[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Road to UTMB: Świercu i Miki gonią ultra marzenia - cz. 1

Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow, zawodowy ultramaratończyk i biegacz amator, od ponad 2,5 roku współnie trenują, by stawić czoła najsłynniejszemu górskiemu ultramaratonowi na świecie - 170-kilometrowemu Ultra-Trail du Mont Blanc. W ostatnich miesiącach przed startem swoje przygotowania będą relacjonować na stronie RW. Zapraszamy do lektury pierwszej części ich opowieści, z której dowiecie się, jak Świercu i Miki poradzili sobie z mniejszymi wyzwaniami festiwalu UTMB - biegami CCC i TDS.

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019

Projekt Road to UTMB (Droga do UTMB) to niezwykła biegowa podróż Marcina Świerca, wielokrotnego mistrza Polski w biegach górskich na wszelkich dystansach, i Mikołaja Kowalskiego-Barysznikowa, dziennikarza i biegacza amatora, którzy 2,5 roku temu połączyli siły, by przygotować się do najsłynniejszego górskiego ultramaratonu na świecie.

Mistrz i uczeń. Świercu i Miki. W 2017 roku wspólnie uporali się z biegiem CCC na 100 km (dekadę temu CCC ukończył również redaktor naczelny RW Marek Dudziński - przyp. red.), a rok później podbili 120-kilometrowego TDS-a. Wszystko po to, by w sobotę, 31 sierpnia 2019 roku, zakończyć projekt Road to UTMB w centrum trailowego wszechświata – na mecie 170-kilometrowego UTMB.

Przez najbliższe pół roku na stronie Runner's World Świercu i Miki będą dla Was relacjonować swoje przygotowania (linki do kolejnych odcinków na końcu artykułu), a pełny raport z Chamonix ukaże się we wrześniu w papierowym wydaniu RW.

Główni bohaterowie tej opowieści:

Marcin Świerc – najbardziej utytułowany polski biegacz górski, wielokrotny mistrz kraju i pierwszy Polak, który wygrał zawody z cyklu UTWT, autor książki „Czas na ULTRA”, trener i propagator autorskiej metody przygotowań do górskiego biegania.

Mikołaj Kowalski-Barysznikow – dziennikarz, zawodnik #MarcinŚwiercTEAM, na co dzień prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Beskidzie Niskim, gdzie mieszka i trenuje.

UTMB – Ultra-Trail du Mont Blanc, najbardziej znany górski ultramaraton na świecie, odbywający się co roku na przełomie sierpnia i września. Chętnych do wystartowania w biegu jest zawsze kilka razy więcej niż miejsc, dlatego szczęśliwców, którzy zmierzą się z wielką pętlą dookoła Mont Blanc wyłania losowanie. UTMB jest wyjątkowo popularne wśród polskich biegaczy – rok temu we wszystkich biegach festiwalu wystartowało ponad ćwierć tysiąca Polaków, a w tym roku ma być nas jeszcze więcej! 

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc na mecie biegu CCC, w którym zajął 2. miejsce (fot. Jan Nyka)

Rozdział I: CCC

Świercu: W 2016 roku 100-kilometrowy bieg Courmayeur Champex Chamonix startował 1 września, a to w Polsce wyjątkowo ważna data – tego dnia w 1939 roku Niemcy zaatakowali nasz kraj i rozpoczęła się II wojna światowa. Dlatego na starcie w Courmayeur ja też czułem się jak żołnierz i wiedziałem, że będę walczył do samego końca. Meta w Chamonix i 2. miejsce wywalczone w biało-czerwonych barwach smakowały bardziej niż mój jakikolwiek wcześniejszy sukces.

Nasz debiutancki krok na „Drodze do UTMB” był naprawdę dużym wyzwaniem. Przecież startowali: Hayden Hawks ze swoim kosmicznym wskaźnikiem ITRA, Ludovic Pommeret, który rok wcześniej wygrał UTMB, wielokrotny zwycięzca Maratonu Piasków, Rachid El Morabity,  Ryan Sandes, i inni mocarze. Dla mnie do było pierwsze zetknięcie się z tak długim dystansem i tak dużą skalą imprezy. Byłem nieśmiałym chłopakiem z Polski, który wchodził w ten wielki świat.

W przełamaniu bariery, którą miałem w głowie, bardzo pomogło mi przypadkowe spotkanie z Luisem Alberto Hernando podczas obozu przygotowawczego przed CCC w Tignes. Nawiązała się między nami sympatia i Luis powiedział mi wtedy, że wie, że jestem mocny, tylko muszę uwierzyć w siebie. Odwdzięczyłem mu się supportem na mistrzostwach Europy w skyrunningu (które wygrał). Choć tak naprawdę bardziej pomagałem jego żonie – nosiłem jej na punkty plecak z całym sprzętem. No i nauczyłem go obsługiwać tracka w zegarku. (śmiech) Od tamtej pory jesteśmy z Luisem w stałym kontakcie i jestem dumny, że mam takiego kumpla. Fajnie, że taki mocarz potrafi być normalnym gościem!

Klucze do sukcesu na CCC według Świerca:

  1. Rekonesans całej trasy. Znajomość szlaku to as w rękawie podczas wyścigu.
  2. Wielotygodniowe treningi w Alpach przed zawodami. Bo w ultra nie tylko długość, ale i wysokość ma znaczenie.
  3. Dawka motywacji od Luisa Alberto Hernando. Mocna głowa to podstawa ultra!

Lekcje Świerca po CCC:

  1. Rola miniaturyzacji sprzętu – nie tylko ubrań, ale np. obowiązkowego telefonu komórkowego. Kiedy walczysz o zwycięstwo, każdy gram ma znaczenie.
  2. Rola supportu – wsparcie najbliższych na trasie daje supermoc!
  3. Spotkanie z Luisem Alberto. Czasem jedno spotkanie potrafi sprawić, że pęka w tobie jakaś bariera i zaczynasz wierzyć w siebie.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc w drodze po zwycięstwo w biegu TDS (fot. Jan Nyka)

Miki:  Skoro CCC jest wyzwaniem z perspektywy zawodowego biegacza, to co ma powiedzieć amator… 100 km biegu po Alpach, na trasie którego trzeba się wspiąć w sumie na 6000 metrów, a po drodze zmierzyć się z bardzo zmienną pogodą, gdzie czasem od upału pot leje się z czoła, by za kilka godzin ogarnął cię dygot całego ciała, bo na szczycie kolejnego wzniesienia wieje lodowaty wiatr, a na domiar złego zacina śnieg z deszczem… Jest ciemno, przed tobą nikogo, za tobą nikogo, a garmin wskazuje, że do końca jeszcze 30 km z okładem. Najlepsi (jak Marcin, który był drugi) pokonują całą trasę z Courmayeur, przez Champex, do Chamonix, w niewiele ponad 10 godzin, ale dla zwykłych śmiertelników to rezultat nieosiągalny.

Więc tłuczemy się po tych Alpach przez 15, 20, 25 godzin i zdaję sobie sprawę, że to brzmi jak masochizm. Zresztą może to i prawda, sam przeżyłem na trasie CCC raczej nieprzyjemności niż wielkie uniesienia, a dobre momenty mógłbym zliczyć na palcach jednej dłoni. Dlaczego więc to zrobiłem i na mecie nie zrezygnowałem z projektu Road to UTMB? Przecież mogłem podejść do Świerca i powiedzieć: „Trenerze, gratuluję, dałeś czadu, ale nie dla mnie to całe alpejskie ultra. Trzymam za Ciebie kciuki, ale nic tu po mnie.” Marcin na pewno by zrozumiał, w końcu on najlepiej wie, że przeciążenia na górskich szlakach są duże, czasem ogromne. Jednak skoro umówiliśmy się, że robimy to razem, to nie ma opcji, żebym się wycofał, a na pewno nie z własnej woli. UTMB to dla mnie bilet w jedną stronę, postanowione!

Klucze do ukończenia CCC według Mikiego:

  1. Amator nie powinien się wstydzić korzystania z pomocy trenera. Wielu myśli, że do takiej współpracy trzeba być na zaawansowanym poziomie. Nieprawda! Im szybciej poradzisz się kogoś mądrzejszego, kto rozsądnie ustawi ci treningi, tym lepiej dla twojego zdrowia i twoich wyników.
  2. Równie ważne jak wsparcie trenera są regularne wizyty u fizjoterapeuty. Większość amatorów wychodzi ze zderzenia z ultra z dużymi problemami zdrowotnymi. Dobry fizjo pomoże nam ich uniknąć i porządnie przygotować swoje ciało na tak potężny wysiłek fizyczny.
  3. Wolniej biegniesz, dalej zabiegniesz. Nie warto się „podpalać” na pierwszych 20-30 km. To co stracimy na tym odcinku, będzie już nie do odrobienia w drugiej połowie wyścigu, kiedy najbardziej potrzebujemy rezerwowych sił.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Buty Mikiego na mecie biegu CCC (fot. Jan Nyka)

Lekcje Mikiego po CCC:

  1. Kije! Nigdy do tej pory ich nie używałem, uważałem, że pasują do trekkingu, a nie do biegu górskiego. Po CCC, gdzie pod górkę wyprzedzali mnie WSZYSCY, zmieniłem zdanie i zacząłem treningi z pomocą lekkich kijów biegowych. Wiedziałem, że bez nich UTMB będzie drogą przez mękę.
  2. Pół plecaka miałem wypchane springami – smacznymi, naturalnymi żelami w formie musu, jednak mimo to dopadł mnie na trasie poważny kryzys energetyczny. Nie pomogły sezamki, nie pomógł schowany na czarną godzinę snickers, czegoś zabrakło. Czego? Bułki z serem! Zwykłej kajzerki, która zapchałaby żołądek i dała trochę „normalnej” energii. Na UTMB przygotuję sobie trzy!    
  3. Błoto. Do CCC myślałem, że największym wyzwaniem w Alpach będzie śliska skała. Nic z tych rzeczy! Trasy festiwalu UTMB prowadzą stosunkowo łatwymi szlakami, gdzie wyeksponowanych odcinków jest mało, za to błota – zwłaszcza jeśli popada – duuuużo. Ostatnie 30 km trasy było dla mnie jak wspomnienie pierwszej Łemkowyny, mojego najtrudniejszego biegu w życiu. Warto mieć to na uwadze, wybierając buty na którykolwiek z biegów festiwalu UTMB.

ZDJĘCIE 3

ROZDZIAŁ II: TDS

Świercu: Po roku wróciłem do Chamonix dużo spokojniejszy, bogatszy o doświadczenie z CCC, ustatkowany w nowym zespole, Pro Teamie BUFF, no i najważniejsze – towarzyszyła mi już nie narzeczona, tylko już żona, Basia. Byłem też zmotywowany – musiałem ukończyć TDS-a, żeby zgarnąć 6 brakujących punktów potrzebnych do… kwalifikacji na UTMB 2019. Nie miało znaczenia, że jestem w elicie, przy moim nazwisku świeciło się czerwone światełko. 

TDS, czyli Sur les Traces des Ducs de Savoie (Bieg śladami książąt Sabaudii) to 124 km biegu, na dodatek tuż przed startem zmieniono oryginalną trasę. To duże obciążenie dla głowy, a ona jest w ultra najważniejsza. Wiem jak się wytrenować fizycznie, po 16 latach treningów potrafię dojść do optymalnej dyspozycji na wiele sposobów. Jednak dużo łatwiej kontrolować ciało niż umysł, czynnik psychologiczny to zawsze wielka niewiadoma. Jedno potknięcie potrafi sprawić, że się człowiek rozsypie. Przytrafiło mi się to na Lavaredo, dwa miesiące przed TDS-em, gdzie żołądek rozłożył mnie na łopatki. Wcześniej poddałem się na Ultra Pireneu – tam skumulowało się zmęczenie startami, a jeszcze wcześniej na Biegu Ultra Granią Tatr zawiodły przygotowania. Za bardzo się podjarałem na początku i do mety dotarłem spacerem. Po tym akcie autodestrukcji, obiecałem sobie, że to był mój ostatni ultraspacer w życiu.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc w objęciach Dylana Bowmana (z lewej) i Dimitrija Mitiajewa (fot. Jan Nyka)

A zatem nie miałem wyboru, na TDS-a musiałem się przygotować optymalnie. Na szczęście się udało – dziś mam 15 punktów kwalifikacyjnych, a na stronie UTMB przy nazwisku Świerc pali się zielone światełko. A skoro jesteśmy przy światełku, na końcówce TDS-a – gdzie biliśmy się z Dylanem i Dimitriem o zwycięstwo – odmówiła mi posłuszeństwa jedna z czołówek. Okazało się, że bycie eko nie zawsze popłaca – zamiast jednorazowych baterii użyłem akumulatorków, a te nie zadziałały, i straciłem kilkanaście sekund na szukaniu rezerwowej latarki. Kilkanaście sekund w kontekście 120-kilometrowego biegu zwykle nie miałoby znaczenia, ale nie tym razem, kiedy różnica pomiędzy 1. i 3. zawodnikiem na mecie wyniosła… mniej niż 2 minuty! 

Po CCC niektórzy mówili, że „Świercowi się udało” albo „Świerc miał farta”. Myślę, że zwycięstwo w TDS pokazało, że tamten sukces nie był jednorazowym strzałem, że po 16 latach ciężkich treningów wreszcie pokazałem pełnię swoich możliwości. Efektem ubocznym obu startów są kontrakty z moimi partnerami – po CCC zostałem zawodnikiem międzynarodowego Pro Teamu BUFF, a po TDS stałem się twarzą Columbii, głównego sponsora UTMB. Zresztą BUFF też wspiera tę imprezę, fajnie, że to wszystko się tak zazębia.

Szczęka mi opadła, kiedy dowiedziałem się, że być może w UTMB 2019 wystartuję w bucie zaprojektowanym specjalnie dla mnie. To miłe uczucie, kiedy ktoś docenia twoją pracę i traktuje cię jak partnera. Roczny budżet moich przygotowań (wliczając wyjazdy) to ok. 120 tys. zł – mniej więcej jedną trzecią pokrywają sponsorzy, a resztę muszę zapewnić sobie sam, pracując na co dzień jako trener. Średnio mam w sezonie 20-30 zawodników, którym ja pomagam trenować, a oni pomagają mi dopiąć budżet. Moi sponsorzy i zawodnicy pomagają mi, ja pomagam im – myślę, że to uczciwy układ.

Szlaki dookoła Mont Blanc, po których biegałem, oddzielają biegaczy od truchtaczy. A to dlatego, że są jednocześnie techniczne i szybkie, dlatego z jednej strony trzeba być cały czas czujnym, ale da się na nich porządnie rozpędzić. To co zauważyłem zarówno na TDS jak i na CCC, to że elita bardzo szybko porusza się pod górę. W dół większość z nich doganiam, ale w podchodzeniu nie mają sobie równych.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc i przyjaciele w przeddzień startu w TDS (fot. Jan Nyka)

Ciekawy przypadek to Jim Walmsley, który jest w czołówce najszybszych górskich ultrasów, jednak na UTMB nie może sobie poradzić. Myślę, że brakuje mu czucia tego szlaku. No i może poszłoby my lepiej, gdyby spróbował pokornie zaatakować z drugiej linii… Po zeszłorocznym niepowodzeniu, w 2019 r. na pewno wróci mocniejszy, ale to tym lepiej dla rywalizacji.

Klucze do sukcesu na TDS według Świerca:

  1. Dobrze dobrane buty – po CCC znów postawiłem na model Caldorado i to był strzał w dziesiątkę, jak dla mnie idealny balans pomiędzy dynamiką i wsparciem stopy. Ja nie jestem zwolennikiem ani minimalizmu ani maksymalizmu. Najbardziej lubię umiar i cieszę się, że w tym kierunku idzie Columbia.
  2. Na dystansie powyżej 100 km umiejętność jedzenia staje się kluczowa. Sprawdzone żele i tabletki z elektrolitami to podstawa, szczególnie na trasie, na której ma się tak ograniczony dostęp do własnego supportu jak TDS.

Lekcje Świerca po TDS:

  1. Lekkie kije to podstawa na tak długim dystansie!
  2. Im więcej oddzielnych kieszonek w plecaku, tym lepiej – łatwiej wszystko odnaleźć w przypadku kontroli sprzętu obowiązkowego, a te zdarzają się często i nie ma znaczenia, czy jesteś pierwszy czy ostatni. Każdy musi mieć ze sobą cały wymagany sprzęt.
  3. Trzeba się uczyć angielskiego! Skoro pracuję z takimi firmami jak BUFF czy Columbia, muszę się umieć komunikować.

Miki: Do CCC przystępowałem z dużym niepokojem. Bieg odbywał się na początku września, a ja nie trenowałem od połowy lipca. Dopadło mnie zapalenie ścięgna Achillesa i przez wiele tygodni maksymalny dystans, jaki mogłem pokonać, to 5 km – wszystko co ponad kończyło się nieznośnym bólem. Na szczęście na 2 tygodnie przed startem znajomy fizjoterapeuta magik poskładał mnie do kupy i przynajmniej mogłem mieć nadzieję, że jakoś doczłapię. No i doczłapałem.

Ale to było w 2017 r., za to 12 miesięcy później miałem dużo mniej szczęścia. Znowu połowa lipca, znowu nieznośny ból i znowu przymusowa przerwa w treningach. Dobra wiadomość była taka, że tym razem diagnoza przyszła szybciej, bo już na początku sierpnia, zła – że tym razem kuku było dużo poważniejsze i na 99% do TDS-a się nie wykaraskam. Nadzieja nadzieją, ale zdrowy rozsądek mówił, że jeśli pojadę do Chamonix, to tym razem jedynie w roli kibica.

W sumie to mógłbym żałować, że ostatecznie się tak nie stało, bo miałbym szansę oglądać na żywo wielki finisz i wielkie zwycięstwo Marcina "Polish Power" Świerca. A tak wiadomość o jego triumfie dotarła do mnie gdzieś w środku alpejskiej nocy na którymś z punktów odżywczych na trasie TDS-a.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Świercu i Miki na mecie TDS-a, którego Marcin wygrał, a Miki... przeszedł (fot. Tomasz Janik)

Tydzień wcześniej pojawiłem się na decydującej kontroli w gabinecie Grześka Skorusa w Krośnie, który dał mi zielone światło na start, ale tylko pod warunkiem, że nie pobiegnę, lecz… pójdę. No to poszedłem. Bite 123 km marszu przez Włochy i Francję. I naprawdę nie wiem, czy ukończyłbym ten „bieg”, gdyby nie entuzjastyczny głos komentatora dobiegający z głośnika: „the winner of TDS 2018 is… Martin Swierk”. A tak nie dość, że ukończyłem, to ostatnie kilkaset metrów szedłem w towarzystwie biegowych przyjaciół na czele z moim trenerem i przyjacielem, a od poprzedniego wieczoru także pierwszym polskim zwycięzcą któregokolwiek z biegów festiwalu UTMB – Marcinem Świercem!

Klucze do ukończenia TDS według Mikiego:

  1. Organizatorzy zmienili trasę, przez co trudny „Szlak Książąt Sabaudii” od nadchodzącej edycji stanie się jeszcze trudniejszy. 20 km więcej i dodatkowe 2 km podejść sprawiają, że jakiekolwiek porady odnośnie TDS-a są jak wróżenie z fusów. Choć na pewno przyda się uniwersalna w ultra zasada „wolniej biegniesz, dalej zabiegniesz”.

Lekcje Mikiego po TDS:

  1. Lepiej mądrze iść, niż głupio biec. Wspomniana kontuzja sprawiła, że całą trasę przeszedłem, a mimo to na mecie miałem całkiem niezły czas poniżej 28 h, czyli parę ładnych godzin przed limitem. Nikogo nie zachęcam do powtarzania tego „wyczynu”, ale mój przypadek dowodzi, że sprawny marsz to doskonała metoda na ukończenie trudnego biegu ultra w dobrej formie.
  2. Sleepy Gonzales. W związku z punktem 1 nie byłem speedym, dzięki czemu mogłem pozwolić sobie na bycie… sleepym. Na TDS-ie po raz pierwszy w życiu spałem na trasie (i to dwukrotnie!), i muszę powiedzieć, że półgodzinna drzemka daje kopa. Lepiej na chwilę się położyć i wrócić na trasę z porządnie naładowanymi bateriami niż spać, człapiąc.
  3. Nie ufaj GPS! Moje najważniejsze wspomnienie z tej trasy jest zarazem najgorszym. A była nim chwila, gdy w Contamines mój garmin naliczył do tej pory 116 km, a w rzeczywistości nie dobiliśmy jeszcze nawet do setki. Na mecie według pomiaru zegarka wyszło mi… 137 km, czyli prawie tyle ile ma nowa, dłuższa trasa TDS-a! Zamiast na tarczę zegarka, bezpieczniej patrzeć na tablice informacyjne ulokowane na każdym punkcie serwisowym.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Eksplozja radości Świerca na mecie TDS-a (fot. Jan Nyka)

ROZDZIAŁ III: UTMB

Świercu: Lubię Alpy i one mnie chyba trochę też. Świadczą o tym nie tylko dobre wyniki na TDS, CCC, ale też wcześniejszy na Marathon du Mont Blanc. Mimo to start w UTMB będzie zapoznawczy i dla mnie i dla Mikiego, przecież żaden z nas nie leciał do tej pory „stumilówki”. Dlatego najważniejsze to ukończyć i mieć dobre wspomnienia. Ja mam jedno założenie – dać z siebie 200 %, tak jak na TDS-ie. Tam też na starcie nie myślałem ani o czasie, ani o miejscu, po prostu chciałem się jak najlepiej przygotować i wcelować z najwyższą formą w ten jeden dzień.

Miki: Zabawne, że największym sprzymierzeńcem Świerca w kontekście UTMB, może być… Hardrock 100. Do Stanów wybierają się prawie wszyscy święci, a to morderczo trudny bieg i najwięksi rywale Marcina mogą się łatwo wyprztykać z formy...

Świercu: (śmiech) Nie do końca. Popatrzmy na Xaviera Thevenarda. W zeszłym roku pojechał na Hardrock, a potem… wygrał UTMB! Ja wychodzę z założenia, że jak biegać to z najlepszymi, nie boję się rywalizacji. Mogę być na pierwszym punkcie nawet 50., ważne żebym potem miał siłę nadrabiać i gonić czołówkę. Ale na starcie chciałbym zobaczyć wszystkich najlepszych, z Kilianem Jornetem i Jimem Walmsleyem na czele, niech to będzie prawdziwe ultratrailowe święto!

Największym wyzwaniem przed UTMB jest dla mnie w tej chwili…  spokój w głowie i spokój przygotowań. Prawie cały luty spędziłem na promocji mojej niedawno wydanej książki, teraz prawie miesiąc jestem na obozie na Teneryfie, a już w kwietniu rozpoczynam sezon startem w… Meksyku (Cerro Red), potem w maju Ultra-Trail Australia, w czerwcu już będę siedział w Alpach i wystartuję w Zugspitz, potem zgrupowanie BUFF w Pirenejach, znowu Alpy, może jeszcze jakiś start testowy w Polsce (Maraton Karkonoski?), dwa tygodnie w słowackich Tatrach, a od połowy sierpnia już tylko Chamonix i pełna koncentracja przed UTMB.

Praca domowa przed startem życia? TDS nauczył mnie, jak dostarczać sobie wysokooktanowe paliwo na ponad stukilometrowej trasie, ale UTMB to przecież jeszcze jeden dodatkowy maraton, więc odpowiednie jedzenie będzie jeszcze ważniejsze. Muszę też trochę potrenować nocą w trudnym terenie. Umiejętność sprawnego poruszania się po ciemku będzie absolutnie kluczowa, bo na UTMB praktycznie od razu wbiegasz w noc, kiedy organizm wymaga podwójnej uwagi. Dotychczasowe dwa starty w CCC i TDS nauczyły mnie, że na tak długim dystansie jak UTMB jeden support nie wystarczy – jeśli chcę się bić o zwycięstwo, muszę mieć dwie albo i trzy niezależne ekipy wspierające. Wszystko musi chodzić jak w zegarku!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Pełna mobilizacja przed UTMB (fot. Jan Nyka)

Za to w samym treningu postawię w nadchodzących miesiącach na wytrzymałość tempową. Jakby nie patrzeć, dystans 168 km oznacza baaaardzo długi czas trwania wysiłku. Dlatego długie treningi podprogowe będą na wagę złota. Muszę biegać szybko, ale się nie zakwaszać. Na UTMB wygrywa się takim właśnie szybko-wolnym bieganiem, cały czas musisz lecieć równo, nieważne czy jest z góry, pod górę czy płasko. Kto będzie miał najwięcej wytrwałości, ten wygra. Spokój i konsekwencja w działaniu.

A Miki? Przez 2 lata naszej współpracy wyciągnął dużo lekcji. Na początku zielony, ale z każdym tygodniem nabierał doświadczenia. Podczas „Drogi do UTMB” urozmaicił swoje treningi, dwukrotnie zrobił badania wydolnościowe, poznając lepiej swój organizm. Poznał swoje słabe punkty, z których najmocniej musi popracować nad odrobieniem zaniedbań z przeszłości. Biegacz musi się obudować, szczególnie pod ultra, dlatego stabilizacja i aktywna regeneracja to konieczność. Mikiemu tej obudowy zabrakło, dlatego choć dobrze sobie radził na krótszych dystansach (podium na półmaratonie Mozart 100!), na długich się rozsypywał (Lavaredo).

Główny element do poprawy to prędkość przelotowa. Paradoksalnie w treningu Mikiego do biegów ultratrailowych jest… za dużo gór. Jest przez to stale zamulony, brak mu lekkości. Przed UTMB obowiązkowo trzeba wpleść w plan treningowy bieżnię mechaniczną lub stadion. Za dużo gór, więcej płaskiego! A najmocniejsza strona? Psycha! Skoro ukończył TDS-a i pół Lavaredo spacerując, to znak, że jego głowa jest ze stali. Kontuzje Mikiego zarówno przed CCC jak i TDS trochę mnie sfrustrowały jako trenera, ale co zrobić – trzeba założyć, że to były lekcje, a teraz trzeba zrobić wszystko, żeby w UTMB wystartował już w pełni formy. Trzeba entuzjazm żółtodzioba przekuć w inteligencję weterana, to podstawowe założenie dla Mikiego na nadchodzące miesiące!    

Miki: Rok 2018 był dla mnie rokiem zmian – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ale teraz jest już lepiej, wszystko się ustabilizowało, osiadłem w moim ukochanym Beskidzie Niskim, od listopada regularnie trenuję i już widać efekty kilkunastu tygodni konsekwentnej pracy. Na niedawnej zimowej Łemkowynie miałem najlepszy bieg życia, nie tylko ze względu na to, że uplasowałem się na mecie w TOP 10, ale przede wszystkim dlatego, że mądrze jadłem i mądrze rozłożyłem wysiłek. To dobry prognostyk nie tylko przed UTMB, ale i kolejnymi startami przygotowawczymi: Wielką Prehybą (44 km) w kwietniu w Szczawnicy oraz Whalers Great Route (120 km) w maju na Azorach. 

Kolejne odcinki:

RW

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij