REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię

Piotr Hercog tak naprawdę zaczął biegać w wieku 33 lat. Dekadę później ma już na koncie między innymi zwycięstwa w Biegu Rzeźnika, Maratonie Bajkał, Maratonie Mount Everest, Moab 240. Dla niego naprawdę „sky is the limit”, a życie i kariera sportowa są nieustającym pasmem ekstremalnych wyzwań, ekscytujących podróży i niesamowitych przygód. Zapraszamy do lektury obszernych fragmentów książki o Piotrze Hercogu pt. „Ultrabiografia” autorstwa naszego redakcyjnego kolegi Jacka Antczaka.

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Katarzyna Biernacka
To nie fotomontaż - Piotr Hercog trenuje sobie na grani pod Mount Everestem. Zdjęcie Kasi Biernackiej nagrodzono już dwukrotnie na festiwalach fotograficznych (fot. Katarzyna Biernacka)

Jestem średnio zaawansowanym biegaczem amatorem” – gdy podczas prezentacji na festiwalach górskich, podróżniczych czy biegowych Piotr Hercog przedstawia się w ten sposób, zawsze rozbawia salę. No jak to, a zwycięstwo w maratonie na Mount Evereście? A wbieganie na Elbrus i zbieganie z Kilimandżaro? A ściganie się wokół Mont Blanc i zajęcie 10. miejsca na UTMB – do dziś najlepszego, jakie osiągnął Polak w tych najważniejszych zawodach ultra na świecie?

A co ze zwycięstwami w biegach na dystansie 387 km w Utah, na 161 km w Patagonii czy w maratonie po zamarzniętym Bajkale, o czterech triumfach i ustanowieniu czterech rekordów trasy w Biegu Rzeźnika nie wspominając? Amator? Ultras z Kudowy, reprezentujący barwy jednego z najlepszych na świecie teamów – Salomona? Raczej żartowniś.

„To wszystko prawda, ale gdy próbuję wyjaśnić, że biegi ultra to tylko część tego, co przydarzyło mi się w życiu, i niewielka część mojej historii, której wspólnym mianownikiem są góry, znów spotykam się z niedowierzaniem” – tłumaczy Piotr Hercog, który naprawdę jest nie tylko sportowcem nie do zatrzymania na górskich trasach, zwłaszcza tych ponad 100-kilometrowych, ale przede wszystkim łowcą przygód.

REKLAMA

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Dymus
„Herci” dwukrotnie startował w rajdzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Raz biegli 50 km przez pustynię z wielbłądem na sznurku (fot. Piotr Dymus)

Czterdziestotrzylatek, który w wieku lat czterech dokonał spektakularnej ucieczki z przedszkola, bo uważał leżakowanie za najnudniejszą rzecz na świecie, a w wieku lat ośmiu rozpoczął eksplorację wszystkich jaskiń w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, tak już w życiu ma. Biografia jednego z najlepszych polskich biegaczy to bowiem nieustające pasmo ekstremalnych wyzwań, ekscytujących podróży i niesamowitych, dramatycznych, a często też zabawnych przygód w najodleglejszych zakątkach świata.

Oto kilka z nich (a kolejnych kilkadziesiąt znajdziecie na 512 stronach książki „Piotr Hercog. Ultrabiografia” pióra reportażysty i biegacza Jacka Antczaka, która ukazała się nakładem wydawnictwa SQN).

Przygoda pustynna: bieg z Maryśką Abu Dhabi

Rok 2007. 400-kilometrowy rajd przygodowy. Jednym z odcinków, który musi pokonać czteroosobowy team Piotrka Hercoga, jest 87-kilometrowy marsz przez pustynię. Z wielbłądem.

Piotr Hercog: „Wylosowaliśmy młodą samicę, więc nazwaliśmy ją Maryśka. Była krótka nauka obsługi wielbłądzicy i ochoczo ruszyliśmy na pustynię. Maryśka dźwigała nam plecaki i wodę. Wszystko szło gładko, biegliśmy żwawo, a wielbłąd, którego trzymaliśmy na sznurku, spokojnie podążał obok.

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Maciej Sokołowski
Piotrek jest odporny na mróz, co udowodnił, wychodząc do lodowatych kąpieli po rosyjskiej łaźni (fot. Maciej Sokołowski)

Ale wydmy były strome, nasz wielbłąd bał się schodzić i po kilku godzinach zaczął się buntować. Nie dość, że kumulowało się nasze zmęczenie, to po 5 godzinach siadł i nie chciał dalej iść. Trzeci dzień rajdu, mamy świetne miejsce, i nagle wielbłąd rozwala nam imprezę.

Co tu robić? Dawaliśmy Maryśce klapsy, żeby ją jakoś zmusić do dalszego marszu, ale już nas od tego łapy bolały. Czym by ją pogonić? Mieliśmy źle dobrane buty, bo przez dziurki wsypywał się nam piaseczek. Ja miałem z tym największy problem, więc je ściągnąłem i lazłem w skarpetkach. Inni zrobili podobnie, więc Artur Kurek powyciągał buty z plecaków i kazał nimi lać po dupie tego wielbłąda, żebyśmy skończyli etap.

Śmiać nam się chciało z Agą Zych i aż nie mogliśmy patrzeć, jak Artur, człowiek z natury łagodny, nagle taki wkurzony bije Maryśkę po tyłku i mówi do nas: »No a wy co? Bijcie go też«. My widzieliśmy, że to nie przynosi efektów, ale dobra, klepiemy go też, a Artek podbiega do nas taki spieniony i krzyczy: »Nie tak, nie tak! Bijcie go mocniej i po tej kości pośladkowej, tak żeby go zabolało«. Ale nasze klepanie nic nie dało, bo wielbłąd stanął na dobre i koniec.

REKLAMA

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Katarzyna Biernacka
W 2019 roku w 170-kilometrowym biegu przez kolumbijskie dżungle i kaniony Piotr był drugi (fot. Katarzyna Biernacka)

Mieliśmy telefony satelitarne, których nie wolno było używać, chyba że coś się stanie. Uznaliśmy, że właśnie się stało, więc dzwonimy do organizatora i mówimy: »Wielbłąd kaput, co zrobić, bo my chcemy dalej podążać«?. »Okej, postaramy się przysłać wam przewodnika po tego wielbłąda, a was zabierzemy samochodem albo śmigłowcem«.

Środek pustyni, godzina 13, środek dnia, a my czekamy i czekamy. Po 5 godzinach przyszedł jakiś gość od wielbłąda i mówi, że możemy iść dalej, transportu nie będzie. Doszliśmy w nocy, a następnego dnia o 7 rano mieliśmy startować na odcinku rowerowym. Byliśmy załatwieni. Cały dzień na pustyni, i to jeszcze szliśmy na bosaka. Z dziesięciu paznokci straciłem dziewięć. Nie zszedł mi tylko ten na najmniejszym palcu”.

Przygoda szutrowa: Irina płacze, Artur sika

Lipiec 2009. W rajdzie Explore Sweden Monster, najdłuższym na świecie, a liczącym... 1069 kilometrów, zespół Piotra Hercoga (Piotr Dymus, Artur Kurek, Irina Safronowa) zajął 3. miejsce w czasie 110 godzin i 5 minut. Te tysiąc kilometrów pokonywali na rowerach (770 kilometrów), w kajakach i kanu (130 km), na rolkach (59 km) i oczywiście marszem, biegiem, trekkingiem i wspinaczką (110 km). A to wszystko po morzu, rzekach, górskich potokach, lodowcach i lasach całej Skandynawii.

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Dymus
Prawie 400-kilometrowe zawody w Utah to na razie najdłuższy bieg w życiu Piotra. Wygrał. (fot. Piotr Dymus)

Trzeciego dnia jechali na rowerach górskich – 320 kilometrów jednym ciągiem, w większości po trasach szutrowych. „Słońce przygrzało, my w tych ciepłych gaciach rowerowych do kolan, a poniżej całe nogi mamy pokiereszowane przez kolce i jeżyny, czyli pamiątki po wcześniejszych odcinkach.

Jedziemy i nawet się dziwimy, jak ci Szwedzi to robią, że te ich szutry są takie superrówne. Przecież mają surowy klimat, śniegi i deszcze regularnie niszczą drogi, a oni utrzymują porządek nawet na podrzędnych trasach.

W pewnym momencie wyprzedza nas piaskarka i wyrzuca na drogę jakieś białe kuleczki. »Co oni rozpylają?« – zastanawiamy się, a jakieś pół godziny później mija nas polewaczka. Zapindala szybko i leje mnóstwo wody na tę drogę. »Kurczę, co jest, przecież się nie kurzy, to co oni robią?«.

Okazało się, że te białe kuleczki to był granulat do kleju. Takie chemikalia, które wiążą ten szutr – opowiada Piotr Hercog. – Oni to polewali, my jechaliśmy w tę samą stronę, ale nie chcieliśmy zatrzymywać się i czekać, żeby przeschło, bo przecież czas gonił.

REKLAMA

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Łukasz Buszka
2018 rok, Maroko. Piotr Hercog trenuje przed biegiem (108 km) w górach Atlasu (fot. Łukasz Buszka)

Jedziemy dalej i klej, który powstał z tej mieszaniny, zaczął pryskać po nogach. Ta cała chemia wżerała się w nasze rany i otarcia, wpadała też pod nasze stroje kolarskie. W gaciach i na nogach mieliśmy wodę wymieszaną z klejem i zaczęło nas to strasznie palić. Wiele godzin na siodełku, do tego stany zapalne od chemii i tak parzyło, że Artur z Iriną nie mogli już tego wytrzymać. Irina, której to na dodatek w krocze wlazło, płakała, ale twardo jechała dalej.

Artur pyta się, czy mam izotonik. Pół bidonu zostało, no to mu dałem, bo myślałem, że chce się napić, a on polał po nogach, żeby spłukać ten żrący klej. Po jakimś czasie mówi, że już nie daje rady z bólu, a tu wody nie było gdzie nabrać, żadnego jeziorka, kompletnie nic. No to nasikał sobie na nogi i to wszystko spłukał. Irina wyje z bólu, Artur sika po nogach – i tak wygląda nasze rajdowanie”.

Przygoda syberyjska: maraton po Bajkale

Zima 2016. 12. edycja maratonu na Bajkale, najgłębszym i najstarszym jeziorze na świecie, zwanym błękitnym okiem Syberii. Biegnie się z Tankhoy do Listwianki, czyli z jednej strony jeziora na drugą.

Dzień przed zawodami pogoda się zepsuła. Nasypało bardzo dużo śniegu, a w dniu startu temperatura spadła do minus 23 stopni Celsjusza i zerwał się silny wiatr. Gdy 155 śmiałków z 26 krajów stanęło na linii startu, wiało już 15 metrów na sekundę w twarz. Według tzw. kalkulatora kanadyjskiego odczuwalna temperatura wynosiła minus 43 stopnie. To był najzimniejszy i najtrudniejszy maraton po Bajkale w historii.

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Dymus
Podczas rajdu w Szkocji Piotr Hercog biegał po górach z… kajakiem (fot. Piotr Dymus)

Przed przewiezieniem zawodników na linię startu zgromadzono ich w budynku biura Parku Narodowego, gdzie mieli przez chwilę się ogrzać. Ale spędzili tam dwie godziny. Okazało się, że kilometr za startem na trasie pojawiła się szczelina. Pękniecie w lodzie szerokie na metr. W pewnym momencie puścili zawodników. Mieli pomysł, jak się nie potopić w pękniętym Bajkale.

Piotr Hercog: „Start przeprowadzili bardzo szybko. Krótka gadka i taki lokalny zwyczaj, że każdy dostaje kieliszeczek nalewki, odrobinę upija i rozlewa ją na cztery strony świata dla duchów jeziora.

Ruszyliśmy. Zaraz po starcie wyrwałem się naprzód i już po 80 metrach byłem na czele stawki. Przebiegam kilometr i nagle Rosjanie krzyczą: »Na poduszkowiec, na poduszkowiec! «. Patrzę, a przede mną stoją takie dwa poduszkowce. Myślę: »Zaraz, zaraz, przecież to maraton, ja chcę biec dalej, po co ten poduszkowiec?«. »Na poduszkowiec, wskakuj na poduszkowiec! « – organizatorzy wrzeszczą nadal.

Kazali mi wskoczyć na jeden, z niego przeskoczyć na drugi i dopiero potem mogłem biec dalej. W ten sposób rozwiązali sprawę pokonania nieszczęsnej szczeliny. Kolejni zawodnicy zobaczyli, jak to zrobiłem, i wszyscy tak samo pokonywali pęknięcie w jeziorze”.

Piotr pobiegł dalej i już do mety nie oddał prowadzenia. Zwyciężył.

REKLAMA

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Kosmala
Piotr Hercog (pierwszy z lewej) ze swoją drużyną podczas rajdu przygodowego w Abu Dhabi (fot. Piotr Kosmala)

Przygoda kolumbijska: spotkanie z zombie

Bogota, 24 maja 2019, ciepły poranek. Piotrek wyszedł z hotelu potruchtać. Wysoko, wilgotność okrutna, 10 dni do biegu wokół drugiego co do wielkości kanionu świata, rozciągającego się na obszarze 108 tysięcy hektarów, z przewyższeniami 7625 metrów (w 170-kilometrowym Chicamocha Canyon Race zajął ostatecznie 2. miejsce). Trzeba łapać aklimatyzację.

Piotr wynalazł fajny, kilkunastokilometrowy wybieg na górski szlak, którym można było wspiąć się nawet na 3100 metrów. Parę uliczek i wybiegało się do lasu na najładniejszą trasę turystyczną w okolicy. Dobiegł do furtki przy ogrodzeniu i… odbił się. Nic z tego: zamknięte na cztery spusty, a przecież nie będzie przeskakiwał przez płot. „Herci” nie wiedział, o co chodzi, ale instynkt podpowiedział, że coś tam może być nie halo.

Jak się potem okazało, burmistrz Bogoty nakazał na razie „zamknięcie drzwi” do tego lasu, by chronić amatorów joggingu przed wyrastającymi tam spod ziemi, a właściwie wyskakującymi zza drzew „zombie” i grasującymi „piratami” – nie takimi z bajek, ale naprawdę śmiertelnie groźnymi. Otóż tereny podmiejskie upodobały sobie kolumbijskie gangi, a policja za bardzo się tam nie zapuszcza.

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Dymus
Piotr Hercog podczas jednego z górskich treningów w niezwykle malowniczych okolicznościach przyrody (fot. Piotr Dymus)

Wyjęci spod prawa obserwowali wszystkich, którzy wybierali się na ten szlak. Dawali znak towarzyszom skrytym w lesie, którzy napadali na turystów, nie mając litości nawet dla biegaczy. Z takiego treningu parę osób wróciło w majtkach i na bosaka. A zdarzyło się i tak, że jak ktoś oponował, to podłożono mu nóż pod gardło i… już nie wrócił z treningu.

Mogło być nawet gorzej, gdyby przyleciał tu parę lat wcześniej, bo wbiegnięcie do sektora, na którym teraz trenował, groziło na przykład zakończeniem biegu w paszczy krokodyla.

W dzielnicy kontrolowanej przez przestępców dużo było także tzw. zombie – narkomanów uzależnionych od najgorszych narkotyków. Jak opowiadają mieszkańcy Bogoty, trzepało to ich mózgi i układ nerwowy w taki sposób, że snuli się po tym rejonie, zupełnie nie kontaktując – stąd określenie „zombie”. A pośrodku tego dystryktu mieszkał w basenie krokodyl o imieniu Pepa. Był karmiony ludźmi, którzy dopuszczali się jakichś przewinień wobec „zarządców” dzielnicy.

Po oczyszczeniu tego miejsca wielu gangsterów powsadzano do więzienia, ale reszta, włącznie z zombie, rozeszła się po całej Bogocie. Zwłaszcza po lesie, w którym chciał przed zawodami potrenować Piotr Hercog. Ale generalnie w stolicy Kolumbii i w całym kraju czuł się bardzo bezpiecznie, bo na każdym rogu stali policjanci i żołnierze z psami.

REKLAMA

REKLAMA

Piotr Hercog: ultraprzygody od pustyni po Syberię Piotr Dymus
W 2016 roku Piotr Hercog wygrywa International Elbrus Race na 13-kilometrowej trasie z metą na szczycie na wysokości 5642 metrów w kategorii mężczyzn, ale jest drugi w klasyfikacji ogólnej. Zwyciężyła niesamowita Rosjanka Oksana Stefaniczyna (fot. Piotr Dymus)

Od jaskiń po szczyty

Najgłębsze jaskinie, najdłuższe rajdy, ekstremalne biegi wokół najwyższych szczytów. Życie i kariera Piotra Hercoga to nieustające pasmo wyzwań i przygód, nie tylko tych związanych z bieganiem.

Jaskinie. Jako 8-latek Piotr postanowił wejść do... wszystkich 70 jaskiń Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Potem był też w tych najgłębszych na świecie.

Piłka nożna. Grał w nią 10 lat w Victorii Częstochowa. Gdy jednak miał 18 lat, złamał nogę. Przestał grać, ale o kulach wszedł na 6 tysięcy metrów n.p.m.

Marsze na orientację. Piotr zdobył 30 medali mistrzostw Polski i Pucharu Polski w marszach na orientację. Pierwszy złoty krążek zawisł na jego szyi, gdy miał 15 lat.

Rajdy przygodowe. Wziął udział w 50 rajdach przygodowych rozgrywanych na całym świecie, na ogół na dystansie od 200 do 500 km.

Organizator, trener... Jest trenerem, instruktorem wspinaczki, ratownikiem GOPR i organizatorem czterech wielkich imprez biegowych, w tym Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich.

Hercog Mountain Challenge. To zapoczątkowany w 2016 roku projekt 15 wyzwań, w tym UTMB, Mount Everest i Kilimanjaro Marathon, Elbrus Race, Moab 240 i Lenin Sky Race.

A może teraz... na K2? W lipcu 2019 roku Piotr Hercog dołączył do szerokiej, 11-osobowej kadry Polskiego Himalaizmu Zimowego 2015-20, z której wybrani zostaną uczestnicy wyprawy na K2 w sezonie 2020/21. Ale Piotr biegania nie porzuca: w marcu weźmie udział w wyprawie Sahara Run.

RW 01-02/2020

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA