Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi

Co można zrobić, by ratować życie i zdrowie tysięcy ludzi? Stowarzyszenie Ultrakrew uznało, że dobrym sposobem będzie ekstremalny marszobieg brzegiem morza w środku zimy, zachęcający ludzi do honorowego krwiodawstwa. Pomysł szalony, ale to jednak działa!

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Agata Masiulaniec
Ultrakrew to ultrawysiłek na ultradystansie w ultratrudnych warunkach, ale satysfakcja z pokonania tej trasy jest  ultrawielka! (fot. Agata Masiulaniec)

Początek tej historii to gotowy scenariusz kolejnego odcinka serialu „Dr House”. Oto do szpitala trafia dziewczyna, która jeszcze parę godzin wcześniej była okazem zdrowia, a teraz jest w tak ciężkim stanie, że balansuje na granicy między życiem a śmiercią. Zapada w śpiączkę, a ścigający się z czasem lekarze diagnozują u niej niezwykle rzadką chorobę – zakrzepicę małopłytkową. Powoduje ona, że płytki krwi ulegają gwałtownemu rozpadowi, tworząc zatykające naczynia krwionośne skrzepy.

Rokowania nie są optymistyczne: choroba jest tak groźna, że aż 90% pacjentów nie udaje się przeżyć. Lekarze jednak nie zamierzają się poddawać. Rozpoczynają dramatyczną walkę o uratowanie podpiętej do sprzętu podtrzymującego funkcje życiowe pacjentki. Przetaczają jej ogromne ilości osocza krwi – to jedyne „lekarstwo”, którym można powstrzymać tę chorobę.

W słowie „ogromne” nie ma przesady: potrzeba aż 171 opakowań osocza, by walka o życie dziewczyny mogła zakończyć się powodzeniem. To oznacza, że aż tyle osób musiało oddać krew, by leczenie można było kontynuować.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Tomasz Nowicki
Promujący krwiodawstwo marszobieg to nie wyścig – team od startu do mety trzyma się razem (fot. Tomasz Nowicki)

I choć statystycznie szanse na happy end są minimalne, historia pacjentki z zakrzepicą małopłytkową właśnie tak się kończy: dziewczyna nie tylko wybudza się ze śpiączki, ale pokonuje chorobę! Dzięki wysiłkowi lekarzy, dzięki trafnej diagnozie i skutecznej terapii, dzięki własnej woli życia i determinacji odzyskuje siły i wraca do zdrowia i pełnej sprawności.

W serialowej rzeczywistości w tym momencie na ekranie pojawiłyby się napisy końcowe, ale życie pisze przecież o wiele ciekawsze scenariusze.

W prawdziwym życiu do akcji wkracza Jacek Bastian, poszukujący przygód ultramaratończyk, uczestnik takich kultowych imprez, jak Ultra Trail du Mont Blanc, Tor Des Geants, Bieg Rzeźnika czy Beskidy Ultra Trail. Zainspirowany heroiczną walką o uratowanie dziewczyny czuje potrzebę działania. Jego uwagę przykuwa informacja, że do wyleczenia jednej pacjentki potrzebny był bezinteresowny dar krwi aż 171 anonimowych osób! Postanawia więc nagłośnić ideę honorowego krwiodawstwa, robiąc to, co lubi najbardziej – biegając.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Tomasz Nowicki
Każdy, kto otrzymuje koszulkę Ultrakrwi, automatycznie staje się ambasadorem akcji (fot. Tomasz Nowicki)

Namawia znajomych ultramaratończyków oraz wioślarza Adama Korola, czterokrotnego mistrza świata i mistrza olimpijskiego z Pekinu, i organizuje Ultrakrew, czyli 550-kilometrowy marszobieg wybrzeżem Bałtyku, połączony ze zbiórką krwi na terenie województw pomorskiego, zachodniopomorskiego i warmińsko-mazurskiego. Żeby nie było za łatwo – w końcu są ultrasami, a lekarze walkę o zdrowie i życie pacjentów toczą przecież w każdych warunkach; termin biegu wyznaczają na styczeń, gdy nad polskim morzem pogoda jest najgorsza.

„Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak ekstremalnie trudno” – wspomina Jacek ten pierwszy bieg, podczas którego zmagali się z najgorszym od ćwierćwiecza sztormem na Bałtyku. Jednak dzięki zainteresowaniu lokalnych mediów, które opisały akcję szaleńców przemierzających smagane huraganowym wiatrem plaże, udało się wówczas zebrać około 150 litrów krwi.Przemarzniętych do szpiku kości biegaczy ten niespodziewany sukces tak rozgrzewa i rozochoca, że od razu myślą o powtórce za rok.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Jacek Bastian
Maszerując brzegiem Bałtyku zimą, trzeba być gotowym na to, że dosięgną Cię lodowate fale morskiej wody (fot. Jacek Bastian)

Drugi i kolejne biegi robią już z większym profesjonalizmem i rozmachem – zakładają stowarzyszenie, pozyskują ogólnopolskich partnerów medialnych, aby jak najbardziej nagłośnić swój charytatywny projekt, projektują koszulki techniczne, które rozdają w konkursach uczestniczącym w akcji dawcom krwi.

„Te koszulki to ważna rzecz, bo każdy, który ją dostaje i nosi na treningach czy zawodach, automatycznie sam staje się ambasadorem Ultrakrwi – opowiada Jacek, podkreślając, że to koszulki najwyższej jakości, niepowodujące obtarć, aby każdemu chciało się w nich biegać jak najczęściej. – Niedawno dowiedzieliśmy się, że jedna z naszych ambasadorek chce pobiec w niej w Maratonie Bostońskim. Jesteśmy z tego bardzo dumni”.

Na większą skalę organizują także samą zbiórkę krwi. Chętni do jej oddania mogą to zrobić – na hasło „Ultrakrew” – już nie tylko na trasie i w trakcie biegu, ale też w punktach krwiodawstwa na terenie całej Polski. Priorytetowym celem Ultrakrwi niezmiennie pozostaje zachęcanie ludzi do krwiodawstwa, ale starają się też docierać do firm odpowiedzialnych społecznie.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Tomasz Nowicki
Rodzina Ultrakrwi rośnie z roku na rok - i bardzo dobrze! (fot. Tomasz Nowicki)

„Nie po to tylko, by wsparły nas finansowo, ale by pomogły nam rozpropagować ideę, że krwiodawstwo jest czymś szalenie ważnym. I to działa, bo firmy organizują zbiórki krwi wśród swoich pracowników, są z nami na plaży, chcą nawet podczas biegu wystawić własną sztafetę. Pamiętam jednego dyrektora, który właśnie na Ultrakrwi miał debiut krwiodawczy. Bardzo się tego bał, ale zrobił to, dając przykład swoim pracownikom” – opowiada Jacek.

Równie ważnym, jak mobilizacja ludzi do spontanicznej donacji krwi, zadaniem Ultrakrwi jest zachęcanie ich do jej regularnego oddawania. To wciąż jeszcze budzi sporo wątpliwości.

„Staramy się uświadamiać, że systematyczne, co dwa lub trzy miesiące, oddawanie krwi nie ma żadnego negatywnego wpływu na nasz organizm, w żaden sposób nie przeszkadza w osiąganiu dobrych wyników – mówi Jacek. – Co więcej, każdy dawca otrzymuje pełny raport o stanie swojej krwi, co pozwala szybko wykrywać problemy, na przykład nowotwory we wczesnym stadium. Jakikolwiek zły parametr krwi oznacza tzw. telefon od przyjaciela ze stacji krwiodawstwa z zaproszeniem na konsultację lekarską. Znam przypadki osób, które dzięki temu udało się uratować”.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Tomasz Nowicki
Dzięki projektowi Ultrakrew zebrano już 3800 litrów krwi. "Promujemy krwiodawstwo jako nowoczesny patriotyzm, który zwiększa sumę wspólnego dobra" - mówi Jacek Bastian (fot. Tomasz Nowicki)

Ultrakrew doczekała się również letniej edycji biegu, i to na aż dwukrotnie dłuższym dystansie – uczestnicy mieli do pokonania 1100 km wzdłuż Wisły, z Baraniej Góry do Sztutowa.

„Tradycją Ultrakrwi jest to, że zawsze mamy dobrą pogodę w takim sensie, że im gorsza dla biegaczy, tym lepsza dla sprawy – śmieje się Jacek. – Tak też było i tym razem: przez dwa tygodnie było piekielnie gorąco i ekstremalnie ciężko, ale udało się”.

Szczególny charakter miała z kolei zimowa edycja akcji w 2020 roku, podczas pandemii covid-19. Spadła wtedy gwałtownie liczba donacji krwi, a jednocześnie okazało się, że osocze ozdrowieńców może wspierać leczenie zarażonych koronawirusem. „W Polsce mamy 600 tysięcy honorowych krwiodawców, a mimo to dramatycznie brakowało wówczas krwi” – tłumaczy Jacek.

Ten covidowy kryzys jeszcze bardziej uświadomił zespołowi Ultrakrwi, jak wielką wartość ma to, co robią. Wartość, którą da się wyrazić liczbami. „Jako Ultrakrew zebraliśmy do tej pory ponad 3800 litrów krwi. Statystycznie taka jej ilość pozwala uratować ponad 24 tysięcy osób” – dodaje Bastian.

Ultrakrew: 550 km brzegiem Bałtyku, by nie zabrakło nigdy krwi Agata Masiulaniec
Podczas najbliższej edycji, w 2023 roku, ultrasi z Ultrakrwi metę w Piaskach zamierzają osiągnąć 15 stycznia (fot. Agata Masiulaniec)

Najbliższa zimowa edycja Ultrakrwi kolejny raz zaplanowana jest na styczeń – rozpocznie się 9, a zakończy 15 stycznia 2023 roku. Cały dystans pokonają razem członkowie stowarzyszenia, ale z pewnością nie będą sami: w poprzednich latach towarzyszyło im nawet kilkadziesiąt osób naraz.

„Może do nas dołączyć każdy, pod warunkiem że sam zadba o logistykę swojego biegu, czyli nocleg, wyżywienie i bezpieczeństwo” – wyjaśnia Jacek.

Tradycją zimowych Ultrakrwi jest już także bieg i marsz między molami w Gdyni i Gdańsku, którym tym razem odbędzie się w sobotę, 14 stycznia. „Tych, którzy chcą ten odcinek przebiec, poprowadzi Adam Korol albo inny znany sportowiec, a ci, którzy chcą go przejść – a są to często całe rodziny – pomaszerują razem z naszym zespołem” – mówi Jacek.

Krew na hasło „Ultrakrew” będzie można oddać na długo, zanim śmiałkowie ruszą na trasę brzegiem morza, i jeszcze długo po tym, jak skończy się ich walka z mrozem, wiatrem, deszczem i śniegiem. Zbiórka w całej Polsce ruszy 1 grudnia i zakończy się 31 stycznia. Możemy na Ciebie liczyć?

RW 11-12/2022

Zobacz również:
REKLAMA
}