[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.6

Road to UTMB: Świercu i Miki gonią ultra marzenia - cz. 2

W pierwszym odcinku cyklu Road to UTMB Świercu i Miki opisali dwa lata swoich przygotowań do Ultra-Trail du Mont Blanc. Dziś od upragnionego celu dzielą ich już tylko niecałe cztery miesiące, a droga do UTMB weszła w decydującą fazę – za chłopakami pierwsze wiosenne starty, sukcesy i niepowodzenia, a przed nimi kolejne setki kilometrów, litry wylanego potu i jedno wspólne marzenie – meta w Chamonix!

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019

Projekt Road to UTMB (Droga do UTMB) to niezwykła biegowa podróż Marcina Świerca, wielokrotnego mistrza Polski w biegach górskich na wszelkich dystansach, i Mikołaja Kowalskiego-Barysznikowa, dziennikarza i biegacza amatora, którzy 2,5 roku temu połączyli siły, by przygotować się do najsłynniejszego górskiego ultramaratonu na świecie.

Mistrz i uczeń. Świercu i Miki. W 2017 roku wspólnie uporali się z biegiem CCC na 100 km (dekadę temu CCC ukończył też redaktor naczelny RW Marek Dudziński - przyp. red.), a rok później podbili 120-kilometrowego TDS-a. Wszystko po to, by w sobotę, 31 sierpnia 2019 roku, zakończyć projekt Road to UTMB w centrum trailowego wszechświata – na mecie 170-kilometrowego UTMB.

Na stronie Runner's World Świercu i Miki na bieżąco relacjonują dla Was swoje przygotowania, a pełny raport z Chamonix ukaże się we wrześniu w papierowym wydaniu RW.

Zaczęło się tak:

Główni bohaterowie tej opowieści:

Marcin Świerc – najbardziej utytułowany polski biegacz górski, wielokrotny mistrz kraju i pierwszy Polak, który wygrał zawody z cyklu UTWT, autor książki „Czas na ULTRA”, trener i propagator autorskiej metody przygotowań do górskiego biegania.

Mikołaj Kowalski-Barysznikow – dziennikarz, zawodnik #MarcinŚwiercTEAM, na co dzień prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Beskidzie Niskim, gdzie mieszka i trenuje.

UTMB – Ultra-Trail du Mont Blanc, najbardziej znany górski ultramaraton na świecie, odbywający się co roku na przełomie sierpnia i września. Chętnych do wystartowania w biegu jest zawsze kilka razy więcej niż miejsc, dlatego szczęśliwców, którzy zmierzą się z wielką pętlą dookoła Mont Blanc wyłania losowanie. UTMB jest wyjątkowo popularne wśród polskich biegaczy – rok temu we wszystkich biegach festiwalu wystartowało ponad ćwierć tysiąca Polaków, a w tym roku ma być nas jeszcze więcej! 

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Świercu w drodze po zwycięstwo w Trail Vilaflor na Wyspach Kanaryjskich (fot. Trail Vilaflor)

Przedwiośnie, czyli kucie formy

Świercu: Zima, która miała zbudować solidny fundament pod cały sezon, skończyła się, a z początkiem wiosny przyszedł czas na przyspieszenie – transformację i BPS (bezpośrednie przygotowanie startowe). Wszystkie nabiegane wolne kilometry miały na celu przyzwyczaić nas do szybszego biegania (w tym startów). Pierwsze piętro piramidy pokonane, wspinamy się więc wyżej, gdzie przybywa szybkich kilometrów.

Ja prawie cały marzec spędziłem z kilkoma zawodnikami #Marcin Świerc Teamu na Teneryfie. Był to bardzo dobrze przepracowany okres, a przy okazji mój pierwszy dłuższy obóz w nowym sezonie – udało mi się uciec przed zimą i skupić tylko na zadaniach treningowych – głównie biegach w drugim zakresie i biegach powtórzeniowych w terenie. A to wszystko na wysokości 1600-2000 m n.p.m.! Obóz zakończyłem startem kontrolnym w lokalnym biegu i zwycięstwem na dystansie 30 km.

Kwiecień to z kolei pierwszy z kilku BPS-ów w tym sezonie – trzeba dbać o świeżą nogę i luźną głowę! Każdy kolejny start będzie przygotowywał mnie do celu głównego, przy czym po drodze czeka mnie jeszcze kilka tygodni w Alpach i Tatrach, żeby noga w Chamonix była w życiowej formie!

Najczęściej popełniane błędy na początku sezonu:

  1. Brak zbudowanej bazy pod sezon. Bez solidnego fundamentu nie zabiegniemy daleko!

  2. Bieganie w zbyt szybkim tempie. Przed sezonem szczególnie kontroluj tętno i czas oraz adaptację do wysiłku!

Kluczowe treningi przed wiosennymi startami:

  1. Trening II zakresu / biegi na progu

  2. Podbiegi

  3. Interwały

Miki: „Cukrowy detoks” – podpatrzyłem to hasło u znajomego na Facebooku, który na kilka tygodni przed startem w Półmaratonie Warszawskim postanowił odstawić cukier i pochwalił się tym w internecie. Odrobinę zmodyfikowałem założenia (zostawiłem w jadłospisie miód i owoce), wydłużyłem czas operacyjny o ponad miesiąc (do Biegów w Szczawnicy), zagryzłem zęby i czekałem co to będzie.

Jestem typowym ciasteczkowym potworem, więc wyzwanie było dla mnie bardziej wymagające niż niejedno ultra. Pierwsze dni były ciężkie, bo słodkości kusiły, ale szybko okazało się, że moje uzależnienie jest bardziej psychiczne niż fizyczne. Po kilku tygodniach tak bardzo odzwyczaiłem się od słodyczy, że do grzechu nie skusiły mnie nawet świąteczne mazurki. Można? Można!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Miki po „cukrowym detoksie” wystartował w Biegach w Szczawnicy lżejszy o 4 kg (fot. Karolina Krawczyk)

A kiedy wreszcie minęła godzina „0” i na mecie Wielkiej Prehyby w Szczawnicy zjadłem kawałek ciasta, cukrowa bomba nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Minione dwa miesiące nie były więc tak gorzkie, na jakie się zapowiadały. Bardzo polecam cukrowy detoks wszystkim podobnym mi biegającym ciasteczkowym potworom. W prosty sposób można zrzucić parę kilogramów i nabrać bezcennej dla biegacza lekkości!

Mojej „białej” abstynencji towarzyszyły ciężkie treningi. Do objętości dołączyło więcej jakości, i od początku marca było nie tylko długo, ale i szybko. Z pięciu biegowych dni w tygodniu, nawet trzy stanowiły te z mocnymi, tempowymi jednostkami – czasem na bieżni, czasem w terenie, ale zawsze zakończone językiem wywieszonym do pasa.

Największym odkryciem był dla mnie fartlek w terenie, czyli zabawa biegowa na przewyższeniach. W praktyce wygląda to tak, że robisz np. kilometr wolno, a potem kilometr szybko. I bierzesz na klatę wszystko, co napotkasz na drodze. Taki trening to nie tylko zadanie dla mięśni, ale przede wszystkim dla głowy. Fartlek można sobie dowolnie modyfikować – u mnie czasem były to równe odcinki w zmiennym tempie, czasem robiłem szybko wszystko pod górę, a spokojnie wszystko z góry lub na odwrót.

Zaprzyjaźniłem się też z bieżnią. Dotychczas szybkość ćwiczyłem na płaskim odcinku szosy, ale któregoś dnia podjechałem na stadion piłkarski i z miejsca polubiłem kręcenie pętel na żwirowym owalu. Można się tam poczuć jak prawdziwy lekkoatleta!

Ulubione treningi Mikiego:

  1. 2-3 km na rozgrzewkę + 10-12 km zabawy biegowej w terenie (np. na początku 500 m szybko + 500 m wolno, potem 1 km szybko + 500 m wolno i na koniec 2-3 km biegu z narastającą prędkością) + 2 km schłodzenia

  2. Spokojne wybieganie ok. 8 km na rozgrzewkę + długie rytmy pod górę i od razu w dół, w sumie 8 x 300 m (z czego 150 m w górę i 150 m w dół), a na koniec 2 km schłodzenia 

  3. Bardzo spokojne 3 km na rozgrzewkę + małe interwały na stadionie: 8 x 400 m / przerwa 2 min + 6 x 200 m / przerwa 1 min + 4 x 100 m / przerwa 1 min. Na koniec 2 km schłodzenia 

Więcej treningów wg metody Marcina Świerca znajdziecie w jego książce "Czas na ULTRA".

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin zwycięża mocno obsadzone Cerro Rojo w Meksyku (fot. Photo Planet)

Odkrycia przed nowym sezonem:

  1. Istnieje życie bez cukru! Warto spróbować wyłączyć z diety „białą śmierć”. Jestem żywym dowodem na to, że nawet człowiek uzależniony od słodyczy jest w stanie się od nich uwolnić. A efekty mogą być powalające – mi w zaledwie dwa miesiące ubyły 4 kg. I to bez straty mocy!

  2. Stadion lekkoatletyczny nie jest zarezerwowany dla sprinterów. Warto połączyć treningi w terenie z szybkimi wizytami na bieżni. Nie wiem jak to się dzieje, ale 400 m mija tam szybciej niż na asfalcie.

  3. Rozciągania nigdy za wiele! Kiedy zaczynałem treningi pod skrzydłami Świerca, rozciąganie traktowałem jak zło konieczne, potem połączyłem je z prostą jogą i zaczęło się robić całkiem przyjemnie, a dziś właściwie każdy dzień kończę krótszą lub dłuższą sesją ćwiczeń w parterze, dzięki czemu bardzo poprawiłem gibkość (a z natury jestem totalnym sztywniakiem).

Wiosna, czyli pierwsze medalowe zbiory

Świercu: Mamy początek maja, więc pierwsze starty już za nami – ja zrobiłem zimową Łemkowynę (34 km), trzydziestkę na Teneryfie i 53-kilometrowe Cerro Rojo w Meksyku, wygrywając na każdym dystansie, na dodatek zawsze z rekordem trasy.

Szkoda mi bardzo, że nie mogłem być z resztą zespołu w Szczawnicy, ale wybrałem Meksyk, gdzie mogłem spędzić kilka dni m. in. z Pau Capelem. To było bardzo motywujące spotkanie, bo on również biegnie w tym roku UTMB, a ma już za sobą kilka stumilówek, więc wie, o czym mówi. Do Meksyku przyjechał prosto z Patagonii gdzie wygrał, rywalizując m.in. z Krystianem Ogłym (który zajął fantastyczne trzecie miejsce!). Pau to mocarz jakich mało, najlepszy biegacz cyklu UTWT w 2018 roku, wiele można się od takiego gościa nauczyć… A i razem coś zaplanować, ale o tym w przyszłości!

Kiedy ja bawiłem w Meksyku, moi zawodnicy w Szczawnicy rozbili bank: Martyna wygrała na Wielkiej Prehybie i zdobyła złoto mistrzostw Polski, Piotrek Szumliński był pierwszy na Dzikim Groniu, Michał Sedlak drugi na Niepokornym Mnichu, a Damian Kozioł szósty w MP na Prehybie! Do tego inni, którzy walczyli z czasem, no i moja żona Basia też dała radę i zrobiła górski maraton w dobrym czasie. Jestem dumny z nich wszystkich, bo każdy rywalizuje przed wszystkim ze sobą samym, i samo to , że godzą trenowanie, pracę, rodzinę itd. to już wielki sukces. A jak jeszcze osiągają takie wyniki, to brak mi słów. A że ja dokładam do tego swoją cegiełkę, to tym większa radość.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Podopieczna Marcina Świerca, zawodniczka Teamu BUFF Martyna Kantor mistrzynią Polski 2019! (fot. Jan Nyka)

Wiosenne starty to także możliwość testowania sprzętu pod docelowe zawody. Razem z Columbią zrobiliśmy akcję testowania butów w kilku miejscach w kraju. Ja z kolei na Teneryfie mogłem testować serię FKT i całą gamę butów. Jedne Varianty już nawet zajechałem – zrobiły ponad 800 km i trzeba było się pożegnać. Lubię w nich trenować, bo dają stopie duże wsparcie, a przy moich problemach z początku roku okazały się wybawieniem.

Do tego kilka dni w Tatrach, gdzie wypróbowałem Mojave z vibramem – naprawdę świetnie się sprawdziły na tatrzańskich szlakach. Podobnie jak kurtka Magic Shell – rozmiar S jest dla mnie idealny, ale przed UTMB będę musiał poszukać emki, bo plecak będzie mega wypakowany, a jakoś muszę go pod nią wcisnąć.

Powoli trzeba kompletować cały sprzęt obowiązkowy, bo jest tego sporo – już nawet przygotowałem rozpiskę pod każde zawody w sezonie. Logistyka to podstawa – aż do września będę w domu tylko po 3-4 dni, czyli dokładnie tyle, żeby się przeprać, przepakować i ruszać dalej. Ale wiem już, że żeby rywalizować z najlepszymi, muszę trenować tam gdzie oni!

Największe wiosenne sukcesy zawodników Marcin Świerc Team:

  1. Złoty medal Martyny Kantor na MP w Szczawnicy

  2. Wygrana Sławka Gawlika na maratonie w Bratysławie z czasem 2:37

  3. Piotr Szumliński vel Dziki wygrywa Dzikiego Gronia

Świercu testuje, czyli wiosenny sprzęty Top 3 mistrza:

  1. Kurtka Magic Shell

  2. Buty Mojave z vibramem

  3. Odzież z serii FKT

Miki: Choć bardzo bym chciał się znaleźć w powyższym rankingu, nie dałem trenerowi Świercowi szans, by mnie w nim umieścił. Mimo że wiosnę i sezon startowy zacząłem obiecująco od bardzo dobrej dyspozycji na Biegu Rysia na Cergową (14 km, 440 m+), a potem mocno i rzetelnie trenowałem, to w decydującym momencie zawiodłem. Na Biegi w Szczawnicy czekałem z wielką nadzieją. Było mnie mniej o 4 kg niż zwykle, a zapas mocy miałem potężny jak nigdy, wszystko wskazywało więc na to, że Wielka Prehyba 2019 będzie moim nowym „biegiem życia”. Na starcie prawie wszyscy święci polskiego trailu (zabrakło tylko kontuzjowanych i Świerca, który akurat podbijał Meksyk), a ja czułem, że to może być ten dzień, w którym przeskoczę z kategorii łazika do szybkobiegacza.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Na Wielkiej Prehybie pod górę Mikiemu jeszcze jakoś szło, ale w dół ledwo się toczył (fot. Juan Manuel Uribe)

Ale nie był. Balon pękł mniej więcej na 5. km, kiedy poczułem, że spina mi brzuch. Najpierw objawiało się to kolką przeskakującą z prawa do lewa, a potem już stałym uciskiem pomiędzy klatką piersiową a podbrzuszem. Podchodzić jeszcze jako tako się dało, ale szybsze tempo to była katorga – szczególnie na zbiegach czułem, jakby ktoś zaciągnął mi hamulec ręczny…

Do dziś nie wiem, co było przyczyną – czy za bardzo się zajechałem pracą na gospodarstwie w tygodniu poprzedzającym bieg, czy w przeddzień zawodów zjadłem coś, co rozstroiło mi kiszki (czyżby pasta z fasoli?!), a może pomimo pozornego luzu tak naprawdę zjadło mnie emocjonalnie oczekiwanie na – śmiać mi się chce – „start życia”… Nie znam odpowiedzi i pewnie jej nigdy nie poznam, ale trzymając się faktów, Wielka Prehyba okazała się dla mnie wielkim rozczarowaniem z kilkoma tylko jasnymi punktami. Oczywiście nie licząc spotkań z cudownymi ludźmi, których jak co roku przyjechała do Szczawnicy cała pozytywna armia!

Pozytywne strony startu Mikiego na biegach w Szczawnicy:

  1. Czas poprawiony o 20 minut w stosunku do Wielkiej Prehyby 2017. Rezultat 4:27 w normalnych okolicznościach uznałbym za przyzwoity, ale byłem tak napalony na zbliżenie się do 4 h, że ciężko było mi uwolnić na mecie choć niewielki uśmiech. Dopiero reakcja Świerca poprawiła mi humor: „20 minut?! Brawo, ja już na pewno nigdy tyle nie urwę”. Tylko że jego wynik 3:15 jest rekordem trasy i nie udało się go poprawić nawet będącemu w nieprawdopodobnym gazie Bartkowi Przedwojewskiemu…

  2. W przeciwieństwie do startu sprzed 2 lat, w tym roku nie zaliczyłem kryzysu energetycznego. Wolno, bo wolno, ale turlałem się do mety w równym tempie. Na każdym z punktów łapałem po garści daktyli, pomiędzy nimi wypijałem softflask wody (w sumie 1 l), do tego połknąłem trzy Springi (naturalne żele energetyczne, każdy po 150 kalorii) na całej trasie, i to wystarczyło.

  3. Na koniec największy pozytyw, czyli testowany sprzęt. Dwa dni przed zawodami dotarły do mnie z Columbii wyścigowe: spodenki, koszulka i wiatrówka spod znaku F.K.T. (skrót od fastest known time) i trochę się cykałem rzucać w nich na… wysoką górę (Radziejową, 1262 m n.p.m. – najwyższy punkt na trasie), ale obawy okazały się bezpodstawne. Po raz kolejny w historii sprzęt spisał się lepiej od biegacza!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Kolejny przystanek Marcina na drodze do UTMB to zwiedzanie Antypodów z żoną Basią i start w Ultra-Trail Australia (fot. archiwum Marcina Świerca)

Testowane na trasie Wielkiej Prehyby:

  1. Spodenki Columbia Montrail F.K.T. – lekkie, zwiewne, szybkoschnące i superwyglądające. Idealne do szybkiego biegania, trochę wstyd, że wylądowały na tyłku takiego żółwia jak ja!

  2. Wiatrówka Columbia Montrail F.K.T. Wind Jacket – amerykański producent odrobił lekcję i po poprawnej, ale jednak trochę trącącej ciuchem z dyskontu poprzedniej wiatrówce, na ten sezon wyszli z produktem równie dobrej jakości jak największa konkurencja, za to w lepszej cenie.

  3. Na najniższym stopniu mojego subiektywnego testowego podium koszulka Titan Ultra Running Tank – świetna rzecz nie tylko na upalne lato, ale i na zawody rozgrywane w temperaturze poniżej 20 stopni Celsjusza. Jednak brak rękawków sprawia, że nie można się w niej zatrzymywać na dłużej – grozi wychłodzeniem!

  4. Skoro na początku tego tekstu było gorzko, przed chwilą raczej słodko, to niech teraz będzie słodko-gorzko. O trailówkach Rogue F.K.T. mogę powiedzieć słodko, że są stworzone do szybkiego (ale raczej krótkiego) biegania, i że nie boją się błota, za to gorzko – że od tego błota, lasu i kamieni szybko się prują i raczej słabo trzymają stopę na zbiegach (spore ryzyko skręconej kostki lub/i obitych palców). Raczej dla minimalistów!

Prognoza na lato, czyli robi się gorąco

Świercu: Mój kolejny cel to bieg z cyklu UTWT w Australii na dystansie 100 km – od dawna chciałem tam pojechać, bo mój zawodnik Jakub, który mieszka w Australii i ukończył te zawody, sporo mi o nich opowiadał. Jednak Ultra-Trail Australia to dla mnie nie tylko wyzwanie sportowe, ale i szansa na poznanie nowego zakątka świata. Przez 2 tygodnie pozwiedzamy z Basią Sydney i okolice – coś, o czym kiedyś mógłbym tylko pomarzyć, teraz staje się rzeczywistością!

Ale zanim ruszymy na drugi koniec świata, pojadę jeszcze w dobrze mi znane Góry Stołowe potrenować bieganie po schodach, bo Jakub mówił, że będzie ich na trasie w Australii dużo. Z kolei od razu po Australii wyjazd w Alpy, gdzie będę robił rekonesans trasy UTMB. Krótko mówiąc, sezon zaczął się na całego, a najbliższa chwila wytchnienia dopiero w… październiku.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 O-o, do startu w UTMB zostały już tylko 4 miesiące! (fot. Mikołaj Kowalski-Barysznikow)

Jednak trzeba w tym pędzie zachować spokój i cierpliwość. Na razie nie robię już spotkań autorskich z książką, otwartych treningów, od stycznia nie przyjmuję też nowych zawodników – staram się wyłączyć i całkowicie skupić na swoich zadaniach. Bo przede mną najważniejsze cztery miesiące, których nie wolno przespać, tylko wycisnąć ile się da! Pod koniec sierpnia będziemy mieli jedną jedyną szansę na dobry wynik. Aspekt, na który będziemy musieli obaj z  Mikołajem zwrócić uwagę, to na pewno psycha – żeby na zawodach głowa współpracowała z ciałem!

Miki: Po Wielkiej Prehybie czuję się, jakbym przed ważnym egzaminem liczył na piątkę z plusem, a skończył z naciąganą tróją. Sesja poprawkowa jest zaplanowana na 24 maja na godz. 22 w Porto do Salão na portugalskich Azorach. Egzamin będzie trwał jakieś 118 km, każdy z 5000 m w górę przyniesie wiele pytań, a wpis do indeksu dostanie tylko ten, kto odpowie na każde z nich w czasie nieprzekraczającym 26 h.

Weteran azorskiego biegania i świeżo upieczony brązowy medalista MP w długodystansowym biegu górskim Kamil Leśniak powiedział mi w Szczawnicy, że na wyspie Faial jest taka tawerna, w której żeglarze wypływający na otwarty Atlantyk, jedzą ostatni prawdziwy posiłek. Na pewno pójdziemy tam z moją narzeczoną Jessi po Whalers Great Route Ultra-Trail, ostatnim porcie przed rzuceniem się na najgłębszy znany mi ocean ultratrailu – długo wyczekiwane UTMB…

Świercu: Mikołaj solidnie przepracował zimę i można się cieszyć z fajnych wyników. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale fakt, że poprawił o 20 minut swój wynik na zawodach, na których nie czuł komfortu, świadczy o tym, że jest w innej galaktyce niż dwa lata temu. Ale na pewno i to jeszcze może podnieść. W życiu prywatnym Mikiego też sporo się dzieje, więc musi to sobie wszystko poukładać i wybrać priorytety. Ale to mądry chłopak i wie co dla niego dobre! Również dla niego zaczynają się teraz najważniejsze cztery miesiące pracy i skupienia na UTMB, a start na Azorach będzie super treningiem i sprawdzianem. Poczuje dystans i zmęczenie oraz przetestuje sprzęt przed startem docelowym. Główne zadanie na teraz to unikać kontuzji i będzie dobrze. Mówiąc krótko i zwięźle – lepiej trenować niż się nad treningiem rozwodzić!

Ciąg dalszy nastąpi...

RW

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij