Stanik Jamesa Bonda (felieton z cyku Okiem biegaczki)

Wyobrażacie sobie, o ile gadżetów więcej mógłby mieć James Bond, gdyby był kobietą? A gdyby do tego był jeszcze biegaczką? Panie od czasu do czasu mają okazję się o tym przekonać. Niestety.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Nieważne, czyją twarz ma Bond. Czy uśmiecha się szarmancko jak Connery, klasycznie jak Moore, czy niejednoznacznie jak Craig, na gadżety zawsze może liczyć. Przez dekady opracowuje je genialny konstruktor brytyjskiego wywiadu – Q. Śmiercionośne parasole, zabójcze pióra, wybuchowe zegarki itd.

REKLAMA

A gdyby tak konstruktorom pozwolić „doposażać” typowo damskie akcesoria? Mogę sobie wyobrazić, jak znakomicie celowałoby się ze szminki z laserem, robiło zasłonę dymną z pudru czy łączyło z agentami na drugim końcu świata dzięki superantenie w szczoteczce tuszu do rzęs.

Ale co to ma wspólnego z bieganiem? Odpowiedź na to pytanie zna każda kobieta, która szukała kiedyś sportowego stanika. Oczywiście dbanie o zdrowie, w tym także o kręgosłup i biust, jest w bieganiu podstawą. I naukowcy, pochylający się z troską w laboratoriach nad naszymi piersiami, bardzo nam pomagają. Niestety, musimy pamiętać, że później nad tym samym tematem pochylają się marketingowcy. I tu zaczyna się zabawa w kotka i myszkę.  

Wejście do działu „biustonosze sportowe” w sklepie sportowym to jak wizyta w tajnym laboratorium Q. Na pierwszy rzut oka niby nic – stanik jak stanik. Ale, ale... Wystarczy, że dostrzeże nas jakaś chętna do pomocy dusza. I się zaczyna.

Etap 1. zupełnie jak u Q – lista skomplikowanych nazw. Systemy shock absorber, active multi, scoop back, pro fierce, high compression, seamless, reversible strappy, pro hypercool... Długo mogłabym wymieniać. W tej sytuacji agent Jej Królewskiej Mości ma nawet łatwiej, bo o nowinkach technologicznych słucha w ojczystym języku. U nas wiadomo: skoro ma brzmieć nowatorsko i modnie, to musi być po angielsku.

Etap 2. Ekspert możliwie prostymi słowami tłumaczy wyłuszczoną wcześniej terminologię. Ale uwaga: wersja uproszczona nadal musi być na tyle skomplikowana, żeby wszystko brzmiało jak traktat o podboju kosmosu. A do tłumaczenia funkcji najlepiej jest użyć biustu klientki. Oczywiście tylko werbalnie.

Możemy się zatem nasłuchać o nieszczęściach, niedolach i udręce, jaką fundujemy swoim piersiom podczas biegania. Wstrząsy, podskoki, otarcia, uciski, utrudnione krążenie krwi. Aż trudno uwierzyć, że nasze piersi dotąd nie zastrajkowały i nie zostały w domu. Bo już wiemy, że tylko multisystemowy, samodostosowujący się stanik najnowszej generacji jest w stanie uratować nasz biust.

Etap 3. Ten, którego nie zna agent 007. To etap ceny. Raz w życiu zdarzyło mi się kupić w pośpiechu skarpety biegowe. Za zgromadzone w nich systemy zapłaciłam 89 zł, o czym przekonałam się dopiero przy kasie, stojąc na początku długiej kolejki cmokających ze zniecierpliwienia klientów. Przełknęłam ślinę i zapłaciłam. Teraz przełykam ślinę już tylko przy urządzeniu sprawdzającym cenę.

Tak jak supergadżety nie zrobią z żandarmów z Saint Tropez agentów 007, tak też multisystemowy, samodostosowujący się stanik za nas nie pobiega. Nie zrobi też ćwiczeń stabilizujących ani nie będzie pamiętał o poprawnej sylwetce. Dajmy się zatem oczarować Q i jego wynalazkom, ale tylko w kinie. Wychodząc na ścieżkę biegową, wystarczy pamiętać o rozsądku i bezpieczeństwie. „Golden Eye” to nie „Golden Bra”, a „Skyfall” to nie „Brafall”.

RW 03/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA