Sukcesy polskich biegaczy: Przeżyj to jeszcze raz! [WIDEO]

Biało-czerwoni potrafią wygrywać nie tylko na skoczniach i trasach narciarskich. Mieliśmy i mamy biegaczy, których występy napawają nas dumą, a dodatkowo sprawiają, że sami chcemy walczyć o zwycięstwa. Przypominamy najlepsze momenty polskiego biegania.

Jakkrit Orrasri 2014/shutterstock.com
fot. Jakkrit Orrasri 2014/shutterstock.com

Mistrzostwa świata Sewilla 1999 – bieg na 200 m

Marcin Urbaś: w rytmie Iron Maiden

Sewilla to były mistrzostwa Marcina Urbasia. Już w eliminacjach sprinter pobiegł 20,32 s, czyli o 0,02 s lepiej od swojej życiówki. W półfinale Urbaś startował na siódmym torze, za plecami miał m.in. Francisa Obikwelu, Marlona Devonisha i Francka Fredericksa. Doborowy skład konkurentów wzbudził dodatkową mobilizację.

"Byłem bardzo mocno zmotywowany, zgniotłem nawet puszkę po napoju, deklarując, że w ten sposób zmiażdżę rywali. Zachowałem ją jako pamiątkę" – śmieje się dzisiaj Urbaś.

Jak na wokalistę rockowego przystało, przed startami słuchał muzyki. W jego walkmanie królował wtedy heavymetalowy Iron Maiden. Urbaś świetnie wystartował. Miał najlepszy czas reakcji. Szybko dogonił biegnącego na ósmym torze Kevina Little'a. Na wirażu ścigał się z nim prawie bark w bark. Na prostej gonił już tylko Obikwelu. Na metę wbiegł na drugim miejscu ze stratą zaledwie metra do Nigeryjczyka.

Sędziowie długo kazali czekać na wyniki biegu. W końcu tablica świetlna pokazała wynik 19,98 s! Polak pokonał granicę 20 s. Wcześniej tę barierę wśród białych sprinterów złamał tylko Włoch Pietro Mennea. Urbaś został trzecim Europejczykiem w historii, który zszedł poniżej tej granicy. W 1999 r. nie było szybszego białego człowieka. 

Mistrzostwa świata Osaka 2007 – bieg na 400 m przez płotki

Marek Plawgo: po medal na czczo

Plawgo jechał do Osaki ze słabym czasem (48,88 s). W pierwszym biegu eliminacyjnym zajął trzecie miejsce z wynikiem 49,66 s. Kiedy wydawało się, że jego przygoda z mistrzostwami niebawem się zakończy, w półfinale błysnął formą. Uzyskał najlepszy czas półfinałów, wyprzedził nawet lidera sezonu Amerykanina Jamesa Cartera.

W finale wylosował tor 7. Za nim biegli główni pretendenci do medali: James Carter, Felix Sanchez i Kerron Clement, gonił natomiast Amerykanina Derricka Williamsa i Jamajczyka Danny'ego McFarlana. To był bieg na czczo. Plawgo przyznał, że przez kilka ostatnich dni chodził po Osace głodny. Nie smakowało mu serwowane jedzenie. Lubił sushi, ale po pewnym czasie widok surowej ryby go odrzucał.

Po starcie mordercze tempo narzucił Williams. Marek nie oglądał się na rywala i biegł swoje, co dało dobre rezultaty, bo Amerykanin opadł z sił w połowie dystansu. Prowadzenie objął wówczas Kerron Clement. Polak z Sanchezem i Carterem był w grupie pościgowej za liderem. Na ostatniej prostej Amerykanin uzyskał kilkumetrową przewagę, na drugim miejscu biegł Sanchez, Plawgo był czwarty za Carterem.

Decydującym momentem był ostatni płotek. Po pokonaniu tej przeszkody Polak zrównał się z Amerykaninem, co wyraźnie podkopało morale Cartera, który nie miał już sił walczyć ze zdeterminowanym Polakiem. Marek zdobył brązowy medal, ustanawiając jednocześnie nowy rekord Polski – 48,12 s!

Mistrzostwa świata Edmonton 2001 – bieg na 800 m

Paweł Czapiewski: Hitchcock w pożyczonej bluzie

Paweł Czapiewski słynął z charakterystycznej techniki i strategii biegu na 800 m, która przyprawiała kibiców o palpitacje serca. Po starcie instalował się na samym końcu stawki i z tyłu kontrolował rywali. Podobnie było w finale MŚ w Edmonton. W tym biegu stawka mocno się rozciągnęła, a przed ostatnim wirażem Czapiewski nadal był ostatni.

Dodatkowo z grupy urwał się Andre Bucher i dwaj Kenijczycy, nasz zawodnik miał do nich dużą stratę. Na ostatniej prostej wydawało się, że medale są już rozdzielone. Tymczasem nie wiadomo skąd pojawił się "Czapa", który zaczął swój morderczy finisz. Biegł, jakby startował na 60 m. Mijał z łatwością kolejnych przeciwników. Przesuwał się do przodu, aż do prowadzącej trójki brakowało mu tylko 20 metrów. Błyskawicznie niwelował tę stratę.

Tuż przed metą rozdzielił Kenijczyków, dosłownie centymetrów zabrakło mu do srebra. Chociaż, oglądając bieg, można odnieść wrażenie, że Polak w pewnym momencie włącza podtlenek azotu umieszczony w butach, on sam podkreślał, że cały czas trzymał tempo, a przeciwnicy słabli.

Zdobycie medalu było wielkim przeżyciem dla Czapiewskiego. Podczas rundy honorowej rozmawiał z Andre Bucherem, ale kompletnie nie pamięta o czym. Co więcej, zgubił bluzę od reprezentacyjnego dresu. Na uroczystość dekoracji medalistów pożyczył podobną od Moniki Pyrek. 

Mistrzostwa Europy Barcelona 2010 – bieg na 800 m

Lewandowski & Kszczot: polskie podium

Na mistrzostwach Europy w Barcelonie w 2010 roku w finale było dwóch reprezentantów Polski: 23-letni Marcin Lewandowski, lider europejskich rankingów, oraz młodszy od niego o dwa lata Adam Kszczot. W finale Kszczot w stylu Czapiewskiego kontrolował bieg, biegnąc na samym końcu. Lewandowski starał się wraz z innymi zawodnikami dyktować tempo. Pod koniec pierwszego okrążenia Adam przesunął się do przodu.

Bieg prowadzili Hiszpan Luis Marco i Brytyjczyk Michael Rimmer. Przed ostatnim wirażem polski tandem przyczaił się za Rimmerem. Lewandowski zaczął przyspieszać 200 m przed metą, Brytyjczykowi udawało się jednak odpierać ataki Polaka do ostatniego wirażu. Na prostej Marcin rzucił się do sprinterskiego pojedynku. Walczyli bark w bark. Biegli obok siebie jakieś 60 m, wydawało się, że minimalną przewagę ma Brytyjczyk. Rozstrzygnięcie dały dopiero ostatnie metry. Polak zdobył złoto, Rimmer musi zadowolić się srebrem.

"Trzymałem się go jak cienia. Biegliśmy na tzw. zakładkę. Po depnięciu cały łuk i prostą lecieliśmy łeb w łeb. Wielką rolę odegrała psychika. Nie poddałem się do samego końca, mimo że nogi uginały się ze zmęczenia, a ciało nie dało się już kontrolować" – wspomina Lewandowski.

Tuż za prowadzącą dwójką toczyła się równie pasjonująca batalia. Kszczot skutecznie obronił brąz przed atakującym go Holendrem Arnoud Okkenem. 

RW 04/2013

1 2 3
STRONA 3 z 3
REKLAMA