Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Pompowanie brzucha i pompka z brzuszkiem [felieton Jacka Fedorowicza]

Przeczytałem w Runnersie, że powinno się oddychać brzuchem. Same dobrodziejstwa z tego wynikają. Postanowiłem spróbować.

Potruchtałem w tempie określanym zwykle jako „konwersacyjne”, czyli dość odległym od maksymalnego – ono u mnie jest teraz równe mniej więcej szybkości starszej pani idącej ze sklepu z dwiema torbami zakupów. Chciałem oddychania brzuchem. Zrobiłem wdech, wydech, drugi, trzeci, czwarty, i niestety ciągle odnosiłem wrażenie, że to, co wdycham, rozdyma płuca, może nawet zatrzymuje się w płucach przez chwileczkę, po czym zostaje wydychnięte, ale też z płuc.

Nie odczuwałem żadnego śladu pobytu powietrza w brzuchu. Mimo że brzuch cały czas był nastawiony bardzo życzliwie, gotów na przyjęcie powietrza. Tylko jak je tam wpuścić? Wypuszczałem brzuch przed siebie – niewiele tego u mnie jest, ale na upartego zawsze coś się wypchnie, i dalej nic. Może w tym brzuchu jakieś powietrze było, ale na pewno nie to, co przez chwilę było w płucach. Zacząłem się zastanawiać, czy może w płucach na samym dole jest jakaś zastawka? Może trzeba się mocno walnąć pod żebra – bo tam mniej więcej kończą się płuca – i ona się otworzy, albo wręcz utworzy, bo u mnie chyba coś się zrosło i za nic tego powietrza z płuc nie chce puścić niżej?

Przekopałem szuflady, znalazłem RW z artykułem o oddychaniu, przestudiowałem jeszcze raz i uznałem, że chyba za pierwszym razem zrozumiałem go zbyt dosłownie, i że oddychanie brzuchem oznacza raczej uruchomienie przepony, żeby pomagała wciągać powietrze. Do płuc, nie do brzucha – to do mnie dotarło, ale tak do końca nie byłem pewien.

Przypomniał mi się przy okazji mój nieżyjący już od lat przyjaciel, Bogumił Kobiela, wielki aktor, znany wszystkim z filmów, które od czasu do czasu przypomina telewizja („Zezowate szczęście” na przykład). Zawsze się chwalił, że w szkole aktorskiej tak sobie wyćwiczył przeponę, że samym tylko jej ruchem potrafi przesunąć fortepian. I na życzenie kolegów – przesunął. Nie wiem, czy sprawdził przedtem, ża kółka są dobrze naoliwione i podłoga równiutka, niemniej ruszył z posad i przesunął o kilka centymetrów Steinwaya.

To wspomnienie nie pomogło mi wiele – dalej nie wiem, jak napełniać płuca przeponą, co mnie pewnie kompromituje. Dlaczego więc o tym piszę? Żeby skłonić fachowców do nieco jaśniejszego tłumaczenia. Grono biegaczy powiększa się wciąż o nowych, zupełnie zielonych, znajdują się w tym gronie też niegramotni, jak ja, którym trzeba wytłumaczyć dokładniej.

Tu jeszcze jeden problem, skoro tak mi się dziś zebrało na zrzędzenie. Wszyscy fachowcy, którzy polecają stosowanie obok biegania najprzeróżniejszych ćwiczeń, bardzo często doradzają „pompki” i „brzuszki”. Te swojskie słówka stanowią odpoczynek od superprofesjonalnie brzmiących VO2max, WB, fartlek, interwał, kros, BS, BC, OWB, BNC, WB2, WB3, GR, WT i dalszych połączeń dowolnych dwóch liter, których znaczenia dojść już nie sposób.

Pompka i brzuszek brzmią milutko, tyle że odpowiedzi na pytanie, co tak dokładnie się za nimi kryje, też znaleźć się nie da. Owszem, można się domyślać, że brzuszek to stopy unieruchomione pod tapczanem, nogi wyprostowane, leżymy na podłodze, po czym podnosimy się do pozycji siedzącej ileś tam razy. Ale co z rękami? Jak wzdłuż ciała, to brzuszkowanie jest dziecinnie proste, jak wzniesione – brzuszki robią się trudniejsze. Pompki mają jeszcze większy rozrzut trudności. Osobnik wyćwiczony tak sobie, amator, pod osiemdziesiątkę (więcej danych nie podam, bo koleżeństwo mogłoby się domyślić, o kim mówię) pompek szybkich, na rozstawionych szeroko rękach, palce dłoni do środka, zrobi za jednym zamachem tak z 50.

Z rękami wąsko, palce w przód i z krótkim zatrzymaniem po każdym podniesieniu – już tylko 30, z najwyższym trudem i nie codziennie. O pompkach takich z dłońmi na uchwytach, pompkach powolnych w dodatku – nawet nie śmie marzyć i na wszelki wypadek nie próbuje. To ja się pytam: jak mi podają, że formę biegową wspomaga 20 pompek co trzeci dzień, to o jakich pompkach mowa? Proszę raz na jakiś czas sprecyzować.

Wystarczy z grubsza, w kilku słowach, wiele można się domyślić samemu – ja na przykład zakładam, że trenerom chodzi z reguły o pompki na dwóch rękach, choć pewności nie mam. Bo znów naszło mnie wspomnienie o kolegach aktorach – na własne oczy widziałem kiedyś, jak Wiesław Gołas zrobił dziesięć pompek na JEDNEJ ręce.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze marzec 2015.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij