderem, Polakiem Damianem Kaczmarkiem (ostatecznie nie ukończył zawodów).

Bez zmrużenia oka

„Poza początkowym mijaniem całych grup, a potem pojedynczych biegaczy, od jakiegoś setnego kilometra to był już rzeczywiście dla mnie samotny bieg, nie licząc spotkań z teamem. Ale jestem do tego przyzwyczajona. Nie myślałam, że to najtrudniejszy bieg świata, tylko skupiałam się na tym, co tu i teraz, co przekazać supportowi podczas spotkania, czego będę potrzebować następnym razem” – opowiada polska ultramaratonka.

Zawodniczka śmieje się z pytania o postoje i odpoczynki na trasie. „Były trzy lub cztery kilkudziesięciosekundowe... na siku. I niespełna trzyminutowy na jakimś 60. kilometrze, bo poczułam dyskomfort w stopach i postanowiłam zmienić buty, zanim zrobi się z tego jakiś większy problem” – tłumaczy Patrycja Bereznowska.

REKLAMA

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Piotr Podbielski, Polak mieszkający w Stanach Zjednoczonych, był jedynym „męskim pierwiastkiem” w teamie wspierającym Patrycję Bereznowską podczas Badwater 135 (fot. Aneta Mikulska)

Taki jest jej styl biegania: Polka nie ma w zwyczaju się zatrzymywać, nie mówiąc nawet o kilkunastominutowej drzemce. Nawet startując w biegu 48-godzinnym, ani na chwilę nie zmrużyła oka. No ale jak się przebiega w potwornym upale po górach i pustyniach 217 kilometrów w średnim tempie 6:42 min/km i już w debiucie zostawia daleko za swoimi plecami prawie 200 biegaczy z całego świata (z których większość dotarła na metę Badwater 135 kilka, kilkanaście, a nawet 20 godzin po polskiej biegaczce), to nie można sobie pozwolić na chwile słabości. Nawet w ponad 40 stopniach Celsjusza.

Ultramaraton jak depresja

Patrycja Bereznowska ma nadzieję, że jej kolejny wielki sportowy sukces sprawi, że zrobi się głośniej także o chorobie, która każdego roku zbiera śmiertelne żniwo, co dotknęło także jej mamę. O depresji. Ultramaratonka jest związana ze Stowarzyszeniem Aktywni w Depresji i wspiera ich działania jak tylko może.

„I właśnie na ostatnim, wyjątkowo trudnym podbiegu w Dolinie Śmierci dużo myślałam o ludziach chorych na depresję, których bardzo wspieram. Pomyślałam, że właśnie ten bieg swoim umiejscowieniem i ukształtowaniem trasy symbolicznie pokazuje, jak wygląda walka z tą chorobą – tłumaczy zawodniczka. – Startuje się przecież z geograficznej depresji, 86 metrów pod poziomem morza, a dobiega do najwyższej góry w Stanach Zjednoczonych”.

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci O, tam był start, 217 kilometrów stąd... Po morderczym, ale zwycięskim i rekordowym biegu Patrycja może śmiało krzyknąć: „Zrobiłam to!” (fot. Aneta Mikulska)

Do depresji podobna jest też trasa biegu. „Po drodze wspinałam się na góry i zbiegałam w dół – to przypomina przebieg tej choroby. Poza tym tego ultramaratonu nie da się pokonać bez wsparcia i bez pomocy innych osób, które są cały czas obok, ale z drugiej strony pozostają w cieniu człowieka, który jednak biegnie samotnie. Tak samo jest z depresją. Człowiek samotnie się z nią zmaga, wspina się i pada, a obok są ludzie, którzy go wspierają i z ich pomocą można wygrać ten swój życiowy Badwater” – wyjaśnia Patrycja.

Całus w Dolinie Śmierci

Kryzysu nie było. Właściwie przez całe 217 kilometrów polskiej debiutantce na biegu, z którego relacje często mrożą krew w żyłach, biegło się... „bardzo dobrze”. A jak twierdzi Patrycja Bereznowska, jeśli fizycznie jest dobrze, to zawodnik, choć bieg i wysiłek są niewiarygodnie ciężkie, czuje się tak, że może góry przenosić (czytaj: jeszcze przyspieszać i wyprzedzać rywali). Stąd uśmiech na twarzy polskiej ultramaratonki, nie tylko na mecie, ale również na trasie biegu, a nawet żartobliwe uwagi na spotkaniach z zespołem.

Ale na ostatnich 23 kilometrach bardzo wyczerpującej, nocnej wspinaczki pod finiszowe Mount Whitney nasza biegaczka trochę się zaniepokoiła. Nie miała żadnych wątpliwości, że dotrze do mety, ale wydawało jej się, że ten odcinek pokonuje jakoś bardzo wolno.

REKLAMA

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Team Bereznowska podczas Badwater 135: Aneta i Iwona Mikulskie, Piotr Podbielski, Joanna Świderska (Patrycja druga od lewej) (fot. Aneta Mikulska)

„To już było po 200 kilometrach biegu, a nam wszystkim wydawało się, że ten fragment nie ma końca. Nawet zastanawialiśmy się, czy na pewno dobrą drogą jedziemy, choć to było irracjonalne, gdyż innej nie było – śmieje się Aneta Mikulska. – Ale tam było tak ciężko, że nawet po podbiegnięciu do Patrycji kilkunastu metrów, żeby jej coś podać, kompletnie nas zatykało, więc mogliśmy sobie tylko wyobrazić ten jej ekstremalny wysiłek”.

W końcu na horyzoncie pojawiła się meta i zgodnie ze zwyczajem obowiązującym na Badwater Patrycja Bereznowska wbiegła na nią wraz ze wspierającym ją teamem (zobacz wideo na końcu artykułu), ustanawiając nowy rekord trasy w kategorii kobiet czasem 24:13:24, lepszym od poprzedniego rekordu Amerykanki Alyson Venti o blisko 1 godzinę i 40 minut. Okazało się, że „marudzenie” zawodniczki było zupełnie bezpodstawne. Ostatni odcinek pokonała bowiem w rewelacyjnym tempie, szybciej nawet od zwycięzcy, który cały dystans biegł w niewiarygodnym rytmie. Japończyk Yoshihiko Ishikawa był poza konkurencją od startu do mety i on także pobił rekord trasy (21:33:01).

Natomiast Harvey Lewis, którego Patrycja dogoniła jakieś 70 kilometrów przed metą, długo próbował dotrzymać jej kroku. Nie miał szans: przybiegł dopiero 2 godziny za Polką. Gdy wracała już do hotelu, biegacz z Cincinnati był jeszcze na trasie. Podbiegł do niej, pocałował ją i wykrzyknął: „Pati, jesteś niezwykłą dziewczyną, biegłaś niesamowicie!”.

REKLAMA

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 2019: bieg życia przez Dolinę Śmierci Zwycięstwo w Badwater 135 Patrycja Bereznowska dedykuje wszystkim ludziom walczącym z depresją (fot. Aneta Mikulska)

Magiczne 24 godziny

Nic dziwnego, że nowy rekord Patrycji Bereznowskiej na Badwater to 24:13:24. Polska biegaczka jest dwukrotną mistrzynią świata, dwukrotną rekordzistką świata i wielokrotną medalistką biegów 24-godzinnych. W 2017 roku wygrała Spartathlon, ustanawiając rekord trasy – 246 kilometrów z Aten do Sparty pokonała w czasie.... 24:47:07. W tym samym roku uznano ją za najlepszą ultramaratonkę świata. Co ciekawe, najlepszym ultramaratończykiem okrzyknięto wówczas Yoshihiko Ishikawę, który wygrał Badwater 2019. Jak widać, nic się nie zmieniło.

Zobacz także:

Patrycja Bereznowska wygrywa Badwater 135 (video)

RW 11-12/2019

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij