[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.2

Road to UTMB: Świercu i Miki gonią ultra marzenia - cz. 5

To była długa droga. Prawie trzy lata temu zawodowiec i amator połączyli siły, by wspólnie przygotować się do najsłynniejszego górskiego ultramaratonu na świecie. Pokonali dziesiątki tysięcy kilometrów, wylali hektolitry potu. Były też łzy – szczęścia i smutku. Po wielu miesiącach treningów wreszcie widać metę biegowej podróży dwóch kumpli. Ultra-Trail du Mont-Blanc, czyli 170 kilometrów dookoła najwyższego szczytu Europy, już za tydzień!

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Mar Cin San i Mi Ki San nabierają luzu przed startem TDS 2018 (fot. Basia Świerc)

Z tej okazji ostatni, piąty odcinek cyklu Road to UTMB ma wyjątkową formę: „MdM, czyli Miki dociska Marcina, a Marcin Mikiego” – 17 pytań w obie strony, w sam raz po jednym na każde 10 km trasy. Zapraszamy na podsumowanie drogi chłopaków do Ultra-Trail du Mont Blanc!

***

Projekt Road to UTMB (Droga do UTMB) to niezwykła biegowa podróż Marcina Świerca, wielokrotnego mistrza Polski w biegach górskich na wszelkich dystansach, i Mikołaja Kowalskiego-Barysznikowa, dziennikarza i biegacza amatora, którzy 3 lata temu połączyli siły, by przygotować się do najsłynniejszego górskiego ultramaratonu na świecie.

Mistrz i uczeń. Świercu i Miki. W 2017 roku wspólnie uporali się z biegiem CCC na 100 km (dekadę temu CCC ukończył też redaktor naczelny RW Marek Dudziński - przyp. red.), a rok później podbili 120-kilometrowego TDS-a. Wszystko po to, by w sobotę, 31 sierpnia 2019 roku, zakończyć projekt Road to UTMB w centrum trailowego wszechświata – na mecie 170-kilometrowego UTMB.

Na stronie RW Świercu i Miki na bieżąco relacjonowali dla Was swoje przygotowania, a pełny raport z Chamonix ukaże się na łamach Runner's World.

Zobacz poprzednie odcinki:

Główni bohaterowie tej opowieści:

Marcin Świerc – najbardziej utytułowany polski biegacz górski, wielokrotny mistrz kraju i pierwszy Polak, który wygrał zawody z cyklu UTWT, autor książki „Czas na ULTRA”, trener i propagator autorskiej metody przygotowań do górskiego biegania.

Mikołaj Kowalski-Barysznikow – dziennikarz, zawodnik #MarcinŚwiercTEAM, na co dzień prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Beskidzie Niskim, gdzie mieszka i trenuje.

UTMB – Ultra-Trail du Mont Blanc, najbardziej znany górski ultramaraton na świecie, odbywający się co roku na przełomie sierpnia i września. Chętnych do wystartowania w biegu jest zawsze kilka razy więcej niż miejsc, dlatego szczęśliwców, którzy zmierzą się z wielką pętlą dookoła Mont Blanc wyłania losowanie. UTMB jest wyjątkowo popularne wśród polskich biegaczy – rok temu we wszystkich biegach festiwalu wystartowało ponad ćwierć tysiąca Polaków, a w tym roku ma być nas jeszcze więcej!

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Pełna koncentracja Marcina Świerca przed startem TDS, Courmayeur, 2018 rok (fot. Jan Nyka)

MdM cz. I, czyli Miki dociska Marcina

Miki: Świercu, jak wyglądał z Twojej perspektywy start naszego wspólnego projektu?

Świercu: To było raczej szalone – wtedy nieosiągalne… Wiedziałem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć, żeby wziąć udział w tak długim biegu. Krok po kroku cel stawał się coraz bardziej realny, choć… cały czas czuję respekt przed tym dystansem. Na początku nikt we mnie nie wierzył i musiałem podjąć ryzyko sam. Wymagało to konsekwencji, dzięki której za chwilę stanę na starcie w pierwszej linii i będę spełniał swoje marzenie.

Dlaczego akurat 3 lata przygotowań? Na jak długo w przód można zaplanować trening pod tak konkretne wyzwanie?

To może się wydawać długo, ale tak czuję i zawsze powtarzam swoim zawodnikom, że ultra to zdobywanie doświadczenia i realizacja celów krok po kroku – jeśli zbyt szybko rzucisz  się na głęboką wodę, może się to źle skończyć. Widzę to czasami po konkurencji, ale przede wszystkim po mniej doświadczonych zawodnikach.

Najmilsza chwila na drodze do UTMB?

Chyba mój ślub i wesele – najlepsza impreza na jakiej byłem. (śmiech) No i meta TDS-a!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Wielka radość Marcina na mecie po zwycięstwie w TDS, Chamonix, 2018 rok (fot. Jan Nyka)

Najtrudniejszy moment?

Było kilka takich – wiele wątpliwości miałem, kiedy wylądowałem w szpitalu. Ale z każdego trudnego momentu staram się wyciągnąć wnioski. Trzeba zawsze iść do przodu!

A najważniejsza lekcja to…

Że trzeba robić swoje i otaczać się ludźmi, którzy cię wspierają. Bo dużo zależy od ludzi, ale tych dobrych mam na szczęście wokół siebie.

Co się zmieniło w Twoim życiu przez prawie 3 lata trwania projektu?

Na pewno poukładałem parę rzeczy w życiu – mam żonę, z którą tworzymy rodzinę, za którą jestem odpowiedzialny. Jestem też bardziej doświadczonym zawodnikiem, dzięki czemu moi partnerzy traktują mnie po partnersku. No i jestem bardziej otwarty niż dawniej.

Jakim byłeś biegaczem przed startem projektu, a jakim jesteś teraz? Co poprawiłeś, a co ucierpiało?

Na pewno więcej czasu spędzałem w górach – mogłem tam trenować i spotykać się najlepszymi na codziennych treningach. Ale jednocześnie ucierpiało życie rodzinne, bo jak byłem w górach, to nie byłem w domu… Z treningowego punktu widzenia już nie jestem taki szybki i trudno mi rywalizować na dystansach 20-50 km, ale za to im dłuższy wyścig, tym lepiej mi się biegnie. Wiem już na pewno, że jeśli chcę rywalizować na świecie, muszę trenować tak, jak robią to na świecie.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Przed UTMB Marcin Świerc zdecydował się na rekonesans trasy z najlepszymi biegaczami górskimi na świecie, m.in. Pau Capellem, Zachiem Millerem i Scottym Hawkerem, Alpy, 2019 rok (fot. Damian Kozioł)

Jakie są podstawy treningu metodą Marcina Świerca? Z jakich źródeł korzystasz, przygotowując do startów siebie i swoich zawodników?

Trzy podstawy to: unikanie kontuzji, konsekwencja i realizowanie celów krok po kroku. W pracy trenerskiej korzystam z własnego doświadczania, wymiany wiedzy z elitą, literatury ze Stanów Zjednoczonych i Francji, ale czasami można też coś wywnioskować np. ze Stravy – doświadczony trener może czerpać nawet z samego treningowego wykresu. Myślę o rozwoju i doktoracie. Biegacze wciąż mają spore pole do popisu w treningu mentalnym – a tego nikt u nas jeszcze nie trenuje...

Jak długo możesz się utrzymać na fali wznoszącej? Masz już plan na czas, kiedy forma przestanie rosnąć?

Biegam od ponad 18 lat i czuję, że chciałbym zrobić przerwę. Trochę mam już dosyć bycia takim „ninją”, który w każdym biegu musi dać z siebie 200% i zawsze być gotowy. Naprawdę czasem cieszę się, że mogę być w górach sam ze sobą. A ogólny plan wieloletni to nieustająco cieszyć się sportem i inwestować czas w młodzież, bo to oni są przyszłością.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Kariera Marcina niedawno osiągnęła pełnoletniość. Na zdjęciu podczas jednego ze swoich pierwszych zagranicznych startów, Włochy, 2009 rok (fot. archiwum Marcina)

Mówi się, że górskie ultra to „konkurs jedzenia i picia”. Ale to także „wyścig zbrojeń” – jakie są tajne bronie Marcina Świerca przed UTMB? A może znasz jakieś sztuczki swoich konkurentów?

Ogromne znaczenie ma waga sprzętu obowiązkowego. Zobaczyłem, jak sobie z tym radzą za granicą – przykłady to: kije które ważą 100 g, leciutki plecak, który to wszystko pomieści, telefon Luisa Alberto Hernando wielkości kciuka, dobre buty na każde warunki… Oczywiście, to tylko sprzęt, ale jednak trzeba te długie biegi robić w wygodnych i sprawdzonych rzeczach – już dawno się nauczyłem, że jak wydać kasę, to na porządny sprzęt raz a dobrze, a nie bawić się w jednorazówki.

No właśnie, ROAD TO UTMB to nie tylko 32 miesiące sprofilowanych treningów, ale i lata testów sprzętu. Twoje sprzętowe Top 5 na UTMB to… Co i dlaczego?

Nr 1 to oczywiście Buff w końcu to mój główny sponsor. Ich produkt to prosta rzecz, a nadaje się wszędzie i na każdą pogodę. Ale musi być oryginalny! (śmiech) Nr 2 to bielizna Columbia OmniHEAT – to ich sreberko jest rewolucją i sprawdza się w każdych warunkach! Nr 3 to cała kolekcja Titanium – rzeczy bardzo zawansowane technicznie, w których można uprawiać wiele sportów, ale są świetne i na co dzień.

Nr 4 to buty Columbia – kiedyś myślałem, że but biegacza musi mieć mnóstwo systemów i być mega drogi. Ale po kilku sezonach w Caldorado, Bajdach, Trans Alpach, zrozumiałem, że najprostsze rzeczy czasem są najlepsze. Szczególnie jeśli cena jest przystępna. A jak jeszcze mogę mieć udział przy projektowaniu nowych modeli, to już w ogóle mistrzostwo świata! Nr 5 z mojego topu to kije Gipron – na treningach używam cięższych, a na zawodach lżejszych. Dwie dodatkowe nogi mega się sprawdzają na ultra!

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Dwie dodatkowe nogi to „tajna broń" Marcina na UTMB! (fot. Jan Nyka)

Na Twoim facebookowym profilu można brać udział w konkursie. Należy wytypować prognozowany czas Marcina Świerca na mecie UTMB. Jedną podpowiedź już dałeś, oświadczając, że chcesz złamać 24 h jako pierwszy Polak w historii. A czy realne jest zejście poniżej 20 godzin?

Samo ukończenie będzie mega wyzwaniem i to jest mój cel podstawowy, wszak debiutuję na takim dystansie. A czy 20 godzin jest możliwe? Jasne, że tak, ale na to musi się złożyć wiele czynników, tysiące małych i większych rzeczy, które dokładnie tego jednego dnia muszą się ułożyć w spójną układankę. Jako trener wiem, co trzeba zrobić, by zrobić taki wynik, ale pod warunkiem, że będę miał odpowiednie wsparcie.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Na facebookowym profilu Marcina można wziąć udział w konkursie i wygrać atrakcyjne nagrody (fot. Marcin Świerc FanPage)

Kto oprócz sponsorów Cię wspiera? Jest żona Basia, jest stały partner treningowy Damian Kozioł. Ale na tym chyba nie koniec Marcin Świerc Teamu? Opowiedz o swoim zespole serwisowym.

Basia dojedzie na same zawody i to ona jest mózgiem operacji. Damian już jest ze mną na miejscu i odpowiada za logistykę i zbieranie materiału wideo z zawodów, wierni kibice, czyli rodzina Michalaków, obstawią pierwszy punkt, a wcześniej odpocznę sobie z nimi przed zawodami. Janek Nyka będzie robił na trasie zdjęcia, więc będzie świetny materiał do wspomnień po zawodach. Na koniec trzeba pamiętać, że do Chamonix przyjedzie mnóstwo Polaków i liczę na ich doping, będzie mnie niósł!

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 W objęciach Marcina jego żona Basia Świerc, czyli „mózg" operacji UTMB 2019 (fot. Dorota Szcześniak)

A Twoi zawodnicy? Ich sukcesy dodają Ci skrzydeł?

Przede wszystkim cieszę się, że ta grupa robi to, co lubi. Rozwija się stopniowo, wymieniamy doświadczenia, dzięki nim ja również rozwijam się jako trener. Raczej nie wchodzę w rolę surowego ojca. Staram się rozwiązywać ich problemy i dostosowywać trening do indywidualnych możliwości każdego – przy czym jestem raczej oszczędny w słowach, na pierwszym miejscu musi być zrobiona robota.

Który z biegaczy górskich jest Twoim sportowym wzorem. Kogo i za co cenisz?

Hmm, chyba nie mam takiego wzoru – trzeba być sobą i pewnymi rzeczami można się inspirować, ale często nie da się przeklejać tego na nasze, polskie warunki. Staram się wykorzystywać to co najlepsze, staram się być lepszy każdego sezonu i uczyć się na każdym starcie.

A w sensie życiowym? Masz kogoś, kto Cię inspiruje?

Trudne pytanie. Mam kilka takich osób, ale  raczej staram się tworzyć swój świat po swojemu. Przy czym rodzice, przyjaciele, koledzy i zawodnicy – wszyscy, którzy mnie otaczają, w jakiś sposób tworzą go ze mną.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc i jego świat (fot. archiwum Marcina)

No to, trenerze, czas na moje ostatnie pytanie: poproszę o wytyczne przed UTMB!

Rób swoje i tylko swoje! I napieraj! Patrz na swoje odczucia. Solidne przygotowanie logistyczne to podstawa, żeby między punktami mieć energię. Głowa niech podzieli ten dystans na krótsze odcinki i wybiegając z każdego punktu, masz zaczynać nowy bieg. Pamiętaj, że każdy krok to bliżej mety – niech Cię doping kibiców niesie i pomyśl, że spełniasz swoje marzenie.

MdM cz. II, czyli Marcin dociska Mikiego

Świercu: No właśnie, UTMB to dla Ciebie marzenie czy cel?

Miki: UTMB od zawsze miało dla mnie dwa wymiary – jeden związany z atmosferą imprezy, jej poziomem sportowym, wyjątkową energią panującą pod Mont Blanc przez tydzień trwania festiwalu. Organizatorzy ukuli slogan „trailowe centrum wszechświata” – nic dodać, nic ująć – co roku na przełomie sierpnia i września można się w Chamonix poczuć jak na planecie Trailon, zawładniętej przez dobre moce miłośników biegania po górach.

Oczywiście, że w naszym sporcie jest coraz więcej komercji, a UTMB jest tego najbardziej jaskrawym przykładem, ale póki co najważniejsze wartości trailowej społeczności pozostają nienaruszone – wzajemny szacunek, miłość do gór i zwykła, ludzka serdeczność. I ten wymiar UTMB to dla mnie marzenie, które spełnia się za każdym razem, gdy mijam charakterystyczny znak Chamonix-Mont-Blanc przy drodze wjazdowej u stóp Białej Góry.

Natomiast plan przebiegnięcia UTMB był od samego początku projektem czysto sportowym. Po kilku latach toczenia się po górskich szlakach przyszedł moment, kiedy poczułem, że chciałbym zacząć nad nimi latać. UTMB było naturalnym celem. Szczęśliwie nie tylko moim.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Świercu i Miki przed startem Lavaredo Ultra-Trail w 2018 roku. Marcin biegu nie ukończył, a Miki ledwie dowlókł się do mety. To było jedno z najtrudniejszych doświadczeń chłopaków na drodze do UTMB (fot. archiwum Mikiego)

Czemu zgłosiłeś się do mnie o pomoc w przygotowaniach?

Pamiętam to jak dziś. W maju 2016 roku przyjechaliśmy z Jankiem Nyką do Krynicy na Twój obóz. Powstał z tego pierwszy wspólny materiał naszej trójki, a przy okazji zalążek „Drogi do UTMB”. Zobaczyłem, jak trenujesz ludzi, jakim człowiekiem jesteś prywatnie, przekonałem się, że jeśli miałbym wejść pod czyjeś trenerskie skrzydła, to chciałbym, żeby to były Twoje skrzydła. Myśl o rozpoczęciu wspólnych przygotowań do UTMB kiełkowała, a w październiku wreszcie ją skonkretyzowałem.

Pamiętam, że potrzebowałeś chwili, żeby wszystko przemyśleć, bo dla Ciebie to było jednak dużo większe zobowiązanie niż dla mnie, ale szczęśliwie w listopadzie potwierdziłeś gotowość, i po okresie roztrenowania, w styczniu 2017 roku rozpocząłem treningi pod szyldem #marcinswiercTEAM!   

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, było warto?

Pewnie! Z miejsca wskoczyłem na inny poziom – i to zarówno pod względem sportowym jak i mentalnym. Bardzo szybko przyszły efekty regularnych i sensownie rozpisanych treningów. Już po trzech miesiącach współpracy, zmierzyłem się z płaskim maratonem i zabrakło mi tylko minuty, żeby zejść poniżej 3 godzin!

Po tej krótkiej przygodzie z asfaltem przeniosłem się w góry i tam już tak łatwo nie było, ale jednak progres postępował. Ciało powoli nabierało mocy, a regularny i zróżnicowany trening dobrze robił też na głowę. Oczywiście, na początku było najłatwiej, bo wszystko było nowe, więc i o entuzjazm było łatwiej, a forma rosła „sama”. Potem przyszły też i gorsze doświadczenia, ale, ogólnie rzecz biorąc, trenerska ręka Świerca to był strzał w dziesiątkę!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 27 lipca 2019 roku Miki rozpoczął „nowe życie”. Na zdjęciu z żoną Jessi (fot. Eva Maier-Harth)

Zmieniła się ta ręka przez minione trzy lata?

Jako trener się nie zmieniłeś, ale jako człowiek moim zdaniem – bardzo! W takim sensie, że niesamowicie otworzyłeś się na ludzi, jesteś dużo bardziej kontaktowy, przystępny. Na pewno są strefy zarezerwowane tylko dla najbliższych, ale nie ma już dawnego „dzikiego Świerca”. No chyba że w internecie, tam jeszcze czasem potrafisz „przykarawanić”. (śmiech)

A jak Ty się zmieniłeś przez ten czas?

W ciągu ostatnich 3 lat jedynym stałym elementem w moim życiu była nasza „Droga do UTMB”, poza tym zmieniło się u mnie prawie wszystko. Wróciłem z miasta w góry, porzuciłem działalność wydawniczą na rzecz rolniczej, poznałem wspaniałą kobietę, z którą niedawno się ożeniłem, a teraz jeszcze czekamy na synka. To były lata bardzo silnych doświadczeń, które mocno mnie zmieniły jako człowieka. Śmiało mogę powiedzieć, że zacząłem nowe życie! 

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 W grudniu 2017 roku Miki w ramach Kilimanjaro Extreme Marathon wszedł, a potem zbiegł ze szczytu Dachu Afryki (fot. archiwum Mikiego)

Czego Cię nauczył pierwszy rok i start w CCC?

Pierwszy rok to nauka trenowania. Oprócz krótkiej przygody z piłką nożną w liceum na totalnie amatorskim poziomie, nigdy nie ćwiczyłem regularnie żadnego sportu, cykl treningowy był więc dla mnie czymś zupełnie nowym. Ale jestem zadaniowym człowiekiem, więc świetnie się odnalazłem w wykonywaniu założeń i cotygodniowym raportowaniu.

Pierwszy rok trenowania to też pierwsza poważniejsza kontuzja – w moim przypadku zapalenie ścięgna Achillesa. Przyplątało się na 6 tygodni przed CCC i w decydującym momencie wyłączyło mnie z treningów – tylko uzdrowicielska moc Grześka Skorusa, fizjoterapeuty z Krosna, uratowała mi start. Od tamtej pory jestem jego stałym pacjentem.

A samo CCC nauczyło mnie wiele, a przede wszystkim jednej rzeczy – nie bronić się przed bieganiem z kijami, szczególnie po Alpach. Jesienią skontaktowałem się z chłopakami z Deadly Sins i wspólnie z Marcinem Michalcem (biegaczem, a przy okazji mistrzem nordic walkingu) zrobiliśmy krótki kurs używania dodatkowego napędu. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze z niego skorzystał, ja w każdym razie na pewno doceniłem rolę napędu 4x4 na górskich szlakach!

Kolejna lekcja to TDS – co z niej wyniosłeś?

Że można przemaszerować 120 km po Alpach i zmieścić się w limicie blisko środka stawki. (śmiech) Przed TDS-em miałem jeszcze większy apetyt na dobry bieg niż przed CCC. Ale przyszedł przeklęty lipiec i – trrrach – znowu kontuzja! Na dodatek tym razem poważniejsza niż rok wcześniej. Częściowe zwapnienie ścięgna nad lewym kolanem i czerwone światło na bieganie. „Jeśli chcesz, możesz iść, ale bez żadnego rumakowania, inaczej będziesz z tego wychodził nie tygodnie, a miesiące” – tak mniej więcej pamiętam słowa Grześka wypowiedziane na kilka dni przed wyjazdem do Chamonix. No to skoro mogę tylko iść, to poszedłem.

TDS to dla mnie bardzo ważna lekcja, bo 27-28 godzin, które spędziłem na trasie, to mniej więcej tyle, w ile chciałbym przebiec UTMB. Oczywiście, że tempo będzie zupełnie inne, ale świadomość, że potrafię wytrzymać tak długo na alpejskim szlaku, na pewno pomaga. No i dochodzi jeszcze bardzo ważna kwestia jedzenia – po dwóch startach w krótszych biegach, już wiem, co wezmę ze sobą na trasę UTMB: 17 żeli Spring (po jednym na każde 10 km), 8 batonów RAW z Lidla (mniej więcej jeden co 20 km) i 6 jajek na twardo (mniej więcej co 30 km). Do tego cola i woda na punktach i energetycznie powinno być OK. 

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Miki ze swoimi kompanami treningowymi Grafem (koń) i Zenkiem (pies) podczas przebieżki w Beskidzie Niskim (fot. Jessica Lange)

Ultra jest jak życie – od kryzysu do kryzysu. Jakie były trudne momenty na drodze do UTMB?

Więcej było tych kryzysów w życiu niż w ultra. Bo dwie wspomniane kontuzje widzę bardziej jako cenne doświadczenia niż kryzysy. Za to w życiu to był dla mnie wyjątkowo trudny czas. Czas pożegnań, rozliczeń i odnajdowania siły na nowe wyzwania. Mówi się, że co cię nie zabije, to cię wzmocni i może nawet to prawda, ale mimo wszystko uważam, że im człowiek mniej zła doświadczy, tym lepiej. Szkoda życia na zazdrość, konflikty i pretensje. Make love, not war! 

Co Cię motywowało przez te trzy lata?

Wspomniałem już, że mam zadaniową naturę, więc raczej nie miałem kłopotów z motywacją. Na pewno zaletą tego, że ktoś rozpisuje ci plan, jest to, że masz świadomość, że twój trener poświęcił na to swój czas i zwyczajnie głupio byłoby go wystawić, opuszczając trening albo nie realizując założeń. 

„Od zera do Bohatera” – czy trzy sezony to wystarczająco dużo czasu, żeby się przygotować do 100 mil?

Na to pytanie odpowiem Ci na mecie UTMB. (śmiech) Na razie mogę powiedzieć tyle, że w pierwszym sezonie nauczyłem się trenować, w kolejnym nauczyłem się biegać, a w tym – regenerować. Idealnie byłoby mieć jeszcze rok na połączenie tych trzech elementów, ale myślę, że i tak jest nieźle.

Według mnie zrobiłeś w czasie naszej współpracy mega progres – kilka pudeł, treningi wchodzą coraz lepiej – ale jestem ciekaw, jak Ty sam się oceniasz i definiujesz?

Dwa pierwsze lata były dla mnie wychodzeniem z niebytu. Niby biegałem, ale czułem się ciężki, toporny – nie tylko ze względu na masę ciała, ale na taką ogólną ruchowość. Treningi biegowe pozwoliły mi nabrać mocy i szybkości, ale równie ważne były dwa dni w tygodniu wolne od biegania. Początkowo nie przykładałem do nich wagi i właściwie dopiero w tym roku porządnie się przyłożyłem do treningu ogólnorozwojowego. Przede wszystkim robię dużo jogi i przynajmniej raz w tygodniu idę na rower, do tego czasem dochodzi stabilizacja i rolowanie. Wszystko to składa się na gibkość, którą często zaniedbujemy, a która jest tak bardzo ważna szczególnie w długim bieganiu.

Trzecim kluczowym elementem był wiosenny eksperyment – najpierw zrobiłem sobie tygodniową ziołową kurację przeciwpasożytową (odrobaczenie), a potem na 6 tygodni wyrzuciłem z diety cukier (zostawiłem tylko miód). Efekt jest taki, że w grudniu 2018 r. ważyłem 79-80 kg, a na tydzień przed UTMB waga pokazuje 72 kg!

W trzecim roku naszej współpracy czasami nieśmiało pojawia się myśl, że jestem już biegaczem górskim. Jeszcze nie takim z prawdziwego zdarzenia, ale im częściej na treningach bardziej latam niż się toczę, tym mniej wstydzę się o sobie myśleć w ten sposób. 

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Odświeżony model Trans Alpów to pierwszy wybór Mikego na ślub, ale na UTMB - drugi. Faworytem pozostają uniwersalne Caldorado! (fot. Jessica Lange)

Łatwo pogodzić tak intensywny cykl przygotowań z życiem prywatnym?

Póki mieszkałem w mieście, było łatwiej. Tam wyzwaniem było znalezienie wzniesienia, na którym można było zrobić imitację górskiego treningu. Kiedy wróciłem z Warszawy do domu w Beskid Niski dla odmiany wyzwaniem jest dorwanie kawałka płaskiego terenu. Do tego dochodzi praca w gospodarstwie – prowadzimy z żoną agroturystykę, gdzie trzeba posprzątać, ugotować, pójść do kur, kaczek, zrobić przegląd pszczółek, pojechać na zakupy itd. Czas na trening udaje mi się wygospodarować, ale ceną jest pobudka o 5 rano. Przy czym raczej nie biegam o świcie, wolę wtedy wypić kawę, zjeść śniadanie i powolutku wejść w rytm dnia. Jak to na wsi.

Czy przez te trzy lata był potrzebny trener?

Bez trenera nie byłoby tych trzech lat. Koniec kropka.

Przez większość przygotowań obaj biegaliśmy w butach Columbia – jak oceniasz tę współpracę, jakie są Twoje odczucia? Które modele im się udały, najbardziej Ci podpasowały?

W tej kwestii czuję się ekspertem! Przetestowałem prawie wszystko z ich oferty (z wyjątkiem Fluidflexów i Alpine FTG). Zdecydowanie najbardziej podpasowały mi dwa modele: Caldorado – najlepszy but trailowy, w jakim biegałem w życiu, idealne połączenie treningowo-startowe, oraz Variant, w którym biegałem płaskie odcinki po asfalcie i na bieżni. To najbardziej amortyzowany model z kolekcji Montrail, trochę w typie Hoki, ale nie aż tak wysoki – jest doskonały na dłuższe wybiegania po twardym, ale jednocześnie wystarczająco dynamiczny na szybsze odcinki.

Duży sentyment mam do Transalpów FKT, bo to w nich ukończyłem CCC i TDS, ale one mają jedną wadę – są wąskie z przodu i potrafią poobcierać. Za to bieżnik jest tu na tyle agresywny, że poradziłyby sobie i na Łemkowynie. W Bajadach zbiegłem z Kilimandżaro, więc wspomnienia są, ale z dwóch „sióstr” wybieram lżejsze i mniej obudowane Caldorado.

Mojave i Masochisty to modele, które przetestowałem i to by było na tyle. Wiem, że mają swoich zwolenników, ale dla mnie są zbyt toporne. Choć na korzyść Mojave przemawia vibramowa podeszwa, a Masochisty dostają dodatkowe punkty za wytrzymałość – to zdecydowanie najbardziej trwały but Columbii.

Jedyny model, który oceniam negatywnie, to Rogue – minimalistyczne buty startowe, które zapisały się u mnie przede wszystkim tym, że już po 100 km pojawiły się w nich pierwsze przetarcia, po 200 km – regularne dziury, a po 300 wyglądały, jakby mi ktoś chciał na żywca odpiłować palce u stóp. Nie bez przyczyny „róże” od nowego sezonu wylatują z oferty.    

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Częste rozciąganie, rower jako trening uzupełniający, regularne wizyty u fizjoterapeuty i - przede wszystkim - przynajmniej raz do roku  przegląd serca to powinien być elementarz każdego ultrasa! (fot. Piotr Oleszak)

Kryzysy – nieodłączny element ultra... Jak sobie z nimi radzisz? Jakie masz swoje patenty na chwile słabości?

W pełni oddaję się biegowi wydarzeń. Jak bardzo chce mi się spać, to się kładę. Jak jestem głodny, a nie mam nic do jedzenia, proszę kompana ze szlaku o gryza. Jak pojawia się kontuzja, ale mogę dalej biec, to biegnę, ale już jak mi „urywa nogę”, to schodzę z trasy. Najgorzej, jak coś jest nie tak z trawieniem – na to nie ma mądrych, trzeba po prostu przeczekać, a jak i to nie pomoże – przełknąć tę żabę, oddać numer i zjechać do bazy.

Są też takie dni, że z jakichś powodów nie mamy mocy, czujemy się jak na rozładowanych bateriach – wtedy też nie ma co cisnąć na siłę. Ja w każdym razie bardziej niż przełamywania własnych barier, szukam w bieganiu po górach przyjemności. Oczywiście czasem jest to wątpliwa przyjemność, ale jednak przyjemność. (śmiech)

Co z perspektywy pracy, którą wspólnie wykonaliśmy, radziłbyś osobom, które dopiero zaczynają trenować i marzą o wielkich biegach, a zaczynają od zera jak Ty?

Pierwsze to nie bać się trenera. To że korzystasz z pomocy kogoś doświadczonego wcale nie musi świadczyć o przeroście ego. Jeśli możesz sobie pozwolić na miesięczny wydatek na sprofilowany plan treningowy, to będzie najlepsza inwestycja, zobaczysz!

Równie ważne jest szybkie zaprzyjaźnienie się z fizjoterapeutą – najlepiej, żeby obejrzał cię jeszcze przed rozpoczęciem regularnych treningów. Ja zbyt późno to zrozumiałem i ceną były ciągnące się kontuzje. A mądry fizjo pomoże ci się przed nimi uchronić – moja rada nr 2 to wizyta na kozetce przynajmniej raz na 6-8 tygodni!

Trzecia wskazówka ode mnie to niebagatelizowanie dni „wolnych”. To że nie masz rozpisanego biegania, nie znaczy, że możesz nic nie robić. Ja potrzebowałem ponad 2 lat, żeby zrozumieć, że trening uzupełniający jest równie ważny jak samo bieganie. Mam nadzieję, że wy weźmiecie tę wiedzę za swoją szybciej i na stałe wpiszecie jogę, rower i stabilizację do swojego kalendarza.

I absolutnie nie żonglujcie rozpisanymi treningami. Wszystkie moje kontuzje na drodze do UTMB w mniejszym lub większym stopniu były spowodowane akcentami rozmieszczonymi zbyt blisko siebie. Wtorkowy trening zrobiłem w środę wieczorem, środowy w czwartek, a czwartkowy w piątek o świcie i już nieszczęście gotowe. W sobotę boli, w niedzielę bardzo boli, w poniedziałek fizjo, a potem miesiąc rehabilitacji. Warto? Nie sądzę.

W ogóle w naszej dyscyplinie trzeba szczególnie zadbać o zdrowie – moim zdaniem EKG i echo serca raz do roku, a morfologia nawet dwa razy w roku to powinien być elementarz każdego biegacza górskiego!  

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Kowalski-Barysznikow w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019

UTMB i co dalej?

Ha! Sam jestem ciekaw. Nasze przygotowania stały się tak ważnym elementem mojego życia, że naprawdę nie wiem, co będzie, gdy projekt Road to UTMB się zakończy… Choć myślę, że nie będę się nudził, bo już trzy tygodnie po UTMB ma przyjść na świat nasz synek. Na razie szukam kozy, żeby mały Benek miał na wiosnę co pić. No i za bieżnią elektryczną się rozglądam, bo przez najbliższe miesiące (albo i lata) może nie być tak łatwo wyrwać się na trening na zewnątrz. (śmiech)

Ale mimo nadchodzących wyzwań, mam już w głowie kolejny fajny projekt: „Chodník do Košíc”, czyli przygotowanie do płaskiego maratonu w Koszycach w październiku 2020 r. poprzez kilka maratonów trailowych. Wstępnie myślę o: Łemkowynie Winter Trail, Wielkiej Prehybie, Zegamie, Mozart Maratonie i Maratonie Wigry. Co Ty na to, Trenerze?!  

***

Obszerny raport Świerca i Mikiego ze startu w tegorocznej edycji biegu Ultra-Trail du Mont Blanc  opublikujemy oczywiście na łamach "Runner’s World Polska". Wcześniej jednak trzymajcie kciuki i kibicujcie bohaterom cyklu Road to UMTB - start UTMB 2019 już w piątek, 30 sierpnia, o godzinie 18:00!

Poprzednie odcinki:

RW

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij