[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.6

Road to UTMB: Świercu i Miki gonią ultra marzenia - wielki finał

Do tego morderczego wyzwania w sercu francuskich Alp przygotowywali się przez blisko trzy lata. Zawodowiec i amator połączyli siły, by wspólnie wystartować w najsłynniejszym górskim ultramaratonie na świecie – UTMB. Ich treningowe postępy mogliście śledzić na naszej stronie przez ostatnie pół roku. Dziś czas na podsumowanie wielkiego finału – czy Marcinowi i Mikołajowi udało się poskromić 170-kilometrową trasę biegu wokół najwyższej góry Europy? Zapraszamy na ich słodko-gorzką relację z Ultra-Trail du Mont Blanc 2019!

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin Świerc przed startem Ultra-Trail du Mont Blanc 2019 (fot. Jan Nyka)

Projekt Road to UTMB (Droga do UTMB) to niezwykła biegowa podróż Marcina Świerca, wielokrotnego mistrza Polski w biegach górskich na wszelkich dystansach, i Mikołaja Lange, dziennikarza i biegacza amatora, którzy 3 lata temu połączyli siły, by przygotować się do najsłynniejszego górskiego ultramaratonu na świecie.

Mistrz i uczeń. Świercu i Miki. W 2017 roku wspólnie uporali się z biegiem CCC na 100 km (dekadę temu CCC ukończył też redaktor naczelny RW Marek Dudziński - przyp. red.), a rok później podbili 120-kilometrowego TDS-a. Wszystko po to, by w sobotę, 31 sierpnia 2019 roku, zakończyć projekt Road to UTMB w centrum trailowego wszechświata – na mecie 170-kilometrowego UTMB.

Na stronie RW Świercu i Miki na bieżąco relacjonowali dla Was swoje przygotowania.

Zobacz poprzednie odcinki:

Główni bohaterowie tej opowieści:

Marcin Świerc – najbardziej utytułowany polski biegacz górski, wielokrotny mistrz kraju i pierwszy Polak, który wygrał zawody z cyklu UTWT, autor książki „Czas na ULTRA”, trener i propagator autorskiej metody przygotowań do górskiego biegania.

Mikołaj Lange – dziennikarz, zawodnik #MarcinŚwiercTEAM, na co dzień prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Beskidzie Niskim, gdzie mieszka i trenuje.

UTMB – Ultra-Trail du Mont Blanc, najbardziej znany górski ultramaraton na świecie, odbywający się co roku na przełomie sierpnia i września. Chętnych do wystartowania w biegu jest zawsze kilka razy więcej niż miejsc, dlatego szczęśliwców, którzy zmierzą się z wielką pętlą dookoła Mont Blanc wyłania losowanie. UTMB jest wyjątkowo popularne wśród polskich biegaczy – w 2018 roku we wszystkich biegach festiwalu wystartowało ponad ćwierć tysiąca Polaków!

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Marcin "Świercu" Świerc na trasie UTMB 2019 (fot. Jan Nyka)

Prolog, czyli UTMBebe

Miki: Ultra-Trail du Mont Blanc, w skrócie UTMB, to prawdopodobnie najbardziej znany górski bieg na świecie. Rozgrywa się raz do roku na przełomie sierpnia i września na 100-milowej pętli dookoła „Białej Góry”. Jego trasa jest wymagająca nie tylko ze względu na nierealny z perspektywy zwykłego śmiertelnika dystans, ale również potężne przewyższenie – w sumie na szlaku Chamonix-Courmayeur-Champex-Chamonix zbiera się… ponad 10 tysięcy metrów podejść, czyli tyle, ile musielibyśmy zrobić, chcąc się wspiąć z poziomu morza na Mount Everest, a potem jeszcze na deser np. na Śnieżkę.

To na razie tyle o UTMB. Pora na wyjaśnienie nietypowego skrótu w śródtytule – bébé to po francusku dziecko. Tylko co ma dziecko do biegania na 100 mil po górach?! Za odpowiedź niech posłuży krótka historia, która mogła się przytrafić każdemu, a miałem to szczęście, że przytrafiła się akurat mi.

Wszystko zaczęło się w styczniu 2017 roku, kiedy pod trenerskimi skrzydłami Marcina Świerca rozpocząłem przygotowania do mojego „startu życia”. Kiedy piszę te słowa, mijają właśnie 32 miesiące od rozpoczęcia projektu Road to UTMB - drogi do UTMB, w trakcie której pokonałem kilka tysięcy kilometrów, zwiedziłem jedną trzecią świata, a moje życie wywróciło się do góry nogami. Projektowi podporządkowałem bardzo dużo, nie napiszę, że wszystko, ale łatwo się domyślić, że około 20 godzin treningów w tygodniu, jest jak pół dodatkowego etatu. Wszystko po to, żeby 30 sierpnia 2019 roku stanąć na starcie w Chamonix w optymalnej formie. Z poczuciem, że jestem na to cholernie trudne wyzwanie naprawdę gotowy.

Był wtorek, 27 sierpnia 2019 roku, godzina 16, a ja byłem przygotowany jak nigdy. Mój samolot do Genewy odlatywał 5 godzin później, ale w głowie pełny spokój. Zadbałem naprawdę o wszystko – począwszy od sprzętu obowiązkowego na zawody (a jest tego sporo!), przez ubezpieczenie, wszystkie badania, nadprogramową wizytę u fizjoterapeuty, po… zorganizowanie teściowej na czas mojej nieobecności do opieki nad ciężarną żoną.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Świercu obok Xaviera Thevenarda, trzykrotnego zwycięzcy UTMB, na trasie UTMB 2019 (fot. Jan Nyka)

A propos, najważniejsza sprawa – w tygodniu przed wylotem przezornie umówiliśmy dodatkową wizytę u ginekologa. Była ona dla mnie takim symbolicznym „zielonym światłem” na drodze do Chamonix. Po badaniu odwiozłem żonę do domu, zapakowałem do auta podręczny bagaż – niezawodny, zielony plecak z logo UD (jakim cudem wszystko tam upchnąłem?!), ucałowałem Jessi, ucałowałem brzuch, brzuch obiecał, że poczeka na mój powrót, a ja ze spokojnym sumieniem ruszyłem na lotnisko.

Byłem mniej więcej w połowie drogi, kiedy zadzwonił telefon. W ramach perfekcyjnej logistyki specjalnie przed UTMB po raz pierwszy w życiu zsynchronizowałem garmina z telefonem, żeby na trasie od razu widzieć, kto dzwoni, a jeśli to będzie żonka z radosną nowiną, od razu będę wdrażał plan awaryjny.

Jego głównym wykonawcą był kumpel Seweryn, który pojechał do Chamonix samochodem. On startował w środę na krótszym dystansie, więc w trakcie piątkowo-sobotniego UTMB miał być już wolnym człowiekiem.  Umówiliśmy się, że przez całą sobotę będzie czekał na telefon ode mnie. Jeśli zadzwonię z informacją, że żona rodzi, zgarnia mnie z trasy i sprawnie przerzuca do Polski. Szalony plan, ale teoretycznie miał prawo się udać.

Jednak, jak to zwykle w świecie bywa, teoria teorią, a praktyka praktyką – byłem mniej więcej w połowie drogi na lotnisko, kiedy na zegarku wyświetliło mi się, że dzwoni Jessi. Od razu wiedziałem, co wydarzy się dalej. Odbieram, a w słuchawce słyszę: „Kochanie, wody mi odeszły!”. To było chwilę przed godziną 17, a już o godzinie 20:45 mały Benek przyszedł na świat. Krótko mówiąc, tatuś ultras, ale synek sprinter!

Mały urodził się prawie dokładnie w tej samej chwili, w której z podkrakowskich Balic odlatywał samolot EasyJet do Genewy. Na pokładzie trzy siedzenia tyko dla siebie miała Basia Świerc – żona Marcina, której chwilę wcześniej wysłałem wiadomość, żeby na mnie nie czekała, bo mam ważny powód, żeby zostać w Polsce. Tym samym Marcin, mój trener, a zarazem wielki faworyt do walki o zwycięstwo w UTMB, już na starcie stracił kompana, ale za to zyskał dwóch dodatkowych kibiców! Razem z małym Benkiem zaczęliśmy ściskać kciuki za Świerca na długo przed startem i trzymaliśmy aż do samego końca. Nie sądziliśmy tylko, że nadejdzie on tak szybko…    

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Miki na trasie UTMB7D (fot. Festiwal Biegowy/Piotr Dymus)

Dramat w jednym akcie, czyli UTMB

Świercu: Nie takiego finału się spodziewałem. Zaraz za 50. kilometrem zszedłem z trasy. Ciało i dusza bolały, a serce się krajało. Chciałem to zrobić, ukończyć, poczuć tę metę – nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich, którzy mnie wspierali. Jednak okazało się, że moja droga jest dłuższa niż się spodziewałem. Ale wrócę – to pewne! I wykorzystam tę lekcję – głęboko w to wierzę…

Samopoczucie przed startem było w miarę OK. Choć już samo stwierdzenie „w miarę OK” wskazuje, że tak naprawdę nie było dobrze. Przed startem sezonu, a nawet życia, powinienem być naładowany na 110 procent, a tego zabrakło. Treningi wskazywały na to, że forma jest, morale z każdym dniem rosło i chciało się więcej, ale jednocześnie czułem ogromne zmęczenie sezonem i obowiązkami pozabiegowymi. Zabrakło wolnej głowy. Na sam koniec dowiedziałem się jeszcze, że Mikołaj nie przyjedzie do Chamonix – trochę mi było szkoda, ale wiadomo, że rodzina jest najważniejsza i sam bym zrobił tak samo.

Ostatnie dni to było istne wariactwo – nawet rakietki do badmintona nie było kiedy wyciągnąć i pocieszyć się ze znajomymi beztroską jak w poprzednich latach. Towarzyszyła mi tylko wielka, nieznana dotąd presja. 

Zejście z trasy Ultra-Trail du Mont Blanc bolało, boli i będzie bolało. Ale nawet dziś, kiedy od startu minęło już sporo czasu, wiem, że w takim stanie nie miałem szans walczyć przez kolejnych 120 kilometrów. Co zawiodło? Rozstroił mi się żołądek, przestałem trawić, doszły do tego wymioty, a w konsekwencji drastycznie spadła moc. Chciałem nadrobić głową, ale tu przyszło rozczarowanie – umysł też się poddał. Każda próba szybszego biegania kończyła się odruchem wymiotnym. O tym co się działo z moim ciałem najlepiej świadczy, że na 50-kilometrowym odcinku schudłem aż 2,5 kilograma, podczas gdy normalnie na 100 km waga spada mi tylko o kilogram!

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Świercu na trasie Biegu 7 Dolin (fot. Jan Nyka)

Gdzieś pośród alpejskich szczytów, w środku nocy, rozsądek wziął górę. Trzeba było szybko zakończyć ten dramat, żeby szybko odbić się od dna i sprawnie znów stanąć na nogi. Po oddaniu numeru, zanim na punkt w Chapieux dotarł mój support, miałem trzy długie godziny na przemyślenia. Co wtedy czułem? Chyba wolę to zostawić dla siebie…

Wielu postrzega mnie jako zawodowca, gościa, który tylko biega i niczym się nie martwi. Muszę Was zmartwić – nic z tych rzeczy. Biegam, to prawda, ale to tylko część mojej pracy. Druga strona medalu to prowadzenie działalności – rozpisywanie treningów, szukanie sponsorów, raportowanie itd. O wszystko to trzeba zadbać, a na koniec rozliczyć się z każdej wydanej i zarobionej złotówki. Ale żeby nie było, że się skarżę, mam już plan działania na kolejny rok – bo droga do UTMB ciągle trwa!

W tym celu chcę zbudować zespół specjalistów który mi pomoże. Po ostatnich doświadczeniach wiem już, że sam pewnych rzeczy nie zrobię, nie znam się na nich, a szkoda bić głową w mur. Ja znam się tylko na treningu i nim się zajmę. Plan na kolejny sezon to rozpoczęcie współpracy z dietetykiem sportowym, muszę mieć też lekarza, któremu mogę zaufać i który pomoże mi z moimi problemami. Niezbędny będzie też fizjoterapeuta na stałe, a nie tylko na dwa tygodnie przed startem. Poszukam specjalisty od  mediów społecznościowych, który odciąży mnie w ich prowadzeniu, bo i na tym polu sporo u mnie niedoskonałości.

Jeśli uda się pospinać wszystkie te elementy w jedną całość, dorzucić do tego taki trening jaki wiem, że jest potrzebny pod to konkretne wyzwanie, jestem pewien, że wrócę na start gotowy pokazać, że jeszcze nie powiedziałem w Chamonix ostatniego słowa!   

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Miki na 65. kilometrze UTMB7D (fot. Festiwal Biegowy/Piotr Dymus)

Ciekawostki UTMB 2019

  1. Po raz kolejny na UTMB pojawił się cały zaciąg Amerykanów, i po raz kolejny francuska ziemia okazała się mało gościnna dla biegaczy zza oceanu – na punkcie w Chapieux (tam, gdzie z trasy zszedł Marcin Świerc) w Top 10 było ich aż czterech, ale już do mety w pierwszej dziesiątce nie dobiegł żaden przybysz z USA.

  2. Honor kolegów uratowała Courtney Dauwalter, która okazała się bezkonkurencyjna wśród kobiet i ostatecznie zajęła 21. miejsce open, dając się wyprzedzić tylko jednemu rodakowi – Jasonowi Schlarbowi.

  3. W pierwszej trójce zameldowali się Pau Capell (zwycięzca) oraz Scotty Hawker (trzeci), czyli treningowi partnerzy Świerca z obozu przygotowawczego przed UTMB. Marcin już wtedy opowiadał, że wyglądali na diabelnie mocnych i że ewidentnie od nich odstawał, szczególnie na podejściach.

  4. Z trasy UTMB zeszło w tym roku ponad tysiąc osób, czyli ok. 45% wszystkich uczestników!

  5. Polacy stanowili dziewiątą siłę na Festiwalu UTMB. W sumie 253 biało-czerwonych otrzymało numery startowe na wszystkie biegi. Najlepszy na głównym dystansie okazał się Paweł Dybek, który ukończył 171-kilometrowy wyścig na 42. miejscu z czasem 26:08:43.

  6. Największymi zwycięzcami tegorocznego UTMB okazali się Hiszpanie, których reprezentanci wygrali trzy najważniejsze konkurencje: CCC (Luis Alberto Hernando), TDS (Pablo Villa Gonzalez) i UTMB (Pau Capell).

  7. W przeciwieństwie do kibiców z Półwyspu Iberyjskiego, my nie mieliśmy dużo powodów do radości. Oprócz Marcina Świerca bieg poddała również druga nasza wielka faworytka Magda Łączak, a jedyne polskie podium w ramach festiwalu padło łupem Pauliny Tracz, która zajęła 2. miejsce w 40-kilometrowym biegu towarzyszącym – MCC. 

  8. Na osłodę furorę w Chamonix zrobił Kamil Leśniak, który ukończył bieg OCC (54 km) w… podróżnej poduszce na szyi. Sprintujący z poduszką Polak wywołał na głównym deptaku aplauz porównywalny tylko ze zwycięzcami! Jednak on także nie był zadowolony ze swojej dyspozycji i na mecie tłumaczył dziennikarzom, że przespał cały bieg i obudził się dopiero na mocny finisz.

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Miki zdjęty z trasy (fot. Jan Nyka)

Epilog, czyli UTMB7D

Miki: Tuż przed feralnym startem w Chamonix trener Świerc zdążył mi jeszcze napisać wiadomość: „Skoro masz formę, to może polecisz Bieg 7 Dolin za tydzień?”. Na odpowiedź, że jestem na tak, jeszcze w piątek przed UTMB dostałem plan treningowy na ostatni tydzień przed krynickim Festiwalem Biegów. No i faktycznie wyszło na to, że Świercu zadbał o wszystkich, tylko nie o siebie…

Kto by pomyślał, że splot różnych, nieoczekiwanych okoliczności sprawi, że zamiast w Chamonix staniemy razem na starcie w Krynicy-Zdroju. Marcin na osłodę po niepowodzeniu we Francji wybrał klasyczną setkę, ja zdecydowałem się na B7D z plusem, czyli w sumie 117 km po Beskidzie Sądeckim – takie moje małe, prywatne… UTMB7D!

Od początku obu nam pięknie szło, widać było, że blisko trzy lata ciężkich treningów nie poszły na marne. Jeszcze na 70. km Marcin prowadził stawkę na swojej trasie, a ja dotrwałem na czele nawet do 80. km mojej konkurencji! Niestety, potem wszystko się posypało – u Marcina mniej, bo ostatecznie zajął drugie miejsce, wyprzedzony tylko przez będącego w fenomenalnej formie Bartosza Gorczycę. Ja za to poniosłem totalną klęskę, wycofując się z rywalizacji na punkcie w Piwnicznej-Zdroju.

To był 83. km, do mety wciąż pozostawało ponad 30 kilometrów, a ja przeżyłem coś, czego nie życzę nikomu, nawet największemu wrogowi. Tydzień z noworodkiem pod jednym dachem to już wyzwanie samo w sobie. Kilka nieprzespanych nocy z rzędu potrafi całkowicie wytrącić człowieka z rytmu. To prawdziwy cud, że w ogóle udało mi się wykonać zaplanowane treningi! A jeśli dorzuci się do tego kolejną – nie tylko nieprzespaną, ale też prawie w całości przebiegniętą noc, to wiadomo, że trzeba było za to zapłacić.

Łudziłem się, że wewnętrzny komornik poczeka do mety i dopiero tam zetnie mnie z nóg, ale on miał inny plan. Zaczęło się od senności. Wiele razy zdarzało mi się to już na różnych biegach, ale żeby oczy mi się zamykały nawet na zbiegach – takie historie znałem tylko z opowieści największych harpaganów z rajdów przygodowych.

REKLAMA

REKLAMA

Road to UTMB: Marcin Świerc i Mikołaj Lange w drodze do startu w Ultra-Trail du Mont-Blanc 2019 Szykujemy się na drugą połowę Road to UTMB! (fot. Jan Nyka)

Potem doszło to, co tydzień wcześniej zdjęło z trasy Marcina – bulgotanie w brzuchu, wyłączone trawienie, nudności, moc spadająca w szalonym tempie. Kiedy na dokładkę pojawiły się zawroty głowy, postanowiłem zakończyć męki, zanim zemdleję i z trasy zgarnie moje „zwłoki” GOPR. Kilka lat temu pewnie zdecydowałbym się na dalszą, kilkugodzinną tułaczkę do mety, ale teraz wiem już, że są na tym świecie ważniejsze rzeczy – szczególnie kiedy w domu czeka na ciebie mały skarb, dla którego nie ma znaczenia, które miejsce zajął tatuś. Ważne, że jest. Po prostu jest.

„Jesteś zadowolony, czy jednak czujesz niedosyt?” - zagadałem Świerca w niedzielę po zawodach. Odpowiedział, że jest OK, ale że czuje zmęczenie sezonem, a przede wszystkim łomotem na UTMB. Oj, nawet trener nie wiedział, jak dobrze go rozumiałem. Po Krynicy moja biegowa ambicja spadła do zera – gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, czy za rok bierzemy rewanż w Chamonix, odpowiedziałbym, że to ostatnia rzecz, o jakiej myślę.

Biegi górskie na ultra dystansach to ogromne poświęcenie – trzeba poukładać pod nie większość życia. Po trzech latach takiego funkcjonowania mój szacunek do najlepszych w naszej dyscyplinie jest większy niż kiedykolwiek. Posmakowałem półprofesjonalnego treningu, przeżyłem kilka wzlotów i znacznie więcej upadków, zrozumiałem jak wiele pracy trzeba włożyć w najmniejszy nawet progres i biję się w pierś, bo kiedy rozpoczynaliśmy nasz projekt, zupełnie nie wiedziałem, z czym się mierzę. Biegi górskie to naprawdę ciężki kawałek chleba…

Ale tak jak kiedyś pisałem, jestem zadaniowym człowiekiem, więc skoro powiedziało się „A”, to trzeba powiedzieć „B ”. A nawet… UTMB!

Zobacz poprzednie odcinki:

RW

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij