Siostry Kaczmarek biegną do Paryża

Natalia i Alicja. Mistrzyni olimpijska w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów i wicemistrzyni świata juniorek… w sztafecie mieszanej  4 x 400 m. Wysokie, roześmiane, wygadane, bardzo podobne do siebie, z identycznym głosem, poczuciem humoru i pomysłem  na to, co będą robiły w lipcu 2024 roku. Na paryskim stadionie Stade de France chcą walczyć o medale igrzysk olimpijskich.

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
Natalia Kaczmarek (z lewej) i Alicja Kaczmarek (fot. Kamil Majdański)

Na rekonesansie już były. Parę miesięcy temu, tuż po igrzyskach w Tokio (i mistrzostwach świata juniorów w Nairobi) wybrały się razem na wakacje właśnie do Paryża. „Pobiegały” po ulicach stolicy Francji, ale na wieżę Eiffla wjechały windą – na skipy po schodach jeszcze przyjdzie czas. Za trzy lata Natalia – w ubiegłym roku najszybszy z „Aniołków Matusińskiego” (a na co dzień Marka Rożeja z AZS AWF Wrocław) – będzie miała 27, a Alicja 23 lata. Natalia na pewno będzie biegała 400 metrów, zapewne w sztafecie. Alicja – nie wiadomo. W tej chwili jest szóstą na świecie juniorką w biegu na 400 metrów przez płotki, ale chce spróbować czegoś nowego, Jak mówią jej koledzy, zapatrzyła się na Patryka Dobka, więc w planie ma wydłużenie dystansu do 800 m.

16 lat temu, kiedy Natalia miała lat osiem, a Ala cztery, mistrzynią Polski juniorek na 800 m była Marta, ich siostra. Bo bieganie w rodzinie Kaczmarek zaczęło się od trzeciej siostry, dziś psycholożki, a od roku także… trenerki lekkoatletyki. Gdyby się uparły, mogłyby jak beligijscy bracia Boerle we trzy wystartować w sztafecie 4 x 400 metrów.

Taniec z buławami

Górzyska pod Drezdenkiem, w Lubuskiem. Wioska z 12 numerami i niespełna 50 mieszkańcami. Z ostatniego domu, z leśniczówki przy szkółce leśnej, wychodzi spora ekipa. Idzie pobiegać.

To Łukasz Kaczmarek, trzydziestosześciolatek, który szykuje się do swojego pierwszego półmaratonu (przez covid wciąż mu go przekładają), jego siostra Marta, która karierę świetnie się zapowiadającej biegaczki na średnie dystanse zakończyła 15 lat temu, gdy miała niespełna 18 lat i problemy zdrowotne, oraz dwie kolejne siostry lekkoatletki: Natalia i Alicja.

Las rodzeństwa Kaczmarek to ich naturalne środowisko: rodzice przez długie lata pracowali w Lasach Państwowych, mama Joanna jest teraz zastępcą nadleśniczego, a tata Krzysztof przeszedł na swoje, prowadzi tartak i wynajmuje drewniany dom zbudowany przez dziadka.

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
Alicja Kaczmarek we wrześniu skończy 20 lat. Jest wicemistrzynią świata juniorek w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów i szóstą juniorką świata w biegu na 400 metrów przez płotki. (fot. Kamil Majdański)

Oboje od zawsze byli fanami sportu: w młodości mama Marty, Ali i Natki biegała przez płotki, tato startował w trójskoku, oboje trenowali siatkówkę, więc wszystkie trzy córki postanowili wychować na sportowo. Jeździły konno, wozili je na pływalnię do Sierakowa, a Alicja z Natalią w dzieciństwie trenowały tenis i… taniec z buławami – specjalność Drezdenka. Nie było zmiłuj, musiały pójść w sport. Dlatego gdy w Tokio Natalia zdobywała złoty medal, w rodzinnej leśniczówce w Górzysku zapanowała euforia.

„Jesteśmy dużą i bardzo sportową rodziną, więc czasem się zdarza, że jak wszyscy zjedziemy do domu, to idziemy razem pobiegać czy pospacerować – opowiada Natalia, która żali się, że po remoncie nie ma już swojego pokoju w Górzyskach, bo stał się gościnnym. – W ogóle jestem niezłym nomadem: w styczniu skończyłam 24 lata, a już z piętnaście razy się przeprowadzałam”.

Zaczęło się od internatu w Drezdenku, potem był m.in. Gorzów i Wrocław, gdzie miała mieszkanie po Marcie, która też tam studiowała, a teraz jest Olsztyn, gdzie wraz z Konradem Bukowieckim chodzą na spacery z Ciapką, czyli cavalierem king charles spanielem, która zdecydowanie za bieganiem nie przepada.

Płacz przez płotki

Natalię pierwszy trener Tomasz Saska odnalazł na przełajach w Gorzowie. Był rok 2013. 15-letnia licealistka z Drezdenka, wystawiona przez ogólniak, wygrała z zawodniczkami trenującymi już od dawna w klubach. Zapytał o nazwisko, skojarzył z siostrą Martą i zaciągnął do klubu ALKS AJP Gorzów Wlkp. Najpierw chciał z Natalii zrobić wieloboistkę.

„Pół roku startowałam w tych wszystkich konkurencjach, ale nie potrafiłam nauczyć się skakać wzwyż i trener się poddał” – śmieje się Natalia. I zdecydował, że będzie biegać przez płotki na 100 i 400 metrów.

"Tylko że ja się ciągle na tych płotkach wywalałam. W pierwszym sezonie w życiu na cztery biegi dwa razy się wywróciłam i jak trener chciał mnie wystawić na MP, to płakałam, że nie chcę, i prosiłam, żebym biegała 400 metrów, ale płaskie. Postawił warunek, że będę mogła pobiec, jak poprawię swój czas na tym dystansie" - opowiada biegaczka

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
Natalia Kaczmarek w styczniu obchodziła 24. urodziny. Jest mistrzynią olimpijską w sztafecie mieszanej 4 x 400 m i wicemistrzynią olimpijską w sztafecie 4 x 400 m kobiet. W sezonie 2021 mistrzyni Polski  w biegu na 400 metrów z życiówką 50,70 s. (fot. Kamil Majdański)

"Pojechałam wtedy na jakieś zawody, ale strasznie padał deszcz i wiał taki wiatr, że jakiś parasol mi wpadł pod nogi. I się nie poprawiłam. Ale powiedziałam trenerowi, że nie ma sensu biec tych czterysta płotki, bo na mistrzostwach są dwa biegi, a ja się w co drugim wywalam, więc na pewno jednego nie ukończę. No i w końcu się zgodził” – wyjaśnia Natalia.

Okazało się, że na Mistrzostwach Polski Juniorek Młodszych akurat nie było najlepszej wówczas zawodniczki i Natalia wygrała. „I tak w 2014 roku zostałam czterystumetrówką. Już na zawsze” - podsumowuje.

Kłopoty z płotkami łączą Natalię z Alicją, która kilka tygodni temu zmieniła dystans i trenera. „U mnie akurat na zawodach wszystko grało i wychodziło znakomicie, ale na treningach miewam ogromne problemy. Jako młodziczka biegałam na 600 metrów i to był mój ukochany dystans” – mówi Alicja, która była nawet mistrzynią Polski.

Ale już juniorki nie mają takiego dystansu i muszą się na coś zdecydować. Trener nie chciał, żeby w młodym wieku robiła tyle kilometrów i biegała na 800 m. Oboje uznali, że na 400 m jest jednak za wolna, więc Tomasz Saska znów postawił na płotki. Alicja śmieje się, że wszyscy mówią, że tak zapatrzyła się na Patryka Dobka, że postanowiła szybko pobiec w jego ślady i też zmienić dystans z 400 m przez płotki na 800.

„Ale to nie tak. Na początku nie wiedziałam, jak się to robi, więc wychodziło dobrze, zwłaszcza na zawodach. A potem, jak człowiek dorośleje, coraz więcej rozumie, wszystko analizuje, okazało się, że ten dystans, a przede wszystkim te płotki są dla mnie za ciężkie psychicznie i stwierdziłam, że po 6 latach potrzebuję zmiany – mówi. – Płotki biega się na określoną liczbę kroków; ja się bałam, zatrzymywałam przed płotkami, prawie codziennie płakałam. Musiałam coś zmienić. Pomyślałam, że kiedyś biegałam 600 m, to na 800 m też się odnajdę” – przyznaje Alicja, a Natalia dodaje, że siostra musi być cierpliwa i wszystko sobie poukładać, bo zmiana dystansu i treningu to nie takie hop siup: na to potrzeba czasu i zdrowia.

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
„Robimy podobne miny i gesty, mamy podobne poczucie humoru, ale nie zawsze się tak przyjaźniłyśmy. Jak to u sióstr, różnie bywało” - mówią Natalia (z lewej) i Alicja Kaczmarek. (fot. Kamil Majdański)

Magiczne 50 sekund

Natalia po zdobyciu dwóch medali olimpijskich chce iść, a właściwie szybko biec za ciosem. Zdobyła już najważniejsze trofea jako „Aniołek” ze sztafetą kobiecą i mieszaną, teraz czas na walkę z czasem i większe sukcesy indywidualne. W ubiegłym sezonie w wielkiej rywalizacji, jaką jest w Polsce bieg na 400 m, była najszybsza – czas 50,70 s to czwarty rezultat w historii polskiej lekkiej atletyki (najszybsza jest Irena Szewińska z czasem 49,29 s). Po raz pierwszy została też mistrzynią Polski. I podtrzymała złotą passę – jak dotąd mistrzostwo Polski zdobywała we wszystkich kategoriach wiekowych: jako juniorka młodsza, juniorka i w kategorii młodzieżowej U23 (w tej kategorii jest także mistrzynią Europy). Jeszcze nigdy, gdy startowała w swojej kategorii wiekowej, nie była nawet druga.

Teraz przed nią mityczna bariera 50 sekund oraz mistrzostwa świata w hali i na otwartym stadionie. W pierwszym swoim starcie w tym sezonie, w lutym, pobiła rekord Polski w biegu na 300 m, w drugim pobiegła na 400 m i pobiła rekord życiowy 51,58 s, który był przez chwilę drugim czasem na świecie, zaraz za… nowym rekordem Polski Ani Kiełbasińskiej.

„Ta niesamowita rywalizacja, jaką mamy teraz w kraju, bardzo nas nakręca i mobilizuje. A to, że już nie jestem najmłodsza, dobrze wróży dla dalszych losów sztafety i mam nadzieję, że nasza dobra passa będzie cieszyła kibiców jeszcze przez wiele lat" – mówi Natalia.

"Świetna, luźna atmosfera bardzo nam pomaga w trudnych treningach. Wszystkie wiemy, że jak stajemy w blokach, jesteśmy rywalkami, walczymy o zwycięstwo, a za metą znów jesteśmy roześmianymi przyjaciółkami, które szykują się do wspólnego boju w sztafecie, bo wiemy, że czym będziemy mocniejsze, tym mocniejsza będzie nasza drużyna” – tłumaczy zawodniczka, która do ubiegłego roku biegała w eliminacjach, a teraz, jak mówi, „wbiegła na wyższy poziom”.

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
"Często wysyłamy sobie treningi, rozmawiamy o przygotowaniach, a jak przyjeżdżamy do domu, to razem trenujemy. Żyjemy tym samym życiem biegaczek, więc to naturalnie wychodzi” – mówią siostry Kaczmarek. (fot. Kamil Majdański)

I tylko jedno się nie zmienia: jest najbardziej rozgadana w sztafecie. Jak twierdzą koleżanki, Natalia zawsze ma coś do powiedzenia, na każdy temat. „Nie będę ukrywała, że jesteśmy takimi samymi gadułami, robimy te same gesty i miny. Czasem robimy sobie żarty z ludzi przez telefon, bo głos też mamy identyczny” – śmieje się Alicja.

Natalia w wieku 23 lat zapracowała już na emeryturę, którą mają zagwarantowaną medaliści olimpijscy, ale to nie zaspokaja jej sportowych ambicji. „Czuję, że nie wykorzystałam jeszcze swoich możliwości. Trenuję ciężko, ale mam rezerwy, bo nie przykręciłam do końca śruby treningowej” – zapewnia Natalia.

Chce teraz zdobywać medale mistrzostw Europy i co najmniej kwalifikować się do finałów mistrzostw świata i następnych igrzysk. Żeby tego dokonać, trzeba biegać poniżej magicznej granicy 50 sekund, o której myśli i do której zbliża się już kilka polskich biegaczek.

„Po to się trenuje, żeby przesuwać swoje granice. Na razie trzy razy udało mi się pobiec poniżej 51 sekund; gdybym tak biegała regularnie, też byłoby dobrze. Ania, która ma teraz najlepszy czas w Polsce, na razie tylko raz pobiegła tak szybko” – tłumaczy Natalia.

Obie są bardzo młode, więc bieg życia pewnie jeszcze przed nimi. Ale już kilka pamiętnych za nimi. „Nie zapomnę biegu na 600 m w hali na mistrzostwach Polski w 2019 roku, gdy miałam niespełna 17 lat. Był plan, żeby zrobić rekord Polski juniorek młodszych. Biegłam wtedy praktycznie sama, reszta stawki daleko. Bardzo chciałam pobić ten rekord. Pobiegłam 1:31:73 i brakło mi tylko 22 setnych sekund. To naprawdę bardzo mało” – mówi Alicja, która wkrótce zmierzy się z 800-metrowym wyzwaniem. Ale nie wyklucza też szybkiego biegania na 400 m. Trudne połączenie, ale nie ma rzeczy niemożliwych.

Siostry Kaczmarek biegną do Paryża Kamil Majdański
„Czuję, że w treningu mam jeszcze spore rezerwy i weszłam na wyższy poziom biegania” - mówi Natalia Kaczmarek (na pierwszym planie. „Chciałabym pobiec śladami Natalii - chcę biegać szybciej. Potrzebowałam zmiany” - dodaje Alicja Kaczmarek. (fot. Kamil Majdański)

Fizjo, dieta i sport

Alicją z Natalią, na pewno mogą być samowystarczalnymi sportowcami. Pierwsza studiuje dietetykę na AWF w Poznaniu, druga na wrocławskim AWF ma już licencjat z fizjoterapii, a teraz jest na studiach magisterskich na kierunku „sport” ze specjalizacją „trener przygotowania motorycznego”.

„Ale nikomu nie robię zabiegów ani masaży, bo uważam, że za mało potrafię; to tylko licencjat. Z jednej strony wybrałam AWF, bo przy trybie życia sportowca to są trochę lżejsze studia, ale z drugiej nie mam w zwyczaju odpuszczać, więc wiele razy odmawiałam wyjazdów na zgrupowania, bo się stresowałam i chodziłam na zajęcia, żeby zaliczyć rok. Najtrudniej było na ortopedii i traumatologii, a najwspanialej u cudownej mistrzyni dr Renaty Mauer-Różańskiej. Teraz jest łatwiej, bo na magisterskim »sporcie« mam dużo nauki zdalnej i indywidualne zajęcia z wykładowcami” – opowiada Natalia, która znalazła się we Wrocławiu i u trenera Marka Rożeja… przez siostrę i Marka Plawgę, znakomitego lekkoatletę, biegającego 400 metrów przez płotki. Plawgo dzwonił do Marty Kaczmarek i namawiał, żeby… namówiła Natalię na ten Wrocław, na AWF i na trenera. I tak jest od 6 lat.

„Jak komuś mówię, że studiuję dietetykę, to od razu mnie pyta, co mogą jeść, a co nie. Ludzie, co ja mogę wiedzieć o dietetyce, jestem przecież na pierwszym roku!” – śmieje się Ala, która mówi, że nie tylko z tego powodu zdarza jej się zjeść czekoladę lub pochrupać czipsy przy ulubionych serialach czy czytaniu romansów, bo właśnie wpadła w fazę romansowych lektur.

„Od czasu do czasu rzucę jakąś ciekawostką dietetyczną, której już się nauczyłam, ale ponoć dopiero po trzecim roku przestaje się w ogóle jeść, bo za dużo się człowiek dowiaduje o niezdrowym jedzeniu” – dodaje Alicja Kaczmarek, która mimo pandemii chodzi na wiele zajęć stacjonarnych, ale studenckiego życia jeszcze nie zakosztowała. Cóż, taki jest los sportowca.

Sztafeta sióstr

„Z Natalią w dzieciństwie strasznie się kłóciłyśmy, wcale nie byłyśmy takimi przyjaciółkami i dopiero bieganie bardzo nas do siebie zbliżyło” – opowiada Alicja.

Natalia potwierdza. „Ja poszłam w ślady Marty, bo pamiętam, że bardzo mi się podobało, jak trenowała to bieganie, ale byłam pewna, że Ala, patrząc na mnie, zrobi zupełnie odwrotnie i nie będzie się zajmować tym sportem. Tymczasem mój pierwszy trener Tomasz Saska, jak się dowiedział, że mam jeszcze jedną siostrę, to od razu kazał do niej dzwonić i ją ściągać, bo czuł, że też będzie dobrze biegać. No i jej się spodobało” – opowiada.

Można powiedzieć, że to sztafeta pokoleniowa. „Natalia miała za wzór Martę, ja zapatrzyłam się na Natalię i tak to poszło” – kwituje dziewiętnastolatka, która teraz często radzi się siostry w sprawach treningowych.

„Ale już z tym radzeniem nie przesadzam jak kiedyś, gdy cały czas chciałam jej dawać wskazówki, ale nie za bardzo chciała słuchać. Ala, jak każdy, musi biec własną drogą i pouczyć się trochę na własnych błędach. Jednak często wysyłamy sobie treningi, rozmawiamy o przygotowaniach, a jak przyjeżdżamy do domu, to razem trenujemy. Żyjemy tym samym życiem biegaczek, więc to naturalnie wychodzi” – dodaje mistrzyni olimpijska.

Warto przeczytać:

RW 03-04/2022

Zobacz również:
REKLAMA
}